Ustalono przyczyny katastrofy na Śnieżce
piotrekok pisze:Inna sprawa to to, że nikt przecież nie mógł zakładać, że budynek miał wady wykonawcze i w związku z tym odpowiednio reagować. A mówiąc trochę kolokwialnie: Ktoś wykonał łódkę ale z dziurą w dnie i w związku z tym zalecenie od wykonawcy aby łódka nie pływała po wodzie.
Z perspektywy takiego stwierdzenia, to "łódka" bardzo długo utrzymała sie na powierzchni.
piotrekok pisze:Swoją droga przyszło mi teraz do głowy, że odwrócę rozumowanie. Gdyby właściciel odśnieżał budynek, świadczyło by to iż wie o jego wadach wykonawczych albo faktycznym stanie, które dyskwalifikują go do użytkowania w takich warunkach. Skoro naturalna ilość śniegu stanowi zagrożenie.
Racja. Odbiegając od kwestii konstrukcyjnych, można też z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że takie odśnieżone spodki budziłyby w turystach dysonans estetyczny
W grudniu byłem we Włoszech w Madonna diCampiglio.Na dachach budynków było ponad 2 metry śniegu.Przez tydzień gdy tam byłem widziałem tylko dwa budynki z których zrzucano śnieg.Na wysokości 2600m było od 3 do 4 metrów śniegu i jakoś nikt go nie zrzucał z dachów schronisk górskich.W styczniu byłem we Francji w Alpach,tam również były bardzo duże opady śniegu ale nawet na obiektach położonych na wysokości ponad 3000mnp. nikt nie szuflował śniegu.We Włoszech większość pensjonatów i hoteli górskich ma więżbę dachową z drewna ale krokwie są bardzo grube i jest ich odpowiednio dużo aby utrzymały takie masy śniegu.Przy projektowaniu budynków bierze się pod uwagę ilość opadów na danym terenie i siłę wiatrów jak i różnice temperatur.Nie branie tego pod uwagę to byłoby jak zbudowanie np.statku z zastrzeżeniem że nie może pływać w czasie sztormu lub budynku w terenie występowania wstrząsów sejsmicznych bez odpowiedniej wytrzymałości {co niestety często się zdarza}.
apollo pisze:Paszczak pisze:Moim skromnym zdaniem tak. Jeżeli się mylę to proszę to udowodnić.
A to ci ciekawa konstrukcja- myślałem, że dowody na prawdziwość tezy musi przedstawić autor, a nie jego oponenci
.
Hahahaha, bingo Apollo, bingo! A to mi pojechałeś. Nokaut! Możecie zacząć mnie liczyć.
Piotrekok wydaje mi się, że źle odbierasz (mam nadzieję, że wolno mi pisać bez "Pan" i proszę, żeby do mnie też tego oficjalnego tytułu nie stosować) moje słowa. Ja wcale nie jestem zacietrzewionym obrońcą własnego zdania. Tak jak napisałem podczas pierwszego postu - mogę się przecież mylić. I przyznam szczerze, że coraz bliższy jestem do uznania błędu, tylko nadal kilka kwestii wydaje mi się niepokojących. Szczególnie właśnie dotyczące nieodgarniania śniegu. Bo w moim rozumowaniu jednak robić to należy, bo zdaję sobie sprawę jakie wielkie naciski on wywiera. Z lodowaceniem wiąże się przecież densyfikacja, a więc pośrednie zwiększanie nacisku (więcej materiału się zmieści, bo przecież wielometrowa skorupa sama by popękała). Z drugiej strony - faktycznie moje informacje na temat wytrzymałości budynków są wysoce niekompletne. Sądziłem jednak, że odśnieżanie jest powszechną praktyką.
