rafhak pisze:Lech pisze: Zamiast przeszkolić nauczycieli na krótkim podstawowym kursie i jazda młodzieżą w góry. Pierwsza pomoc, opracowanie trasy, jak korzystać z mapy, zasady orientacji w terenie i do przodu. Turystyka szkolna to najlepsza metoda na zdrowie, edukację i pasję, nie jakieś pojechane przepisy, które tą turystykę zabijają.
Nie chciałbym, aby moje dziecko pojechało na wycieczkę w góry z nauczycielem, który przeszedł tylko krótki kurs. To stanowczo za mało...
Ciekawe, że w Czechach nie potrzeba żadnych dodatkowych kursów do prowadzenia młodzieży, zwlaszcza latem po znakowanych szlachach turystycznych. W Czechach ludzie po prostu myślką tą częścią ciała, która do tego służy i nikt tam nie twierdzi, że to za malo, ani nie wpada na jakieś idiotyczne pomysły robienia dwuletnich kursow przewodnickich (tyle trwa np. kurs na przewodnika sudeckiego w O/PTTK Jelenie Góra, w SKPS półtora roku).
Więcej takich jak Ty, rafhak, a niedługo nauczycielom w Polsce nie będzie można prowadzić swojej klasy np. na ognisko czy do parku obok szkoły żeby dzieciaki zobaczyły wiewiórki bo Pan Przewodnik lepiej opisze, zadba o bezpieczeństwo niż nauczycielka biologii.
rafhak pisze:Zgodzę się z Tobą, że turystyka szkolna to najlepsza metoda na zdrowie i edukację, ale nie zgodzę się z tym, że to przepisy turystykę zabijają.
Zabijają nie tylko turystykę i krajoznawstwo, ale w ogóle nie slużą rozwojowi sportu i kondycji fizycznej wśród młodzieży. Efekty aż nadto są widoczne. Wystarczy tylko zimą udać się do Czech i zobaczyć ilu tam ludzi porusza się na bieżkach, i porównać jak jest Polsce. U nas grupa każda grupa młodzieży by musiala mieć dodatkowo przewodnika (wielu przewodników nawet nie umie jeździć na nartach), a w Czechach takich bzdur nie ma.
Jeszcze raz powtórzę, co napisałem w poprzednim poście (cytat poniżej) i zapytam: czy czytałeś to w ogole i pomyslałeś co mam tu do przekazania?
Na trasie jednej z wycieczek spotkaliśmy grupę dzieci prowadzoną przez dwie nauczycielki. Jak to bywa na szlaku nawiązaliśmy z nimi przyjacielską rozmowę na różne tematy. Pamiętając o toczonej tu dyskusji o obowiązkowych przewodnikach, przy okazji zapytałem na jakich zasadach jest u nich aktualnie organizowana turystyka młodzieżowa. Zapytałem też, czy w górach jest wymagany przewodnik. Widać było u nich spore zdziwienie zadanym pytaniem. Wyjaśniłem im, że w Polsce są takie przepisy. Na to odpowiedziały, że jedynie zajęcia sportowe z młodzieżą, gdzie uczy się horoleżectwa z użyciem sprzętu wspinaczkowego prowadzą osoby specjalnie przeszkolone, ale żeby wymagać przewodnika górskiego od wycieczek chodzących pieszo po wyznakowanych szlakach? Przewodnik górski w ich rozumieniu to ktoś, kto prowadzi po trasach wspinaczkowych. Widać w Czechach nie ma takich bzdurnych przepisów, a nauczyciele prowadzący młodzież nie są szykanowani za prowadzenie wycieczek i karani mandatami, nikt nie zawraca grup bez przewodnika ze szlaku, a swoją kulturą turystyczną i usportowieniem ten mały kraj bije nas na głowę. Czy w Polsce też nie może być normalnie?