http://www.naszesudety.pl/?p=artykulyShow&iArtykul=3910
nie jezdzie w sudety
nie jezdzie w sudety
fajny kawał albo niezla antyreklama zeby wiecej stonki nie lazlo w sudety
http://www.naszesudety.pl/?p=artykulyShow&iArtykul=3910
http://www.naszesudety.pl/?p=artykulyShow&iArtykul=3910
"ujrzałam kiedys o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną.. cała reszta jest wynikiem , że ją wybrałam"
http://picasaweb.google.pl/topeerz (biedronka.buba, osiolek.widmo)
http://www.biedronka-buba.fotosik.pl
http://picasaweb.google.pl/topeerz (biedronka.buba, osiolek.widmo)
http://www.biedronka-buba.fotosik.pl
Ale super relacja z wycieczki w Sudety! Niewątpliwie ma kobieta talent! Szkoda tylko, że nie dołączyła fotek.
Powinna pisać u nas na forum. Żeby nadrobić to niedociągnięcie - wklejam cały tekst
Najciekawsze jest, że to wszystko prawda i właśnie dlatego że to prawda, niebawem wybiorę się w Sudety!
Powinna pisać u nas na forum. Żeby nadrobić to niedociągnięcie - wklejam cały tekst
Jak to w Sudetach bywa...
Witam wszystkich
Właśnie wróciłam z dwutygodniowego urlopu w Kotlinie Kłodzkiej i Sudetach. Wstępnie miałam jechać do jakiegoś kraju śródziemnomorskiego (Egipt, Turcja, Grecja), ale za namową koleżanki w końcu zdecydowałam się na wypoczynek w polskich górach. Niestety urlopu nie mogę zaliczyć do udanych - niech ten wątek będzie ostrzeżeniem dla innych osób, które być może w przyszłości staną przed podobnym wyborem. Człowiek uczy się na błędach, ja z pewnością już nigdy go nie popełnię.
W punktach postaram się opisać w skrócie rzeczy, które najbardziej
mnie zbulwersowały...
1) Fatalne oznakowanie szlaków w Górach Bystrzyckich. Odbyłyśmy pieszą wycieczkę z Polanicy do Dusznik właśnie przez to pasmo. Osoby wybierające się bez mapy i kierujące się wyłącznie kolorem szlaku na bank tam się zgubią. My na szczęście dysponowałyśmy mapą, ale mimo to nie raz schodziłyśmy nieplanowo z wcześnie ustalonej trasy. Nie wiedzieć czemu szlak w pewnym momencie ginie, po czym pojawiają się na drzewach czerwone serduszka na białym tle... Jeżeli to jakaś ścieżka dla zakochanych to miejscowi mogliby przynajmniej pokusić się o jakieś źródełko miłości - niestety niczego takiego po drodze nie zauważyłyśmy.... Szczęśliwie dotarłyśmy do celu naszej podróży, ale okupione to było dość dużą dawką stresu i niepewności. Ale mogło być znacznie gorzej.... Gdyby wydarzyło się coś nieoczekiwanego (zasłabnięcie itp.) wezwanie pomocy okazałoby się niewykonalne - otóż wyobraźcie sobie, że w przeważającej części nie ma tam zasięgu telefonii komórkowej! Wydawało się, że w XXI wieku taka sytuacja jest mało prawdopodobna, okazuje się jednak, że w IV Rzeczypospolitej jest to na porządku dziennym. Jakoś nie wyobrażam sobie, aby w dzisiejszych czasach coś takiego spotkało mnie w normalnym, cywilizowanym kraju...
Trasa, o której piszę jest dość długa (około 20km), ale dopiero na jej końcu trafiamy do schroniska pod Muflonem. Uważam, że po drodze powinny znajdować się przynajmniej dwa podobne obiekty, w których można by w spokoju usiąść i napić się piwa... Jako zaletę wymienionego wcześniej schroniska napiszę, że serwuje on znakomite dania regionalne - pierogi dusznickie i sudeckie. Jedne z nich z soczewicą, drugie z kaszą gryczaną i mięsem. Jest też znakomity żurek. Ale to tylko mała dygresja...
