A co to jest kosmetyczka? Mydło, pasta do zebów, szczoteczka , ręcznik w woreczku foliowym?
Sandały?. Po co? Jedne buty i wystarczy. Chyba , że po drodze jakieś schroniska wymagające obuwia zastępczego. Jak nie dasz rady w jednym , to znaczy masz złe.
20 kg plecak- podziwiam, nie daję rady. 15 to max. Fakt, mówię o wyjeździe 10 dniowym, bo na takie najczęsciej jeżdżę , kiedy to problem wagi odgrywa rolę. Zresztą powyżej 2 dni to niewielka różnica.
Mata samopompujaca - tylka zimą. I to nie zawsze.
Jak masz siły to noś. Tylko potem się nie dziw. Nic nie ma za darmo.
Powitanie i prośba o poradę dot. ekwipunku
15 kilogramów na 10 dni to max. co mogę wziąć. Przy założeniu, że wezmę dużo jedzenia. Dwudziestokilogramowy plecak chyba musiałbym brać na miesiąc. Oczywiście da się lżej. Taki Andrew Skurka na 350 milowy trek spakował się (z żarciem) w niecałe 16 kilo.
Wody wcale nie trzeba gotować, wystarczy tabletka odkażająca i oszczędza się niemożliwie wiele gazu. Fakt, że smakuje podle, ale i tak przy wodzie źródlanej trzeba się suplementować jakimś litorsalem, czy innym isostarem, więc smak można podrasować.
Wody wcale nie trzeba gotować, wystarczy tabletka odkażająca i oszczędza się niemożliwie wiele gazu. Fakt, że smakuje podle, ale i tak przy wodzie źródlanej trzeba się suplementować jakimś litorsalem, czy innym isostarem, więc smak można podrasować.
mareki pisze:Sandały?. Po co? Jedne buty i wystarczy. Chyba , że po drodze jakieś schroniska wymagające obuwia zastępczego. Jak nie dasz rady w jednym , to znaczy masz złe.
A jak cie miejscowi zaprosza do siebie do domu a ty wleziesz w ubloconych po kolana trepach to moga nie byc zachwyceni... a potok jak przechodzic? moczac cale buty czy boso? ja dwa razy noge rozcielam, raz tak ze musialam wracac do domu.. wiec wole w sandalach.. A jak buty przemokna i trzeba je powiesic nad ogniskiem?
mareki pisze:A co to jest kosmetyczka? Mydło, pasta do zebów, szczoteczka , ręcznik w woreczku foliowym?
.
Ja akurat recznika nigdy nie zabieram, mozna sie wytrzec w brudna podkoszulke a potem ja wyprac. a do kosmetyczki dodaje jeszcze krem na slonce, grzebien, płyn przeciw owadom, nozyczki, pęsete i igłe z nicia
Choc to wszystko o czym mowimy od poczatku tematu to tylko kwestia redukcji potrzeb. Znam goscia ktory w gory zabieral tylko noz, zapalki,maly kubeczek, kompas i mape. Spal pod drzewem, jak zmoknal to suszyl ciuchy na sobie( i nie byly to materialy o trudnych angielskich nazwach
Jadl owoce lesne, grzyby, zaby, slimaki, herbate z ziol lub sosnowych igiel i to co mu dali turysci/pasterze/miejscowi.. Potrzebne rzeczy zredukowal ponizej kilograma. A plecak do zera bo nosil "bagaze" w kieszeniach i przy pasku
Nie powiem- bardzo mi zaimponowal
no ale ja niestety jestem mięczak
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "
na wiecznych wagarach od zycia...
na wiecznych wagarach od zycia...
mareki pisze:A co to jest kosmetyczka? Mydło, pasta do zebów, szczoteczka , ręcznik w woreczku foliowym?
A widzisz - kosmetyczkę biorę w góry, ale zawiera ona bardzo dużo przydatnych rzeczy, m.in. szczoteczkę do zębów, mini-pastę do zębów, mini-zestaw naprawczy (igła, nici, penseta), zapasowe sznurówki, mini-mydełko, jednorazówki szamponu, ręcznik z mikrofibry rozmiar M (w żadnym wypadku w woreczku foliowym, bo się zaśmierdzi albo co).
mareki pisze:Sandały?. Po co? Jedne buty i wystarczy. Chyba , że po drodze jakieś schroniska wymagające obuwia zastępczego. Jak nie dasz rady w jednym , to znaczy masz złe.
Akurat buty to mam bardzo dobre - La Sportiva Tibet - mają już 8 lat i nie chcą się "zepsuć"... A jak się "zepsują", to kupię sobie identyczne.
Oczywiście mają ślady zużycia, ale nie przeciekają i nie mają żadnych dziur.
Parę lat temu na treku w Rumunii szedłem strumieniem górskim przez 1h i nalało mi się do butów z góry, tak że przez 2 dni schły. I te dwa dni spędziłem z sandałami na nogach.
mareki pisze:20 kg plecak- podziwiam, nie daję rady. 15 to max. Fakt, mówię o wyjeździe 10 dniowym, bo na takie najczęsciej jeżdżę , kiedy to problem wagi odgrywa rolę. Zresztą powyżej 2 dni to niewielka różnica.
Zależy jeszcze na jaki wyjazd się jedzie. Jak wiesz, że masz możliwość codziennie zahaczyć o wioskę albo chociaż o strumień, to możesz zabrać mniej jedzenia i wody (a to waży zawsze najwięcej). Chociaż ja nigdzie nie ruszam się bez minimum 2 x 1,5l wody.
Zależy to też jeszcze m.in. od ilości ludzi na wyjeździe. Bo przecież co drugi nie będzie brał kuchenki, gazu i garów czy apteczki.
marcello2 pisze:[
Zależy to też jeszcze m.in. od ilości ludzi na wyjeździe. Bo przecież co drugi nie będzie brał kuchenki, gazu i garów czy apteczki.
choc zwykle najbezpieczniej liczyc na siebie a nie na innych z ekipy..
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "
na wiecznych wagarach od zycia...
na wiecznych wagarach od zycia...