RÓŻNE WIEŚCI ZWIĄZANE Z SUDETAMI
- Pudelek
- bardzo stary wyga
- Posty: 4261
- Rejestracja: 12-11-2007 17:06
- Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln
to chyba zresztą "wiata obiadowa", patrząc na ten kącik kuchenny 
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
Tak właśnie siedziałem ostatnio na przełęczy Łaszczowa i racząc się herbatką z termosu rozmysłem, jak niewiele potrzeba by pracy i materiału by tamtejsze wiaty obudować, przynajmniej jedną z nich i przystosować do całodobowego użytku.
Koszt tych Bialskich trochę mnie przeraża - wszak za te same pieniadze, wykorzystując miejscowe materiały których pod dostatkiem w nadleśnictwie można było zbudować większe i lepsze lokale.
Koszt tych Bialskich trochę mnie przeraża - wszak za te same pieniadze, wykorzystując miejscowe materiały których pod dostatkiem w nadleśnictwie można było zbudować większe i lepsze lokale.
- Zły Marcin
- obieżyświat
- Posty: 864
- Rejestracja: 19-07-2013 07:10
- Lokalizacja: W-w
Michun pisze:No dokładnie, co złego było w tych obudowanych wiatach i budkach, czemu nowe zrobili takie "podkasane" - żeby wiatr hulał po nerkach i zawiewał?
Chyba, że taki był zamysł - wybić (co poniektórym) z głowy spanie w tych wiatach.
Wszystko co piękne jest przemija, wszystko co piękne jest zostaje ...
"Lawina w czeskich Karkonoszach zabiła narciarza skiturowego. Mężczyzna miał 28 lat. Do wypadku doszło w rejonie Śnieżki w Malej Studnicni Jame nad Obrim Dolem. W zasięgu lawiny znalazło się trzech narciarzy. Dwóch z nich zostało przysypanych, trzeciemu udało się schować za skałą.
Jednemu z zasypanych udało się szybko wydostać na powierzchnię. Razem z kolegą, który nie został zasypany, zaczęli wykopywać trzeciego narciarza. Udało się go zlokalizować, bo na powierzchni śniegu wystawał jeden z jego kijków narciarskich. Narciarze poprosili też o pomoc Horską Słuzbę. Na lawinisko wysłano 15 ratowników i psa lawinowego. Poleciał też ratowniczy helikopter z lekarzem.
Drogą lotniczą przetransportowano narciarzy do szpitala w Pecu pod Sniezką. Mężczyzna, który przebywał pod śniegiem najdłużej, zmarł mimo prób reanimacji. Odniósł on poważne obrażenia wewnętrzne.
Czescy narciarze znajdowali się poza szlakiem, na terenie, do którego wstęp jest zakazany. Mala Studnicni Jama jest jednym z miejsc w Karkonoszach, gdzie niebezpieczeństwo występowania lawin jest szczególnie duże.
W czeskich i polskich Karkonoszach utrzymuje się 3 stopień zagrożenia lawinowego. Oznacza on znaczne zagrożenie. W górach leży 80-120 cm śniegu. Szczególnie niebezpieczne żleby i inne zagłębienia terenu."
http://jeleniagora.naszemiasto.pl/artyk ... id,tm.html
Jednemu z zasypanych udało się szybko wydostać na powierzchnię. Razem z kolegą, który nie został zasypany, zaczęli wykopywać trzeciego narciarza. Udało się go zlokalizować, bo na powierzchni śniegu wystawał jeden z jego kijków narciarskich. Narciarze poprosili też o pomoc Horską Słuzbę. Na lawinisko wysłano 15 ratowników i psa lawinowego. Poleciał też ratowniczy helikopter z lekarzem.
Drogą lotniczą przetransportowano narciarzy do szpitala w Pecu pod Sniezką. Mężczyzna, który przebywał pod śniegiem najdłużej, zmarł mimo prób reanimacji. Odniósł on poważne obrażenia wewnętrzne.
Czescy narciarze znajdowali się poza szlakiem, na terenie, do którego wstęp jest zakazany. Mala Studnicni Jama jest jednym z miejsc w Karkonoszach, gdzie niebezpieczeństwo występowania lawin jest szczególnie duże.
W czeskich i polskich Karkonoszach utrzymuje się 3 stopień zagrożenia lawinowego. Oznacza on znaczne zagrożenie. W górach leży 80-120 cm śniegu. Szczególnie niebezpieczne żleby i inne zagłębienia terenu."
http://jeleniagora.naszemiasto.pl/artyk ... id,tm.html
"Leśnicy walczą z plagą dzikich wyścigów na crossach. Stawiają fotopułapki i oglądają filmiki w sieci. Na ich wniosek sąd zajmował się czwórką leśnych wandali i ukarał ich. To pierwszy taki wyrok w Świdnicy.
