Międzygórze: Trasy Piesze
Mam nadzieję, że warunki pogodowe na tyle się unormują, że będę mógł spokojnie planowaną trasą dostać się do Międzygórza oraz tam bez większych problemów "zaliczyć" wszystkie cele jakie sobie obrałem. Jeżeli jesteś bardziej zorientowany, mógłbyś podawać na forum, choćby i tutaj bądź przez PW, jak się sprawy mają? Wolałbym trzymać rękę na pulsie. 
A ja proponuję aktualne wieści umieszczać tutaj:
http://forum.sudety.it/viewtopic.php?p=21388#21388
http://forum.sudety.it/viewtopic.php?p=21388#21388
Już jakiś czas temu z Międzygórza wróciłem, więc czas podzielić się spostrzeżeniami. Oczywiście pobyt trwał zdecydowanie za krótko, a te skromne sześć dni zleciały wyjątkowo szybko. Ale do rzeczy.
We wtorek zgodnie z założeniami wybraliśmy się do Kletna. Już na samym początku trasy zwątpiłem, gdyż okazało się, że podejście niebieskim do Drogi Albrechta to wcale nie jest sielanka, a strome zbocze mimo zmiany warunków wydawało się ciągnąć w nieskończoność. Jednak koniec końców wyszliśmy na "prostą" i aż do Jaskini Niedźwiedziej wszystko szło w porządku. Zeszliśmy do Siennej, gdzie przystanęliśmy na obiad, a następnie lekkim spacerkiem do Kopalni Uranu. I tutaj na chwilę się zatrzymam. Do każdego, kto wybiera się w te strony. Warto zapłacić tych kilka złotych za zejście do sztolni. Miejsce ma swój niesamowity klimat, a przewodnik poza samymi faktami geologicznymi, raczy nas sporą dawką historii i uzupełniających ją opowieści. Z dawnych tuneli górniczych udaliśmy się do Jaskini Niedźwiedziej. Tam niestety nie było już miejsc, o czym wiedziałem wcześniej, aczkolwiek liczyłem na łut szczęścia i przypadkową rezygnację z rezerwacji, która umożliwiłaby nam wejście. Ale jak powiedziałem, niestety, był komplet, a i sporo osób chciało takim samym fortelem jak i my dostać się do jaskiń. Ruch widocznie jest spory, bo na dwa tygodnie przed starałem się dokonać rezerwacji i nic z tego nie wyszło. Posiedzieliśmy kilka chwil przed wejściem popijając wodę i ruszyliśmy dalej żółtym w kierunku Hali Pod Śnieżnikiem. I tutaj istotna informacja. Nastąpiły zmiany na szlaku i mimo, iż mapy wskazują, że żółty ciągnie się lewą stroną potoku, już po kilkuset metrach trzeba przejść na drugą stronę przez świeżo wybudowaną kładkę, a następnie lekkim podejściem do nowo wytyczonego żółtego (można skrócić bezpośrednio przez las). Sami nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy i brnęliśmy lewą stroną koryta, podczas kiedy spotkaliśmy grupkę osób, która wyjaśniła nam, iż szlak jest dalej zarośnięty i zawalony kłodami, więc z pewnością został zamknięty, gdyż nawet i oznaczenia zniknęły. W każdym razie odnaleźliśmy drogę i ruszyliśmy dalej w kierunku Gęsiej Gardzieli. I tutaj także notka. W przypadku jakichkolwiek deszczów ostatnie kilkadziesiąt metrów permanentnie zamienia się w strumień, a okolica zaczyna przypominać spływające bagno. Po ostatnim właściwie podejściu ruszyliśmy niebieskim w stronę Międzygórza, przy czym przy ostatnim skrzyżowaniu szlaków przed samym miasteczkiem zeszliśmy na zielony i dalej lasem... Szczęśliwie zdążyliśmy tuż przed burzą. Trasa przez większość czasu przypomina lekki spacer, jednak podejście do Drogi Albrechta i Hali Pod Śnieżnikiem dale amatorom takim jak my solidnie w kość, więc dla leniwych polecałbym tę trasę przejść w odwrotnym kierunku.
W środę zgodnie z planem odpoczywaliśmy, aczkolwiek wybraliśmy się nad Wodospad Wilczki i Zaporę, a przy okazji zwiedziliśmy Międzygórze. Wieczorem zaś rozpadało się na dobre.
W czwartek mieliśmy iść według wytycznych na Trójmorski Wierch, jednak w związku z problemami gastrycznymi jakie mi się przytrafiły oraz prawdopodobieństwem zerowego ruchu na szlaku i podmokłych duktów, z naszym brakiem wiedzy na temat warunków mimo mapy w ręku woleliśmy zrezygnować. Po południu podeszliśmy tylko na Igliczną czerwonym i zeszliśmy żółtym. Tutaj natomiast musieliśmy się wspiąć na szczyty lingwistyczne, gdyż dwukrotnie byliśmy zmuszeni wdać się w dyskusję z obcokrajowcami, raz z Austriakami, a następnie z Czechami.
