Pierwszy powojenny przewodnik karkonoski...

Gdzie jechać? Jak dojść? Co zobaczyć? O turystyce w Sudetach.
Awatar użytkownika
Lech
bardzo stary wyga
Posty: 3615
Rejestracja: 08-01-2005 18:39
Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)

Pierwszy powojenny przewodnik karkonoski...

Postautor: Lech » 25-08-2006 11:18

PIERWSZY POWOJENNY PRZEWODNIK KARKONOSKI,
ZAPOMNIANY "GAZDA" Z KARPACZA[1]


Syn wybitnego Wielkopolanina, d-cy zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego, Stanisław Kazimierz Taczak - junior był wiernym odbiciem seniora[2]: wesołego usposobienia, śpiewak i muzyk z zamiłowania - poszedł w ślady ojca. W książce Bogusława Polaka ("Generał Stanisław Taczak 1874-1960") godny uwagi jest cytat ze wspomnień St. Taczaka - juniora: "od wczesnej młodości Ojciec wpajał we mnie, że służba w Wojsku Polskim jest najbardziej zaszczytną pracą dla dobra Ojczyzny i dlatego zdecydowałem się zostać oficerem".

Stanisław ukończył Oficerską Szkołę Kawalerii w Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu, gdzie przez pewien czas był instruktorem jazdy konnej. Następnie przeniesiony został do 20 Pułku Ułanów im. Króla Jana III Sobieskiego w Rzeszowie, gdzie jako podporucznik, a następnie porucznik dowodził plutonem łączności. Miał opinię bardzo dobrego oficera, a wesołe usposobienie jednało mu sympatię otoczenia.

W 1939 r. walczył z niemieckim agresorem aż do ostatnich dni września. Otoczony, przebił się ze swym oddziałem przez linie niemieckie i po kilku dniach tułania się po lasach dał rozkaz zakopania broni i rozproszenia się ułanów do domów. Sam wraz ze swym przyjacielem przedostał się w okolice Zamościa, gdzie pomagał mu w gospodarowaniu majątkiem ziemskim. Należał do Związku Walki Zbrojnej - Armii Krajowej . W końcu lipca 1944 r. rtm. Stanisław Taczak został pierwszym polskim komendantem wojennym Lublina.

Obrazek
Por. Stanisław Kazimierz Taczak

B. Polak pisał dalej, że po stracie żony Ewy w 1953 r. generał Stanisław Taczak często wyjeżdżał do córki do Malborka i syna do Karpacza, gdzie Stanisław (junior) pracował od 1945 r. w uzdrowisku na stanowisku wicedyrektora.

Obrazek
Gen. brygady w st. spocz.
Stanisław Taczak u syna
Stanisława w Karpaczu (1952)


Po suchych, kronikarskich zapiskach autora biografii ojca, przejdę teraz do relacji znajomych syna. Jeden ze starszych przewodników sudeckich z Ziemi Jeleniogórskiej - Leszek Krzeptowski, w artykule "Byli chłopcy, byli...", zmieszczonym w broszurze wydanej z okazji 35- lecia Koła Przewodników Sudeckich w Jeleniej Górze (dodatku do miesięcznika "Karkonosze") pisał: "Wspominam STANISŁAWA TACZAKA. Pionier i oficer Wojska Polskiego. Osiadł tuż po wojnie w Karpaczu - dystyngowany, o nienagannych manierach, wszystkim przyjazny, wszechstronny działacz, zawsze aktywny do późnych lat, mimo nie najlepszego zdrowia".

Ryszard Jaśko w książce "Sygnały z gór. Z dziejów minionych 60 lat działalności GOPR PTTK" (Wydawnictwo "Sport i Turystyka", Warszawa 1973) w rozdziale "Z działalności Grupy Sudeckiej GOPR" - pisał: "Mało kto już pamięta jak zaraz po wyzwoleniu, równolegle do zagospodarowywania ziem przywróconych Macierzy, otwierano przed Sudetami nowe, wspaniałe perspektywy - turystykę i sport. Z Zakopanego przybyła do Karpacza grupa działaczy społecznych, turystycznych i sportowych, przejmowano schroniska, malowano szlaki i trasy zjazdowe. (...) Byli wśród tej grupy pierwszych "sudeckich gazdów" mgr Jerzy Ustupski (prezes GOPR), Stanisław Taczak, Stanisław Marusarz. (...) Już wtedy zaczęły się rodzić pierwsze potrzeby zorganizowania górskiej służby ratowniczej, nastąpiły pierwsze wypadki, pierwsze interwencje".

I jeszcze jedno wspomnienie. Andrzej Klamut w miesięczniku "Karkonosze" (nr 9/169/91), w artykule "Tajemnica schroniska im. Księcia Henryka Pobożnego", zamieszcza wypowiedź Henryka Słuki, przybyłego do Karpacza z Zakopanego w lipcu 1945 roku. Wspomina on, że był członkiem Pogotowia Górskiego w Karpaczu wraz z (Antonim) Nowosiadłym, (Stanisławem) Taczakiem i (Stanisławem) Staroniem.

W tym samym artykule zamieszczono relację rotmistrza Taczaka, spisaną przez A. Klamuta przy okazji zbierania materiałów do pracy magisterskiej w 1976 roku. St. Taczak powiedział wtedy m.in.: "... Do Karpacza przybyłem w październiku 1945 roku jako delegat Polskiego Związku narciarskiego. Do końca listopada zdążyłem poznać główne szlaki turystyczne oraz wszystkie schroniska w rejonie Karpacza. Utworzyłem też Biuro Obsługi Ruchu Turystycznego. (...)".

Do tych odszukanych w literaturze wspomnień dołączę jeszcze swój wątek rodzinny. Otóż w 1945 r. do Karpacza przybył mój dziadek (zmarł w 1952 r. i jest pochowany w Miłkowie). Do Karpacza wiosną 1946 r. pojechał w odwiedziny do dziadka mój ojciec z mamą. Wg relacji mojego ojca odbyli pierwsze wycieczki po okolicy, a na jednej z nich prowadził ich krajan mojego dziadka i dyrektor uzdrowiska w jednej osobie, Stanisław Taczak. Wynika z tego, że był to więc pierwszy powojenny polski przewodnik oprowadzający po Sudetach, o którym dane mi było usłyszeć. Stanisław Taczak był też autorem pierwszego powojennego "Przewodnika po Karpaczu i okolicach", wydanego w Jeleniej Górze w 1948 roku.