Grzywnami po 300 złotych oraz nakazem pokrycia kosztów sądowych zostali ukarani czterej młodzi mężczyźni, którzy na motocyklach crossowych i quadzie urządzili sobie latem 2014 roku wyścigi w lesie w gminie Świdnica. Wniosek o ukaranie złożyło Nadleśnictwo Świdnica po tym, jak leśnikom udało się zidentyfikować sprawców.
- Nagrała ich jedna z kilku ukrytych przez nas w lesie kamer, a zidentyfikował inny crossowiec, którego zatrzymaliśmy kilka dni później. Dobrze znał całą czwórkę, głównie z powodu wspólnej pasji - opowiada Jan Dzięcielski, nadleśniczy. Sprawcy upierali się jednak, że to nie oni są na nagraniu i nie chcieli przyjąć mandatu.Mieli ukryte w kaskach twarze, zasłonięte tablice rejestracyjne i byli całkowicie pewni, że pozostaną bezkarni.
- Na szczęście stało się inaczej - dodaje nadleśniczy. Przyznaje, że lasy w Sudetach są masowo odwiedzane przez crossowców. Przyjeżdżają tu w weekendy większymi grupami, ścigają się i stwarzają zagrożenie nie tylko dla zwierząt, ale i ludzi.
- Nie ma tygodnia, bym nie odebrał w tej sprawie telefonu od turysty - mówi Dzięcielski. Potwierdza to Marta Jabłońska. Mieszka w gminie Pieszyce i często na spacerze po górskich ścieżkach spotyka takich zmotoryzowanych "turystów".
- Ci ludzie są nieodpowiedzialni. Pędzą lasem, nic sobie nie robiąc z tego, że nie są tam sami. Straszą też zwierzęta, bo robią taki hałas, że własnych myśli się nie słyszy - wylicza zdenerwowana kobieta. Leśnicy zapowiadają kolejne wnioski do sądu. Zamierzają być konsekwentni i walczyć różnymi metodami: patrolując lasy, ustawiając w miejscach ich tras ukryte kamery i śledząc internet. Wielu nagrywa bowiem filmy ze swoich leśnych wyścigów i publikuje je w sieci.
Jak pokazał wyrok sądu w Świdnicy crossowcy, wbrew temu co im się wydaje, nie są anonimowi, nawet kiedy bardzo się o to starają. W każdej gminie jest leśniczy, który dobrze zna mieszkańców i wie, kto ma crossa, a kto quada.
- Liczymy, że sobie poradzimy, bo nie chcielibyśmy dopuścić do sytuacji z innych regionów, gdzie mieszkańcy w niebezpieczny sposób pokazują crossowcom, że las nie jest dla zmotoryzowanych - mówi Dzięcielski. Chodzi o linki mocowane między drzewami, których nie widać, kiedy jedzie się z dużą szybkością, a które mogą spowodować wypadek. Do lasu nie wolno wjeżdżać żadnym pojazdem silnikowym (motocyklem, quadem, samochodem) z wyjątkiem sytuacji, gdy przez las prowadzi droga publiczna, ale wtedy są tam odpowiednie znaki. Za nieuprawniony wjazd do lasu grozi 500 zł mandatu."
http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/ ... ,id,t.html
Grzywnami po 300 złotych oraz nakazem pokrycia kosztów sądowych zostali ukarani czterej młodzi mężczyźni, którzy na motocyklach crossowych i quadzie urządzili sobie latem 2014 roku wyścigi w lesie w gminie Świdnica. Wniosek o ukaranie złożyło Nadleśnictwo Świdnica po tym, jak leśnikom udało się zidentyfikować sprawców.
- Nagrała ich jedna z kilku ukrytych przez nas w lesie kamer, a zidentyfikował inny crossowiec, którego zatrzymaliśmy kilka dni później. Dobrze znał całą czwórkę, głównie z powodu wspólnej pasji - opowiada Jan Dzięcielski, nadleśniczy. Sprawcy upierali się jednak, że to nie oni są na nagraniu i nie chcieli przyjąć mandatu.Mieli ukryte w kaskach twarze, zasłonięte tablice rejestracyjne i byli całkowicie pewni, że pozostaną bezkarni.