Odnośnie skali Beauforta: nie ja pierwszy jej użyłem, i stąd wzięło się moje zdziwienie tematem. Jej nieadekwatność w warunkach górskich już ustalono. Pozwolę sobie jeszcze zauważyć, że wiatr na Śnieżce o prędkości 60m/s to też nie do końca taka prosta i oczywista sprawa. Na tej wysokości, przy otwartej przestrzeni zachodzi mnóstwo ruchów turbulentnych (zwanych inaczej wirowymi lub chaotycznymi). Ich wpływ jest w znacznej mierze lokalny. Podam może prosty przykład w odniesieniu do rzeki (tu też zachodzą turbulencje). Jeżeli jej prędkość będzie wynosić np 1 m/s i wrzucimy duży kamień to powstanie wir. Część masy wodnej będzie się poruszać w kierunku przeciwnym niż prąd, inna - nakładając się. Gdybyśmy dokonali pomiaru w tym miejscu mogłoby się okazać, że w jednym miejscu rzeka ma prędkość 10 m/s, obok -8 m/s (wektorowo). Ale globalna prędkość rzeki pozostanie niezmieniona i będzie wynosić 1m/s. Wiatr jest zjawiskiem dużo bardziej skomplikowanym niż może się wydawać. Siła i kierunek to bardzo uproszczone parametry, mogą najwyżej obrazować uśrednione własności wiatru. Ruchy turbulentne występują cały czas. Co więcej - wystające obiekty, a takim może być przecież schronisko na Śnieżce, wzmagają powstawanie turbulencji. Może się więc okazać, że przyrządy pomiarowe badają przede wszystkim składową ruchu turbulentnego (na marginesie: jaki anemometr jest na Śnieżce? Czyżby cieplny, tzw "hot wire"? To chyba najczęściej używany w górach). Oczywiście pomiar jest prawdziwy: w danym miejscu wiatr MA taką prędkość, ale jest to własność lokalna, masy powietrza dookoła - dużo niższą, choć oczywiście nadal baaardzo wysoką, np 30 m/s. Jednakże faktyczne ciśnienie wywierane na ściany budowli jest dużo niższe. Oczywiście turbulencje też mogą być bardzo groźne, chyba każdy kojarzy to pojęcie z samolotem. Tam sprawa jest trochę inna, bo chodzi raczej o zderzenie turbulencji - samolot sam w sobie wywołuje ogromne zawirowania mas powietrza, a gdy spotkają się dwa wiry w antyfazie sytuacja robi się bardzo nieciekawa. Obawiam się, że gdyby ŚREDNIA prędkość wiatry na Śnieżce wynosiła 60m/s to mieszkańcy Karpacza mieliby okazję obserwacji latających spodków.
seba123 pisze:Jako fizyk to nie pisz głupot (na fizykach spoczywa obowiązek nie popełniania błędów w żadnej dziedzinie wiedzy!).
Hahahaha! Ależ się uśmiałem. Równie kretyńskie słowa usłyszałem ostatni raz na ostatnim Sylwestrze, mogę więc powiedzieć, że rekord roku 2009 póki co należy do Ciebie! Jak można komukolwiek odbierać prawo do robienia błędu?! Dla Twojej informacji: czasy Renesansu się skończyły. Nie ma więc już lekarza, fizyka, architekta, matematyka, inżyniera i kogo tam jeszcze chcesz w jednej osobie. Przyrost wiedzy jest tak ogromny, że konieczna jest specjalizacja. Nawet w obrębie jednej dziedziny nie da się znać wszystkiego. Moją specjalizacją jest nanotechnologia (tak nazywał się nawet kierunek, który studiowałem), a nie mogę nawet powiedzieć, że znam każdy fizyczny aspekt nanotechnologii (pomijam jak widać aspekty biologiczne, chemiczne i medyczne - nano to nauka interdyscyplinarna). Moją specjalnością jest nanoelektronika, spintronika i nanorobotyka. I nawet w tych dziedzinach mam pełne prawo popełniać błędy i OCZYWIŚCIE mi się to zdarza. Naturalnie, że mam całkiem niezłe wiadomości z całej fizyki, ale nie oznacza to, że jestem chodzącą encyklopedią. Na przemianach fazowych, niech Cię głowa nie boli, znam się, odmiany polimorficzne lodu też nie są mi obce. Gratisowo dorzucę nawet dwójłomność kryształów lodu (Aha! Znam się nawet na optyce geometrycznej!) Nie muszę jednak mieć wiedzy na temat materiałoznawstwa i szeroko rozumianej architektury. Nadal mam pewne wątpliwości czy zakładanie, że śniegu nie odśnieżamy jest słuszne, wiedząc jakie gigantyczne naciski może wywierać. Ale jak mówiłem - nie jestem inżynierem, mam więc pełne prawo się mylić. I wcale nie jest to hańbą, szczególnie, że potrafię się do tego przyznać. O kurde Felek! Właśnie zdałem sobie sprawę, że w świetle podanej przez Ciebie definicji przestałem być fizykiem, bo nie dość, że popełniam błędy w wielu dziedzinach to jeszcze, o zgrozo - własnej. I co ja teraz biedny zrobię? Chyba pozostaje zbieranie znaczków. Pozdrawiam serdecznie i proszę nie brać tego co napisałem bardzo do siebie. Ja miałem dobrą zabawę.
