W góry z Wałbrzycha
: 01-03-2010 22:07
W miniony weekend postanowiliśmy wybrać się w Góry Suche, w okolice Wałbrzycha. Chcieliśmy dojść do schroniska Andrzejówka, zahaczając po drodze o ruiny zamków Nowy Dwór i Rogowiec. Rzut oka na mapę – i postanowiliśmy zostawić samochód w Wałbrzychu, gdzieś przy dworcu głównym, przy którym jest węzeł szlaków. Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy, a kiedy spróbowaliśmy zrobić jak postanowiliśmy – byliśmy w szoku.
Dworzec „Wałbrzych Główny” główny jest chyba tylko z nazwy. Po pierwsze położony jest na rogatkach miasta (jeszcze trzy domy i... dzikie pola, choć to akurat jakoś szczególnie nam nie przeszkadza), w dzielnicy, która czasy świetności ma już daaaawno za sobą. Po drugie – nie bardzo mieliśmy gdzie zaparkować samochód. Przed dworcem jest miejsce na kilka dosłownie aut, choć miejsce to naprawdę trudno nazwać parkingiem. Ot po prostu w środku pętli na której zawracają miejskie autobusy jest wysepka, na której może zaparkować do 10 samochodów. Objeździliśmy uliczki sąsiadujące z dworcem, ale nigdzie nie znaleźliśmy placu z literką P, lub przynajmniej miejsca gdzie można normalnie, spokojnie zaparkować.
Teoretycznie to żaden problem zostawić furę byle gdzie, przy ulicy, ale wierzcie mi – co kilka bram napotykaliśmy grupki lokalnych kowbojów, łypiących na nas niezbyt sympatycznym wzrokiem – więc mając jeszcze w pamięci zupełnie niedawne oskubanie samochodu z niektórych elementów (choć to akurat wydarzyło się lokalnie, w Legnicy) oraz przeczytany niedawno artykuł o Dolnym Śląsku dwóch prędkości (nie ten z „GW”, ale też niezbyt dobrze o Wałbrzychu piszący), postanowiliśmy uważnie wybierać miejsce postoju. Szukaliśmy parkingu przed większym sklepem, stacją benzynową itp., ale tam nic takiego nie ma!!! Daliśmy za wygraną i stanęliśmy naszym pożeraczem przestrzeni na jakimś błotnistym podwórku, pod działkami - całkiem blisko dworca.
Dla równowagi – gór może pozazdrościć Wałbrzychowi wiele miast większych i mniejszych, z Jelenią Górą na czele. Praktycznie szlaki zaczynają się „już za progiem” i to chyba z każdej strony miasta! Pozazdrościć, bo my musimy gibać co najmniej 30 km, żeby teren zrobił się pofałdowany.
W Wałbrzychu są też fantastyczne szlaki rowerowe. Byłem tu w 2009 r., zachęcony rowerownikiem wydanym przez „Wyborczą” w ubiegłym roku, i na pewno wrócę nie raz. Góry latem są cudowne, trasy arcyciekawe, szkoda tylko, że samo miasto – choć tak malowniczo położone – wydaje się takie smutne, biedne i ponure...
Do Andrzejówki nie dotarliśmy (zmogła nas zalegająca jeszcze obficie mokra, topniejąca breja, już za Przełęczą pod Borową), więc postanowiliśmy wrócić jak tylko śnieg nieco odpuści.
Może ktoś z forum (myślę tu raczej o Wałbrzyszanach) – może wskazać jakieś sensowne parkingi (mogą być płatne) w pobliżu dworca „Wałbrzych Główny”, skąd w miarę blisko do szlaków, a przede wszystkim jakieś ciekawe trasy na jeden dzień...
Ciekaw też jestem, czy Wałbrzych generalnie jest taki jak ta jego część, która położona jest przy „Głównym”, czy po prostu mieliśmy pecha poznać to miasto od jego wyjątkowo ponurej strony?
Pozdrawiam wszystkich sudeckich włóczykijów.
ps. Mam nadzieję, że moim opisem Wałbrzycha nie uraziłem jego mieszkańców.
Dworzec „Wałbrzych Główny” główny jest chyba tylko z nazwy. Po pierwsze położony jest na rogatkach miasta (jeszcze trzy domy i... dzikie pola, choć to akurat jakoś szczególnie nam nie przeszkadza), w dzielnicy, która czasy świetności ma już daaaawno za sobą. Po drugie – nie bardzo mieliśmy gdzie zaparkować samochód. Przed dworcem jest miejsce na kilka dosłownie aut, choć miejsce to naprawdę trudno nazwać parkingiem. Ot po prostu w środku pętli na której zawracają miejskie autobusy jest wysepka, na której może zaparkować do 10 samochodów. Objeździliśmy uliczki sąsiadujące z dworcem, ale nigdzie nie znaleźliśmy placu z literką P, lub przynajmniej miejsca gdzie można normalnie, spokojnie zaparkować.
Teoretycznie to żaden problem zostawić furę byle gdzie, przy ulicy, ale wierzcie mi – co kilka bram napotykaliśmy grupki lokalnych kowbojów, łypiących na nas niezbyt sympatycznym wzrokiem – więc mając jeszcze w pamięci zupełnie niedawne oskubanie samochodu z niektórych elementów (choć to akurat wydarzyło się lokalnie, w Legnicy) oraz przeczytany niedawno artykuł o Dolnym Śląsku dwóch prędkości (nie ten z „GW”, ale też niezbyt dobrze o Wałbrzychu piszący), postanowiliśmy uważnie wybierać miejsce postoju. Szukaliśmy parkingu przed większym sklepem, stacją benzynową itp., ale tam nic takiego nie ma!!! Daliśmy za wygraną i stanęliśmy naszym pożeraczem przestrzeni na jakimś błotnistym podwórku, pod działkami - całkiem blisko dworca.
Dla równowagi – gór może pozazdrościć Wałbrzychowi wiele miast większych i mniejszych, z Jelenią Górą na czele. Praktycznie szlaki zaczynają się „już za progiem” i to chyba z każdej strony miasta! Pozazdrościć, bo my musimy gibać co najmniej 30 km, żeby teren zrobił się pofałdowany.
W Wałbrzychu są też fantastyczne szlaki rowerowe. Byłem tu w 2009 r., zachęcony rowerownikiem wydanym przez „Wyborczą” w ubiegłym roku, i na pewno wrócę nie raz. Góry latem są cudowne, trasy arcyciekawe, szkoda tylko, że samo miasto – choć tak malowniczo położone – wydaje się takie smutne, biedne i ponure...
Do Andrzejówki nie dotarliśmy (zmogła nas zalegająca jeszcze obficie mokra, topniejąca breja, już za Przełęczą pod Borową), więc postanowiliśmy wrócić jak tylko śnieg nieco odpuści.
Może ktoś z forum (myślę tu raczej o Wałbrzyszanach) – może wskazać jakieś sensowne parkingi (mogą być płatne) w pobliżu dworca „Wałbrzych Główny”, skąd w miarę blisko do szlaków, a przede wszystkim jakieś ciekawe trasy na jeden dzień...
Ciekaw też jestem, czy Wałbrzych generalnie jest taki jak ta jego część, która położona jest przy „Głównym”, czy po prostu mieliśmy pecha poznać to miasto od jego wyjątkowo ponurej strony?
Pozdrawiam wszystkich sudeckich włóczykijów.
ps. Mam nadzieję, że moim opisem Wałbrzycha nie uraziłem jego mieszkańców.