Okolice Strzelina słyną od zawsze z kopalni kamienia. W niedawnych jeszcze czasach były to przeważnie byłe kopalnie kamienia, wykorzystywane głównie jako miejsce kąpieli przez autochtonów, w tym przeze mnie. Ostatnio jednak koniunktura na kamień polepszyła się ze względu na szaleńczy pęd naszej gospodarki, przygotowania do olimpiady i inne czynniki. Większość byłych kopalni stała się czynnymi kopalniami, głównie granitu. Przyszedł mi więc do głowy pomysł, aby przekonać się jak wyglądają teraz miejsca, w których niegdyś uczyłem się pływać.
Wyruszyłem z Białego Kościoła. W samej wsi znajdują się dwa byłe wyrobiska i nic nie wskazuje na to, by miały być jeszcze kiedykolwiek używane do wydobywania kamienia. Pierwsze jest w centrum wsi, obok szkoły podstawowej i wygląda tak:
Drugie jest jednak o wiele ciekawsze. Pomimo, że otaczające je drzewa widzę z okna, to o istnieniu wyrobiska dowiedziałem się przypadkiem, lustrując okolicę przy pomocy Google Maps. Jest ono na terenie prywatnym i lepiej nie afiszować się z wizytą tam. Dojechałem tam zjeżdżając obok pierwszych "kamyków" polną drogą, zagrodzoną w pewnym miejscu elektrycznym pastuchem, podczas gdy koń, którego rzeczony pastuch powinien strzec, pasł się obok. Samo wyrobisko jest dużo bardziej efektowne niż to w centrum wsi i wygląda tak:
Kiedyś pewien znajomy którego tam zabrałem ocenił to miejsce jako idealne do spotkań biznesowych lokalnego półświatka z gośćmi zza wschodniej granicy. Trudno się z nim nie zgodzić.
Powróciłem do Białego Kościoła asfaltem idącym z Dębnik i udałem się w stronę Górki Sobockiej. Wyjeżdżając z Białego na skrzyżowaniu z drogą 395 do Ziębic coś mnie podkusiło, aby nie jechać asfaltem przez Wąwolnicę, tylko udać się zachęcająco wyglądająco polną drogą naprzeciwko, która "i tak musi się z tamtą kiedyś połączyć" Forumowicze - nie jedźcie tą drogą, jeżeli przyjdzie wam kiedyś do głowy jechać po moich śladach. Po kilkuset metrach szeroka polna droga najpierw zarosła chwastami a potem zamieniła się w zachwaszczone pole. Przepraszam rolnika któremu wjechałem w szkodę, a wjechałem dosłownie po same po pachy. Wyglądało to mniej więcej tak:
Dojechałem jednak jakoś do drogi z Wąwolnicy do Gołostowic a stamtąd skręciłem do Górki, gdzie na bramie kopalni (czynnej jak się okazało) zatrzymał mnie strażnik, który stwierdził, że tam się nie wjeżdża. Jednak po namowie i zapewnieniu, że chcę tam wejść w celu czysto turystycznym zezwolił mi na wykonanie kilku zdjęć:
Widoki iście norweskie, zapierające dech w piersi. Żałuję, że nigdy nie miałem okazji tam popływać. Długo zastanawiałem się, czy Górki nie pominąć podczas mojej wycieczki, bo leży nieco z boku pozostałych wyrobisk, ale szczęśliwie ambicja mi na to nie pozwoliła.
Z Górki Sobockiej pojechałem drogą do Strzelina. Tamtejsze kamieniołomy są największe w okolicy (podobno też największe w Europie). Objechałem główne wejście (nie miałem zamiaru zwiedzać czynnej części kopalni) i zacząłem od obejrzenia tzw. "Żwirowni". Niegdyś, w pierwszej połowie lat 90tych było tam całkiem miłe miejsce na wagary. Potem jednak zaczęto to miejsce wykorzystywać do płukania kamienia, i teraz wygląda raczej niezbyt zachęcająco:
Znad żwirowni pojechałem do głównego, tytułowego, największego, najgłębszego i jeszcze kilka innych naj- strzelińskiego wyrobiska. Naprawdę robi duże wrażenie:
W tle majaczy strzeliński zakład penitencjarny, jednak czasy kiedy po wyrobisku uganiali się z kilofami jego weseli mieszkańcy w pasiastych kostiumach dawno minęły. Teraz zastąpili ich m.in. kierowcy takich wielkich maszyn:
Wiem, że to nieprawdziwe określenie (np. z powodu Bełchatowa) ale lubię pieszczotliwie określać Strzelin jako "największa dziura w Europie". Wyjeżdżając stamtąd zostałem przychwycony przez strażnika który spytał się co ja tu robię. Minę miał trochę kwaśną, bo złapał mnie gdy już wyjeżdżałem z kopalni, a nie przy wjeździe. Wytłumaczyłem mu więc, że zabłądziłem i czym prędzej opuściłem teren kopalni.
