Co dalej z turystyką w dobie COVID-19?
: 15-04-2020 14:06
Minister Szumowski powiedział, że w tym roku letnie wakacje mamy z głowy. To wysoce prawdopodobne, ale czy tylko w tym roku?
Ograniczę się do Sudetów, z tym co w innych górach nie jestem na bieżąco.
Co potrzeba do spędzenia wakacji w tym paśmie górskim?
Przede wszystkim mieć samochód, bo komunikacja publiczna rzadko gdzie dociera. Trzeba mieć się gdzie przespać, trzeba gdzieś korzystać z obiektów, w których można coś zjeść, no i na koniec, miejsce gdzie można posiedzieć, pośpiewać i spędzić miło czas w razie niepogody.
Wprawdzie nie mieszkam obecnie na terenie Sudetów już 30 lat, ale dobrze znam całe to pasmo łącznie z pogórzami i przedgórzem.
To wszystko aż do końca PRL było w stanie, mówiąc najłagodniej, dość kiepskim, choć skłamałbym gdybym powiedział, że nic się nie poprawiało. W miarę upływu czasu obiekty poniemieckie niszczały, zresztą ich standard był na ogół niski. Obiekty FWP (Fundusz Wczasów Pracowniczych) były nieliczne a nowe na palcach do policzenia. Głównymi inwestorami były Zakłady Pracy oraz niektóre Związki Zawodowe, przy czym standard stawianych obiektów był różny, od drewnianych bieda-domków, przez obiekty stałe ale kiepskie - w pokoju umywalka, natryski i kibelki na wspólnym korytarzu - po nieliczne o wyższym standardzie, ale też bez "zachwytu". Do tego wszystkiego bardzo skromna baza wspólna, czyli restauracje, kawiarnie, bary, puby itd.
W górach główna atrakcja to wieże widokowe z rozległymi widokami i stoki narciarskie. Ale to nie wszystko, potrzebne są schroniska, wyciągi, niewielkie punkty gastronomiczne choćby z napojami, a w nich także toalety. Tego wszystkiego do roku 1989 prawie nie było a "toalety" prawie wyłącznie "w lesie"...
To wszystko to już historia. Bieda-domki znikły, nisko standardowe obiekty w większości przebudowano (pełen węzeł sanitarny w pokoju to prawie już reguła), zrewitalizowano stare obiekty poniemieckie i wiele z nich zaadoptowano na agroturystykę, zbudowano wiele nowych pensjonatów, hoteli, gastronomia jest prawie wzorowa, jedyne co nadal szwankuje to ta "mała gastronomia" oraz te nieszczęsne toalety.
No i jeszcze jedno bardzo ważne - coraz więcej jest obiektów przystosowanych do użytkowania nie tylko w sezonie, ale całorocznych, z basenami pod dachem, z wyposażeniem sanatoryjnym itp. I na te usługi jest spory popyt, coraz mniej tylko z Niemiec.
CZYLI WSZYSTKO PIĘKNIE, TYLKO JEDNO ALE - PRAWIE WSZYSTKIE TE INWESTYCJE I PRZEBUDOWY SĄ OBCIĄŻONE POTĘŻNYM KREDYTEM.
Znam parę osób z tego biznesu, głównie właścicieli pensjonatów i agroturystyki. Jeden z nich powiedział mi tak: takich, którzy będą w stanie przetrzymać zastój finansując tylko koszty techniczne przez rok, góra dwa, jest niewielu, reszta padnie. A ich obiekty zostaną zakupione za śmiesznie niską cenę. A przez kogo to nietrudno się domyśleć - żółte hieny już zwietrzyły padlinę...
PS.
Podejrzewam, że podobnie jest w Zakopanem i okolicznych miejscowościach górskich, choć może trochę lepiej, bo tam prywatna własność istniała już z dawien dawna i właściciele zdążyli odłożyć więcej gotówki na "czarną godzinę".
Ograniczę się do Sudetów, z tym co w innych górach nie jestem na bieżąco.
Co potrzeba do spędzenia wakacji w tym paśmie górskim?
Przede wszystkim mieć samochód, bo komunikacja publiczna rzadko gdzie dociera. Trzeba mieć się gdzie przespać, trzeba gdzieś korzystać z obiektów, w których można coś zjeść, no i na koniec, miejsce gdzie można posiedzieć, pośpiewać i spędzić miło czas w razie niepogody.
Wprawdzie nie mieszkam obecnie na terenie Sudetów już 30 lat, ale dobrze znam całe to pasmo łącznie z pogórzami i przedgórzem.
To wszystko aż do końca PRL było w stanie, mówiąc najłagodniej, dość kiepskim, choć skłamałbym gdybym powiedział, że nic się nie poprawiało. W miarę upływu czasu obiekty poniemieckie niszczały, zresztą ich standard był na ogół niski. Obiekty FWP (Fundusz Wczasów Pracowniczych) były nieliczne a nowe na palcach do policzenia. Głównymi inwestorami były Zakłady Pracy oraz niektóre Związki Zawodowe, przy czym standard stawianych obiektów był różny, od drewnianych bieda-domków, przez obiekty stałe ale kiepskie - w pokoju umywalka, natryski i kibelki na wspólnym korytarzu - po nieliczne o wyższym standardzie, ale też bez "zachwytu". Do tego wszystkiego bardzo skromna baza wspólna, czyli restauracje, kawiarnie, bary, puby itd.
W górach główna atrakcja to wieże widokowe z rozległymi widokami i stoki narciarskie. Ale to nie wszystko, potrzebne są schroniska, wyciągi, niewielkie punkty gastronomiczne choćby z napojami, a w nich także toalety. Tego wszystkiego do roku 1989 prawie nie było a "toalety" prawie wyłącznie "w lesie"...
To wszystko to już historia. Bieda-domki znikły, nisko standardowe obiekty w większości przebudowano (pełen węzeł sanitarny w pokoju to prawie już reguła), zrewitalizowano stare obiekty poniemieckie i wiele z nich zaadoptowano na agroturystykę, zbudowano wiele nowych pensjonatów, hoteli, gastronomia jest prawie wzorowa, jedyne co nadal szwankuje to ta "mała gastronomia" oraz te nieszczęsne toalety.
No i jeszcze jedno bardzo ważne - coraz więcej jest obiektów przystosowanych do użytkowania nie tylko w sezonie, ale całorocznych, z basenami pod dachem, z wyposażeniem sanatoryjnym itp. I na te usługi jest spory popyt, coraz mniej tylko z Niemiec.
CZYLI WSZYSTKO PIĘKNIE, TYLKO JEDNO ALE - PRAWIE WSZYSTKIE TE INWESTYCJE I PRZEBUDOWY SĄ OBCIĄŻONE POTĘŻNYM KREDYTEM.
Znam parę osób z tego biznesu, głównie właścicieli pensjonatów i agroturystyki. Jeden z nich powiedział mi tak: takich, którzy będą w stanie przetrzymać zastój finansując tylko koszty techniczne przez rok, góra dwa, jest niewielu, reszta padnie. A ich obiekty zostaną zakupione za śmiesznie niską cenę. A przez kogo to nietrudno się domyśleć - żółte hieny już zwietrzyły padlinę...
PS.
Podejrzewam, że podobnie jest w Zakopanem i okolicznych miejscowościach górskich, choć może trochę lepiej, bo tam prywatna własność istniała już z dawien dawna i właściciele zdążyli odłożyć więcej gotówki na "czarną godzinę".