2) Wody mineralne - w okolicach jest pełno odwiertów i pijalni wód mineralnych (Polanica, Duszniki, Kudowa, Lądek). W przewodniku wyczytałyśmy, że mają one bardzo różnorodne działania lecznicze i mimo niezbyt dobrego smaku (delikatnie powiedziane) działają zbawiennie na organizm. Będąc w Dusznikach wypróbowałyśmy kilka źródeł (konkretnie zdroje: Jacek i Agatka), a mając w pamięci ich dobroczynne działanie pokusiłyśmy się również o zapasy na następne dni. Nazajutrz było tragicznie. Mimo ładnej pogody spędziłyśmy cały dzień na zmianę w toalecie. Nic dziwnego - tego samego dnia w naszych butelkach wytrącił się brunatny osad, który z pewnością był przyczyną naszych żołądkowych dolegliwości. Ludzie - nie pijcie tych świństw, jeżeli Wam życie miłe! Wydawało mi się, że pewne przepisy sanitarne obowiązują i źródła przed ich udostępnieniem dla kuracjuszy poddawane są procesom filtracji i oczyszczania... Wytrącony osad w naszych butelkach sprawił, że moje przypuszczenia zostały w brutalny sposób zweryfikowane. Z pewną rezerwą będę podchodzić od tej pory do wody butelkowanej, choć jak dotąd z osadem w nich się nigdy nie spotkałam.... A może miałyśmy pecha i tylko Jacek i Agatka okazały się tak feralnymi źródłami (ze zrozumiałych względów w trakcie pobytu nie dokonywaliśmy kolejnych "degustacji", więc nasza wiedza jest w pewien sposób ograniczona....)?
3) Śnieżnik - na widokówkach z okolicy na szczycie Śnieżnika figuruje wieża widokowa, która skłoniła nas do zdobycia niniejszego szczytu. Wejście okupione zostało dość dużym wysiłkiem. Uważam, że skandalem jest, iż nikt nie pomyślał o zbudowaniu kolejki gondolowej (lub choć wyciągu krzesełkowego) na najwyższy szczyt Sudetów Wschodnich, skróciło by to znacznie czas potrzebny na jego zdobycie... Ale nie to jest w tym momencie istotne - po wejściu na rozległy wierzchołek okazało się, że wieża widokowa została podobno wysadzona 30 lat temu i ostały się jedynie gruzy. Szczerze mówiąc poczułyśmy się oszukane i mimo całkiem fajnych widoków już do końca dnia miałyśmy minorowe nastroje. Zostały one znacznie pogłębione po złożeniu wizyty w położonym nieopodal Schronisku PTTK. Aby dostać upragniony posiłek należało odczekać w półgodzinnej kolejce. Pot lał się z naszych ciał, gdyż pomimo wcale nie niskiej temperatury na zewnątrz wszystkie otwory okienne były szczelnie zamknięte. Ciepło wydobywające się z kuchni potęgowało duchotę. Gdyby taka sytuacja spotkała nas w innym miejscu nie spędziłyśmy tam nawet chwili. Niestety w pobliżu nie było żadnej alternatywy, prowiant się skończył, nie miałyśmy też ze sobą zapasowych puszek piwa. A więc zmuszone byłyśmy do skorzystania z usług lokalnego "monopolisty". Sądzę, że budowa nowego schroniska w niewielkiej odległości wymusiłaby konkurencję i podobne dantejskie sceny wcale nie musiałyby stać się naszym udziałem...
4) Jaskinie - może nie jestem jakąś szczególną miłośniczką jaskiń, ale muszę poruszyć ten temat. W planach miałyśmy dwie jaskinie - (podobno) najpiękniejszą Jaskinię Niedźwiedzią oraz (podobno równie uroczą, co Niedźwiedzia) Jaskinię Radochowską. Zwiedzenie pierwszej okazało się zupełnie niemożliwe. Wyobraźcie sobie, że wszystkie wejścia zostały "zarezerwowane" przez grupy zorganizowane z dwutygodniowym wyprzedzeniem! Uważam, że to skandal! Przynajmniej dwie godziny w trakcie dnia powinny być przeznaczone do zwiedzania przez prywatnych turystów, którzy przecież nie muszą koniecznie wiedzieć, że jaskinia cieszy się tak dużym zainteresowaniem....