Czesław Cetwiński w książce "Przewodnictwo turystyczne w Polsce" (Wydawnictwo PTTK "Kraj", 1986) na str.92 pisze o pewnym zaświadczeniu wydanym w maju 1949 r.: "Zaświadcza się niniejszym, że ob. Krzeptowski Lech, jako przewodnik Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego jest upoważniony przez kierownictwo Ośrodka FWP w Michałowicach, pow. Jelenia Góra, w porozumieniu z Referatem Kulturalno Oświatowym do prowadzenia wszystkich wycieczek złożonych z wczasowiczów". Był to więc już rok 1949, czyli cztery lata później od wzmianki o Stanisławie Taczaku.

Czy Taczak był pierwszym powojennym polskim przewodnikiem sudeckim? Działał przecież zgodnie z poleceniem władz państwowych: uruchomienia w Karpaczu turystyki. W tym sensie - prowadząc ludzi po okolicznych górach i mając stosowne do tego pełnomocnictwo - w tamtych czasach i w tamtych warunkach spełniał kryteria oficjalnego przewodnika, mimo że nie chodził z "blachą"[3].

Do roku 1948/49 ponoć wystarczało samemu poznać trochę Karkonosze i nawet bez egzaminu zostawało się przewodnikiem - tak przynajmniej by wynikało ze wspomnień Władysława Krygowskiego - każda osoba znająca trochę teren była porzebna. Dopiero po roku 1950 Tadeusz Steć zaczął określać kryteria egzaminacyjne dla kandydatów na przewodników i przodowników (był m.in. współautorem sudeckiej części spisu wycieczek do GOT), rozpoczęły się coraz dłuższe szkolenia i kursy[4].

Jak się wydaje, postać rotmistrza Stanisława Taczaka - zasłużonego pioniera turystyki polskiej w Sudetach po 1945 r. - godna jest bardziej pogłębionych studiów i opracowania pełnej i spójnej biografii.



--------------------------------------------------------------------------------


[1] O rotmistrzu Stanisławie Taczaku - zapomnianym autorze pierwszego powojennego "Przewodnika po Karpaczu i okolicach" (Jelenia Góra, 1948), ukazała się wzmianka sygnowana moimi inicjałami w 1991 r. w "Kurierze Ryfejskim". Kilka szczegółów zamieściłem też w artykule: "O historycznych związkach wzajemnych Wielkopolski i Wielkopolan z Sudetami".

[2] Stanisław Taczak - senior, wybitny d-ca zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego, urodził się 8 kwietnia 1874 r. w Mieszkowie w Wielkopolsce. W 1904 r. poślubił Ewę Wichmann, córkę bogatego rentiera z Kołobrzegu. Ze związku tego urodziło się dwoje dzieci - 26 lutego 1905 r. syn Stanisław Kazimierz, a rok później - 5 kwietnia 1906 r. córka Aleksandra. Taczakowie byli bardzo zgodnym i oddanym rodzinie małżeństwem. Stanisław Taczak zmarł w 1960 r. w Malborku, gdzie został pochowany i następnie ekshumowany i przeniesiony na Cmentarz Zasłużonych Wielkopolan na poznańskie Wzgórze Św. Wojciecha.

[3] Przypuszczam, że projekty jednolitych odznak dla przewodnikow górskich, w tym "blachy" sudeckiej z dość nieudolnie opracowanym motywem mającym wyobrażać Śnieżkę (analogicznie jak dla przewodników beskidzkich Babią Górę i tatrzańskich Mnich) powstały w tym samym czasie, może w połowie lat 50-tych. Chyba pierwszy akt państwowy o przewodnictwie nakazujący noszenie blach - to zarządzenie nr 173 przewodniczącego GKKFiT z 22 XI 1960. Wtedy pojawiło się 5 rodzajów "blach" o identycznej wielkości i napisami w czarnej obwódce. Oprócz trzech wspomnianych, wybito jeszcze odznaki dla przewodników podhalańskich i przewodników świetokrzyskich. W późniejszych latach funkcja przewodników podhalańskich uległa likwidacji, a przewodnicy świętokrzyscy nie zostali zakwalifikowani do przewodników górskich.

[4] Władysław Krygowski pisze ("Górska Odznaka Turystyczna. Początki-rozwój-zadania", Wydawnictwo PTTK "Kraj", 1985), iż np. w latach 1949-50 miały miejsce akcje bezpłatnych wycieczek górskich, które odbywały się pod przewodnictwem przodowników oraz specjalnych kierowników wycieczkowych, których szkoliła utworzona przez PTT Komisja Szkolenia Górskiego PTT. Były one prowadzone fachowo i z dużym pożytkiem wychowawczym. Na wiosnę w 1950 roku razem z przodownikami przeszkolono przewodników w Sudetach, gdzie PTT zorganizowało specjalny kurs w Szklarskiej Porębie dla kierowników turystycznych, przewodników i przodowników.
Obrazek

Radus
podróżnik
Posty: 129
Rejestracja: 23-07-2006 14:19
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Radus » 25-08-2006 18:19

Ach ci wielkopolanie... bez nich byśmy zgineli :wink:

Nie bardzo rozumiem, co ten "artykuł" robi na forum. To chyba nie jest adekwatne miejsce dla tego typu pisemnych wypowiedzi...
Obrazek
Obrazek

Awatar użytkownika
Lech
bardzo stary wyga
Posty: 3615
Rejestracja: 08-01-2005 18:39
Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)

Postautor: Lech » 25-08-2006 19:22

Radus pisze:Ach ci wielkopolanie... bez nich byśmy zgineli...