Ze Strzelina pojechałem przez Wzgórze Parkowe niebieskim szlakiem rowerowym do wsi Gęsiniec, gdzie tamtejsza kopalnia także magicznie odżyła. Mimo to w zalanej części wyrobiska spotkałem paru pływających przedstawicieli lokalnej młodzieży. Samo wyrobisko z daleka wydaje się dość płytkie:
Z Gęsińca udałem się drogą w stronę Dębnik, by po kilkuset metrach skręcić w czarną ścieżkę rowerową jadącą do wsi Gościęcice. Tam znajdują się najbardziej chyba popularne "kamyki", wciąż licznie odwiedzane przez mieszkańców okolic:
Następne w kolejce były kamieniołomy kwarcytu w Jegłowej. Ich zalana część nosi przydomek "Dwójka", chociaż nic mi nie wiadomo o żadnej "Jedynce". Plan był taki, żeby szlakiem czerwonym pieszym udać się do "Skrzyżowania pod Dębem" a stamtąd czarnym łącznikiem i zielonym rowerowym dojechać do Krzywiny, gdzie tak naprawdę znajduje się kopalnia. Plan udał się dość dobrze. Po drodze natknąłem się na tablicę informacyjną sygnowaną przez strzelińskie starostwo:
Nie mogę się w tym momencie oprzeć przed skomentowaniem takich tablic. Jest taki język programowania o nazwie "brainfuck" który został wymyślony dla żartu, aby być najtrudniejszym możliwie językiem programowania (próba nieudana - najtrudniejszy jest język malbolge). Otóż powyższa tablica jest dla mnie równie czytelna jak język brainfuck, czyli wcale. Pomijając to, że ścieżki wymienione na niej, nie zawsze istnieją, to na pewno nie udałoby mi się dojechać za jej pomocą do Jegłowej. Dotarłem tam więc za pomocą swojego zmysłu orientacji i mapy turystycznej. Wizyta w Jegłowej, gdzie spodziewałem się zobaczyć niewielki staw pośród drzew wypełniony wodą czystą krystalicznie jak przystało na kopalnie kryształu, zrobiła na mnie największe wrażenie, i to bynajmniej nie pozytywne. Wyrobisko wznowiło pracę i po dwójce zostało kilka kikutów drzew wystających z o wiele płytszego niż kiedyś stawu na dnie ogromnego wyrobiska:
Ryby w tym stawie jednak zostały, bo miejscowi łowią je z zapałem.
Po Jegłowej zostały mi tylko Gębczyce. Żółtym szlakiem obok wyrobiska w Jegłowej dojechałem do zielonej trasy rowerowej. Tam w leśniczówce koła łowieckiego natknąłem się na biesiadujących nauczycieli z pobliskiego Przeworna, którzy poczęstowani mnie jadłem oraz napitkiem i którzy mocno nalegali żebym został dłużej. Z trudem oparłem się ich naleganiom i ruszyłem dalej. Objeżdżając Gromnik dojechałem do Romanowa, skąd było już tylko z górki.
Gębczyce to moje ulubione kamyki. Czysta woda, mało ludzi oraz oszałamiające widoki powodowały, że zjawiałem się tam kiedy tylko pozwalała pogoda. Niestety dla mnie także i tam powróciła gospodarka i znów wydobywa się tam kruszywo. Ponieważ gdy tam dojechałem było już ciemno, nie zrobiłem żadnego zdjęcia. Zresztą i tak strażnik nie wpuścił mnie na teren zakładu, a ponieważ strażnik miał około metra w kłębie, wielkie kły i groźnie warczał nie wdawałem się w zbędne dyskusje. Oto jak tamte wyrobisko wyglądało kilka lat temu:
Aby zobaczyć jak wyględa teraz najlepiej (tak by nie narażać się na rozmowę ze strażnikiem) podjechać z Gębczyc szlakiem żółtym w stronę Gromnika gdzie po kilkuset metrach można zobaczyć całe olbrzymie czynne wyrobisko z częścią zalaną.
Gębczyce są za miedzą Białego Kościoła, więc do domu było już blisko. Cała trasa liczyła ponad 60km, zajęła mi ponad 4 i pół godziny a na drugi dzień miałem zakwasy nawet na pośladkach. Ale w przyszłą środę znowu gdzieś pojadę, bo ja po prostu lubię jeździć na rowerze
Tutaj jest link do mapy przejechanej trasy:
https://maps.google.com/maps/ms?msid=20 ... 46b0&msa=0
A tutaj ślad GPS wraz z wszystkimi zdjęciami zrobionymi podczas wycieczki:
http://www.sports-tracker.com/#/workout ... ckj6qgchm7
Przepraszam za jakość, ale wszystkie zdjęcia były robione telefonem.