Strona 1 z 1

Góry Izerskie są nudne pieszo...

: 29-03-2008 20:38
autor: mariomar
... i nie ma co się oszukiwać. Bo człapanie ze Świeradowa Zdroju przez Stóg Izerski, Wysoką Kopę i Wysoki Kamień do Szklarskiej Poręby, to i zadanie monotonne, i na jeden dzień bardzo długie. Natomiast co innego rower. Góry Izerskie dla roweru to wymarzona sprawa - a i w jeden dzień można je przejechać całe i to w dwie strony. Oto, co mi się udało spłodzić z kumplem w Izerach:

Start: Jakuszyce
Jedziemy najpierw wokół całego Worka Jakuszyckiego, potem przez Orle i Chatkę Górzystów na Stóg Izerski. Stąd przez Polanę Izerską i Wysoką Kopę na Izerskie Garby, skąd przez Rozdroże pod Cichą Równią do Jakuszyc. Cała traska to 3 godziny czystej jazdy, a długość - niebagatela - około 60 km.

No i po co się tyle pałować pieszo? :wink:

: 29-03-2008 21:01
autor: Satan
Łee tam...bzdura. Nie ma nudnych gór dla piechurów.
60km w 3h po górach? Gratuluję kondychy!

: 30-03-2008 13:24
autor: seba123
wszystko pięknie, ale najwcześniej w połowie maja bo teraz w Izerach jest 60-80 cm śniegu :lol: :lol: :lol:

: 30-03-2008 16:59
autor: mariomar
Wiadomo, że jak się pruje w dół z prędkością 50-60 km na godz., to kilometry same lecą na trasie. Wówczas kilkukilometrowy, WSPANIAŁY, SZALEŃCZY zjazd asfaltem z Izerskich Garbów przez kamieniołom i Rozdroże pod Cichą Równią do Jakuszyc zajmuje... 5 minut.

Dodam, że tak plaskate Góry Orlickie, znajdujące się po czeskiej stronie granicy, które długie są na kilkadziesiąt km, rowerem też można przejechać w jeden dzień. Udało mi się raz wyjechać z Kunstatu - Orlickego zahori, pojechać doliną Dzikiej Orlicy w dół (pięęęęęękna), potem Neratov i przed Bartosovicami v Orlickych horach wbiłem się na główny grzbiet. Tutaj kierunek pn. - przez Anenskyh vrch (co za bunkry) i Kunstatską kaple na Velką Destnę. Stąd znów SZALEŃCZY zjazd do Masarykovej chaty. Zjeżdżając, minąłem, jadącego w dół trabanta z przyczepką, kótry "pruł" 50 km/h. Ledwo się zmieściliśmy na wąskiej nitce asfaltu w chwili, gdy go mijałem. A potem zapomniałem, że tuż przed chatą są dwa ostre zakręty i... mało nie pojechałem prosto lasu. Ależ mną wtedy zarzuciło.
A od Masarykovej piękny, SZALEŃCZY zjazd szosą do Kunstatu. Ponad 50 km, a tu człowiek ma jeszcze całe popołudnie, by sobie poleniuchować na tarasie hotelu w Kunstacie, z pięknym widokiem na polskie Góry Bystrzyckie. A co!

Słodki batonik :wink:

: 30-03-2008 18:09
autor: Satan
Co ja tu czytam: "szaleńczy" , "mijam trabanta" , " 60km/h"...itp - a Ty się podajesz za takiego starzejącego się leniuszka i wygodnickiego!!
A prawda taka jest, żeś Ty pieron jeden 8)

: 30-03-2008 18:49
autor: Michał
Nuu, Pany, zapodaliście ważny dla mnie temat. Izerskie i okolice atakuję bajkiem następny dzień po zlocie sudety.it. Chociaż Seba 123 zaniepokoiłeś mnie tym śniegiem. Ale myślę, nie będzie tak źle.
Michał.