A na koniec pozdrawiam wszystkich i ciekawy jestem, czy ktoś przebrnął przez moje wypociny.
Paszczak pisze:Z lodowaceniem wiąże się przecież densyfikacja, a więc pośrednie zwiększanie nacisku (więcej materiału się zmieści, bo przecież wielometrowa skorupa sama by popękała). Z drugiej strony - faktycznie moje informacje na temat wytrzymałości budynków są wysoce niekompletne. Sądziłem jednak, że odśnieżanie jest powszechną praktyką.
Kto kiedykolwiek mówił o kilkumetrowej skorupie śniegu czy lodu na budynku. Barierki maja wysokość ok 80 cm. Śnieg nigdy tej wysokości nie przekroczył. A powtórzę za innymi i za specjalistami. Zawsze projektując budynek uwzględnia się ilość śniegu i to z zapasem jaka może na ten budynek spaść. Na Śnieżce pokrywa Śnieżna może przekraczać dwa metry ale na budynku nigdy takiej ilości śniegu nie było! Teraz powiem jeszcze jedno. Co według pana wiedzy fizyka jest bardziej niebezpieczne dla spoin (spawów), samo naprężenie (stałe ugięcie) czy częste odginanie. Według mojej wiedzy fizycznej właśnie to drugie. Jeśli pręt ugniesz nie złamie się od razu. Jeśli będziesz to robił często złamie się. Tak by było podczas odśnieżania. Wzrost masy i spadek. Ugięcie i odgięcie. Dlatego właśnie między innymi wielkie hale hipermarketów nie powinny być odśnieżane. A robi się to po nagonce po katastrofie na Śląsku.
Paszczak pisze:Obawiam się, że gdyby ŚREDNIA prędkość wiatry na Śnieżce wynosiła 60m/s to mieszkańcy Karpacza mieliby okazję obserwacji latających spodków.
W meteorologii mierzy się składową poziomą wiatru i tak robi się to na Śnieżce dodatkowo jest ona uśredniana przez 10 minut. Nikt nie buduje przyrządów, które "obracają się" do kierunku wiatru. Dodam jeszcze, że przyrządy są corocznie kalibrowane w tunelach aerodynamicznych. Natomiast zawsze punktem odniesienia jest przyrząd pomiarowy. Zawsze nieruchomy. Zatem dywagacji o względności pomiarów są na wyrost i czysto akademickie bo zawirowania nie będą miały takiego wpływu na dokładność pomiarów. Wcześniej podważał Pan ekspertyzę teraz pomiary wykonywane na Śnieżce.
Paszczak pisze:na marginesie: jaki anemometr jest na Śnieżce? Czyżby cieplny, tzw "hot wire"? To chyba najczęściej używany w górach
Cieplny jest dobry tylko do mierzenia kierunku a nie prędkości wiatru. Mgła i opady zawyżają jego wskazania. Chociaż przy niskiej wilgotności mierzy dobrze. Generalnie cieplny nadaje się do pomiarów na stacjach nizinnych a nie w górach i wychodzi się z ich stosowania nawet tam. W lecie stosuje się na Śnieżce wiatromierz mechaniczny i ultradźwiękowy a w zimie ultradźwiękowy i te sprawdzają się.
