Akurat przez dość sporo lat działałem w jednej organizacji non-profit i przez pewien czas byłem tam na stanowisku kierowniczym, więc się wypowiem.
Zdrowy rozsądek... Pytanie, co uważamy za zdrowy rozsądek, gdy większość ludzi nie ma takiej wiedzy, żeby osądzić, czy dane pieniądze zostały wydatkowane zgodnie z przeznaczeniem? Owszem, są ogólnodostępne sprawozdania finansowe, ale zdecydowana większość społeczeństwa nie potrafi ich czytać (nie jest to jakaś ułomność, po prostu do tego trzeba pewnej specjalistycznej wiedzy).
Niestety, największym problemem jest brak świadomości wśród ludzi, jak te wszystkie fundacje działają i fakt, że na tym braku świadomości fundacje z premedytacją żerują.
Pierwsza strona medalu. Każda organizacja generuje koszty administracyjne, bo na tym świecie nie ma niczego za darmo. I nie jest niczym złym, jeśli w danej organizacji ktoś pobiera wynagrodzenie. Owszem, można opierać działalność tylko na wolontariacie, ale poświęcanie zarządzaniu tak dużą organizacją tylko czasu wolnego jest bardzo trudne i może zaważyć na efektywności. No i trzeba pamiętać, że zatrudnienie dobrego managera na pełen etat musi kosztować. Nie wspomnę już o innych kosztach administracyjnych. Więc nie ma co się obrażać, że część podarowanych pieniędzy idzie na koszty administracyjne i nie należy się automatycznie oburzać, jeśli o takich kosztach słyszy się w mediach, bo bez tego sama organizacja nie mogłaby działać i jest to czymś zupełnie natruralnym. Oczywiście, kosztów takich powinno być jak najmniej (myślę, że 10% kosztów ogólnych jest dość zdrową granicą), ale muszą być i tyle. Jak ktoś nie wie, na co idą jego pieniądze może zawsze poprosić o rozpiskę, jak dane fundusze były wydatkowane. Każda szanująca się organizacja powinna takich informacji udzielić.
Druga strona medalu. Ludzie nie kierują się rozumem, tylko emocjami i organizacje na tym żerują, szczególnie podczas kampanii 1%. Znam co najmniej 2 przypadki, gdzie duże organizacje posługiwały się w promocji 1% wizerunkiem dzieci, które już nie żyły. Ludzie nie wpłacają pieniędzy tam, gdzie jest największa potrzeba, ale tam gdzie zobaczą smutniejsze oczy na plakacie. Kolejna paskudna rzecz - subkonta. Tutaj żeruje się na stereotypie, że lepiej dawać na konkretny cel, bo na pewno pieniądze tam trafią, niż na fundację, która na pewno te pieniądze ukradnie. Tymczasem zadaniem fundacji jest redystrybucja środków według potrzeb, które to potrzeby fundacja ma za zadanie rozpoznać. Przy subkontach najwięcej kasy zgarnia ten, który "potrafi się zakręcić", a ci mniej obrotni nie dostają takich pieniędzy, jakie są potrzebne. No i na koniec kwestia samej promocji fundacji. Powierzchnie reklamowe kosztują i to sporo. W efekcie bogate organizacje bogacą się jeszcze bardziej, a biedne pozostają biedne.
Oczywiście nie można wszystkich organizacji wrzucać do jednego worka, ale warto mieć świadomość tego, co napisałem wyżej dając pieniądze na jakiś cel. Zainteresować się, co organizacja robi z pieniędzmi, poczytać sprawozdanie merytoryczne, które jest zazwyczaj napisane w przystępnym języku i nie bać się zadawać pytań. Reasumując, trzeba od czasu do czasu powiedzieć "sprawdzam".
Natomiast zdecydowanie przestrzegałbym przed bezrefleksyjną wiarą w to co napiszą media, które wybiorą sobie ze sprawozdań jakieś liczby, zestawią je w dowolny, często pozbawiony sensu sposób, po czym podsycą artykuł emocjonalnie, a żądni sensacji ludzie to kupią. W cytowanym artykule też jest kilka manipulacji. Dla przykładu: "Pytana o efekty zbiórki, podaje kwotę ogólnych przychodów fundacji WWF Polska i to aż z 2016 roku." - z tego, co wiem, to na rozliczenie poprzedniego roku jest czas chyba do końca marca, więc brak pełnych danych za poprzedni rok nie jest w tym momencie niczym nadzwyczajnym. Oczywiście autorzy nie podali też źródeł swoich informacji, więc ich wiarygodność jest wątpliwa. Sam popatrzyłem na sprawozdanie z 2016 roku i liczby tam podane są zgoła odmienne.
Rozpisałem się, ale to jest temat rzeka, raczej na wątek na innym forum
