Strona 5 z 6

: 18-03-2012 21:51
autor: mareki
A co to jest kosmetyczka? Mydło, pasta do zebów, szczoteczka , ręcznik w woreczku foliowym?
Sandały?. Po co? Jedne buty i wystarczy. Chyba , że po drodze jakieś schroniska wymagające obuwia zastępczego. Jak nie dasz rady w jednym , to znaczy masz złe.
20 kg plecak- podziwiam, nie daję rady. 15 to max. Fakt, mówię o wyjeździe 10 dniowym, bo na takie najczęsciej jeżdżę , kiedy to problem wagi odgrywa rolę. Zresztą powyżej 2 dni to niewielka różnica.
Mata samopompujaca - tylka zimą. I to nie zawsze.
Jak masz siły to noś. Tylko potem się nie dziw. Nic nie ma za darmo.

: 18-03-2012 22:45
autor: Human
15 kilogramów na 10 dni to max. co mogę wziąć. Przy założeniu, że wezmę dużo jedzenia. Dwudziestokilogramowy plecak chyba musiałbym brać na miesiąc. Oczywiście da się lżej. Taki Andrew Skurka na 350 milowy trek spakował się (z żarciem) w niecałe 16 kilo.

Wody wcale nie trzeba gotować, wystarczy tabletka odkażająca i oszczędza się niemożliwie wiele gazu. Fakt, że smakuje podle, ale i tak przy wodzie źródlanej trzeba się suplementować jakimś litorsalem, czy innym isostarem, więc smak można podrasować.

: 19-03-2012 08:53
autor: buba1
mareki pisze:Sandały?. Po co? Jedne buty i wystarczy. Chyba , że po drodze jakieś schroniska wymagające obuwia zastępczego. Jak nie dasz rady w jednym , to znaczy masz złe.


A jak cie miejscowi zaprosza do siebie do domu a ty wleziesz w ubloconych po kolana trepach to moga nie byc zachwyceni... a potok jak przechodzic? moczac cale buty czy boso? ja dwa razy noge rozcielam, raz tak ze musialam wracac do domu.. wiec wole w sandalach.. A jak buty przemokna i trzeba je powiesic nad ogniskiem?

mareki pisze:A co to jest kosmetyczka? Mydło, pasta do zebów, szczoteczka , ręcznik w woreczku foliowym?
.


Ja akurat recznika nigdy nie zabieram, mozna sie wytrzec w brudna podkoszulke a potem ja wyprac. a do kosmetyczki dodaje jeszcze krem na slonce, grzebien, płyn przeciw owadom, nozyczki, pęsete i igłe z nicia


Choc to wszystko o czym mowimy od poczatku tematu to tylko kwestia redukcji potrzeb. Znam goscia ktory w gory zabieral tylko noz, zapalki,maly kubeczek, kompas i mape. Spal pod drzewem, jak zmoknal to suszyl ciuchy na sobie( i nie byly to materialy o trudnych angielskich nazwach ;) )
Jadl owoce lesne, grzyby, zaby, slimaki, herbate z ziol lub sosnowych igiel i to co mu dali turysci/pasterze/miejscowi.. Potrzebne rzeczy zredukowal ponizej kilograma. A plecak do zera bo nosil "bagaze" w kieszeniach i przy pasku :D i tak szedl tygodniami przez cale Karpaty. Jak go spotkalismy byl juz ponad miesiac w drodze. Wygladal kwitnaco!
Nie powiem- bardzo mi zaimponowal :D
no ale ja niestety jestem mięczak :lol:

: 19-03-2012 23:49
autor: marcello2
mareki pisze:A co to jest kosmetyczka? Mydło, pasta do zebów, szczoteczka , ręcznik w woreczku foliowym?


A widzisz - kosmetyczkę biorę w góry, ale zawiera ona bardzo dużo przydatnych rzeczy, m.in. szczoteczkę do zębów, mini-pastę do zębów, mini-zestaw naprawczy (igła, nici, penseta), zapasowe sznurówki, mini-mydełko, jednorazówki szamponu, ręcznik z mikrofibry rozmiar M (w żadnym wypadku w woreczku foliowym, bo się zaśmierdzi albo co).


mareki pisze:Sandały?. Po co? Jedne buty i wystarczy. Chyba , że po drodze jakieś schroniska wymagające obuwia zastępczego. Jak nie dasz rady w jednym , to znaczy masz złe.


Akurat buty to mam bardzo dobre - La Sportiva Tibet - mają już 8 lat i nie chcą się "zepsuć"... A jak się "zepsują", to kupię sobie identyczne.
Oczywiście mają ślady zużycia, ale nie przeciekają i nie mają żadnych dziur.

Parę lat temu na treku w Rumunii szedłem strumieniem górskim przez 1h i nalało mi się do butów z góry, tak że przez 2 dni schły. I te dwa dni spędziłem z sandałami na nogach. :D


mareki pisze:20 kg plecak- podziwiam, nie daję rady. 15 to max. Fakt, mówię o wyjeździe 10 dniowym, bo na takie najczęsciej jeżdżę , kiedy to problem wagi odgrywa rolę. Zresztą powyżej 2 dni to niewielka różnica.


