Strona 1 z 2

Co czeka przewodników sudeckich?

: 19-10-2004 11:18
autor: Lechu
W dobie rozwoju cywilizacji mamy naprawdę coraz lepsze mapy, bogatą literaturę przewodnikową i punkty informacji turystycznej, gęstą sieć znakowanych szlaków i wiele innych udoskonaleń technicznych pozwalających grupie turystów doskonale radzić sobie samodzielnie w terenie bez jakiegoś płatnego zawodowca z tytułami w rodzaju klas i stopni instuktorskich, w czerwonym swetrze i obwieszonego blachami. Inaczej mówiąc w przyszłości drastycznie zmaleje popyt na usługi przewodnickie. W tak stosunkowo turystycznie łatwych i zaludnionych górach, jakimi są Sudety, narzucony przez prawo obowiązek chodzenia grup turystów pod opieką przewodnika jest archaizmem, swoistym kuriozum w skali światowej. I faktycznie widać, że na nic zdały się wysiłki ustawodawcy w celu wymuszenia popytu na usługi przewodnickie, bowiem popyt ten w ostatnich latach znacznie zmalał.

Najliczniejsza grupa przyjezdnych w Sudety to Wielkopolanie. Wystarczy przejść się po sudeckich kurortach i popatrzeć na samochody. Większość tablic rejestacyjnych na pojazdach ma znaki identyfikacyjne województwa wielkopolskiego. Gdyby nie Wielkopolanie, to miejscowości te by świeciły pustkami. Wśród tych przyjezdnych dominują grupy towarzyskie, uprawiające turystykę kwalifikowaną o charakterze indywidualnym i bardzo rzadko korzystające z usług przewodnickich. Społeczeństwo Wielkopolan idzie do przodu z postępem i wykazuje się większą samodzielnością i zaradnościa niż daje się to zauważyć wśród mieszkańców innych regionów. Oni wydają pieniądze z rozwagą i przewodnicy na nich po prostu niewiele zarobią... Ta regionalna cecha jest niewątpliwie jedną z przyczyn, że w Poznaniu nie powstał żaden ośrodek przewodnictwa górskiego, zwłaszcza sudeckiego (w te góry mamy najbliżej), jakie powstały w innych miastach Polski.

Malejący popyt, odchodzenie od masówek i coraz większa popularność turystyki indywidualnej w niedalekiej przyszłości ogarną inne regiony i same rozwiążą kontrowersje wokół problemu przesadnego obwarowania górskich przewodników turystycznych ogromną ilością niespójnych przepisów. Padną monopole, podziały na przewodnickie klasy i obszary uprawnień i cała ta bezsensowna megalomania zostanie odstawiona do lamusa wraz z pomysłami trącącymi archaizmem i ciemnogrodem. W to miejsce wkroczy zdrowa konkurencja, gdzie będą się liczyć się pomysłowe, atrakcyjne ofery i fachowość oraz konkurencyjne ceny usług przewodnickich, z których ludzie będą się korzystać z własnej i nie przymuszonej woli, a przede wszystkim ci, których będzie na to stać. Cała reszta będzie wędrować indywidualnie czy w grupach organizowanych przez dobrowolne stowarzyszenia turystyczne - jak kto chce - bez obaw o ściganie z jakiegoś paragrafu.

: 25-10-2004 17:23
autor: Lechu
Co się dzieje z przewodnikami w sudetach? Kliknij =>: http://www.przewodnik-sudecki.com/
i przeczytaj:
W zwiazku z nieoplaceniem abonamentu za domene oraz hosting przewodnik-sudecki.com,
domena zostala zablokowana do czasu uregulowania platnosci.
Kontakt z administratorem serwera: admin(at)net-team.net


A może kogoś tu stać na wsparcie plajtujących przewodników sudeckich? No ja niestety... nie czuję się związany, ani moralnie zobowiązany...

Przewodnik Sudecki

: 06-12-2007 19:50
autor: Pati
Witam, po mojej długotrwałej nieobecności. Najpierw się pilnie uczyłam ranki i wieczory do egzaminu na Przewodnika Sudeckiego, a teraz pracuję nad atrakcyjnością mojej oferty przewodnickiej, po pozytywnie zdanym egzaminie.
Z tego co zauważyłam bezrobocie mi raczej nie grozi.

