Nie będzie to dla mnie problemem, o ile w swoim profilu dopiszesz adres e-mail.Pati pisze:Na Forum mojego kursu przeczytałam taki oto wpis:
Jeśli ktoś byłby zainteresowany poczytaniem i obejrzeniem tej unikatowej publikacji mogę przesłać na jego adres e-mailowy. Spakowane pliki zajmują około 6,5 MB
Oczywiście jestem zainteresowana :D
Będzie to dla mnie cenne źródło informacji
Przewodnictwo turystyczne w Sudetach
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
Re: Przewodnictwo w Sudetach

Przewodnictwo w Sudetach
Dziękuje za wczasu
Początki to czas zbierania materiałów i staram sie skorzystac z każdej okazji, bo to czego teraz się naumię zaowocuje w przyszłości...
Początki to czas zbierania materiałów i staram sie skorzystac z każdej okazji, bo to czego teraz się naumię zaowocuje w przyszłości...
- Wędrowniczek
- podróżnik
- Posty: 180
- Rejestracja: 04-02-2007 21:45
- Lokalizacja: Dolny Śląsk
wirek pisze:Dlaczego ktoś, kto ma doświadczenie, zdobył kwalifikacje, nie może uzyskać uprawnień bo się źle urodził albo źle zamieszkał?
Możesz rozszerzyć ta myśl bo nie bardzo rozumiem.
Ja osobiście znam przewodników górskich ze Szczecina a i w Gdańsku będzie mozna zrobić takie uprawnienia jak i w Poznaniu.
SKPS z nami w Sudety
http://skps.wroclaw.pl
"Twój umysł pod czaszką już stężał jak nie rozlany w porę beton w betoniarce?" LR
http://skps.wroclaw.pl
"Twój umysł pod czaszką już stężał jak nie rozlany w porę beton w betoniarce?" LR
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
No i dobrze, aby tak wreszcie było, bo przecież dostępność do takich uprawnień jest naprawdę bardzo ograniczona. Tylko pozwolę sobie zapytać, dlaczego muszą to być właśnie państwowe uprawnienia zawodowe? Czy kwalifikacje na przykład przodownika turystyki górskiej PTTK już nie wystarczą, aby mógł prowadzić, zresztą niezarobkowo, na przykład niewielki liczebnie obóz wędrowny po Sudetach? Czy to nie to samo jakby wprowadzić przy poruszaniu się po mieście nakaz korzystania z usług zawodowych taksówkarzy i miejskich przedsiębiorstw komunikacyjnych, a zabronić poruszania się po drogach publicznych kierującym innymi pojazdami silnikowymi, wycieczkom rowerzystów i grupom pieszych, bo "nie mają kwalifikacji"?Wędrowniczek pisze:Możesz rozszerzyć ta myśl bo nie bardzo rozumiem.wirek pisze:Dlaczego ktoś, kto ma doświadczenie, zdobył kwalifikacje, nie może uzyskać uprawnień bo się źle urodził albo źle zamieszkał?
Ja osobiście znam przewodników górskich ze Szczecina a i w Gdańsku będzie mozna zrobić takie uprawnienia jak i w Poznaniu.
Nie wiem czy ktoś z tutaj obecnych w ogóle czytał i analizował wyniki badań ruchu turystycznego w Polsce, przeprowadzonych w ostatnich latach m.in. na podstawie ankiet rozprowadzanych wśród badanych turystów. Ja mam takie opracowania w domu na półce. Co z nich wynika? Ano, że (cytuję istotne fragmenty): "Ruch turystyczny zagraniczny (...) Program zwiedzania organizowali sobie samodzielnie. Niemal wszyscy byli zaopatrzeni w przewodniki i mapy po Polsce, które wydane były w ich krajach i językach. (...) Najczęściej są to grupy objazdowe po całej Polsce, mają charakter poznawczy - zwiedzają duże miasta jako centra kultury i zabytków, kulturowe szlaki turystyczne, poznają także tradycje regionów poprzez udział w różnych imprezach folklorystycznych. Często imprezy te są organizowane na specjalne życzenie. Tendencje... (...) zwiększyła się widocznie liczba turystów z Francji przyjeżdżających grupowo i indywidualnie..." Myślę, że te kilka zdań wystarczy.