W piątek zaś zgodnie z planem czerwonym na Śnieżnik. Trasa przyjemna i lekka, w dwie godziny wliczając w to postój byliśmy pod samym szczytem, którego jednak nie zaliczyliśmy, mimo iż był na wyciągnięcie ręki, ponieważ mój przyjaciel nabawił się ataku agorafobii, na którą od dawien dawna cierpi. Oczywiście, czułem pewien niedosyt, gdyż szczyt widziałem na dwieście metrów szlaku przed sobą.
Następnie zaś przyszła sobota i przykry moment wyjazdu...
We wtorek zgodnie z założeniami wybraliśmy się do Kletna. Już na samym początku trasy zwątpiłem, gdyż okazało się, że podejście niebieskim do Drogi Albrechta to wcale nie jest sielanka, a strome zbocze mimo zmiany warunków wydawało się ciągnąć w nieskończoność. Jednak koniec końców wyszliśmy na "prostą" i aż do Jaskini Niedźwiedziej wszystko szło w porządku. Zeszliśmy do Siennej, gdzie przystanęliśmy na obiad, a następnie lekkim spacerkiem do Kopalni Uranu. I tutaj na chwilę się zatrzymam. Do każdego, kto wybiera się w te strony. Warto zapłacić tych kilka złotych za zejście do sztolni. Miejsce ma swój niesamowity klimat, a przewodnik poza samymi faktami geologicznymi, raczy nas sporą dawką historii i uzupełniających ją opowieści. Z dawnych tuneli górniczych udaliśmy się do Jaskini Niedźwiedziej. Tam niestety nie było już miejsc, o czym wiedziałem wcześniej, aczkolwiek liczyłem na łut szczęścia i przypadkową rezygnację z rezerwacji, która umożliwiłaby nam wejście. Ale jak powiedziałem, niestety, był komplet, a i sporo osób chciało takim samym fortelem jak i my dostać się do jaskiń. Ruch widocznie jest spory, bo na dwa tygodnie przed starałem się dokonać rezerwacji i nic z tego nie wyszło. Posiedzieliśmy kilka chwil przed wejściem popijając wodę i ruszyliśmy dalej żółtym w kierunku Hali Pod Śnieżnikiem. I tutaj istotna informacja. Nastąpiły zmiany na szlaku i mimo, iż mapy wskazują, że żółty ciągnie się lewą stroną potoku, już po kilkuset metrach trzeba przejść na drugą stronę przez świeżo wybudowaną kładkę, a następnie lekkim podejściem do nowo wytyczonego żółtego (można skrócić bezpośrednio przez las). Sami nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy i brnęliśmy lewą stroną koryta, podczas kiedy spotkaliśmy grupkę osób, która wyjaśniła nam, iż szlak jest dalej zarośnięty i zawalony kłodami, więc z pewnością został zamknięty, gdyż nawet i oznaczenia zniknęły. W każdym razie odnaleźliśmy drogę i ruszyliśmy dalej w kierunku Gęsiej Gardzieli. I tutaj także notka. W przypadku jakichkolwiek deszczów ostatnie kilkadziesiąt metrów permanentnie zamienia się w strumień, a okolica zaczyna przypominać spływające bagno. Po ostatnim właściwie podejściu ruszyliśmy niebieskim w stronę Międzygórza, przy czym przy ostatnim skrzyżowaniu szlaków przed samym miasteczkiem zeszliśmy na zielony i dalej lasem... Szczęśliwie zdążyliśmy tuż przed burzą. Trasa przez większość czasu przypomina lekki spacer, jednak podejście do Drogi Albrechta i Hali Pod Śnieżnikiem dale amatorom takim jak my solidnie w kość, więc dla leniwych polecałbym tę trasę przejść w odwrotnym kierunku.
W środę zgodnie z planem odpoczywaliśmy, aczkolwiek wybraliśmy się nad Wodospad Wilczki i Zaporę, a przy okazji zwiedziliśmy Międzygórze. Wieczorem zaś rozpadało się na dobre.
W czwartek mieliśmy iść według wytycznych na Trójmorski Wierch, jednak w związku z problemami gastrycznymi jakie mi się przytrafiły oraz prawdopodobieństwem zerowego ruchu na szlaku i podmokłych duktów, z naszym brakiem wiedzy na temat warunków mimo mapy w ręku woleliśmy zrezygnować. Po południu podeszliśmy tylko na Igliczną czerwonym i zeszliśmy żółtym. Tutaj natomiast musieliśmy się wspiąć na szczyty lingwistyczne, gdyż dwukrotnie byliśmy zmuszeni wdać się w dyskusję z obcokrajowcami, raz z Austriakami, a następnie z Czechami.
W piątek zaś zgodnie z planem czerwonym na Śnieżnik. Trasa przyjemna i lekka, w dwie godziny wliczając w to postój byliśmy pod samym szczytem, którego jednak nie zaliczyliśmy, mimo iż był na wyciągnięcie ręki, ponieważ mój przyjaciel nabawił się ataku agorafobii, na którą od dawien dawna cierpi. Oczywiście, czułem pewien niedosyt, gdyż szczyt widziałem na dwieście metrów szlaku przed sobą.