W wojnie bolszewickiej w 1920 r. na pewno. Bez udziału dobrze uzbrojonych, a przede wszystkim zdyscyplinowanych wojsk wielkopolskich, zaprawionych w bojach w zwycięskim Powstaniu Wielkopolskim, by nie było zwycięstwa nad bolszewikami, a Lwów, Stanisławów i inne miasta na Kresach Wschodnich już wtedy by odpadły od Polski. I nie wiadomo czy w ogóle by dało się utrzymać niepodległość...

Radus pisze:Nie bardzo rozumiem, co ten "artykuł" robi na forum. To chyba nie jest adekwatne miejsce dla tego typu pisemnych wypowiedzi...


A co robi tu takie pytanie? To przecież jest forum dyskusyjne na wszelkie tematy o Sudetach. Czy będziesz może domagał się obłożenia interdyktem piszących tu wspomnienia o pionierach polskiej turystyki w Sudetach po II wojnie światowej czy czegoś w tym rodzaju?
Obrazek

Radus
podróżnik
Posty: 129
Rejestracja: 23-07-2006 14:19
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Radus » 25-08-2006 21:05

Hmmm... nie wiedziałem, że moją ironię na temat wielkopolan potraktujesz aż tak poważnie (nigdy bym nie wpadł na to, że sprowokuje cię ona do odwołanią się do "wojny boleszewickiej") :D
Myślę, że również np. bez dzielnych mazowszan czy też rekrutów z lubelszczyzny, wojna z bolszewikami skończyłaby się naszą porażką (rola wielkopolan nie była szczególna). Ale ok, kończę tę dywagację, bo to forum nt. Sudetów :wink:

Tak na marginesie, cenię ludzi, którzy są patriotami lokalnymi. Choć mieszkam we Wrocławiu od paru lat, zawsze podkreślam, że jestem pomorzaninem. Aczkolwiek, drogi Lechu, praktycznie w każdym Twoim poście jest mowa o Wielkopolsce lub wielkopolanach. Czyżby był to wynik swoistego kompleksu, niedowartościowania? Oj, coś czuję, że za to stwierdzenie mi się oberwie :wink:
Wrocławianie włożyli o wiele większy wkład w rozwój turystyki w Sudetach, ale jeszcze nie spotkalem się na żadnym forum z ludźmi, którzy by to non stop podkreślali.

Co do samej treści Twojego postu, nie mam nic przeciwko. Nie rozumiem tylko, co taki artykuł (bo inaczej tego nazwać chyba nie można) robi na forum? Forum w założeniu ma być platformą, na której ludzie będą mogli wymieniać poglądy, doświadczenia, będą polemizowali, zadawali pytania... Myślę, że Twój artykuł nijak pasuje do tej formuły. Powinien raczej znaleźć się w jakimś innym dziale, typu "ciekawostki", "artykuły" etc.

Pozdrawiam
Obrazek

Obrazek

Awatar użytkownika
Lech
bardzo stary wyga
Posty: 3615
Rejestracja: 08-01-2005 18:39
Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)

Postautor: Lech » 25-08-2006 21:32

Radus pisze:Nie rozumiem tylko, co taki artykuł (bo inaczej tego nazwać chyba nie można) robi na forum? Forum w założeniu ma być platformą, na której ludzie będą mogli wymieniać poglądy, doświadczenia, będą polemizowali, zadawali pytania...


Czyżbyś uważał, że fakty przedstawione w moim artykule są na tyle mocne, że są nie do zakwestionowania? A może po prostu czujesz się niekompetentny do wymiany w tym temacie doświadczeń, polemiki czy zadawania konkretnych pytań?

Radus pisze:Wrocławianie włożyli o wiele większy wkład w rozwój turystyki w Sudetach,


W pierwszych powojennych latach "Wrocławianie" czyli osadnicy z różnych stron Polski byli zajęci odbudową miasta, w tym tworzeniem polskiego ośrodka naukowego i przenoszeniem go głównie ze Lwowa. Trudno nazwać ówczesną zbieraninę "Wrocławianami", bo taka społeczność dopiero się tworzyła. Ten proces tak szybko się nie skończył. Wrocławianie nie mieli czasu i możliwości zajmowania się Sudetami. Zajmowali się nimi ci nieliczni polscy osadnicy, którzy wówczas zagospodarowywali Ziemie Zachodnie przejmując m.in. obiekty turystyczne od Niemców, a nie Wrocławianie. W tych trudnych czasach tereny Sudetów również były tak samo zasiedlane przybyszami z różnych stron Polski, ale to właśnie Poznaniacy w oparciu o własne zaplecze naukowe przygotowywali pierwszą powojenną pionierską pracę obejmującą sporą część Sudetów. Był to “Dolny Śląsk" pod red. Kiryła Sosnowskiego i Mieczysława Suchockiego, wydany przez Istytut Zachodni w Poznaniu w 1948 r. Napisanie tej książki poprzedziła ekspedycja naukowa pod kierownictwem profesora Uniwersytetu Poznańskiego dr. Zdzisława Kaczmarczyka (1911-1980). Ekspedycja przebyła samochodami 6000 km (!). Jeszcze dziś zwraca uwagę czytelnika staranna, jak na ówczesne możliwości, szata edytorska, liczne bardzo wyraźne zdjęcia i wiele interesujących rycin. Razem oba tomy liczyły 1004 strony (!). Załączniki stanowiły mapy i plany oraz drzewo genealogiczne Piastów Śląskich.
Obrazek

Radus
podróżnik
Posty: 129
Rejestracja: 23-07-2006 14:19
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Radus » 25-08-2006 22:40

Twój artykuł nie został napisany w tonie zachęcającym, czy też prowokującym do jakiejkolwiek polemiki, tudzież zadawania pytań. Zresztą, ty chyba też zakładasz, że nikt nie będzie próbował kwestionować tego co napisałeś, skoro twierdzisz, że przedstawiłeś, cytuję "FAKTY".

Co zaś do kluczowego wkładu wrocławian w rozwój turystyki w Sudetach, miałem na myśli nie tylko pierwsze lata powojenne, ale cały okres powojenny. I myślę, że z tym FAKTEM nie ma co polemizować. I myślę, drogi Lechu, że jako długoletni przewodnik górski, znający dobrze to środowisko, zgodzisz się ze mną.

