Rzeczywiście, coś w tym jest, co mówi Buba. Większym zagrożeniem dla przyrody gór są ludzie, którzy odwiedzają je raz na jakiś czas, niż rasowi góromaniacy. Turysta "od święta" posługuje się następującym schematem:
1. Jedzie w góry, by odpocząć (dosłownie - nie za bardzo chce się zmęczyć fizycznie). Tym różni się od prawdziwego górołaza, który odpoczynku od cywilizacji szuka także w wysiłku fizycznym - brzmi paradoksalnie, ale chyba mnie rozumiecie;
2. Tego typu turysta chwali się wśród znajomych, że jadąc w góry ucieka w "dzicz", w głębi duszy liczy jednak na to, że góry będą choć trochę ucywilizowane (schronisko co pół kilometra; możliwość wjazdu na każdy fajniejszy szczyt kolejką etc. etc.);
3. I to chyba jest najważniejsze - turysta "od święta" nie specjalnie przejmuje się ochroną górskiej przyrody (np. nie zaśmiecaniem), bo i tak w górach bywa raz na ruski rok;
Wzorcowym przykładem tego typu turystów są "zdobywcy" Gubałówki, którzy są dumni z pokonania jednego ze szczytów Tatr

Gubałówka jest chyba przykładem pięknie ucywilizowanej góry - pytanie, czy przyrodę tej góry zniszczyli ludzie kochający góry, czy ludzie przeze mnie opisywani?
Szczerze mówiąc, skoro tak wszystkim zależy na ochronie przyrody Karkonoszy, to czemu nie zlikwiduje się narciarskich tras zjazdowych? Czemu pozwolono na barbarzyńskie niszczenie przyrody w miejscach przygotowanych pod nartostrady na stokach Szrenicy??? Oczywiście, odpowiedź jest jedna - mamona!
P.S. W sumie wątek, który poruszyłem bardziej by się nadawał na nowy temat, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie

.
P.S.2 Osobiście, nie widzę nic złego w wędrowaniu po Kozim Grzbiecie, a przynajmniej nie widzę zagrożenia dla tej cześci Karkonoszy ze strony takich ludzi jak np. Buba.