Strona 1 z 1

Dbałość o klienta czy włazidupstwo?

: 28-01-2009 09:40
autor: Andrzej
Turyści z Niemiec wracają z sentymentu i dla zdrowia

Podgórskie miasta kuszą turystów zza Odry. Restauracje mają menu tylko po niemiecku. Najbardziej nastawieni na gości z Niemiec są hotelarze i restauratorzy ze Świeradowa-Zdroju. Większość restauracji w mieście ma menu tylko w języku niemieckim. Jedynie ceny podane są w złotówkach, ale kelner bez problemu przeliczy je na euro. Nowo powstałe biuro podróży nazywa się Thomas Reisen, a fryzjerzy zachwalają swe gabinety jako Frisieursalons. Także po niemiecku są ogłoszenia o wolnych miejscach w pensjonatach.

- Cała miejscowa branża turystyczna nastawiona jest głównie na turystę niemieckiego - przyznaje Monika Hajny z referatu promocji gminy Świeradów-Zdrój. - Pensjonaty chcą ułatwić im życie. Również na świeradowskich chodnikach króluje język niemiecki. Kuracjusze zza zachodniej granicy doceniają szczególne właściwości zdrowotne miejscowych wód mineralnych i podgórskiego klimatu.

- Kilku kolegów napisało sobie nawet z boku na taksówce Bad Flinsberg - mówi Roman Korneć, który wozi Niemców taksówką po okolicy. Bad Flinsberg to przedwojenna, niemiecka nazwa Świeradowa. Jak mówią busiarze, wożą głównie niemieckich turystów, więc uważają, że napis jest jak najbardziej na miejscu.

O turystów zza Odry dba się w wyjątkowy sposób również w Jeleniej Górze. - Wszystkie materiały promocyjne wydajemy również w języku niemieckim. Najnowsza jest mapa zabytków w mieście, a teraz pracujemy nad folderem "Spacery po Jeleniej Górze" - wyjaśnia Barbara Różycka-Jaskólska, kierowniczka Informacji Turystycznej. Każda niemiecka wycieczka w Karkonosze ma w planie zwiedzenie Jeleniej Góry, której nie dosięgły wojenne zniszczenia i wygląda prawie tak samo jak 100 lat temu. To dla Niemców bardzo sentymentalna podróż w czasie, bowiem wielu z nich kiedyś tu mieszkało.

- Właśnie wysłałam jednej turystce z Niemiec komplet materiałów o mieście, bo chce ufundować swoim rodzicom w prezencie z okazji 50. rocznicy wycieczkę właśnie do Jeleniej Góry - opowiada Barbara Różycka-Jaskólska. Rocznie miasto odwiedza ok. 27 tysięcy turystów zagranicznych, z których każdy spędza tu średnio trzy dni. Zdecydowana większość to właśnie Niemcy.

Również Karpacz zauważył potencjał, jaki tkwi w turystach z Niemiec. - Chcemy ustawić w mieście 26 kamieni, które poinformują ich w ojczystym języku o atrakcjach miasta - mówi wiceburmistrz Ryszard Rzepczyński. Obok kamieni ma stanąć tablica z opisem obiektu. Ale Karpacz chce też zadbać o turystów z innych krajów, dlatego napisy będą w czterech językach (polskim, niemieckim, czeskim i angielskim). Zamontowane zostaną też elektroniczne fotopanele, z których turysta dowie się o bieżących wydarzeniach.

Im jednak dalej na wschód Dolnego Śląska, tym turystów z Niemiec jest coraz mniej. W Zespole Uzdrowisk Kłodzkich Niemcy są uważani za ważnych gości, jednak karty dań w Polanicy, Dusznikach i Kudowie drukowane są po polsku i ewentualnie uzupełniane tłumaczeniami na niemiecki. Turystów zza zachodniej granicy przyjeżdża tu mniej niż kiedyś. Polscy kuracjusze zostawiają tu znacznie więcej pieniędzy.

[Mariusz Junik - POLSKA Gazeta Wrocławska]


Menu po niemiecku to jeszcze rozumiem, skoro w knajpie pojawia się tylko niemiecki klient, ale ten "Bad Flinsberg" na samochodach to już przesada. Czy ktoś widział np. we Lwowie miejscowe busy albo taxi z napisem "Lwów"? Oczywiste, że o klienta należy dbać, ale szanujmy się trochę.

: 28-01-2009 11:05
autor: seba123
jest to zjawisko wywołane rynkiem, natomiast zdaje się, że jest coś takiego jak ustawa o ochronie języka polskiego i miejscowe władze powinny zadbać o to abyśmy w Polsce czuli się jak w Polsce. Szkoda, że Świeradowianie tracą swoją tożsamość - myslę, że Niemcom wcale by nie przeszkadzało gdyby ich język był drugi.