P.S. Wbrew temu co piszesz, społeczność "wrocławian" utworzyła się bardzo szybko. Był to swoisty fenomen na skalę światową. Rozwój społeczności Wrocławia i jego krystalizacja stała sie tematem wielu poważnych opracowań socjologicznych, nie tylko w Polsce, lecz również w Europie.
Obrazek

Obrazek

Awatar użytkownika
Lech
bardzo stary wyga
Posty: 3615
Rejestracja: 08-01-2005 18:39
Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)

Postautor: Lech » 26-08-2006 07:24

Radus pisze:Co zaś do kluczowego wkładu wrocławian w rozwój turystyki w Sudetach, miałem na myśli nie tylko pierwsze lata powojenne, ale cały okres powojenny.


Na cały okres powojenny składają się pierwsze pionierskie lata powojenne, które były decydujące, a o których właśnie ten wątek. Wówczas w Sudety przybywali Polacy z różnych stron Polski, w przeważającej masie z dawnych Kresów Wschodnich, a nie Wrocławianie. I to oni zagospodarowywali ten region, ale i także poczynili wiele niepowetowanych bezmyślnych szkód i zaniedbań czy nawet celowych zniszczeń. I takie są fakty. W tym kontekście zupełnie bez znaczenia jest czy społeczność "wrocławian" utworzyła się bardzo szybko i czy był to swoisty fenomen na skalę światową, bo takich "fenomenów" było więcej, że wspomnę choćby Szczecin czy Gorzów Wielkopolski.

Obserwując dzisiejszą społeczność Wrocławian, to z przykrością muszę stwierdzić, że wrocławskie środowisko turystów i krajoznawców należy do najbardziej wewnętrznie skłóconych tego rodzaju środowisk w Polsce. Przykładowo przepychanki między aktywem przewodnickim trwają tam chyba "od zawsze". Świadczą o tym takie spektakularne działania jak choćby to, że ostatnio Studenckie Koło Przewodników Sudeckich we Wrocławiu "obraziło się" na Oddział Wrocławski PTTK i przeniosło się do Oddziału przy Politechnice Wrocławskiej...
Obrazek

Radus
podróżnik
Posty: 129
Rejestracja: 23-07-2006 14:19
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Radus » 26-08-2006 15:03

Nie rozumiem, dlaczego uważasz, że pierwsze lata powojenne miałe decydujące znaczenie??? Chyba raczej odwrotnie... W pierwszych latach w powstającej ze zgliszczy Polsce mało kto był zainteresowany przywróceniem i rozwinięciem turystyki w tym rejonie. Po prostu były ważniejsze rzeczy do wykonania... Innymi słowy, turystyka w tym okresie miała najmniesze znaczenie.
Kresowianie, o których wspominasz, kompletnie nie przyczynili się do rozwoju turystyki w rejonie Sudetów. Ich prorytetem była odbudowa zniszczonych miasteczek i wsi, budowa małych przedsiębiorstw przemysłowych, czy też przywrócenie i zagospodarowanie nieużytków...

Kolejna sprawa, porównywanie fenomenalnego rozwoju społeczności Wrocławia z pozostałymi miastami ziem odzyskanych jest absurdem. Tak się akurat składa, że pochodzę ze Szczecina i choć bardzo bym chciał, to nie mam niestety podstaw, by wskazywać na równie niesamowity sposób kształtowania się społeczności tego miasta z tym, co wydarzyło się we Wrocławiu. Zresztą, ani moje rodzinne miasto, ani tym bardziej - o zgrozo - Gorzów nigdy nie były obiektem szerszego zainteresowania socjologów.

A co do niesnasek i podziałów we wrocławskim środowisku turystycznym, no cóż... Tak to już jest, że w środowiskach prężnych i wpływowych dochodzi do tarć i ambicjonbalnych przepychanek. Potwierdza to jednak fakt, że wrocławskie środowisko turystyczne dominuje. W porównaniu z nim, środowisko poznańskie wygląda jak mała garstka zapaleńców.
Obrazek

Obrazek

Awatar użytkownika
Lech
bardzo stary wyga
Posty: 3615
Rejestracja: 08-01-2005 18:39
Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)

Postautor: Lech » 26-08-2006 15:40

Radus pisze:Nie rozumiem, dlaczego uważasz, że pierwsze lata powojenne miałe decydujące znaczenie???


Miały znaczenie naprawdę bardzo istotne, ponieważ należało niezwłocznie przejąć obiekty turystyczne i zabytki odziedziczone po Niemcach, zadbać o nie, a nie dopuczać do ich dewastacji. Zrobiono to tylko w niewielkim stopniu, w przeciwieństwie do Czechów, którzy potrafili zająć i utrzymać w dobrym stanie obiekty poniemieckie. Po śląskiej stronie Sudetów niestety infrastruktura niszczała, były niszczone schroniska, jak np. schr. Ks. Henryka nad Wielkim Stawem czy na Przełęczy Puchaczówka, które prawdopodobnie zostaly umyślnie podpalone. Długo by tu wymieniać liczne obiekty w górach, po których do dziś zostaly tylko ledwie widoczne ślady fundamentów. A rekord ponad 25 lat trwającego "remontu" schroniska na Szrenicy, to o czym świadczy???

Przykładowo w Miłkowie koło Karpacza przybysze ze wschodu zniszczyli przepiękny zabytek - kościół poewangelicki, splądrowali groby na cmentarzu, wewnątrz nawy kościoła podpiłowywali drewniane filary i wynosili je na opał. Po pewnym czasie balkony runęły w dół i dalej je rozbierano... Do dziś została z tego wspaniałego kiedyś zabytku zarośnięta chaszczami ruina. Chyba nie ma miejscowości po polskiej stronie w Sudetach, w której by nie doprowadzono do kompletnej ruiny jakiegoś bezcennego zabytku kultury. Nawet polskie epitafium Kazimierza Jaraczewskiego z XVIII w., zmarłego w Cieplicach, które przetrwało poprzednie zawieruchy wojenne, nie wytrzymało "opieki" polskich gospodarzy. Dziś znajduje się jedynie ślad po nim w postaci dokumentacji u Konserwatora Zabytów w Jeleniej Górze. Szkoda słów...