Podstawowa sprawa jest taka, że te przyrządy mierzą prędkość wiatru a nie siłę. A jak pisałem przy mniejszym ciśnieniu na Śnieżce (ok 835 hPa) siła wiatru będzie mniejsza.
>>> Paszczak: Drogi kolego (też jestem fizykiem)! Błądzenie jest rzeczą ludzką, ale wypowiadanie się na tematy o których nie posiada się wiedzy jest ignorancją co u fizyka jest niedopuszczalne. Co prawda wykonuję inny zawód, ale nauczyłem się, że w dziedzinach o których posiadam wiedzę niewystarczającą opieram się na opinii specjalistów (nanotechnologów, lekarzy, architektów...).
Z nazywaniek kogoś kretynem byłbym na Twoim miejscu ostrożniejszy. Odrobina pokory, chłopcze!
hahaha, w imieniu fizyków - pozdrawiam, hahaha, w końcu zabawa jest najważniejsza, hahaha
Z nazywaniek kogoś kretynem byłbym na Twoim miejscu ostrożniejszy. Odrobina pokory, chłopcze!
hahaha, w imieniu fizyków - pozdrawiam, hahaha, w końcu zabawa jest najważniejsza, hahaha
Ja się na Fizyce nie znam, nie znam się również na inżynierii czy architekturze.
Może się mylę bo w sumie nie wiem czy były tam przeprowadzane jakieś renowacje czy remonty tegoż obiektu, ale z własnych obserwacji i wniosków to wydaje mi się że nie.
Wiele razy jak tam przychodziłem i patrzyłem na to obserwatorium to zastanawiałem się kiedy to się w końcu zawali, bo tak te spodki trochę wyglądały... jak by miały „odlecieć” za chwilę.
Wydaje mi się , że samo wybudowanie obiektu nie wystarczy zwłaszcza w takim miejscu. Jako zupełny laik mogę tylko powiedzieć ,że z mojego punktu widzenia ,konieczne jest raz do roku lub przyjaźniej raz na dwa trzy lata renowacja, wzmacnianie szczególnie narażonych newralgicznych punktów takiego obiektu. W Polskiej mentalności jest gdzieś zakorzenione że jak coś stoi to niech stoi póki się na łeb nie wali to jest git, dopiero jak dojdzie do katastrofy lub tragedii, zaczynają się przemyślenia, wypowiedzi ekspertów i każdy wtedy jest mądry. Jest takie powiedzenie „Polak mądry po szkodzie” I tak chyba jest, bo wiadomo że jak coś już jest, a oto się nie dba to się w końcu rozsypie. Uważam jeszcze ,że nie tyle błędy w obliczeniach podczas budowy co po prostu zwykłe ludzkie niedbalstwo mogło być jedną z przyczyn.
Może się mylę bo w sumie nie wiem czy były tam przeprowadzane jakieś renowacje czy remonty tegoż obiektu, ale z własnych obserwacji i wniosków to wydaje mi się że nie.
Wiele razy jak tam przychodziłem i patrzyłem na to obserwatorium to zastanawiałem się kiedy to się w końcu zawali, bo tak te spodki trochę wyglądały... jak by miały „odlecieć” za chwilę.
Wydaje mi się , że samo wybudowanie obiektu nie wystarczy zwłaszcza w takim miejscu. Jako zupełny laik mogę tylko powiedzieć ,że z mojego punktu widzenia ,konieczne jest raz do roku lub przyjaźniej raz na dwa trzy lata renowacja, wzmacnianie szczególnie narażonych newralgicznych punktów takiego obiektu. W Polskiej mentalności jest gdzieś zakorzenione że jak coś stoi to niech stoi póki się na łeb nie wali to jest git, dopiero jak dojdzie do katastrofy lub tragedii, zaczynają się przemyślenia, wypowiedzi ekspertów i każdy wtedy jest mądry. Jest takie powiedzenie „Polak mądry po szkodzie” I tak chyba jest, bo wiadomo że jak coś już jest, a oto się nie dba to się w końcu rozsypie. Uważam jeszcze ,że nie tyle błędy w obliczeniach podczas budowy co po prostu zwykłe ludzkie niedbalstwo mogło być jedną z przyczyn.