- Na szczęście stało się inaczej - dodaje nadleśniczy. Przyznaje, że lasy w Sudetach są masowo odwiedzane przez crossowców. Przyjeżdżają tu w weekendy większymi grupami, ścigają się i stwarzają zagrożenie nie tylko dla zwierząt, ale i ludzi.
- Nie ma tygodnia, bym nie odebrał w tej sprawie telefonu od turysty - mówi Dzięcielski. Potwierdza to Marta Jabłońska. Mieszka w gminie Pieszyce i często na spacerze po górskich ścieżkach spotyka takich zmotoryzowanych "turystów".
- Ci ludzie są nieodpowiedzialni. Pędzą lasem, nic sobie nie robiąc z tego, że nie są tam sami. Straszą też zwierzęta, bo robią taki hałas, że własnych myśli się nie słyszy - wylicza zdenerwowana kobieta. Leśnicy zapowiadają kolejne wnioski do sądu. Zamierzają być konsekwentni i walczyć różnymi metodami: patrolując lasy, ustawiając w miejscach ich tras ukryte kamery i śledząc internet. Wielu nagrywa bowiem filmy ze swoich leśnych wyścigów i publikuje je w sieci.
Jak pokazał wyrok sądu w Świdnicy crossowcy, wbrew temu co im się wydaje, nie są anonimowi, nawet kiedy bardzo się o to starają. W każdej gminie jest leśniczy, który dobrze zna mieszkańców i wie, kto ma crossa, a kto quada.
- Liczymy, że sobie poradzimy, bo nie chcielibyśmy dopuścić do sytuacji z innych regionów, gdzie mieszkańcy w niebezpieczny sposób pokazują crossowcom, że las nie jest dla zmotoryzowanych - mówi Dzięcielski. Chodzi o linki mocowane między drzewami, których nie widać, kiedy jedzie się z dużą szybkością, a które mogą spowodować wypadek. Do lasu nie wolno wjeżdżać żadnym pojazdem silnikowym (motocyklem, quadem, samochodem) z wyjątkiem sytuacji, gdy przez las prowadzi droga publiczna, ale wtedy są tam odpowiednie znaki. Za nieuprawniony wjazd do lasu grozi 500 zł mandatu."
http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/ ... ,id,t.html
"Na Polanie Jakuszyckiej w Szklarskiej Porębie ponad 1000 psów i 80 maszerów z 17 państw pędzi po zwycięstwo w największej gonitwie psich zaprzęgów w Polsce. Zawody zaliczane są do pucharu świata i już po raz ósmy są rozgrywane w Jakuszycach.
Cel jest jeden – w jak najszybszym czasie pokonać 30 kilometrów. Dziś zawodnikom sprzyjała pogoda, na Polanie Jakuszyckiej panowały niemal alpejskie warunki.
Łukasz Paczyński to najbardziej utytułowany dolnośląski maszer. W zawodach psich zaprzęgów startuje od 12 lat. Na swoim koncie ma tytuł mistrza Europy w sprincie. Jak mówi, w tym sporcie najważniejsza jest kondycja czworonogów. Utrzymanie zaprzęgu składającego się z 6 psów kosztuje co najmniej 30 tysięcy złotych rocznie. Wartość psa to 5 tysięcy euro.
Rano na temperatura na Polanie Jakuszyckiej spadała do 13 kresek poniżej zera, dlatego opiekunowie przed startem zakładali swoim psiakom zimowe buty.
Po 2 dniach zawodów prowadzą Niemcy, później są Norwegowie, Austriacy i Czesi, Polacy są w połowie stawki.
Jutro bieg na dystansie 15ilometrów. Polacy wciąż mają jeszcze szanse na wygraną."
http://wroclaw.tvp.pl/18774823/wyscigi- ... -popularne
Cel jest jeden – w jak najszybszym czasie pokonać 30 kilometrów. Dziś zawodnikom sprzyjała pogoda, na Polanie Jakuszyckiej panowały niemal alpejskie warunki.
Łukasz Paczyński to najbardziej utytułowany dolnośląski maszer. W zawodach psich zaprzęgów startuje od 12 lat. Na swoim koncie ma tytuł mistrza Europy w sprincie. Jak mówi, w tym sporcie najważniejsza jest kondycja czworonogów. Utrzymanie zaprzęgu składającego się z 6 psów kosztuje co najmniej 30 tysięcy złotych rocznie. Wartość psa to 5 tysięcy euro.
Rano na temperatura na Polanie Jakuszyckiej spadała do 13 kresek poniżej zera, dlatego opiekunowie przed startem zakładali swoim psiakom zimowe buty.