Choć nie wiadomo co by nie wymyślono, nie zawróci się kijem Wisły. Widać, że świat się zmienia zgodnie z łacińską maksymą: panta rei, przeobraża się również oblicze turystyki. Minęły czasy starożytne tzw. "egzegetów" oprowadzających po świątyniach i miejscach kultu strożytnych bogów, czasy prowadzących masowy ruch pielgrzymkowy w średniowieczu, "cicerone" w renesansie i pielgrzymek Sarmatów do polskich sanktuariów. Teraz mijają czasy zorganizowanej turystyki i przewodnictwa turystycznego masowo obsługującego popularne do niedawna "autokarówki". Do tego dochodzi ogólne zjawisko kurczenia się ruchu turystycznego rodzimych zbiorowych wycieczek w kraju (jak już to jadą za granicę). Równocześnie kurczy się rynek usług przewodnickich w Polsce.
Dziś ludzie organizują sobie wypoczynek w taki sposób, że coraz mniej w nim miejsca na chodzenie dużą grupą z przewodnikiem i wysłuchiwanie sztampowych informacji o zwiedzanym terenie. Samodzielne poznawanie kraju w mniejszych grupach z mapą i dobrymi wydawnictwami przewodnikowymi w ręku dawno zdobyło już przewagę nad masówkami typu: autokar, pilot, przewodnik i wielka ponad 40 osobowa grupa wycieczkowiczów. Zwiedzanie z przewodnikiem ogranicza się do obiektów zamkniętych typu muzeum, zabytkowy zespół atchitektoniczny czy skansen budownictwa regionalnego - tam gdzie przewodnik jest po prostu konieczny dla zachowania porządku zwiedzania.
W obecnych czasach najbardziej się ceni autorów i wydawców dobrych map i przewodników, zdobywa się wiedzę o zwiedzanym terenie poprzez rozmowy z mieszkańcami danego regionu i uczestnictwo w jarmarkach czy imprezach folklorystycznych oraz poznawanie ich zwyczajów, tradycji, pomników historii itp. Poznający w ten sposób kraj zyskują dużo więcej wiedzy i doświadczenia, niż mogli wynieść ze sztampowych wycieczek z obsługą pilota czy przewodnika prowadzącego ich "za rączkę" i zabawiającego dowcipami. I to jest prawda oczywista, której nie zmienią żadne monopolistyczne zakusy i związane z nimi przedziwne pomysły.

Przewodnictwo Turystyczne w Sudetach
Są ludzie, którym nie chce się czytać przewodników, nie chce się planować jak dojechać, gdzie nocować... korzystają więc z usług biur podruży z gotowym programem, ich przybywa wg statystyk.
Jedyne co teraz robię, to rodzaj informacyjenj prezentacji multimedialnej mającej na celu pokazanie i promowanie moich rejonów po polsku i niemiecku. Bo do prowadzania nie mam prawa, ale jak tylko zdam egzaminy...
Tu jest wciąż za mało przewodników rozmawiających obcymi językami. Po egzaminie biorę się ostro za angielski - słownictwo potrzebne mi jako przewodnikowi.
Ostatnio zaczynam mieć też propozycje wynajęcia prywatnie do grup kilkuosobowych (rodzina, grupka przyjaciół) i to mi sie bardzo podoba, to są grupy do 10 osób, dobrze przygotowane do wędrówki po górach, lub dysponują busem do objazdówki po zabytkach - wolą jak człowiek im pokaże i opowie...
Więc może ma to przewodnictwo jednak sens.
Jedyne co teraz robię, to rodzaj informacyjenj prezentacji multimedialnej mającej na celu pokazanie i promowanie moich rejonów po polsku i niemiecku. Bo do prowadzania nie mam prawa, ale jak tylko zdam egzaminy...
Tu jest wciąż za mało przewodników rozmawiających obcymi językami. Po egzaminie biorę się ostro za angielski - słownictwo potrzebne mi jako przewodnikowi.
Ostatnio zaczynam mieć też propozycje wynajęcia prywatnie do grup kilkuosobowych (rodzina, grupka przyjaciół) i to mi sie bardzo podoba, to są grupy do 10 osób, dobrze przygotowane do wędrówki po górach, lub dysponują busem do objazdówki po zabytkach - wolą jak człowiek im pokaże i opowie...
Więc może ma to przewodnictwo jednak sens.
