apollo pisze:Myślę, że gdyby nie ogłoszenia o kursach, to stracilibyśmy szansę na 66% Twoich postów

.
Jak zwykle grubo przesadzasz. Tak samo jak grubo przesadziłeś odnosząc się na swój specyficzny sposób do stwierdzenia faktu zajadłego szykanowania przez lobby przewodnickie osób, które zajmują się społecznym organizowaniem turystyki i krajoznawstwa, a nawet prywatnie pokazujących zabytki znajomym oraz zwalczania ich jako "konkurencji". Ci licencjonowani przewodnicy po prostu są tak "wybitni", że wysługują się umundurowanymi funkcjonariuszami aby wymusić korzystanie ze swoich usług i sterroryzować turystów strasząc ich paragrafami. Oto fragment informacji z komercyjnej strony internetowej pewnego przewodnika z Wrocławia.
- celowo pominięto jednak art. 4 ustawy o usługach turystycznych (gdzie jest mowa o działalności gospodarczej). Świetny marketing
Ukazana wyżej informacja, której nie powstydziliby się sam Monthy Python, to wyjątkowo kuriozalna "perełka" - esensja bzdur jakich uczą na kursach przewodnickich. Dobitnie pokazuje to, czego większość z nas na co dzień stara się nie zauważać: że we współczesnej Polsce wciąż interpretuje się prawo ad absurdum, że to nie państwo (czy, jak tutaj, kolejna samokoncesjonująca się grupa, która "załatwiła sobie" urzędową ochronę swych interesów) udowadnia winę oskarżonemu, tylko oskarżony musi udowodnić, że jest niewinny (że nie jest wielbłądem). Ta filozofia prawna, kiedyś charakterystyczna dla trybunałów badających oskarżenia o czary (gdzie, jak pamiętamy, oskarżona kobieta mogła swą niewinność udowodnić np. tonąc w trakcie próby wody), to dziś norma w działaniu polskich urzędów wykorzystujących sytuację, że Polacy, którzy są narodem uwielbiającym życie w rzeczywistości rodem z Monthy Python & Kafka, poprzestaną na marudzeniu. A nic nie zmienią nawet gdy na wrocławskich ulicach zaczną się aresztowania matek opowiadających o zabytkach własnym dzieciom.
Pomijając fakt, że zamieszczanie takich tekstów w internecie jest właśnie "piractwem", to jeśli komuś zdarzy się być zaczepionym przez przewodnickie kontrole, trzeba zdecydowanie odmówić przyjęcia pouczenia lub mandatu. W sądzie już tak łatwo nie pominą stosownych zapisów Ustawy o usługach turystycznych. Koszty postępowania wraz z odszkodowaniem za zakłócenie wycieczki powinny wtedy przemówić do pazernych.