Drugi punkt naszego programu (Jaskinia Radochowska) udało się zrealizować, ale mam same niedobre wspomnienia. Po pierwsze - dotarcie do jaskini wymagało przejścia około 3 km leśną drogą (uważam, że powinny być tak jakieś bezpłatne busy), po drugie - jaskinia okazała się zwykłą norą bez oświetlenia (w ciągu ostatnich lat zwiedziłam jaskinie na pd Słowacji, Węgrzech i Słowenii i wydawało się, że oświetlenie oraz seans światło-dźwięk wliczony w cenę biletu to standard), po trzecie - przewodnik za oprowadzenie po tej "norze" zażyczył sobie po 5 zł od osoby - chyba trochę dużo, biorąc pod uwagę, że jedyną atrakcją była kałuża, która w opinii przewodnika miała być jeziorem, w którym żyją unikalne gatunki owadów. Powiem tylko, że jaskinia nie jest zupełnie przygotowana do zwiedzania, momentami jest tam tak ślisko, że można się zabić. Zatem nie polecam, a wręcz przestrzegam....
5) Błędne Skały - miał tu miejsce kolejny incydent, który także wyprowadził nas z równowagi. Otóż jeden starszy pan o dość potężnej posturze idąc szlakiem zaklinował się między skałami. Jako, że miało to miejsce w połowie wyznaczonej ścieżki, a pomoc innych turystów okazała się bezskuteczna zmuszone byłyśmy do odwrotu. Przedstawiliśmy całą sytuację w kasie, żądając zwrotu przynajmniej części kosztów, jakie poniosłyśmy. Spotkaliśmy się ze zdecydowaną odmową, co uważam za skandaliczne. Nie mam nic przeciwko otyłym, ale w trosce o innych użytkowników szlaku przy wejściu powinny dokonywane być pomiary gabarytów turystów, które to pomiary skutecznie zapobiegłyby podobnym nieprzyjemnym sytuacjom. Niestety to raczej mało prawdopodobne...
6) Śnieżka - będąc w Karpaczu postanowiłyśmy "zaliczyć" największe wzniesienie Sudetów. Jakie było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że kolejka nie zawiezie nas na szczyt, tylko konieczne jest przejście jeszcze kilku kilometrów pod górę. Zdumienie to przerodziło się w gniew, jak dowiedziałyśmy, że od południowej strony na samą Śnieżkę poprowadzony jest wyciąg krzesełkowy. Jak widać obywatele Czechosłowacji potrafią, Polacy już niekoniecznie. Poza tym mimo przepięknej pogody w Karpaczu na Śnieżce panowała bardzo niska temperatura i porywisty wiatr, ale to akurat nie było problemem, gdyż uprzedzone o takich warunkach zaopatrzyłyśmy się w ciepłe sweterki. Problemem była mgła, dzięki której widoczność na 100 metrów całkowicie uniemożliwiła podziwianie górskich panoram... O tym nikt nas nie uprzedzał...
7) Wodospad Kamieńczyka - kolejny skandal. Zwiedzanie wąwozu odbywa się do godziny 17:00, przybywając na miejsce o 17:02 zostałyśmy odprawieni z kwitkiem. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w wąwozie cały czas znajdowało się wiele turystów. Strażnik okazał się osobą wyjątkowo skrupulatną i nie uległ naszym prośbom i namowom o zrobienie wyjątku. Tym samym jedna z głównych atrakcji turystycznych tamtego rejonu przeszła nam koło nosa.
Dodam jeszcze fatalne połączenia kolejowe (podróż 16-kilometrowym odcinkiem między Dusznikami a Polanicą trwa niespełna godzinę!) oraz brak rozrywek dla młodzieży w popularnych kurortach. Będąc w Polanicy chciałyśmy wybrać się na dyskotekę - mając do wyboru dancingi, na których średnia wieku uczestników przekraczała grubo 60 lat postanowiłyśmy pozostać na kwaterze.
Mam nadzieję, że osoby, które chcą odpocząć w sympatycznej atmosferze nigdy nie wybiorą się w tamten rejon. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że w przyszłym roku z pewnością nie dam się namówić na podobne propozycje. W krajach śródziemnomorskich z pewnością nie byłoby możliwe spotkanie się z taką dużą porcją absurdu i chamstwa.