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
Re: Przewodnictwo Turystyczne w Sudetach
Pati pisze:Ostatnio zaczynam mieć też propozycje wynajęcia prywatnie do grup kilkuosobowych (rodzina, grupka przyjaciół) i to mi sie bardzo podoba, to są grupy do 10 osób, dobrze przygotowane do wędrówki po górach, lub dysponują busem do objazdówki po zabytkach - wolą jak człowiek im pokaże i opowie...
Więc może ma to przewodnictwo jednak sens.
Oczywiście, że ma sens dla tych, których na to stać i którzy maja taką wolę. W gorszej sytuacji są cudzoziemcy, bo nawet jeśli ich stać i by chcieli wynając przewodnika, to są problemy ze znalezieniem osoby, która na tyle dobrze zna ich język, by móc im udzielić wyczerpujacych informacji o zwiedzanym terenie. Tacy często korzystają po prostu z map i przewodników książkowych wydanych w ich kraju i w ich języku.
Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z faktu, że wszystkiego nie da się skomercjalizować. Ba, nawet nie powinno się tego robić, bo to by było ograniczanie swobód obywatelskich. Tu musi być wolny wybór. Kto chce, może jeżdzić taksówkami, ale są przecież ludzie, którzy mają własne samochody, do kierowania którymi nie musza robić uprawnień zawodowych czy wykupywać jakiejś licencji. Podobnie powinno być w turystyce.
Osoby, które organizują turystykę w różnych stowarzyszeniach i prowadzą w górach społecznie bez uprawnień zawodowych - na zasadzie praw do kierowania grupą wynikających z wewnętrznych statutów i regulaminów, powinny mieć możliwość całkowicie legalnej działalności, a nie balansować na granicy prawa czy nawet naruszać przepisy. Ustawy i rozporządzenia do nich powinny oprzeć się na założeniu, że turyści, czy to indywidualni, czy też zorganizowani, działają na własną odpowiedzialność, albowiem są ludźmi dorosłymi, nie przedszkolakami i są w stanie sami przygotować i zrealizować program zwiedzania.
Na szczęście Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji przygotowuje zmiany w przepisach, o czym już była mowa na tym forum - projekt nowego rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie określenia warunków bezpieczeństwa osób przebywających w górach, pływających, kąpiących się i uprawiających sporty wodne. W projekcie tym zniknął kuriozalny zapis: "Wycieczki piesze lub narciarskie na terenach górskich, leżących na obszarach parków narodowych i rezerwatów przyrody oraz leżących powyżej 1000 m n.p.m., mogą prowadzić tylko górscy przewodnicy turystyczni." Najbardziej aktualny tekst tego projektu znajduje się pod adresem: http://bip.mswia.gov.pl/portal/bip/34/768/.
Organizacji imprez i wycieczek będzie dotyczył zapis uwzględniający standardy międzynarodowe w załączniku nr 1 do rozporządzenia, szczegółowe warunki bezpieczeństwa osób uprawiających turystykę górską, rekreację ruchową i sportową w górach:
§ 6.
1. Do prowadzenia imprez i wycieczek górskich zorganizowanych w oparciu o przepisy ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o usługach turystycznych (Dz.U. z 2004 r. Nr 223, poz. 2268, z późn. zm.) uprawnione są podmioty gospodarcze na zasadach określonych w tej ustawie oraz inne, w zakresie i na zasadach określonych w odrębnych przepisach.
2. Organizator sportowej imprezy masowej, na terenach określonych w § 6 rozporządzenia, zobowiązany jest poinformować podmioty określone w § 2 ust. 1 rozporządzenia właściwe dla danego obszaru na co najmniej 14 dni przed terminem rozpoczęcia imprezy. W zgłoszeniu należy określić:
a) organizatora imprezy,
b) termin i czas jej trwania,
c) miejsce imprezy,
d) przewidywaną liczbę uczestników.
3. Imprezę sportową i rekreacyjną o charakterze amatorskim lub wyczynowym organizowaną w górach należy przeprowadzać zgodnie z regulaminami związków sportowych oraz sportowych organizacji międzynarodowych.
4. Zakres i sposób zabezpieczenia imprezy w górach przez ratowników oraz zasady odpłatności za świadczenie usług ustala GOPR i TOPR w uzgodnieniu z organizatorem.