Żyj tak, aby strach przed śmiercią nigdy nie zagościł w twoim sercu. Nie martw się o cudzą wiarę; szanuj poglądy innych i żądaj aby szanowano twoje...
Tecumseh, Przywódca Narodu Szawanezów
http://picasaweb.google.com/szalonywilk1
Tecumseh, Przywódca Narodu Szawanezów
http://picasaweb.google.com/szalonywilk1
Proszę mi powiedzieć w którym miejscu podważyłem rzetelność wykonywanych na Śnieżce pomiarów?! No nie popadajmy w absurd! Napisałem jedynie, że zjawiska związane z wiatrem są o wiele, wiele bardziej skomplikowane niż tylko składowa pozioma, którą rzeczywiście się mierzy. Nie wiem dlaczego wysnuł pan (skoro już musi być oficjalnie, to proszę), że w związku z tym uznaję pomiary za nierzetelne? Chodziło mi o rozdzielenie kwestii: prędkość wiatru, a jego niszczycielska siła. Mierzona prędkość na Śnieżce JEST (co podkreśliłem i poprzednio) w żaden sposób niezafałszowana! Ale nie oznacza to, że całe gigantyczne masy powietrza poruszają się taką prędkością. Gdyby tak było (a tak jest w przypadku cyklonów) to zgodnie z zasadą zachowania pędu żaden budynek by się nie oparł. W żaden sposób nie umniejszam dokonań meteorologów. Ruchów turbulentnych nie zmierzyliby nawet gdyby chcieli - jest to tzw. ostatni bastion mechaniki newtonowskiej, który nie został zdobyty. Stąd właśnie i problemy z turbulencjami podczas lotu samolotem - nie da się ich praktycznie przewidzieć, jedynie stwierdzić: wpadliśmy w turbulencje. Według mojego prywatnego zdania ktoś, kto opracuje rzetelną teorią na temat ruchów chaotycznych otrzyma nagrodę Nobla. Dlatego zdaje mi się, że nie zrozumiał pan całkowicie mojego wywodu. Podkreślę więc raz jeszcze: pomiary prędkości wiatru wykonywane na Śnieżce są dokładne. Nie świadczą jednak bezpośrednio o ruchach całych mas powietrza, a w związku z tym o niszczycielskiej sile wiatru. Tego nikt nie jest wstanie dokonać, bo nadal nie rozumiemy tego zjawiska.
A co do naprężeń: owszem, w sytuacji idealnej owszem, częste zmiany byłyby groźniejsze niż stały nacisk. Ale! Po pierwsze: częstotliwość odśnieżań nie jest przecież duża. Nie można więc nazwać te zmiany częstymi, nie będzie więc rezonansu, który jest szczególnie zabójczy (świetny, stary przykład: żołnierze na moście). Po drugie odśnieżając zapobiegamy powstawaniu wysokich nacisków, które są przy obciążeniu stałym (nie dopuścimy do nagromadzenia dużej ilości śniegu), po trzecie: jakie to obciążenie stałe! Przecież wraz z opadem ciągle go przybywa! A po czwarte i najważniejsze: wszystko byłoby łatwiejsze gdybyśmy omawiali materiał wewnętrznie jednorodny. Ale żaden nie spełnia takiego warunku i wtedy pojawiają się niebezpieczne naprężenia wewnętrzne, które zawsze uderzają w najsłabszy punkt. (W opisanym przez pana przypadku sądzę, że były to owe spawy - dobry przykład) Naprężeń wewnętrznych nie można lekceważyć. Całkiem niedawno miałem bardzo fajny