Satan pisze:Co ja tu czytam: "szaleńczy" , "mijam trabanta" , " 60km/h"...itp - a Ty się podajesz za takiego starzejącego się leniuszka i wygodnickiego!!
A prawda taka jest, żeś Ty pieron jeden

No bo wiesz, jakby Ci tu..., po prostu w dół nie trzeba pedałować! Stąd te określenia. Ale ostatnio troszkę spokorniałem. Otóż pędzę, sobie pędzę z Niktu w dół przez Izery, na liczniku 35 km/h, aż tu nagle pojawia się lekki zakręt, a ja tylko widzę, jak wjeżdżam w podłużną i wilgotną radlinkę, najeżoną głazikami, rower zostaje w miejscu a ja wylatuję jak z procy. Niktu myślał, że mnie będzie zbierał i wzywał GOPR, żeby zabrali kościotrupa (czyli mnie)

, ale nic mi nie było. I co dziwne, rower kolizję przeżył bez szwanku, tylko siodełko się rozpadło. Chyba ze strachu, w ostatniej chwili za mocno narobiłem w gacie.
Ale rower to rzeczywiście frajda. Pamiętam, gdy kiedyś człapało się z plecakiem z Orla do Chatki Górzystów godzinkę, a tu, na rowerze, hop, 10 minut i odcinek przebyty. Paluszki lizać, mniam, mniam.
Na razie jeżdżę zamiast rowerem czysto teoretycznie, gdyż dwuślad zamieniłem na czteroślad - czytaj: wózek.

Jestem Starym Wygą, jestem Starym Wygą...
Nawet GPSu górnolotna myśl techniczna,
nie zastąpi wrażeń, jakie daje Ci ZWYKŁA MAPA TOPOGRAFICZNA!!!
Dobrze, że w górach są szosy - przynajmniej wszędzie można dojechać samochodem...