Najgorsze miejsce pod tym względem to m. zd. podejście ze Szczyrku na Skrzyczne. Rowerzyści upatrzyli sobie już kilka lat temu tamte rejony, dostają się na szczyt korzystając z wyciągu, a zjeżdżając w dół - pomimo zakazu korzystania ze szlaku turystycznego - zamiast używać hamulców, krzyczą: "uwaga"
Czy naprawdę nie można pogodzić interesu rowerzystów z bezpieczeństwem piechurów? Toż nawet w miastach, gdzie ulice są płaskie jak deska do prasowania, rowerzystom po chodniku jeździć nie wolno. Dlaczego planiści nie stosują tej zasady w górach?