Re: Dbałość o klienta czy włazidupstwo?

: 28-01-2009 16:58
autor: buba1
Andrzej pisze: Oczywiste, że o klienta należy dbać, ale szanujmy się trochę.


czesto tak jest ze kasa przyslania wszystko inne...


seba123 pisze:j natomiast zdaje się, że jest coś takiego jak ustawa o ochronie języka polskiego.


ale ta ustawa to jest chyba tylko na papierze.. wiele sklepow, obiektow uslugowych, reklam jest nazwanych z angielska i jeszcze nie slyszalam zeby w imie tej ustawy ktos sie przyczepil..a ztego co pamietam ta ustawa zabraniala zeby na obiekcie pisalo "shop" czy "food for dogs", czy "classic beauty"...a takie napisy wisza sobie spokojnie na ulicach naszych miast..

: 28-01-2009 18:03
autor: Apollo
Z tym Bad Flinsberg - jeśli to nie jest nazwa korporacji taksówek, to faktycznie przegięcie.

Co do ustawy i "shopów" wzmiankowanych przez Bubę, to jest pewna furtka w ustawie:

Art. 11. Przepisy art. 5-10 nie dotyczą:
1) nazw własnych,
2) obcojęzycznych dzienników, czasopism, książek oraz programów komputerowych, z wyjątkiem ich opisów i instrukcji,
3) działalności dydaktycznej i naukowej szkół wyższych, szkół i klas z obcym językiem wykładowym lub dwujęzycznych, nauczycielskich kolegiów języków obcych, a także nauczania innych przedmiotów, jeżeli jest to zgodne z przepisami szczególnymi,
4) twórczości naukowej i artystycznej,
5) zwyczajowo stosowanej terminologii naukowej i technicznej,
6) znaków towarowych, nazw handlowych oraz oznaczeń pochodzenia towarów i usług,
7) norm wprowadzanych w języku oryginału zgodnie z przepisami o normalizacji.

Art. 5-10 to właśnie nakazy używania języka polskiego.

: 28-01-2009 23:06
autor: buba1
aha! a "tworczosc artystyczna" to furtka dla czegokolwiek ;)

: 29-01-2009 02:01
autor: Pudelek
nie sądzę, żeby ustawa zabraniała taksówkarzom stosowania niemieckiej nazwy miejscowości - bo ustawa o nazwach miejscowości nic nie mówi. i szczerze mówiąc nie dziwię się, że w Polsce wywołuje to sensację - tak samo jak np. podwójne nazwy na Opolszczyźnie - bo to Polska właśnie. za granicą wielokrotnie spotykałem się z nazwami polskimi na broszurach, mapach, informatorach, na Zaolziu dwujęzyczne napisy to norma (również w miejscowościach, gdzie Polaków praktycznie nie ma), na Słowacji w przygranicznych miejscowościach często pierwszym językiem jest polski, w miejscach popularnych wśród turystów - Węgrów występują przedwojenne nazwy węgierskie, wśród Niemców - niemieckie. podobnie jest w Czechach - gdzie są klienci, tam też jest na to zapotrzebowanie. tylko w Polsce jak zwykle sensacja. przypuszczam, że gdyby to była np. czeska nazwa, to nikt nawet nie zwróciłby na to uwagi. ale niemiecka? toż to jakiś rewizjonizm!

Re: Dbałość o klienta czy włazidupstwo?

: 29-01-2009 06:38
autor: seba123
Restauracje mają menu tylko po niemiecku.
[Mariusz Junik - POLSKA Gazeta Wrocławska]


seba123 pisze:myslę, że Niemcom wcale by nie przeszkadzało gdyby ich język był drugi.

: 29-01-2009 07:25
autor: Apollo
Pudelek pisze:dwujęzyczne napisy to norma

No właśnie. Dwujęzyczne. ;)

A co do ustawy, to jej przepisy są nieco giętkie - tzn. jest pewne pole manewru, np. w zależności od tego, co organ kontrolujący będzie chciał osiągnąć. ;)

