X
Złaziłem tak wzdłuż i wszerz całe Krowiarki. Unikam jedynie odcinków z żużlem szkłem drutem kolczastym porowatym betonem . Ostatnio moje podeszwy zniknęły i zamieniły się w twardą skóre ale jak tylko wrócę z Rumunii to śmigam na bosaka. Najchętniej chodziłbym zupełnie na boso ale boję się, żeby mnie przymknęli.
Ludzie czasem pukają się w czoło widząc mnie jak na boso zasuwa na Śnieżnik, przyzwyczajeni są do stereotypu, że po górach chodzi się w ciężarowych buciorach chroniących stopy kostki skórę. Ja lubię mieć silny kontakt z ziemią i tym co na niej żyje a obuwie silnie mnie w tym ogranicza. Dla mnie buty oczywiście są potrzebne ale jedynie dla mnie w sytuacjach ekstremalnych mróz śnieg zimny deszcz. ale nawet jeśli mam przejść kikadziesiąt metrów po śniegu zasuwam na boso. Nigdy nie miałem kłopotów z korzonkami a tym bardziej ze zdrowiem. Nikogo ani nie namawiam ani nie odradzam chodzenia na boso. Niech każdy robi to co uważa za słuszne.
Ostatnio zmieniony 26-09-2006 01:07 przez Gryf, łącznie zmieniany 1 raz.
Ja również bardzo lubię chodzić na boso, ale jednak na wyprawy w góry ubieram moje stare dobre trapery
, wolę nie ryzykować i uniknąć skręcenia kostki, wywalenia się na błocie i obolałych stóp po marszu po kamieniach.
Za to po takiej solindnej wędrówce zdjęcie butów i spacerowanie na boso to jest to co tygrysy lubią najbardziej
, i mokro, czy nawet zimno, tego nie zmienią:).
Za to po takiej solindnej wędrówce zdjęcie butów i spacerowanie na boso to jest to co tygrysy lubią najbardziej
Popieram enkeli. Wyprawy w góry na bosaka traktuję jako kiepski żart lub brak rozsądku. Rozumiem, że można dać odpocząć nogom i połazić sobie po jakiejś górskiej łące/hali na bosaka. Argument, że na bosaka "ma się silny kontakt z ziemią" pozostawiam bez komentarza.
PS. Myślę, że wędrowanie po górach na golasa dostarczyłoby jeszcze większych, niesamowitych doznań, aczkolwiek niekoniecznie przyjemnych
PS. Myślę, że wędrowanie po górach na golasa dostarczyłoby jeszcze większych, niesamowitych doznań, aczkolwiek niekoniecznie przyjemnych
wedlug mnie jest to sprawa gustu i wlasnego prywatnego wyboru, nie widze w tym nic z kiepskiego zartu. Czemu chodzenie boso ma byc czyms gorszym niz w butach? Mam znajomego ktory przeszedl cale ukrainskie gory w japonkach (bo tak lubi) i nogi nie skrecil. Ja bym sie bala pojsc z plecakiem nawet na przystanek w sandalach bo mi sie jakos czesto nogi skrecaja. Wiec roznie bywa..Akurat fragment o "kontakcie z ziemia" mi sie bardzo spodobal 
Wróć do „Turystyka - pieszo i ogólnie”