Następnie zaś przyszła sobota i przykry moment wyjazdu...
@Cezaryol: Fakt, wyjazd mimo kilku drobnych problemów naprawdę się udał. Miło było też porozmawiać ze znajomymi takimi jak starszy pan prowadzący sklep z pamiątkami naprzeciw Wilczego Dołu czy niderlandzki właściciel Café Orańskiej. Jeżeli do tego doliczyć wspaniałe widoki i wręcz genialną atmosferę Międzygórza, można uznać, że nawet kilkutygodniowy pobyt tam wydawałby się o jakiś czas za krótki.
@Alicja: Cieszę się w takim razie, że moje rozbujane opisy mogły pomóc.
@Alicja: Cieszę się w takim razie, że moje rozbujane opisy mogły pomóc.
Witam wszystkich łazików górskich po prawie rocznej przerwie.
Zapewne jak wielu z was się domyśla, moja obecność nie jest przypadkowa, otóż wielkimi krokami zbliża się lato a co za tym idzie wakacje, więc jakby nie patrzeć idealny moment na wyjazd w ukochane góry dla osoby mającej wątpliwą przyjemność życia w depresji (mówimy rzecz jasna o geografii). W tym roku prawdopodobnie będziemy mogli spędzić we wspaniałym Międzygórzu nieco więcej czasu, liczymy na okres od ośmiu do dziesięciu dni. W związku z tym pojawiły się pierwsze pytania... W tej chwili chciałbym was ponękać jedną jedyną kwestią, mianowicie wyjściem/przejazdem do naszych miłych sąsiadów z południa. Czy mógłby mi ktoś przybliżyć jakie są możliwości dotarcia do siakiejś fajnej czeskiej mieściny tak by na noc wrócić do siebie? Zaznaczam, że nie dysponujemy autem...
Zapewne jak wielu z was się domyśla, moja obecność nie jest przypadkowa, otóż wielkimi krokami zbliża się lato a co za tym idzie wakacje, więc jakby nie patrzeć idealny moment na wyjazd w ukochane góry dla osoby mającej wątpliwą przyjemność życia w depresji (mówimy rzecz jasna o geografii). W tym roku prawdopodobnie będziemy mogli spędzić we wspaniałym Międzygórzu nieco więcej czasu, liczymy na okres od ośmiu do dziesięciu dni. W związku z tym pojawiły się pierwsze pytania... W tej chwili chciałbym was ponękać jedną jedyną kwestią, mianowicie wyjściem/przejazdem do naszych miłych sąsiadów z południa. Czy mógłby mi ktoś przybliżyć jakie są możliwości dotarcia do siakiejś fajnej czeskiej mieściny tak by na noc wrócić do siebie? Zaznaczam, że nie dysponujemy autem...
Witam wszystkich serdecznie... Niestety mój letni wypad do Międzygórza nie doszedł do skutku, właściwie w ogóle nie byłem w Polsce, ale przyszło mi do głowy, że może zima będzie odpowiednim momentem na wyjazd.
W każdym razie mam dwa pytanka, primo, czy ośrodki wczasowe FWP są już w grudniu otwarte czy może na sezon zimowy żaden z ośrodków nie zostaje uruchomiony? Wysłałem do nich maila w identycznym pytaniem, ale z doświadczenia wiem, że z odpowiedzią u nich bywa różnie. I secundo, czy okoliczne szlaki są wystarczająco bezpieczne dla takiego amatora jak ja, czy lepiej nie mając zimowego doświadczenia nie wybierać się w góry kiedy wszędzie wokół śnieg i lód?
Pozdrawiam
W każdym razie mam dwa pytanka, primo, czy ośrodki wczasowe FWP są już w grudniu otwarte czy może na sezon zimowy żaden z ośrodków nie zostaje uruchomiony? Wysłałem do nich maila w identycznym pytaniem, ale z doświadczenia wiem, że z odpowiedzią u nich bywa różnie. I secundo, czy okoliczne szlaki są wystarczająco bezpieczne dla takiego amatora jak ja, czy lepiej nie mając zimowego doświadczenia nie wybierać się w góry kiedy wszędzie wokół śnieg i lód?
Pozdrawiam
Dzwonsson pisze: czy ośrodki wczasowe FWP są już w grudniu otwarte
W okolicy pełno fajnych przytulnych gospodarstw agroturystycznych, nawet nie wiedziałem że taki relikt komuny jak FWP jeszcze istnienie.
Dzwonsson pisze: czy okoliczne szlaki są wystarczająco bezpieczne dla takiego amatora jak ja, czy lepiej nie mając zimowego doświadczenia nie wybierać się w góry kiedy wszędzie wokół śnieg i lód?
Wiesz, to jak nie patrzeć góry... W zasadzie sam sobie odpowiedziałeś na to pytanie.
Pzdr
Wróć do „Turystyka - pieszo i ogólnie”