przykład: niosłem na dłoni talerzyk wykonany z grubego szkła (dość stary). Bez żadnego dodatkowego nacisku pękł mi w dłoni. Stara metoda wykonywania przedmiotów szklanych dosyć często powodowała tego typu problemy. Talerzyk nie był znacząco obciążany. Całe lata trwał. Ale ponieważ został źle wykonany istniało naprężenie wewnętrzne, które powoli wykonywało swoją robotę. Dodatkowe obciążanie budynków śniegiem ułatwia powstawanie takich naprężeń i punktów krytycznych, który przy dłuższym nacisku nie wytrzymają. Stąd cała dyskusja: początkowo uważałem, że to właśnie przeciążenie śniegiem było przyczyną powstawania punktów krytycznych. Pańskie argumenty każą sądzić, że podstawowym błędem była konstrukcja, która już zawierała punkty krytyczne. Przyjąłem, że to główny powód, muszę więc uznać własną pomyłkę. Jedyną niejasną dla mnie kwestią jest problem czy odśnieżanie mogłoby pomóc budynkowi. Sądzę, że tak. Nie sądzę też, że odśnieżanie miałoby zaszkodzić, choć rzeczywiście - jeżeli konstrukcję postawiono z uwzględnieniem mas śniegu (zakładam zgodnie z pana wiedzą, że jest to możliwe, bo nie znam się na tym) to przynajmniej teoretycznie nie było potrzeby tego robić. Praktyka okazała się inna...
Podsumowując: proszę uważnie czytać moje wypowiedzi i nie traktować mnie jak wroga, który wszystko krytykuje, bo tak przecież nie jest! Moje rozważania dotyczące wiatru właściwie bardziej popierały pańską teorię, a pan uznał, że krytykuję pracę meteorologów. Dziwne...
Seba123: wypowiadałem się na temat, na który mam wiedzę. Mowa o naprężeniach wewnętrznych i ogromnych naciskach spowodowanych przez śnieg. I dlatego uważam, że miałem pełne prawo zabrać głos w dyskusji. Nadal uważam, że lekceważenie nacisku jest błędem. Argumenty podane przez piotrekok’a brzmią coraz bardziej przekonująco, że można temu przeciwdziałać stosując odpowiednie konstrukcje - na czym, przyznaję, się nie znam. Nie uważam się jednak za ignoranta, bo główny nacisk moich argumentów kładłem na sprawę nacisku, a nie wytrzymałości materiałów. A przy okazji - zaraz na początku zaznaczyłem, że mogę się mylić. Poza tym artykuł prasowy brzmiał jak typowe zwalanie winy nieobecnych co również mi się nie spodobało. Zbyt często miałem z czymś takim do czynienia.
Jeżeli przeczytasz uważnie to zauważysz, że absolutnie nie nazwałem cię kretynem! Nie jestem typem oceniającym ludzi, a już szczególnie gdy ich nie znam. Napisałem, że SŁOWA, których użyłeś są kretyńskie i nadal uważam, że to co napisałeś jest wybitnie kretyńskie. Wniosek, że tylko kretyn mówi kretyńskie słowa jest jednakże całkowicie błędny. Każdemu zdarzy się powiedzieć coś głupiego, a skoro jesteśmy w gronie fizyków to piękny na to przykład: Albert. Był niesamowicie inteligentny i biada każdemu kto ośmieliłby się nazwać go kretynem, a jednak w kretyński sposób zaprzeczał prawdziwości mechaniki kwantowej.