: 30-03-2008 20:07
autor: seba123
hi hi, w zeszłym roku, jak kończyliśmy sezon z Walterem to też rowerzystów spotkaliśmy, ale wymiękli... może się spotkamy

: 01-04-2008 19:24
autor: mariomar
Satan pisze:Co ja tu czytam: "szaleńczy" , "mijam trabanta" , " 60km/h"...itp - a Ty się podajesz za takiego starzejącego się leniuszka i wygodnickiego!!
A prawda taka jest, żeś Ty pieron jeden 8)


No bo wiesz, jakby Ci tu..., po prostu w dół nie trzeba pedałować! Stąd te określenia. Ale ostatnio troszkę spokorniałem. Otóż pędzę, sobie pędzę z Niktu w dół przez Izery, na liczniku 35 km/h, aż tu nagle pojawia się lekki zakręt, a ja tylko widzę, jak wjeżdżam w podłużną i wilgotną radlinkę, najeżoną głazikami, rower zostaje w miejscu a ja wylatuję jak z procy. Niktu myślał, że mnie będzie zbierał i wzywał GOPR, żeby zabrali kościotrupa (czyli mnie) :wink: , ale nic mi nie było. I co dziwne, rower kolizję przeżył bez szwanku, tylko siodełko się rozpadło. Chyba ze strachu, w ostatniej chwili za mocno narobiłem w gacie. :wink: :wink: :wink:

Ale rower to rzeczywiście frajda. Pamiętam, gdy kiedyś człapało się z plecakiem z Orla do Chatki Górzystów godzinkę, a tu, na rowerze, hop, 10 minut i odcinek przebyty. Paluszki lizać, mniam, mniam. :wink:

Na razie jeżdżę zamiast rowerem czysto teoretycznie, gdyż dwuślad zamieniłem na czteroślad - czytaj: wózek. :wink:

: 01-04-2008 19:58
autor: Satan
mariomar pisze:Na razie jeżdżę zamiast rowerem czysto teoretycznie, gdyż dwuślad zamieniłem na czteroślad - czytaj: wózek. :wink:


Ufff....a już myślałem, żeś się na quady przesiadł... :o

: 01-04-2008 20:45
autor: Apollo
mariomar pisze:Ale rower to rzeczywiście frajda. Pamiętam, gdy kiedyś człapało się z plecakiem z Orla do Chatki Górzystów godzinkę, a tu, na rowerze, hop, 10 minut i odcinek przebyty.

A jaka frajda na biegówkach zapodać tym odcinkiem... Hmmm... ;)

: 02-04-2008 06:13
autor: buba
a ja jednego nie rozumiem...jak jakis teren jest nudny, to chyba jest nudny niezaleznie czy przemierzasz go pieszo, rowerem, konno czy w psim zaprzegu... czy po prostu ciekawe punkty sa od siebie daleko rozmieszczone??

: 11-04-2008 18:50
autor: mariomar
Widzisz, Buba, bo Ty widzisz świat do góry nogami. Stąd ten Twój odmienny punkt WIDZENIA. 8)

: 11-08-2009 15:55
autor: Spirit
buba pisze:a ja jednego nie rozumiem...jak jakis teren jest nudny, to chyba jest nudny niezaleznie czy przemierzasz go pieszo, rowerem, konno czy w psim zaprzegu... czy po prostu ciekawe punkty sa od siebie daleko rozmieszczone??

No nie zgodzę się, teren, który jest nudny pieszo na rowerze np. zmienia się nie do poznania bo z perspektywy roweru świat wygląda inaczej :wink: , poza tym rowerem jest większa frajda jechać po płaskim niż iść i można rozwinąć zawrotne szybkości czego pieszo się raczej nie da chyba że ktoś sprintem biega lepiej niż biegaczki z Kenii :wink:.

: 11-08-2009 17:12
autor: seb_135
no, dla mnie to jak woda na młyn :D

świat z perspektywy dwóch kół wygląda diametralnie inaczej, nawet abstrahując od otoczenia - 65 km/h to mogę jechać nawet mając wokół pustą, białą przestrzeń (nie mylić ze śniegiem :P).