: 29-01-2009 08:34
autor: Andrzej
Pudelek pisze:nie sądzę, żeby ustawa zabraniała taksówkarzom stosowania niemieckiej nazwy miejscowości - bo ustawa o nazwach miejscowości nic nie mówi. i szczerze mówiąc nie dziwię się, że w Polsce wywołuje to sensację - tak samo jak np. podwójne nazwy na Opolszczyźnie - bo to Polska właśnie. za granicą wielokrotnie spotykałem się z nazwami polskimi na broszurach, mapach, informatorach, na Zaolziu dwujęzyczne napisy to norma (również w miejscowościach, gdzie Polaków praktycznie nie ma), na Słowacji w przygranicznych miejscowościach często pierwszym językiem jest polski, w miejscach popularnych wśród turystów - Węgrów występują przedwojenne nazwy węgierskie, wśród Niemców - niemieckie. podobnie jest w Czechach - gdzie są klienci, tam też jest na to zapotrzebowanie. tylko w Polsce jak zwykle sensacja. przypuszczam, że gdyby to była np. czeska nazwa, to nikt nawet nie zwróciłby na to uwagi. ale niemiecka? toż to jakiś rewizjonizm!


Dostrzegasz chyba różnicę między Opolszczyzną a Świeradowem i trochę inne, nazwijmy to "niekomercyjne" powody stosowania podwójnych nazw na Opolszczyźnie?
Pomijając już aspekt "rewizjonizmu" (kojarzy mi się to z epoką Jaruzelskiego), to spróbuj znaleźć taksówki z napisem "Lewocza", "Spiska Stara Wieś" itp. Poza tym antagonizm słowacko-węgierski na "Górnych Węgrzech" jest dużo silniejszy od polsko-niemieckiego.

: 29-01-2009 11:28
autor: Pudelek
Andrzej pisze:
Pudelek pisze:nie sądzę, żeby ustawa zabraniała taksówkarzom stosowania niemieckiej nazwy miejscowości - bo ustawa o nazwach miejscowości nic nie mówi. i szczerze mówiąc nie dziwię się, że w Polsce wywołuje to sensację - tak samo jak np. podwójne nazwy na Opolszczyźnie - bo to Polska właśnie. za granicą wielokrotnie spotykałem się z nazwami polskimi na broszurach, mapach, informatorach, na Zaolziu dwujęzyczne napisy to norma (również w miejscowościach, gdzie Polaków praktycznie nie ma), na Słowacji w przygranicznych miejscowościach często pierwszym językiem jest polski, w miejscach popularnych wśród turystów - Węgrów występują przedwojenne nazwy węgierskie, wśród Niemców - niemieckie. podobnie jest w Czechach - gdzie są klienci, tam też jest na to zapotrzebowanie. tylko w Polsce jak zwykle sensacja. przypuszczam, że gdyby to była np. czeska nazwa, to nikt nawet nie zwróciłby na to uwagi. ale niemiecka? toż to jakiś rewizjonizm!


Dostrzegasz chyba różnicę między Opolszczyzną a Świeradowem i trochę inne, nazwijmy to "niekomercyjne" powody stosowania podwójnych nazw na Opolszczyźnie?
Pomijając już aspekt "rewizjonizmu" (kojarzy mi się to z epoką Jaruzelskiego), to spróbuj znaleźć taksówki z napisem "Lewocza", "Spiska Stara Wieś" itp. Poza tym antagonizm słowacko-węgierski na "Górnych Węgrzech" jest dużo silniejszy od polsko-niemieckiego.


oczywiście że dostrzegam. podałem to tylko jako przykład wywoływania sensacji z czegoś, co w Europie jest dawno normą. a antagonizm węgiersko-słowacki jest rzeczywiście większy, ale nie przeszkadza to w robieniu wzajemnych interesów.

taksówek z napisem "Lewocza" nie widziałem to fakt. widziałem natomiast sklepy na Słowacji, gdzie 90% napisów było po polsku. z kolei np. w Świeradowie widziałem busy z napisem "Heufuderbaude" do schroniska na Stogu (samo schronisko też uzywa nazw dwujęzycznych, podobnie jak jeszcze kilka innych w Polsce i np. w Czechach). jakoś nikogo to tam nie dziwiło z miejscowych. drażniło natomiast dwóch Warszawiaków w schronisku, że dwójka starszych Niemców miała czelność w polskim schronisku odzywać się po niemiecku, również do obsługi (która po niemiecku mówiła dość dobrze).

generalnie to myśl ogólna jest krótka - robienie z igły widły. mieszkańcy zarabiają i są zadowoleni, turyści są zadowoleni (a że znaczna większość to Niemcy to też trudno się dziwić, że niemiecki króluje, podobnie jak np. w Karlsbadzie). fakt, że dziwnie wygląda fakt menu tylko w języku niemieckim, ale to prawdopodobnie świadczy o tym kto tam zagląda. a w ogóle to byłem w Świeradowie w knajpie i tam widziałem napisy tylko po polsku 8)