Przewodnictwo turystyczne w Sudetach
: 06-05-2006 08:45
Co kieruje ludźmi, że starają się o uprawnienia przewodnicka sudeckiego?
Praca zarokowa - to rzecz zrozumiała, choć z tej profesji wyżyć się raczej nie da. Ale co jeszcze? Pytam dlatego, że:
- prowadzą stada nieprzygotowanych, kondycyjnie i zdrowotnie zróżnicowanych ludzi,
- mają we łbie poczucie ogromnej odpowiedzialności za całą prowadzoną chałastrę,
- doskonale wiedzą, że ta cała chałastra właściwie najczęściej jest tam, bo po prostu jest,
- męczą się nad roślinkami i zwierzątkami albo nad erami geologicznymi i zlodowaceniami czy innymi ciekawostkami, czego i tak nikt nie słucha,
- sami z tego chyba nie mają przyjemności, no bo jaką można w takiej sytuacji mieć?
Nie piszę tutaj o prowadzeniu kilku osób, z którymi w ramach działalności klubowej zorganizowaliśmy sobie wspólną wędrówkę.
Sam od kilkadziesięciu już lat wprowadzam ludzi w Sudety, i mimo zdarzających się różnych trudności organizacyjnych, sprawia mi to satysfakcję...
Ale to są/byli moi Przyjaciele/ciółki ze środowiska turystów i krajoznaców - ludzie autentycznie zainteresowani turystyką kwalifikowaną.
W niejeden "długi weekend" obserwowałem sytuację w regionie karkonoskim - w skrócie" "Sodoma i Gomora"... Co ciekawsze, duża część przyjeżdża w celach wyłącznie "rozrywkowych". Zdecydowana większość pokonywała śnieżny teren w wygodnych "adidasach".
Część zwiedzających gubiła swojego przewodnika - a być może to przewodnik ich zgubił? - i wpadała w tarapaty orientacyjne. Często widuję w Karkonoszach te wieloosobowe "tramwaje" i za każdym razem nasuwa mi się taki dylemat: komu, po co i na co to?...
Praca zarokowa - to rzecz zrozumiała, choć z tej profesji wyżyć się raczej nie da. Ale co jeszcze? Pytam dlatego, że:
- prowadzą stada nieprzygotowanych, kondycyjnie i zdrowotnie zróżnicowanych ludzi,
- mają we łbie poczucie ogromnej odpowiedzialności za całą prowadzoną chałastrę,
- doskonale wiedzą, że ta cała chałastra właściwie najczęściej jest tam, bo po prostu jest,
- męczą się nad roślinkami i zwierzątkami albo nad erami geologicznymi i zlodowaceniami czy innymi ciekawostkami, czego i tak nikt nie słucha,
- sami z tego chyba nie mają przyjemności, no bo jaką można w takiej sytuacji mieć?
Nie piszę tutaj o prowadzeniu kilku osób, z którymi w ramach działalności klubowej zorganizowaliśmy sobie wspólną wędrówkę.
Sam od kilkadziesięciu już lat wprowadzam ludzi w Sudety, i mimo zdarzających się różnych trudności organizacyjnych, sprawia mi to satysfakcję...
Ale to są/byli moi Przyjaciele/ciółki ze środowiska turystów i krajoznaców - ludzie autentycznie zainteresowani turystyką kwalifikowaną.
W niejeden "długi weekend" obserwowałem sytuację w regionie karkonoskim - w skrócie" "Sodoma i Gomora"... Co ciekawsze, duża część przyjeżdża w celach wyłącznie "rozrywkowych". Zdecydowana większość pokonywała śnieżny teren w wygodnych "adidasach".
Część zwiedzających gubiła swojego przewodnika - a być może to przewodnik ich zgubił? - i wpadała w tarapaty orientacyjne. Często widuję w Karkonoszach te wieloosobowe "tramwaje" i za każdym razem nasuwa mi się taki dylemat: komu, po co i na co to?...