Na polskich topografach, fakt, ścieżki już nie ma, ale na przedwojennym, niemieckim messtichblattcie, arkusz Schreiberau (Szklarska Poręba), możemy wyczytać, że skalistą, aczkolwiek bardzo prostą granią Grzędy (trudności maksymalnie II), wiedzie ścieżyna, która ma kilka początków: w Małym i Wielkim Śnieżnym Kotle. Ostudzę od razu Wasze zapały i dodam, że owe początki w terenie nieistnieją - pokrywa je bezpkresne i bezlitosne morze kosodrzewiny (wiem z autopsji). Ale samą Grzędą idzie się bardzo wygodnie.
Swoją drogą, jeśli idzie o ochronę przyrody, dziwi mnie jedno. W XVI-XVIII w. w Karkonoszach było kilka set, jeśli nie kilka tysięcy bud pasterskich, a wierzchowinach i zboczach tych gór pasło się tysiące, być może - dziesiątki tysięcy sztuk bydła. I, o dziwo, jakoś cenne (dziś rośliny tzw. pod ochroną) przetrwały, las wrócił na swoje miejsce (fakt, że sztuczny, ale wrócił

) i jakoś Karkonosze fungują (pol. funkcjonują). Ot, taka moja dygresja. Dkaczego więc bronić ludziom wędrować Grzędą po nagiej skale? Ileż to pokoleń geologów tłukło swymi młotkami w skały Grzędy i... jakoś istnieje ona dalej.