Zależy jeszcze na jaki wyjazd się jedzie. Jak wiesz, że masz możliwość codziennie zahaczyć o wioskę albo chociaż o strumień, to możesz zabrać mniej jedzenia i wody (a to waży zawsze najwięcej). Chociaż ja nigdzie nie ruszam się bez minimum 2 x 1,5l wody.
Zależy to też jeszcze m.in. od ilości ludzi na wyjeździe. Bo przecież co drugi nie będzie brał kuchenki, gazu i garów czy apteczki.

: 20-03-2012 08:28
autor: mareki
Czyli jak widać, każdy robi to inaczej, inne ma potrzeby, które przewiduje itd.

: 20-03-2012 09:36
autor: buba1
marcello2 pisze:[
Zależy to też jeszcze m.in. od ilości ludzi na wyjeździe. Bo przecież co drugi nie będzie brał kuchenki, gazu i garów czy apteczki.


choc zwykle najbezpieczniej liczyc na siebie a nie na innych z ekipy..

: 20-03-2012 10:01
autor: marcello2
buba1 pisze:choc zwykle najbezpieczniej liczyc na siebie a nie na innych z ekipy..


Co racja to racja
Ostatnio jak jechałem z kumplem na Wielką Fatrę on miał zabrać gaz, a mój miał zostać w aucie jako rezerwa na 2 ostatnie z 5 dni, na jakie jechaliśmy
Ale kumpel w ogóle zapomniał zabrać gazu z domu, ja mój zabrałem, ale... został w bagażniku auta, a my poszliśmy w góry z garami, kuchenką i żarciem, które przydały się dopiero 3 dnia na kolację jak wróciliśmy do auta :shock:

: 20-03-2012 18:02
autor: Satan
W tym temacie syty głodnego nie przekona :D
Mój plecak na wyjazdy typu Ukraina, Rumunia, Bałkany waży minimum 20kg. :mrgreen: I co mi tam...odpocznę w domu :mrgreen:
Rozwiązania L&F jakoś nie dla mnie, choć może z czasem się przekonam.
Obecnie mam Pajak Kalahari - ciężki, pancerny wór. Namiot to Marabucik Baltoro, czyli 3,5kg. :mrgreen: Cóż ramiona bolą (najbardziej w pierwszy dzień), ale plecak, jak i namiot przeżyły wiele w w/w miejscach i nigdy nie zawiodły. A to ważne. Co do wody. Zawsze zabieram na trasę 2 butelki PET po 1,5l. Nikt mnie nie przekona, żeby zabrać mniej. W ostatnich latach przekonałem się do liofilizatów. Drogie, ale lekkie, pożywne i smaczne.

Każdy musi wyrobic sobie "swój styl" na dłuższe, plecakowe eskapady, natomiast maksyma - "lepiej nosić, niż się prosić", pozostanie zawsze aktualna.

: 20-03-2012 18:08
autor: buba1
Satan pisze:Każdy musi wyrobic sobie "swój styl" na dłuższe, plecakowe eskapady, natomiast maksyma - "lepiej nosić, niż się prosić", pozostanie zawsze aktualna.


Satan, w pelni sie z toba zgadzam! a jak chce zeby mi plecy odpoczywaly to jade na wycieczke objazdowa skodusia :D

Satan pisze: W ostatnich latach przekonałem się do liofilizatów. Drogie, ale lekkie, pożywne i smaczne.

.


A nie chce ci sie po nich pic? bo ja jestem w stanie wygulgac poltora litra po takim obiedzie (najlepiej wina ;) )

: 20-03-2012 19:03
autor: Human
Proponuję spróbować GR20 z takim worem 8) Albo generalnie spróbować podejścia L&F, bo ono nie bierze się znikąd. Ja też kiedyś latałem z worem po 20kg.

: 20-03-2012 20:22
autor: mareki
Nie jestem w stanie tego pojąć. Po co,? Skoro można zamiast 20 kg targać 15 kg?. Można mając wszystko dokładnie to samo (a to nie oznacza te same dokładnie rzeczy), tylko nowoczesniejsze , przez to lżejsze, przemyślane. Jezeli mam nosić ciężki namiot albo lżejszy wybieram lzejszy. Podobnie spiwór, nóż ( którego często w ogóle nie biorę na wyjazdy weekendowe). Nie noszę ciuchów wojskowych, glanów, bo zazwyczaj są cężkie. Mam :?: pewna przewagę. przerabiałem już to :D . Czyli jestem zdania Humana.
PS Tzw kosmetyczka zdecydowanie worek foliowy. po to , by nie zmokły inne rzeczy. Jak jest pogoda, wówczas można przesuszyć.

: 20-03-2012 20:25
autor: karolluczak
Jak my tu pieknie offtopujemy :D

Po mojemu - przerzucam sie na lzejszy szpej, ale waga sie nie rozplywa - najczesciej jesli cos jest lzejsze, to mniej wytrzymale. Musze kiedys zwazyc plecak.. ;)

: 20-03-2012 20:29
autor: mareki
Stopy aluminium , a stopy żelaza przeczą tej teorii. Podobnie kevlar, liny rdzeniow...

: 20-03-2012 21:05
autor: karolluczak
Ale np podlogi namiotow nie, bo sa cieńsze, łatwiej sie rwa, albo nagle góry bardziej wredne..

: 20-03-2012 21:07
autor: Human
Co robią? Jeszcze nie widziałem petenta, który byłby w stanie taki silnylon podrzeć, skoro toto trudno nawet pociąć...

Ale mity mają się dobrze :twisted: