Postautor: Tadeusz » 19-12-2012 16:05
Pozdrawiam miłośników Śnieżnika.
Tak sobie czytam to forum i nachodzą mnie wspomnienia ze starych dobrych czasów (tzn. młodości...). Po raz pierwszy nocowałem w chatce w 1978 roku, kiedy to wielu z was nie było jeszcze na świecie. I nie było internetu, GPSów, telefonów komórkowych i wyboru map. A chatka była. A w niej cały piec, zapas drewna i wody, siekiera, trwałe jedzenie i suszone kromki chleba na sznurku, księga pamiątkowa. To były takie czasy, że do chatki docierali tylko wtajemniczeni wędrowcy, którym trasę dojścia zdradzali bardziej doświadczeni koledzy z górskich szlaków. Wtedy posiadanie takiej wiedzy nobilitowało, w chatce nie bywali przypadkowi łazędzy.
A więc przychodziło się, zostawiało plecaki na wybranych miejscach do spania, zamykało drzwi na patyk w skoblu i się szło na szczyt - albo gdzie tam kogo nogi poniosły. A po powrocie w chatce wszystko było, a jak jakiś wędrownik dotarł w międzyczasie, to i na gotową kolację można było liczyć.
Kreślę z pamięci sielski obrazek tamtych lat, ale były też zgrzyty - nadzór i wstręty wopistów (wojsk ochrony pogranicza), regularnie kontrolujących pas graniczny i chatkę. Niejeden zapalony turysta wchodząc na szczyt Śnieżnika od strony schroniska, przypadkowo przekraczając umowną linię granicy polsko-czechosłowackiej zatrzymywany był przez wopistów i noc spędzał w areszcie za nielegalne przekroczenie granicy ludowego raju.
Ostatni raz na Śnieżniku byłem 4 lat temu, ale chatki nie odwiedziłem. Nie chciałem zniszczyć sobie widokiem dewastacji i niepięknych zachowań pseudoturystów wspomnień z dawnych wędrówek.