5. Zasady organizowania imprezy lub wycieczki szkolnej określają odrębne przepisy.
Dyskusja wokół tego tematu toczyła się na tym forum i na wielu forach dyskusyjnych, m.in. na Forum ZHP: http://www.forum.zhp.pl/viewtopic.php?id=3287&p=2

Przewodnictwo Turystyczne w Sudetach
Lech pisze: W gorszej sytuacji są cudzoziemcy, bo nawet jeśli ich stać i by chcieli wynając przewodnika, to są problemy ze znalezieniem osoby, która na tyle dobrze zna ich język, by móc im udzielić wyczerpujacych informacji o zwiedzanym terenie.
Nie sa w tak złej sytuacji, bo sama jestem po instytucie Goethego w Hamburgu - bardzo dobry niemiecki... no i znam przewodników, którzy prowadzaja w języku angielskim i francuskim i są w tym na tyle dobrzy, że są przez tych samych ludzi wybierani na następny raz...
Z obcokrajowców największy wybór maja Niemcy, ale ich najwięcej przyjeżdża, więc więcej przewodników jest na nich nastawiona... Ja ucze się angielskiego, bo zaczynaja sie pojawiać Holendrzy, a że z językami obcymi nigdy nie miałam kłopotów, to idzie mi coraz lepiej...
Ostatnio zmieniony 16-03-2007 21:10 przez Pati, łącznie zmieniany 1 raz.
Przewodnictwo Turystyczne w Sudetach
Lech pisze:Osoby, które organizują turystykę w różnych stowarzyszeniach i prowadzą w górach społecznie bez uprawnień zawodowych - na zasadzie praw do kierowania grupą wynikających z wewnętrznych statutów i regulaminów, powinny mieć możliwość całkowicie legalnej działalności, a nie balansować na granicy prawa czy nawet naruszać przepisy. Ustawy i rozporządzenia do nich powinny oprzeć się na założeniu, że turyści, czy to indywidualni, czy też zorganizowani, działają na własną odpowiedzialność, albowiem są ludźmi dorosłymi, nie przedszkolakami i są w stanie sami przygotować i zrealizować program zwiedzania.
Przykład: w wieku 16 lat organizowałam w ZHP wycieczki górskie dla młodzieży z noclegami w schroniskach. Szedł z nami rodzic jednego z uczestników jako formalny opiekun dorosły (podczas wedrówki zabezpieczał tyły i tyle było jego pracy) i zawsze wracaliśmy cali, zdrowi i pełni pozytywnych wrażeń. A teraz okazuje się, że aby być organizatorem imprez turystycznych, to muszę zatrudnić sie na kilka lat u innego organizatora imprez turystycznych na kilka lat lub skończyć studia, bo inaczej złamię prawo...
Około 8 lat stażu w ZHP to za mało, niewystarcza.
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
Pati pisze:Lech pisze: W gorszej sytuacji są cudzoziemcy, bo nawet jeśli ich stać i by chcieli wynając przewodnika, to są problemy ze znalezieniem osoby, która na tyle dobrze zna ich język, by móc im udzielić wyczerpujacych informacji o zwiedzanym terenie.
Nie sa w tak złej sytuacji, bo sama jestem po instytucie Goethego w Hamburgu - bardzo dobry niemiecki...
No ale nie każdy przewodnik kończył taki instytut. Wg opracowania, na które wcześniej się powołałem, brak przewodników z dobrą znajomością języków, nadal sprawia cudzoziemcom spore trudności. Kilkakrotnie po Poznaniu i Szlaku Piastowskim razem z moją żoną oprowadzaliśmy grupy zaprzyjażnionych Czechów. Robiliśmy to społecznie - nie dla zarobku (nie mam formalnie uprawnień przewodnickich, a żonie wygasły przed kilku laty). Z prośbą o pomoc do nas zwrócił się wtedy pan František Jirásko z Vrchlabí. Tym, co im pokazaliśmy byli bardzo zaciekawieni. Statystycznego Czecha bowiem nie wiele mogą zainteresować miejsca związane na przykład z Powstaniem Wielkopolskim. Prędzej zainteresuje ich, że pierwszy murowany ratusz w Poznaniu wybudowano za czasów Wacława II i z ciekawością obejrzą kamienne zworniki w piwnicy na gotyckim sklepieniu z wyobrażeniem czeskiego lwa.