Pozdrawiam serdecznie
A co do naprężeń: owszem, w sytuacji idealnej owszem, częste zmiany byłyby groźniejsze niż stały nacisk. Ale! Po pierwsze: częstotliwość odśnieżań nie jest przecież duża. Nie można więc nazwać te zmiany częstymi, nie będzie więc rezonansu, który jest szczególnie zabójczy (świetny, stary przykład: żołnierze na moście). Po drugie odśnieżając zapobiegamy powstawaniu wysokich nacisków, które są przy obciążeniu stałym (nie dopuścimy do nagromadzenia dużej ilości śniegu), po trzecie: jakie to obciążenie stałe! Przecież wraz z opadem ciągle go przybywa! A po czwarte i najważniejsze: wszystko byłoby łatwiejsze gdybyśmy omawiali materiał wewnętrznie jednorodny. Ale żaden nie spełnia takiego warunku i wtedy pojawiają się niebezpieczne naprężenia wewnętrzne, które zawsze uderzają w najsłabszy punkt. (W opisanym przez pana przypadku sądzę, że były to owe spawy - dobry przykład) Naprężeń wewnętrznych nie można lekceważyć. Całkiem niedawno miałem bardzo fajny przykład: niosłem na dłoni talerzyk wykonany z grubego szkła (dość stary). Bez żadnego dodatkowego nacisku pękł mi w dłoni. Stara metoda wykonywania przedmiotów szklanych dosyć często powodowała tego typu problemy. Talerzyk nie był znacząco obciążany. Całe lata trwał. Ale ponieważ został źle wykonany istniało naprężenie wewnętrzne, które powoli wykonywało swoją robotę. Dodatkowe obciążanie budynków śniegiem ułatwia powstawanie takich naprężeń i punktów krytycznych, który przy dłuższym nacisku nie wytrzymają. Stąd cała dyskusja: początkowo uważałem, że to właśnie przeciążenie śniegiem było przyczyną powstawania punktów krytycznych. Pańskie argumenty każą sądzić, że podstawowym błędem była konstrukcja, która już zawierała punkty krytyczne. Przyjąłem, że to główny powód, muszę więc uznać własną pomyłkę. Jedyną niejasną dla mnie kwestią jest problem czy odśnieżanie mogłoby pomóc budynkowi. Sądzę, że tak. Nie sądzę też, że odśnieżanie miałoby zaszkodzić, choć rzeczywiście - jeżeli konstrukcję postawiono z uwzględnieniem mas śniegu (zakładam zgodnie z pana wiedzą, że jest to możliwe, bo nie znam się na tym) to przynajmniej teoretycznie nie było potrzeby tego robić. Praktyka okazała się inna...
Podsumowując: proszę uważnie czytać moje wypowiedzi i nie traktować mnie jak wroga, który wszystko krytykuje, bo tak przecież nie jest! Moje rozważania dotyczące wiatru właściwie bardziej popierały pańską teorię, a pan uznał, że krytykuję pracę meteorologów. Dziwne...
Seba123: wypowiadałem się na temat, na który mam wiedzę. Mowa o naprężeniach wewnętrznych i ogromnych naciskach spowodowanych przez śnieg. I dlatego uważam, że miałem pełne prawo zabrać głos w dyskusji. Nadal uważam, że lekceważenie nacisku jest błędem. Argumenty podane przez piotrekok’a brzmią coraz bardziej przekonująco, że można temu przeciwdziałać stosując odpowiednie konstrukcje - na czym, przyznaję, się nie znam. Nie uważam się jednak za ignoranta, bo główny nacisk moich argumentów kładłem na sprawę nacisku, a nie wytrzymałości materiałów. A przy okazji - zaraz na początku zaznaczyłem, że mogę się mylić. Poza tym artykuł prasowy brzmiał jak typowe zwalanie winy nieobecnych co również mi się nie spodobało. Zbyt często miałem z czymś takim do czynienia.
Jeżeli przeczytasz uważnie to zauważysz, że absolutnie nie nazwałem cię kretynem! Nie jestem typem oceniającym ludzi, a już szczególnie gdy ich nie znam. Napisałem, że SŁOWA, których użyłeś są kretyńskie i nadal uważam, że to co napisałeś jest wybitnie kretyńskie. Wniosek, że tylko kretyn mówi kretyńskie słowa jest jednakże całkowicie błędny. Każdemu zdarzy się powiedzieć coś głupiego, a skoro jesteśmy w gronie fizyków to piękny na to przykład: Albert. Był niesamowicie inteligentny i biada każdemu kto ośmieliłby się nazwać go kretynem, a jednak w kretyński sposób zaprzeczał prawdziwości mechaniki kwantowej.
Pozdrawiam serdecznie
Wróć do „Turystyka - pieszo i ogólnie”