- wspomniane we wcześniejszym poście wędrówki indywidualne z książkami i urządzeniami elektronicznymi, to nie to samo, co żywa osoba, która zna teren jak własną kieszeń, zwróci uwagę na ciekawy szczegół, który jest niewspomniany w książce, opowie ciekawą historię, do której autor przewodnika nie dotarł, to nie to samo, co ktoś, kto doświadczył różnych warunków pogodowych i potrafii wskazać bezpieczny sposób przeczekania burzy, czy wyprowadzić bezpiecznie z mgły...
Ostatnio trafiam na prywatnie zorganizowane grupy 4-8 osób, które są gotowe zapłacić normalną stawkę przewodnicką, za należycie wykonaną pracę i poczucie bezpieczeństwa i wypoczynek, bez brania dodatkowej odpowiedzialności za znajomych i rodzinę.
Tak jak człowiek woli kupić ubranie w sklepie, niż sam je szyć (są gotowe szablony i maszyny, które same szyją...), tak też woli skorzystać z czyjejś usługi, niż ślęczeć przed urlopem nad książkami celem ustalenia co warto zwiedzić.

Re: Przewodnik Sudecki

: 06-12-2007 20:08
autor: Lech
Pati pisze:Tak jak człowiek woli kupić ubranie w sklepie, niż sam je szyć (są gotowe szablony i maszyny, które same szyją...), tak też woli skorzystać z czyjejś usługi, niż ślęczeć przed urlopem nad książkami celem ustalenia co warto zwiedzić.
Oczywiście masz po części rację jak chodzi o ludzi wygodnych i mało zaradnych, chętnie korzystających "gotowców" oferowanych przez biura turystyczne. Nie dotyczy to jednak każdego turysty, a szczególnie tych, którzy mają ogromną satysfakcję jeśli sami zorganizują sobie program zwiedzania. Jest też jedno "ale", nad którym warto się poważnie zastanowić. Oto fragment pewnej dyskusji, który powinien dać dużo do myślenia (wytłuszczenie moje):
Od jakiegoś czasu mieszkam w Dreźnie, obecnie zamierzam się zająć m.in. organizacją ruchu turystycznego dla turystów niemieckich na terenie polskiej części Dolnego Śląska.
Z oczywistych względów nie mam możliwości uzyskania polskiej Państwowej Licencji Przewodnika (w moim przypadku wiązałoby się to praktycznie z koniecznością zamieszkania we Wrocławiu przez okres 2 lat). W Niemczech wystarczy zgłoszenie w tutejszym urzędzie meldunkowym chęci wykonywania tego zawodu i drobna opłata; ewentualne egzaminy itd. nie są konieczne, poprawiają jedynie wygląd CV i ułatwiają znalezienie klientów. To rynek weryfikuje, czy ktoś jest dobrym przewodnikiem, czy nie.

Tu jednak jest Polska. W Niemczech na przykład takie numery, jak przedstawione w kolejnym cytacie, by po prostu nie przeszły.
Skoro poruszyłeś wrocławskie środowisko to masz rację,we Wrocławiu łatwiej zdać no może niektórym. Otóż T. Dygala opisuje taki egzamin na którym on trzykrotnie zrugał kierowniczkę kursu w obecności innych zdających i komisji egzaminacyjnej a egzamin zdał. W Tatrach napewno by to nie przeszło bo to nie był egzamin z chamstwa a egzamin państwowy na uprawnienia państwowe przed państwową komisją.A jednak zdał.Jak to możliwe. No cóż są inni kursanci ktorzy też zdawali a mimo poprawnego zachowania nie zdali. O co tu chodzi?. Po nitce do kłębka. Kto był ptrzewodniczącym komisji? wiadomo. T.Dudziak. właściciel prywatnego biura turystycznego. A kto to jest T.Dygała ano współwłaściciel tegoż biura.Jasne? jasne.

Zabacz => http://forum.pttk.pl/index.php?co=wiadomosc&id=12270