Po 2 dniach zawodów prowadzą Niemcy, później są Norwegowie, Austriacy i Czesi, Polacy są w połowie stawki.
Jutro bieg na dystansie 15ilometrów. Polacy wciąż mają jeszcze szanse na wygraną."
http://wroclaw.tvp.pl/18774823/wyscigi- ... -popularne
"W znajdujących się obok stoków narciarskich tajemniczych, pohitlerowskich podziemiach w Rzeczce w Górach Sowich zainstalowano naturalnych rozmiarów makiety tajnej niemieckiej broni V1 i V2. Według jednej z hipotez hitlerowcy mieli tam produkować części do tych rakiet i pocisków, ale nie zdążyli.
Wierna replika rakiety V2 pojawiła się na zewnątrz sztolni. Wykonał ją czeski modelarz. Robi wrażenie i zachęca do pamiątkowych zdjęć. Bombę latającą V1 ustawiono we wnętrzu sztolni. Zarówno V2 jak V1 były wykorzystywane m.in. do nalotów na Londyn.
Podziemia ręcznie wydrążyli więźniowie przywiezieni przez hitlerowców z podbitych państw z całej Europy.
W Górach Sowich nie wszystkie podziemne chodniki zostały odkopane. Właśnie rozpoczęto usuwanie kolejnego wielkiego zwałowiska z czasów kiedy hitlerowcy stąd uciekali.
Przed wejściem do sztolni ustawiono także inne pamiątki z czasów II wojny światowej, m.in. działa, betonowe strażnice. Teraz sztolnie zwiedzają głównie narciarze, którzy, 2 kilometry dalej, na przełęczy Sokolej, jeżdżą na nartach. Warunki, po nocnych opadach, są doskonałe, śniegu jest pod dostatkiem."
http://wroclaw.tvp.pl/18785073/wojskowe ... ach-sowich
Wierna replika rakiety V2 pojawiła się na zewnątrz sztolni. Wykonał ją czeski modelarz. Robi wrażenie i zachęca do pamiątkowych zdjęć. Bombę latającą V1 ustawiono we wnętrzu sztolni. Zarówno V2 jak V1 były wykorzystywane m.in. do nalotów na Londyn.
Podziemia ręcznie wydrążyli więźniowie przywiezieni przez hitlerowców z podbitych państw z całej Europy.
W Górach Sowich nie wszystkie podziemne chodniki zostały odkopane. Właśnie rozpoczęto usuwanie kolejnego wielkiego zwałowiska z czasów kiedy hitlerowcy stąd uciekali.
Przed wejściem do sztolni ustawiono także inne pamiątki z czasów II wojny światowej, m.in. działa, betonowe strażnice. Teraz sztolnie zwiedzają głównie narciarze, którzy, 2 kilometry dalej, na przełęczy Sokolej, jeżdżą na nartach. Warunki, po nocnych opadach, są doskonałe, śniegu jest pod dostatkiem."
http://wroclaw.tvp.pl/18785073/wojskowe ... ach-sowich
W Modrém dole - w rejonie Pecu pod Śnieżką, w czeskich Karkonoszach - zeszła dzisiaj [10 lutego] duża lawina.
Jak podaje Radio Wrocław lawina miała ponad kilometr długości i nawet 300 metrów szerokości.
Akurat w miejsce zejścia tej lawiny wycelowana jest jedna z kamer HumlNETU - "Pec pod Sněžkou - Bouda na Muldě". Dostępne są również zdjęcia archiwalne, wysokiej rozdzielczości, odświeżane co minutę.
Można więc zobaczyć zdjęcie z godziny 13.59 (tuż przed) i zdjęcie z godziny 14.00 (tuż po).
Widać dokładnie miejsce zejścia lawiny.
Jak podaje Radio Wrocław lawina miała ponad kilometr długości i nawet 300 metrów szerokości.
Akurat w miejsce zejścia tej lawiny wycelowana jest jedna z kamer HumlNETU - "Pec pod Sněžkou - Bouda na Muldě". Dostępne są również zdjęcia archiwalne, wysokiej rozdzielczości, odświeżane co minutę.
Można więc zobaczyć zdjęcie z godziny 13.59 (tuż przed) i zdjęcie z godziny 14.00 (tuż po).
Widać dokładnie miejsce zejścia lawiny.
...nie ma szans bez ryzyka, życia bez napięć a drogi bez niebezpieczeństw...
Wróć do „Turystyka - pieszo i ogólnie”