Także oprócz ostrowa Lednickiego, gdzie wg jednej z hipotez odbył się ślub księcia Mieszka z Dąbrówką, zainteresuje ich mało znane grodzisko w Gieczu, skąd miejscową ludność książę Brzetysław zabrał z sobą w powrotną drogę do Czech i osiedlił koło Domažlic, gdzie od Giedczan pochodzi miejscowość Hědčany (o tym fakcie wzmiankował czeski kronikarz Kosmas). Oczywiście z zaciekawieniem zapoznaja się z żywotem św. Wojciecha i obejrzą miejsce z jego relikwiami w Katedrze Gnieźnieńskiej i jednocześnie miejsce, gdzie Wacław II był koronowany na króla Polski przez pochodzącego ze śląskiego rodu Świnków arcybiskupa Jakuba Świnkę. Jest tu naprawdę wiele ciekawych miejsc związanych z naszymi wspólnymi historycznymi czesko - polskimi związkami. Napisałem o tym nieco więcej w artykule => http://www.ksp.lanet.wroc.net/cesi.htm
O tej wycieczce Czechów była wzmianka w miesięczniku "Krkonoše"
Kilka lat wcześniej ukazała się ciekawa notatka związana z naszym pobytem w Vrchlabí, kiedy to mielismy szczęście wyjść cało z wypadku komunikacyjnego i kiedy uczestnik prowadzonego przeze mnie obozu wędrownego napisał później do jednej leszczyńskich gazet, oburzonej na nazywanie Leszna "małym prowincjonalnym miasteczkiem". Poniżej ta notatka na ten temat.
Odbiegam wprawdzie od zasadniczego tematu wątku ale czy to, o czym piszę, nie jest warte szerszego zainteresowania?

- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
A czy Czesi uczestniczyli w tłumieniu Powstania Wielkopolskiego, tak jak np. nasze wojsko uczestniczyło w 1968 roku w tłumieniu ruchów wolnościowych w ówczesnej Czechosłowacji?apollo pisze:A jednak szkoda, że Czechów nie interesują dzieje Powstania Wielkopolskiego. To tak, jakbyśmy jadąc do Pragi, w ogóle nie interesowali się interwencją wojsk Układu Warszawskiego, za to zwiedzali wyłącznie miejsca świadczące o najeździe Bolesława Chrobrego na Pragę.

Czesi nie mogli uczestniczyć w Powstaniu Wielkopolskim, bowiem w czasie, gdy ono wybuchło, formowało się dopiero niezależne państwo czeskie.
Natomiast jadąc do Czech, nie wyobrażam sobie pominąć miejsc związanych np. z wojnami husyckimi czy też wojną trzydziestoletnią (w której RP Obojga Narodów nie brała udziału). I to nie tylko ze względu na zamiłowanie do historii (choć wszystko, co młodsze od starożytności, jest mi skromnie znane), ale i z szacunku dla innego, sąsiedniego narodu.
Że zwykłą ludzką ciekawość pominę
.
Natomiast jadąc do Czech, nie wyobrażam sobie pominąć miejsc związanych np. z wojnami husyckimi czy też wojną trzydziestoletnią (w której RP Obojga Narodów nie brała udziału). I to nie tylko ze względu na zamiłowanie do historii (choć wszystko, co młodsze od starożytności, jest mi skromnie znane), ale i z szacunku dla innego, sąsiedniego narodu.
Że zwykłą ludzką ciekawość pominę
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
apollo pisze:Czesi nie mogli uczestniczyć w Powstaniu Wielkopolskim, bowiem w czasie, gdy ono wybuchło, formowało się dopiero niezależne państwo czeskie.
No właśnie. I dlatego nikt z nas nie ma wpływu na to, że ten jakże ważny etap w dziejach Polski, Czechów akurat zbytnio nie zainteresuje. Nie ma więc sensu oprowadzać ich po miejscach związanych z Powstaniem Wielkopolskim, kiedy jest w naszym regionie naprawdę mnóstwo ciekawych miejsc stanowiących pamiatkę historycznych związków z Czechami w naszym wielokulturowym przecież wielkopolskim regionie.