Radus pisze:Tak to już jest, że w środowiskach prężnych i wpływowych dochodzi do tarć i ambicjonbalnych przepychanek.


Nazywanie ludzkich poczynań, które naruszają elementarne zasady dobrego współżycia społecznego i daleko wykraczają poza granice dobrego obyczaju - "przepychankami", jest zwyczajnym nieporozumieniem. Tam gdzie ludzie uciekają się do takich zachowań mamy do czynienia z jakąś degeneracją, która nie sprzyja budowaniu, a przyczynia się do zaprzepaszczenia tego co dokonali porzednicy. Takie zjawiska nie mają nic wspólnego z prężnością środowiska. To widać doskonale choćby na przykładzie naszych parlamentarzystów i różnych skandalicznych afer z ich udziałem...

Radus pisze:Potwierdza to jednak fakt, że wrocławskie środowisko turystyczne dominuje. W porównaniu z nim, środowisko poznańskie wygląda jak mała garstka zapaleńców.


Guzik prawda. Ciekawe, że dzięki tej "garstce" w Wielkopolsce przybywa schronisk młodzieżowych, gdy jednocześnie w Sudetach się je likwiduje. Przykładowo jesienią 2005 r. zamknięto ostatnie wówczas czynne w powiecie kamiennogórskim schronisko w Jarkowicach u podnóża Karkonoszy tak, że do dziś nie ostało się żadne. A przecież było ich kiedyś w tym powiecie kilkanaście... Wielkopolanie nawet za czasów PRL-u utrzymywali i nadal utrzymują w dobrym stanie pałace, zamki, dwory oraz zabytkowe parki. Jacyś dziwni ludzie: mogli zniszczyć, a nie zniszczyli... Budowane są tu nowe obiekty dla turystów jak ostatnio otwarta żelbetowa wieża widokowa na Dziewiczej Górze, czy na Wale Wydartowskim koło Gniezna... We wrześniu w Poznaniu przed Cmentarzem Zasłużonych Wielkopolan zostanie odsłonięty głaz poświęcony pamięci prekursorów turystyki i krajoznawstwa w Wielkopolsce... O tym, co się u nas robi w dziedzinie turystyki możnaby napisać naprawdę wiele...

A co takiego robi się w regionie wrocławskim dla Sudetów? Dla porównania pozwolę sobie zwrócić uwagę, że liczne chatki studenckie w Beskidach prowadzą przeważnie Studenckie Koła Przewodników Beskidzkich, których jest w Polsce stosunkowo dużo, a które powstały dzięki inicjatywie i otwartości ośrodka akademickiego w Krakowie.
Niestety porównując przewodnictwo górskie (akademickie) w Sudetach trzeba z przykrością stwierdzić, że ma zbyt ubogi dorobek i dlatego może się wykazać tylko inicjatywą utworzenia jedynego słusznego Studenckiego Koła Przewodników Sudeckich we Wrocławiu, które - o ile mi wiadomo - żadnej takiej chatki nie prowadzi. Owe Koło od dawna nie wydaje już nawet "Karkonosza", w którym kiedyś, z wielkimi zresztą oporami, opublikowano kilka moich artykułów na tematy sudeckie. Ostatnio padł też wrocławski miesięcznik "Na Szlaku". Obecnie ciekawostki na temat Sudetów można znaleźć w biuletynie "Znad Warty", wydawanym przez Wielkopolską Korporację Oddziałów PTTK w Poznaniu.

Obrazek

Wydaje mi się, że ta dominacja Wrocławia, na którą zwracasz tu uwagę, polega m.in. na trwaniu przez całe lata w partykularyźmie i wewnętrznym zaskorupieniu, żeby m.in. nie dopuścić do powstania poza Dolnym Śląskiem jakiejkolwiek "konkurencji", np. innych ośrodków przewodnictwa sudeckiego. O jakim więc charakterze tej dominacji możemy tu faktycznie mówić? Czy to środowisko nie jest nie tylko, że wewnętrznie skłócone, to jeszcze niezdolne do współpracy z innymi i mocno złośliwe? Czy to nie jest czasami taki zbiorowy "pies ogrodnika"?
Obrazek

Radus
podróżnik
Posty: 129
Rejestracja: 23-07-2006 14:19
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Radus » 28-08-2006 08:14

Infrastruktura turystyczna przetrwała w Sudetach w niewielkim stopniu (na co zresztą sam wskazujesz), tak więc mowa o jakimkolwiek doniosłym znaczeniu pierwszych lat po wojnie jest nonsensem. Po drugie, często to co przetrwało, było momentalnie adaptowane dla innych nie-turystycznych celów.

Nazywanie tego co dzieje się we wrocławskim środowisku "degeneracją" jest tylko i wyłącznie Twoim subiektywnym zdaniem (mam dziwne przeświadczenie, że jesteś/byłeś stroną zaangażowaną w te utarczki, no bo skąd u Ciebie to atawistyczne nastawienie?).

Mówiąc o dominacji Wrocławia miałem na myśli rejon Sudetów, nie zaś Wielkopolski. Co jak co, wrocławskie środowisko turystyczne jest mało zainteresowane rozwojem turystyki w Wielkopolsce :wink: Natomiast jeśli chodzi o Sudety to tak jak wspomniałem wcześniej, środowisko poznańskie stanowi ledwie garstkę zapaleńców, nie mającą żadnego wpływu na to co się w górach dzieje.
Fakt, że w Sudetach nie powstają żadne chatki, tudzież schroniska bardzo mnie cieszy. Zagospodarowywanie turystyczne gór pod postacią szpecącej ingerencji człowieka w przyrodę jest dla mnie regresem, a nie rozwojem. To, że w Beskidach mnożą się tego typu inicjatywy tylko mnie smuci...
Obrazek

Obrazek

Awatar użytkownika
Lech
bardzo stary wyga
Posty: 3615
Rejestracja: 08-01-2005 18:39
Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)

Postautor: Lech » 28-08-2006 09:39

Radus pisze:Infrastruktura turystyczna przetrwała w Sudetach w niewielkim stopniu (na co zresztą sam wskazujesz), tak więc mowa o jakimkolwiek doniosłym znaczeniu pierwszych lat po wojnie jest nonsensem


Ale tworzysz... Napisałem coś dokładnie odwrotnego, że miało ogromne znaczenie aby w pierwszych powojennych latach ją przejąć i zabezpieczyć. Ba, zwróciłem nawet uwagę, że zrobiono to w niewielkim tylko stopniu i podałem konkretne przykłady jak to w Sudetach polscy osadnicy na terenach podległych administracyjnie Wrocławiowi poniszczyli poniemieckie obiekty turystyczne i na skutek nieudolnego zarządzania przez tą administrację doprowadzali do dewastacji tych, które się ostały oraz do ruiny wielu bezcennych zabytków, które przetrwały przez całe stulecia, a nie wytrzymały polskiej "opieki".

