Raubritter pisze:Michał pisze:Natomiast biwakowanie z namiotem i rozpalanie ognisk poza miejscami wyznaczonymi obecnie jest wykroczeniem i dotyczy obszaru całego kraju
Swoją drogą - wiesz jakie wysokie kary mogą być nałożone na delikwenta, który zostanie przyłapany?
Z tego, co kiedyś na szybko przejrzałem powołaną wyżej ustawę, to dolny próg był 500 zł.
Pudelek pisze:No, chyba, że las jest własnością prywatną

[...]
Ewentualnie w górach można poszukać terenów, które lasami nie są. Polan i łąk jest od groma. [...]
PS>do tej pory nie ma prawnej definicji "biwakowania".
No właśnie sęk w tym, że ja też tak myślałem, ale moje ścieżki myślowe zostały wyprostowane na szkoleniu w Zachodniopomorskiem
Jak to działa: Delikwenci rozbijają namiot na łące poza lasem. Wiadomo, że nie ma "łąk niczyich"- albo są własnością prywatną, albo należą do ANR, firmy rolniczej, gospodarstwa rybackiego, Lasów Państwowych lub innego podmiotu gospodarczego.
Autochtoni dzwonią na policję "że tam na łące jakaś młodzież biwakuje, pali ognisko, grają muzykę i drą mordy na całe jezioro itd ". Policja podejmuje interwencję, a logiczne, że jak muszą tłuc się dziurawymi drogami 15 km to na pouczeniu i zwróceniu uwagi się nie skończy. Policjanci przyjeżdżają i na dzień dobry każdemu z osobna wystawiają mandat za wykroczenie na 500 zł. A biwakowicze zadają krótkie i proste pytanie: Proszę podać podstawę prawną. I w odpowiedzi słyszą, że popełniają wykroczenie w myśl przywołanych wyżej ustaw (oraz Kodeks Wykroczeń, w którym też są zapisy o niszczeniu roślinności, zaśmiecaniu itp), gdyż biwakując niszczą rośliny, zanieczyszczają teren poprzez załatwianie potrzeb fizjologicznych, śmiecą, wypalają trawę a w ogóle to jest teren prywatny itp. Biwakowicze się bronią: że śmieci zabiorą ze sobą, potrzeby fizjologiczne załatwiają na stacji paliw a właściciel terenu wyraził zgodę. A policja wtedy mówi tak: to my traktujemy to jako odmowę przyjęcia mandatu, w związku z czym kierujemy sprawę do sądu i proszę przekonać sąd do waszych racji.
I za kilkanaście dni dostajesz do domu wezwanie na rozprawę w Sądzie Rejonowym w Suchej Beskidzkiej, Stargardzie czy innym Augustowie, i jedziesz na drugi koniec Polski żeby przed Wysokim Sądem udowodnić, że roślin nie zdeptałeś, śmiecie przekazałeś do PSZOK (Karta Przekazania Odpadu), kupę i siku robiłeś na Orlenie, i powołaj właściciela łąki jako świadka, że wyraził zgodę na biwakowanie.
Tak jak napisałeś: nie ma definicji prawnej biwakowania. Ale jak ktoś będzie chciał się przyczepić, to znajdzie 20 naruszeń prawa, jakie te biwakowanie popełniło. Na tym to polega.