Pozdrawiam serdecznie
Aneta
Najciekawsze jest, że to wszystko prawda i właśnie dlatego że to prawda, niebawem wybiorę się w Sudety!
fajny kawał albo niezla antyreklama zeby wiecej stonki nie lazlo w sudety
Z drugiej strony, do stonki nawiedzającej góry osobiście nic nie mam. Każdy ma prawo do wędrowania po górach, bez względu na to, jaką wiedzę o górach posiada, jak jest ubrany i wyekwipowany. Jeśli ktoś udaje się w góry nie posiadając elementarnej wiedzy na ich temat, bez mapy, w trampkach i ubiorze nadającym się bardziej na dyskotekę to robi to na własną odpowiedzialność. Jeżeli coś mu się stanie to będzie mógł mieć pretensję do samego siebie. Nie jestem socjalistą, który odgórnie nakazałby edukowania ludzi poprzez nakazy/zakazy, wymogi etc.
Osobną kwestią jest to, w jaki sposób zachowuje się w górach zdecydowana większość tzw. "stonki" (hałas, śmiecenie, łamanie regulaminu parków narodowych itp.).
Radus napisał:
"Nie jestem socjalistą, który odgórnie nakazałby edukowania ludzi poprzez nakazy/zakazy, wymogi etc.
Osobną kwestią jest to, w jaki sposób zachowuje się w górach zdecydowana większość tzw. "stonki" (hałas, śmiecenie, łamanie regulaminu parków narodowych itp.)."
Hm...zatem lepiej zostawic stonkę w spokoju, żeby śmieciła sobie i hałasowała w najlepsze?
A co do trampek i braku ekwipunku...i tak nasz GOPR i TOPR jest skrajnie niedofinansowany, więc jeśli wiekszość ich ,nietanich przecież, akcji ratunkowych, ma być poświęcona głupim akcjom, którym przy odpowiedniej wiedzy ratownych można by uniknąć, to ja zastanawiam się czy góry mają być elitarne czy egalitarne..?
"Nie jestem socjalistą, który odgórnie nakazałby edukowania ludzi poprzez nakazy/zakazy, wymogi etc.
Osobną kwestią jest to, w jaki sposób zachowuje się w górach zdecydowana większość tzw. "stonki" (hałas, śmiecenie, łamanie regulaminu parków narodowych itp.)."
Hm...zatem lepiej zostawic stonkę w spokoju, żeby śmieciła sobie i hałasowała w najlepsze?
A co do trampek i braku ekwipunku...i tak nasz GOPR i TOPR jest skrajnie niedofinansowany, więc jeśli wiekszość ich ,nietanich przecież, akcji ratunkowych, ma być poświęcona głupim akcjom, którym przy odpowiedniej wiedzy ratownych można by uniknąć, to ja zastanawiam się czy góry mają być elitarne czy egalitarne..?
Re: nie jedzcie w sudety
buba pisze:fajny kawał albo niezla antyreklama zeby wiecej stonki nie lazlo w sudety
http://www.naszesudety.pl/?p=artykulyShow&iArtykul=3910
"ujrzałam kiedys o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną.. cała reszta jest wynikiem , że ją wybrałam"
http://picasaweb.google.pl/topeerz (biedronka.buba, osiolek.widmo)
http://www.biedronka-buba.fotosik.pl
http://picasaweb.google.pl/topeerz (biedronka.buba, osiolek.widmo)
http://www.biedronka-buba.fotosik.pl
Hm...zatem lepiej zostawic stonkę w spokoju, żeby śmieciła sobie i hałasowała w najlepsze?
A co do trampek i braku ekwipunku...i tak nasz GOPR i TOPR jest skrajnie niedofinansowany, więc jeśli wiekszość ich ,nietanich przecież, akcji ratunkowych, ma być poświęcona głupim akcjom, którym przy odpowiedniej wiedzy ratownych można by uniknąć, to ja zastanawiam się czy góry mają być elitarne czy egalitarne..?
Tak jak wyraźnie to napisałem, osobną kwestią - czyli kwestią, której już nie chciałem rozwijać, a która jest jak najbardziej karygodna - jest zachowywanie się większości (bo nie całej) stonki w górach.