Radus pisze:Nazywanie tego co dzieje się we wrocławskim środowisku "degeneracją" jest tylko i wyłącznie Twoim subiektywnym zdaniem (mam dziwne przeświadczenie, że jesteś/byłeś stroną zaangażowaną w te utarczki, no bo skąd u Ciebie to atawistyczne nastawienie?).


W ogóle masz wiele zdziwaczałych przeświadczeń. Przyjmij sobie więc do wiadomości, że nie przynależałem i nie przynależę do żadnych struktur turystycznych związanych ze środowiskiem wrocławskim. Nosiłem się krótko z takim zamiarem, ale szybko zorientowałem się z kim mam do czynienia. Po prostu dystansuję się od środowiska, które - jak napisałem, jest złośliwe i niezdolne do współpracy. I nie jest to tylko moje zdanie, ale opinia ludzi związanych z tym środowiskiem od wielu lat. Za przykład może posłużyć choćby wątek dyskusji o wymownym tytule: "Wrocławskie piekiełko" => http://forum.pttk.pl/index.php?co=watek&w=12088

Proponuję też lekturę opracowania, z którego dowiesz się wiele ciekawych i bulwersujących rzeczy o stylu działania środowiska wrocławskich turystów => Z lamusa Rzepióra, zeszyt III, pod redakcją Krzysztofa R. Mazurskiego, Wrocław 2000, artykuł pt. "Spotkanie Rzepióra z Polskim Towarzystwem Tatrzańskim" (str. 34-40). Gdybyś miał problemy ze zdobyciem tego tekstu, napisz do mnie e-maila, a odeślę fotokopię artykułu. Stosowny e-mai znajdziesz na stronie Klubu Sudeckiego z Poznania (link poniżej)

Radus pisze:Natomiast jeśli chodzi o Sudety to tak jak wspomniałem wcześniej, środowisko poznańskie stanowi ledwie garstkę zapaleńców, nie mającą żadnego wpływu na to co się w górach dzieje.


Ciekawe, że taki na przykład poznański Akademicki Klub Górski "Halny" prowadził przez dziesiątki lat dwie studenckie bazy namiotowe: w Nowej Morawie i przy Jaskini Radochowskiej, a wrocławskie Studenckie Koło Przewodników Sudeckich tylko jedną w Karłowie, i to bardzo krótko (chyba dwa lata), bo ich słomiany zapał szybki minął. Podobnych przykładów, świadczących o niewydolności organizacyjnej środowiska wrocławskiego - jak poprzednio napisałem - mógłbym przytaczać wiele.

Radus pisze:Fakt, że w Sudetach nie powstają żadne chatki, tudzież schroniska bardzo mnie cieszy. Zagospodarowywanie turystyczne gór pod postacią szpecącej ingerencji człowieka w przyrodę jest dla mnie regresem, a nie rozwojem. To, że w Beskidach mnożą się tego typu inicjatywy tylko mnie smuci...


Pięknie potrafisz odwrócić kota ogonem. To, że w Sudetach przykładowo młodzieżowa i studencka baza noclegowa należy do najbardziej ubogich w Polsce, to oczywiście sukces, i niekwestionowany dowód, że środowisko wrocławskie potrafi prężnie działać. No nie mogę... Ha,ha,ha!!!
Obrazek

Radus
podróżnik
Posty: 129
Rejestracja: 23-07-2006 14:19
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Radus » 29-08-2006 18:43

Po pierwsze, radzę, wczytaj się dokładnie w mój post - po wojnie w Sudetach tak naprawdę niewiele pozostało do zabezpieczenia. Po drugie, to co ocalało zazwyczaj było adaptowane dla innych, "nieturystycznych" celów. Wszelkie, nazwijmy to "raczukujące lobby turystyczne" nie miało nic do powiedzenia, więco przejmowaniu i zabezpieczaniu infrastruktury turystycznej nie było mowy. To były trochę inne czasy, drogi Lechu...

Drogi Lechu, to, że kompletnie nie podzielam Twojej skrajnie subiektywnej opinii na temat wrocławskiego środowiska turystycznego nie daje ci prawa, aby określać moje zdanie "zdziwaczałym przeświadczeniem". Twoja wypowiedź raczej potwierdza Twoje ze wszechmiar atawistyczne/agresywne nastawienie do "wrocławskiego lobby". A animozje w organizacjach turystycznych nie są niczym szczególnym, nieraz przecież dochodziło do poważnych konfliktów w Karkowie, czy też Łodzi (sugerowanie, jakoby Wrocław był wyjątkowo zdegenerowany jest oszczerstwem z Twojej strony).

Hmmm... jeżeli prowadzenie pola namiotowego w danym regionie Twoim zdaniem świadczy równocześnie o dominującym wpływie na ów region, to chyba nie ma sensu ciągnąć tego wątku dalej. Przykład, który podałeś jest marnym wyjątkiem potwierdzającym regułę, czyli to, że wielkopolanie nie mają żadnego wpływu na turystykę w Sudetach (pomijając kameralne wypady organizowane przez Klub Sudecki z Poznania :wink: ). Dziwię się, ze w ogóle próbujesz polemizować w tym temacie. Zaczynam przecierać oczy ze zdumienia!

