ekipa dopisała,pogoda również zrobiliśmy troszeczke kilometrów i daliśmy rade
Mimo mojej długiej nieobecności w domu i braku komunikacji z nim,wszystko zakończyło się dobrze:czyli w łóżku obok żony...
Ten dzień nie był stracony,bo Iron w końcu dotarł do długo szukanej chatki,
i reszta też skorzystała a ja ciesze się że mogłem znowu podzielić się wiedzą o scieżkach itp
Było Super i niech żałują Ci którzy się Wahali i nie poszli