Mówiąc o "socjalistycznym sposobie edukowania" miałem na myśli wprowadzanie przepisów ograniczających wstęp do gór komukolwiek (bo kto wie, czy za jakiś czas nie pojawi się nakaz posiadania podstawowego ekwipunku alpinistycznego przy pokonywaniu Orlej Perci). Przykład z innej półki - nakaz zapinania pasów w aucie. Głupota! Ja ktoś chce jechać bez pasów to niech jedzie. Robi to na własną odpowiedzialność.
A co do niedofinansowania GOPRu i TOPRu - dla mnie to paranoja, że akcje ratownicze nie wiążą się z żadnymi kosztami ponoszonymi przez osoby korzystające z pomocy. W normalnych krajach - chociażby u naszych południowych sąsiadów - jest inaczej. Jeśli ktoś z powodu własnej głupoty będzie zmuszony skorzystać z pomocy ratowników górskich i przy tym dostanie mocno po kieszeni, to następnym razem mocno się zastanowi, czy warto wybierać się w góry bez odpowiedniego przygotowania. To zdecydowanie lepszy sposób na edukowanie ludzi niż wprowadzanie nonsensownych przepisów, np. o ruchu jednokierunkowym na Orlej Perci.
a z drugiej strony te stonki w swoisty sposób "dofinansowują" nasze ulubione schroniska, bo turyści wykwalifikowani, plecakowcy kupując nocleg we własnym śpiworze w sali wieloosobowej i biorac 2 wrzątki na dobę tego nie robią...poza tym ilu takich zostało na całe nasze góry??
Trudna to sytuacja i dobrego wyjścia nie ma...co do Orlej Peci...też nie jestem zadowlony z blokady szlaku z jednej strony.
Trudna to sytuacja i dobrego wyjścia nie ma...co do Orlej Peci...też nie jestem zadowlony z blokady szlaku z jednej strony.
Radus pisze:Przykład z innej półki - nakaz zapinania pasów w aucie. Głupota! Ja ktoś chce jechać bez pasów to niech jedzie. Robi to na własną odpowiedzialność.
Pod warunkiem, że nie będzie chciał skorzystać ze szpitala... Bo wtedy - niestety - koszty leczenia pokrywamy wszyscy.
Ale artykuł - pierwsza klasa. Widać, że to podsycka, ale w niezłym stylu!!!
Pod warunkiem, że nie będzie chciał skorzystać ze szpitala... Bo wtedy - niestety - koszty leczenia pokrywamy wszyscy.
Tak się akurat składa, że jestem za płatną służbą zdrowia, więc wyczekuję z ustęsknieniem chwili, gdy nakaz jeżdżenia w pasach zostanie zniesiony, a za leczenie trzeba będzie płacić
W naszym kraju pacjent ma jak w raju...głupie pijaczysko przywieziona nieprzytomne z trawnika do Szpitala ma komplet badań za free, a staruszkowie za 500zł renciny stoją w kilometrowych kolejkach do lekarzy...wszystko topi się w ZUS i NFZ...wszystko czyli kasa narodu...płatna służba zdrowia?...dla bogatych to wariant najlepszy...ja wolę aby stworzyć konkurenta dla ZUS, albo nawet kilku.
...trochę odbiegłem od tematu...Radus...jeszcze tylko 1015 postów i dogonisz apolla!
PS - co powiecie na coś w rodzaju patroli na najbardziej uczęszczanych szlakach i wlepianie mandatu za śmiecenie np 500zł?
...trochę odbiegłem od tematu...Radus...jeszcze tylko 1015 postów i dogonisz apolla!
PS - co powiecie na coś w rodzaju patroli na najbardziej uczęszczanych szlakach i wlepianie mandatu za śmiecenie np 500zł?
co powiecie na coś w rodzaju patroli na najbardziej uczęszczanych szlakach i wlepianie mandatu za śmiecenie np 500zł?
ja byłbym za płaceniem 50 zyla albo po dwa bronki za każdą reklamówkę ze śmieciami zniesioną z gór.
Pewnej jesieni wybrałem się na Szrenicę FIS-em i zacząłem zbierać śmieci. Na początku ścianki myślałem że nie doniosę => przez niecały kilometr zebrałem dwie wypchane reklamówki, a to przecież w zasadzie nie jest żaden udostępniony szlak. Te wszystkie śmieci musiały zostać po narciarzach ...

Wróć do „Turystyka - pieszo i ogólnie”