Odnośnie rzekomego odwracania kota ogonem w moim wydaniu - kompletnie mnie nie zrozumiałeś. Wyraziłem po prostu moje zdanie na temat coraz większej ingerencji człowieka w naturę.
Na jakim ty świecie żyjesz, Lechu? Schroniska młodzieżowe to przeżytek, czasy się zmieniają... W Małopolsce po przemianach ustrojowych zamknięto około 15 schronisk młodzieżowych, w tym także położonych w beskidach. PTSM to umierająca instytucja w całym kraju, Dolny Śląsk niczym się nie wyróżnia. Jedyną alteranatywą są prywatni inwestorzy/dzierżawcy, znający się choć trochę na marketingu, a nie skostniałe relikty/organizacje turystyczne, które lata świetności mają już dawno za sobą. Potrzebny jest pomysł, aby uzdrowić turystykę w górach (niestety wszystkie oddziały "Polskiego Towarzystwa..." są apatyczne), tym bardziej, że ruch w polskich górach maleje.

P.S. Odnoszę dziwne wrażenie, że mówiąc o wrocławskim - czy szerzej, dolnośląskim - środowisku turystycznym, ograniczasz je jedynie do SKPS lub do PTTK. Ja pod tym pojęciem rozumiem znacznie więcej. Zresztą, póki co, turystyka w Sudetach ma się nieźle, coraz częściej odwiedzają Sudety obcokrajowcy, a natężenie ruchu turystycznego w niektórych miejscach jest tak wielki, że krakowiacy zapatrzeni w swoje beskidy mogą tylko pozazdrościć... To jest dla mnie dowodem na to, że turystyka wrocławska/dolnośląska ma się całkiem dobrze.
Obrazek

Obrazek

Awatar użytkownika
Lech
bardzo stary wyga
Posty: 3615
Rejestracja: 08-01-2005 18:39
Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)

Postautor: Lech » 29-08-2006 19:08

Radus pisze:Hmmm... jeżeli prowadzenie pola namiotowego w danym regionie Twoim zdaniem świadczy równocześnie o dominującym wpływie


Hmmm... Nigdzie nie pisałem o dominującym wpływie Wielkopolan w Sudetach. To Ty twierdzisz, że działania Wrocławia zdominowały turystykę na terenie Sudetów, ja zaś podałem tylko przykład z bazami namiotowymi, który temu przeczy, zaznaczając wyraźnie, że podobnych przykładów niewydolności organizacyjnej środowiska wrocławskich turystów i krajoznawców jest wiele. Również Twoje twierdzenia o przeżytku schronisk młodzieżowych są wyssane z palca. Schroniska te funkcjonują w całej Europie w międzynarodowej sieci schronisk IYHF i instytucja ta nadal się rozwija.

Radus pisze:(...)To jest dla mnie dowodem na to, że turystyka wrocławska/dolnośląska ma się całkiem dobrze.


Nie widząc sensu dalszego przekonywania Ciebie, że nie masz racji sugerując, iż Niemcy pozostawili po sobie w Sudetach obszar "spalonej ziemi" i nie było czego przejmować i zabezpieczać, m.in. dla potrzeb turystyki i wypoczynku (jesteś wyjątkowo odporny na historyczne fakty), zacytuję zdanie podważające Twoje kolejne fałszywe sugeste, że turystyka dolnośląska na terenie Sudetów rzekomo ma się dobrze. Otóż bardzo trafnie ten problem skwitował w 2004 roku na konferencji we Wrocławiu Jacek Musiał, wiceprezes Karkonoskiej Organizacji Turystycznej "Śnieżka":

"Ja mam nadzieję, że ta strategia dotrze do tych, którzy rządzą naszym państwem, ponieważ również z uprzejmości DOT-u około roku temu brałem udział w takim sympozjum na temat prawa i wpływu prawa zarówno na polską turystykę jak i na turystykę czeską. Niestety, refleksja była bardzo smutna. My mamy doskonałe strategie, mamy doskonałe prawo. Czesi mają turystów i jest to powiedziałbym, rzecz zasadnicza."

Jaki stąd wniosek? W dolnośląskich organizacjach turystycznych dużo się dyskutuje, snuje się "doskonałe" plany, marnuje się czas na gadulstwo i "przepychanki", a niewiele się robi w przeciwieństwie do naszych sąsiadów - Czechów.
Obrazek

Radus
podróżnik
Posty: 129
Rejestracja: 23-07-2006 14:19
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: Radus » 30-08-2006 18:44

Eeeeh... no i właśnie o tym mówię, że "zwierzchnictwo" nad polami namiotowymi kompletnie nie ma zanczenia w dyskusji o tym, jakie środowisko turystyczne dominuje w Sudetach, bo rzeczą oczywistą dla wszystkich - z wyjątkiem Ciebie - jest to, że Wrocław! Jesli się z tym nie zgadzasz top podaj proszę inne środowisko, które ma bardziej przemożny wpływ na kształtowanie turystyki w Sudetach. Gdańsk, Łodź, a może Białystok?????
Kolejna sprawa, nie napisałem, że schroniska młodzieżowe w EUROPIE to przeżytek - miałem wyłącznie na myśli nasze polskie podwórko, gdzie schronisk młodzieżowych jest coraz mniej w CAŁEJ Polsce (nie tylko na Dolnym Śląsku). Nie mają one racji bytu z czysto ekonomicznego powodu.

Hmmm... problem w tym, że Ty póki co sam nie przedstawiłeś żadnych faktów historycznych, wskazujących na zachowanie w doskonałym stanie infrastuktury turystycznej w Sudetach tuz po wojnie. Tak się akurat składa, że mam bliskich, sędziwych już znajomych w Szklarskiej Porębie. Przybyli oni do tego miasta zaraz po wojnie. Opowiadali o tym, w jaim ragicznym stanie znajdowały się piekne zabytkowe wille i pensjonaty, które dzień w dzień były okradane i dewastowane. Ówczesne władze kompletnie nie przejmowały sie turystyką w Szklarskiej, albo inaczej - nie był to priorytet.

