http://forum.sudety.it/viewtopic.php?t=252&postdays=0&postorder=asc&start=165
Tadeusz pisze:17 maja odwiedziłem ponownie chatkę - po dwudziestu latach od ostatniego razu zmierzyłem się ze wspomnieniami.
No cóż, wrażenia są złe. Zastaliśmy otwarte drzwi, na terenie i wewnątrz bałagan. W środku smród i brud, do którego można się przylepić. Jednym słowem chlew. Brak przygotowanego awaryjnego zapasu suchego drewna do napalenia w piecu, brak suchych zapałek i sprawnej zapalniczki (może gdzieś były, ale nie udało się ich znaleźć), brudne garnki stały zalane deszczówką na zewnątrz. Był kanister z wodą i resztki chipsów na stole. Wyraźne ślady bytowania towarzystw, które przynosząc do chatki strategiczne zapasy alkoholu (i narkotyków!!!) urządzają cykliczne imprezy pt. "żegnaj rozumie, spotkamy się pod stołem". Smutne to.
Mam swoje lata i być może moje poczucie sensu istnienia takich samoobsługowych schronów, w tym ich stanu sanitarnego, odbiega od współczesnej turystycznej normy. Tuż przed opuszczeniem przez nas chatki, już na zawsze, dotarła do niej kolejna grupa turystów (trochę młodzieży, parę osób 40+). Ich reakcja po wejściu była dokładnie odmienna od naszej - wyraźnie ucieszyli się, że w chatce jest czysto!!!, bo kiedyś trafili do niej w "dzień po tsunami"...
Takie czasy.
hm0 pisze:To obecnie norma dla tego miejsca. Porządek był, kiedy mieszkał tam Waldek i okazyjnie po wizytach dziwnych, bo normalnych turystów. Z własnych obserwacji, to największy chlew robią tam studenci, i to nie pierwszych roków. Niepojętym jest, że ta chatka jeszcze w ogóle tam stoi - wszak wóda i otwarty ogień sięgają tam sufitu. Powinno zainteresować się nią jakieś towarzystwo, bo przecież w okolicach Lądka mieszka trochę pasjonatów gór, i wyznaczyć chatara.
Tadeusz pisze:Pozdrawiam miłośników Śnieżnika.
Tak sobie czytam to forum i nachodzą mnie wspomnienia ze starych dobrych czasów (tzn. młodości...). Po raz pierwszy nocowałem w chatce w 1978 roku, kiedy to wielu z was nie było jeszcze na świecie. I nie było internetu, GPSów, telefonów komórkowych i wyboru map. A chatka była. A w niej cały piec, zapas drewna i wody, siekiera, trwałe jedzenie i suszone kromki chleba na sznurku, księga pamiątkowa. To były takie czasy, że do chatki docierali tylko wtajemniczeni wędrowcy, którym trasę dojścia zdradzali bardziej doświadczeni koledzy z górskich szlaków. Wtedy posiadanie takiej wiedzy nobilitowało, w chatce nie bywali przypadkowi łazędzy.
A więc przychodziło się, zostawiało plecaki na wybranych miejscach do spania, zamykało drzwi na patyk w skoblu i się szło na szczyt - albo gdzie tam kogo nogi poniosły. A po powrocie w chatce wszystko było, a jak jakiś wędrownik dotarł w międzyczasie, to i na gotową kolację można było liczyć.
Kreślę z pamięci sielski obrazek tamtych lat, ale były też zgrzyty - nadzór i wstręty wopistów (wojsk ochrony pogranicza), regularnie kontrolujących pas graniczny i chatkę. Niejeden zapalony turysta wchodząc na szczyt Śnieżnika od strony schroniska, przypadkowo przekraczając umowną linię granicy polsko-czechosłowackiej zatrzymywany był przez wopistów i noc spędzał w areszcie za nielegalne przekroczenie granicy ludowego raju.
Ostatni raz na Śnieżniku byłem 4 lat temu, ale chatki nie odwiedziłem. Nie chciałem zniszczyć sobie widokiem dewastacji i niepięknych zachowań pseudoturystów wspomnień z dawnych wędrówek.
Więc pytam: chcecie takie zachowania przenieść do Chatki Sylwestrowej? Jeżeli tak, to udostępnię dokładną instrukcję, jak do niej dojść, a jeżeli moderator to skasuje, to opublikuję je swojej stronie www.