góral pisze:nie jestem przewodnikiem ,ale mam z nimi do czynienia (Tatry i Beskidy) oraz z kursantami i ich relacja o kursach, egzaminach, przewodnictwie są mega różne od twoich, a że ich uważam za bardziej wiarygodnych
Niestety, ale tu się mylisz. Po pierwsze, "nie można być sędzią we własnej sprawie" - powiada znana sentencja rzymska, więc to co mówią przewodnicy sami o sobie nie może być traktowane jako w pełni wiarygodne i obiektywne. Po drugie sam niejako przyznajesz się do tego, że nie znasz specyfiki przewodnictwa sudeckiego, a tylko miałeś do czynienia z przewodnikami na Tatry i Beskidy.
Moja ocena stanu faktycznego z pewnością jest bez porówniania bliższa prawdzie, niż poglądy samych przewodników górskich czy osób blisko związanych ze środowiskiem przewodnickim. Na postawie moich kilkunastoletnich obserwacji i doświadczenia wynikającego z mojej górskiej służby w WOP w Sudetach i późniejszych wędrówek po tych górach stwierdzam, że grupy wycieczkowe z różnych klubów turystycznych związanych z takim stowarzyszeniami jak PTTK, PTT, PTSM czy ZHP były zawsze na ogół niewielkie liczebnie a jednocześnie dobrze przygotowane pod względem zarówno ubioru jak i ekwipinku w razie zmiany pogody, a ich uczestnicy posiadali stosowne przygotowanie kondycyjne do pokonywania występujących w górach różnic wysokości.
Wśród opisanej wyżej grupy, przypadków popełniania błędów organizacyjnych czy jakichś komplikacji podczas wędrówek, które by zagrażały bezpieczeństwu uczestników, zaobserowałem dużo mniej, niż w sytuacji typowych wycieczek z przewodnikami. Najwięcej problemów zagrożenia bezpieczeństwa było jednak z turystami indywidualnymi, a ci nie mają obowiązku wynajmowania przewodnika.
Problem wycieczek górskich z przewodnikami tkwi w tym, że przewodnicy przyjmują niejako "z marszu" zazwyczaj duże grupy wycieczkowe ludzi zupełnie nieprzygotowanych do wyjścia w góry, przeważnie uczestników typowych autokarówek. Dla takich niewyekwipowanych ludzi, w zupełnie nieodpowiednim obuwiu, często starszych wiekiem, już sam wysiłek pokonania odległości i wysokość oraz zmienne warunki pogodowe są niebezpieczne dla zdrowia.
Zawsze będą ci "mądrzejsi" po szkodzie. I ci "mądrzejsi", którym "puści" wyobraźnia, znajdą się zawsze i wszędzie i w każdej grupie zawodowej, nawet wśród tych którzy uważają się za nieomylnych profesjonalistów. Wypadki na wycieczkach prowadzonych przez przewodników zdarzały się od zawsze. Zdarzają się również wśród takich profesjonalistów i znawców górskich niebezpieczeństw jak ratownicy górscy, ostatnio zresztą nader często, np. głośne wypadki śmiertelne w Kotle Małego Stawu w Karkonoszach.
Miałem okazję wielokrotnie obserwować typowe wycieczki z przewodnikami w Sudetach. O wypadkach na takich wycieczkach też wiem coś więcej niż przeciętny zjadacz chleba i obecni tu dyskutanci, jako, że - co jeszcze raz podkreślam - służyłem tam w WOP na granicy i miałem możliwość poznać góry wszechstronie, a nie tylko tylko z sezonowych wycieczek i tego co podają media.
Nie raz dane mi było oglądać podobne obrazki, kiedy zawodowy przewodnik sudecki pędził od górnej stacji wyciągu w kierunku Śnieżki grupę pań (podjechały autokarem pod dolną stację wyciągu i wjechały krzesełkami na górę) w cieńkich bluzeczkach i damskich bucikach, trzęsących się z zimna w podmuchach przenikliwego wiatru. Sam w ciepłym, wełniamym swetrze i kurtce kroczył na czele tej grupy z ważną miną himalaisty wcale nie przejmując się, że jego podopieczni marzną i mogą ulec wyziębieniu, lub że któraś z tych kobiet może sobie wykręcić nogę w nieodpowiednim obuwiu. Od czasu do czasu zatrzymywał się i coś tam opowiadał, ale świst wiatru zagłuszał jego słowa, tak że co mówi mogły usłyszeć tylko osoby stojące tuż przy nim. Tego rodzaju wycieczki z przewodnikami w Karkonoszach można spotkać na szlakach grzbietowych prowadzących od wyciągów na Małą Kopę i na Szrenicę.
Ale nie tylko tam, bo i w Tatrach codziennością są takie kilkudziesięcioosobowe "tramwaje" (też widziałem!), człapiące szeroką drogą jezdną do Morskiego Oka, na Kalatówki i dolin takich jak Kościeliska i Chochołowska. Dla mnie tego typu wycieczki z przewodnikami są po prostu potwornym nieporozumieniem, a w dodatku psują wizerunek tej profesji. Ale przewodnicy generalnie zabierają takie liczne grupy bo: po pierwsze mają do tego prawo, a po drugie dla zarobku gotowi są łamać to wszystko, co nakazuje zdrowy rozsądek.
To, że bierzesz mnie "za zwykłego oszczercę środowiska przewodnickiego i człowieka chorobliwie zakompleksionego" i inne złośliwe insynuacje są cakowicie obojętne wobec faktów, które tu wyżej przedstawiłem. Pamiętaj, że świata nie zmienisz i nie cofniesz klepsydry czasu, ani tego, że zmienia się oblicze turystyki i zarówno grup, jak i pojedyńczych turystów wędrujących po górach turystycznie łatwych jakimi są Sudety, gdzie są liczne znakowane szlaki turystyczne, nie zmusisz do korzystania z usług przewodnickich skoro radzą sobie sami. Pierwsi przewodnicy w Sudetach zajmowali się noszeniem lektyk. Wyobrażasz sobie dziś noszenie turystów w lektykach? Te czasy już nie wrócą.
Nie zmienisz faktu, że popyt na pewne usługi staje się przeżytkiem i po prostu systematycznie maleje, a widok rasowego przewodnika górskiego z liną i czekanem czy przecierającego trasę prowadząc grupę narciarzy w takich górach jak Sudety stał się czymś unikatowym. Jednocześnie śmieszy w tym wszystkim fakt nadania przez nasze władze państwowe statusu przewodnika górskiego osobom, które specjalizują się w pilotowaniu autokarów i oprowadzaniu turystów po miejscowościach i obiektach nie- górskiej części Śląska, takich jak np. Świdnica, Henryków, Jawor, Strzelin, Nysa itd., oraz zastrzeżenie obszaru, gdzie leżą te miejscowości, wyłącznie do obsługi przez przewodników górskich.