Nie wiem, czy znasz kogokolwiek, pracującego w branży turystycznej, ale najwraźniej chyba nie. W Karpaczu i w okolicy mam sporo przyjaciół, prowadzących pensjonaty (w tym jeden mały hotel). Na brak pracy i pieniędzy nie narzekają. W sezonie nigdy nie pozwolili sobie na urlop i ani myślą zamykać interes. Owszem, zauważają spadek liczby turystów w górach na przestrzeni ostatnich 10 lat, ale jest to rzecz powszechna w naszym kraju. W porównaniu z ubiegłymi latami, podobna tendencja spadkowa ma miejsce w beskidach i co trochę zasakujące - w Tatrach (miałem okazję być w sierpniu parę dni w Tatrach i sporo czasu upłynęło mi na rozmowach z właściecielką pensjonatu w Zakopanem, w którym nocowałem).

Oczywiście, jeśli zaczniemy porównywać się z Czechami to rzeczywiście wypadamy blado, ale tak się akurat składa, że z nimi to wypadamy blado prawie w każdej dziedzinie, poczynając od gospodarki, a kończąc na sporcie :wink:
Cóż, Czesi budowę infrastruktury turystycznej w Sudetach zaczęli jeszcze wiele wiele lat przed wojną...
Obrazek

Obrazek

Awatar użytkownika
Lech
bardzo stary wyga
Posty: 3615
Rejestracja: 08-01-2005 18:39
Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)

Postautor: Lech » 30-08-2006 19:54

Radus pisze:Eeeeh... no i właśnie o tym mówię, że "zwierzchnictwo" nad polami namiotowymi kompletnie nie ma zanczenia w dyskusji o tym, jakie środowisko turystyczne dominuje w Sudetach, bo rzeczą oczywistą dla wszystkich - z wyjątkiem Ciebie - jest to, że Wrocław! Jesli się z tym nie zgadzasz top podaj proszę inne środowisko, które ma bardziej przemożny wpływ na kształtowanie turystyki w Sudetach. .


Jeżeli masz na myśli wpływ destrukcyjny, to się z Tobą całkowicie zgadzam... Natomiast w całej historii turystyki w Sudetach, znaczącą grupę kuracjuszy, wczasowiczów i turystów górskich – stanowili i stanowią do tej pory Wielkopolanie. Wystarczy tam spojrzeć na przejeżdżające i stojące na parkingach samochody i autokary - co drugi ma tablice rejestracyjne z oznaczeniami województwa wielkopolskiego. Bez nich wiele podsudeckich miejscowości nawet w pełni sezonu świeciłoby pustkami.

Radus pisze:nie napisałem, że schroniska młodzieżowe w EUROPIE to przeżytek - miałem wyłącznie na myśli nasze polskie podwórko, gdzie schronisk młodzieżowych jest coraz mniej w CAŁEJ Polsce (nie tylko na Dolnym Śląsku)..


CAŁEJ Polsce??? Bzdura kompletna. W ostatnich latach w Wielkopolsce uruchomiono kilka nowych schronisk młodzieżowych, w samym tylko Poznaniu dwa...

Radus pisze:mam bliskich, sędziwych już znajomych w Szklarskiej Porębie. Przybyli oni do tego miasta zaraz po wojnie. Opowiadali o tym, w jaim ragicznym stanie znajdowały się piekne zabytkowe wille i pensjonaty, które dzień w dzień były okradane i dewastowane.


O tym właśnie pisałem, że do dewastacji i rozkradania przyczynili się polscy osadnicy przybywający przeważnie ze wschodu, o specyficznej mentalności i cechach kulturowych, których zmiana wymaga jeszcze czasu i pokoleń...

Radus pisze:Ówczesne władze kompletnie nie przejmowały sie turystyką w Szklarskiej..


Zauważ, że te władze miały swoje centrum we Wrocławiu. I zaniedbywały nie tylko Szklarską Porębę, ale cały Dolny Śląsk.

Radus pisze:Nie wiem, czy znasz kogokolwiek, pracującego w branży turystycznej, ale najwraźniej chyba nie..


No coż, skoro wszystko wiesz najlepiej, nigdy nie mylisz się, a w ogóle to jesteś najmądrzejszy w świecie.... A prawda jest taka, że mam w Miłkowie koło Karpacza rodzinę, tam się wychowywałem, a mój kuzyn na przykład utrzymuje się z turystyki i z roku na rok wiedzie mu się coraz gorzej. Wśród członków poznańskiego Klubu Sudeckiego, któremu obecnie prezesuję, są Wielkopolanie, którzy osiedlili się w Sudetach i utrzymują się właśnie z turystyki. Gdybyś trochę uważniej poprzeglądał stronę klubową, to byś tu nie snuł takich fałszywych domysłów.

Radus pisze:Owszem, zauważają spadek liczby turystów w górach na przestrzeni ostatnich 10 lat, ale jest to rzecz powszechna w naszym kraju.


Kolejne naciąganie . Ruch turystyczny w Poznaniu i Wielkopolsce w ostatnich latach systematycznie wzrasta. Szczególnie wzrasta liczba turystów zagranicznych. O wynikach badań nad ruchem turystycznych w tym regionie można przeczytać m.in. w biuletynie "Znad Warty"

Radus pisze:Cóż, Czesi budowę infrastruktury turystycznej w Sudetach zaczęli jeszcze wiele wiele lat przed wojną...


Ha, ha!!! Infrastrukturę turystyczną rozwinęli na przełomie XIX i XX w. w przeważającej masie Niemcy, tzw. Niemcy Sudeccy, którzy po 45 roku zostali z terenu Sudetów wysiedleni. Tyle, że Czesi potrafili tą infrastukturę przejąć i zagospodarować. Natomiast przed wojną budowali na granicy w Sudetach potężne umocnienia, które pochłonęły blisko 1/3 budżetu całej Republiki Czechosłowackiej, dlatego też ze względów strategicznych ograniczali w tym regionie budowę nowych obiektów turystycznych. Kilka zdań o tych umocnieniach w relacji z XXIX Zlotu Przodowników Turystyki Górskiej Ziemi Wielkopolskiej => http://www.ksp.lanet.wroc.net/zlot1.htm
Obrazek


Wróć do „Turystyka - pieszo i ogólnie”