Co nie znaczy, że Polacy, a zwłaszcza z regionu Wielkopolski, nie byli w żaden sposób związani z ruchem husyckim. Dziś raczej mało kto wie, że oddziały czeskich hustów pomogły zwyciężyć polskim wojskom w bitwie pod Grunwaldem nad zakonem krzyżackim, kiedy jednocześnie śląski (piastowski) książę Jan Ziębicki walczył ze swymi wojskami po stronie krzyżackiej. W końcu husyci go dopadli 27 grudnia 1428 roku pod Starym Wielisławiem na Ziemi Kłodzkiej.apollo pisze:Natomiast jadąc do Czech, nie wyobrażam sobie pominąć miejsc związanych np. z wojnami husyckimi czy też wojną trzydziestoletnią (w której RP Obojga Narodów nie brała udziału).
Śmierć Jana Ziebickiego w potyczce z husytami. Malowidło na sklepieniu kaplicy
koło Starego Wielisłwia
Pomijane też zostają losy husytów po klęsce, jaką ponieśli oraz fakt, że wielu husytów znalazło w Wielkopolsce schronienie przed prześladowaniami. Przypominają o tym nazwy wielkopolskich wsi: Czeskie Stare, Czeskie Nowe (od niedawna Stefanowice), także Łomnica, Chlastawa, Chrośnica a nawet dziejsze miasto powiadowe Nowy Tomyśl znajduje się na miejscu wsi pochodzenia czeskiego, która miała nazwę Nowy Lutomyśl (Litomyśl). Do niedawna pola uprawne w okolicy Zbąszynia nazywano "polem Żyszki", od nazwiska przywódcy czeskich husytów.

Lech pisze:Co nie znaczy, że Polacy, a zwłaszcza z regionu Wielkopolski, nie byli w żaden sposób związani z ruchem husyckim.
Jasna sprawa.
To, że RzON nie brała udziału w wojnie 30-letniej wcale nie oznacza, że nie bili się tam Polacy (choćby nie przysparzający nam chwały lisowczycy - jako zaciężni plądrowali i gwałcili
Kto wie, może i jakiś Czech bił się w Powstaniu Wielkopolskim?
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
Być może, ale nie w tym problem. Na poznańskim Placu Wolności fragment przestrzeni poziomej wypełnia metalowa tablica upamiętniająca zbiórkę oddziałów powstańczych. Za czasów pruskich stał tam pomnik ku czci zwycięstwa Prus w bitwie pod Nachodem w 1866 roku, która otworzyła pruskim wojskom drogę przejścia przez Sudety i przyczyniła się do zwycięstwa w wojnie austriacko - pruskiej. Polacy walczyli w tej wojnie po obu stronach - w armii pruskiej stanowili większość V korpusu. 1 pułk ułanów z tego korpusu przyczynił się do zwycięstwa Prusaków szarżując na austriackich kirasjerów. Po stronie austriackiej walczyli także Czesi. Tragedię tamtej wojny opisuje czeski powieściopisarz - Alois Jirásek - odpowiednik naszego Sienkiewicza. Bardzo trafnie ukazuje bezsens walki, w którą obce mocarstwa zaangażowały bratnie narody słowiańskie i rozkazały wzajemnie się zabijać. Po odzyskaniu niepodległości pruski pomnik rozebrano. O tym oczywiście wspomnieliśmy oprowadzając Czechów po Poznaniu. Jednak wdawanie się w szczegóły dotyczące Powstania Wielkopolskiego nie miało sensu. Pokazaliśmy im natomiast stojący na tym samym placu pomnik ku czci Wincentego Piessnitza - twórcy wodolecznictwa, który leczył ludzi górską wodą w Jeseniku (dawniej Gräfenbergu) - w osadzie położonej na zboczach gór w Sudetach Wschodnich. Pomnik z medalionem ufundował Edward hr Raczyński z wdzięczności za wyleczenie syna.apollo pisze:Kto wie, może i jakiś Czech bił się w Powstaniu Wielkopolskim?
Powyżej ukazuję medalion z brązu, przedstawiający profil Wincentego Priessnitza i otoczony napisem w języku greckim i polskim, z błędem: "NIC LEPZEGO NAD WODĘ" (pominięta litera "s"). Więcej na ten temat w moim artykule pt. "Edward hr. Raczyński (1786-1845) i jego sudeckie wątki" => http://www.ksp.lanet.wroc.net/pomnik.htm

Wróć do „Turystyka - pieszo i ogólnie”