Dodatkowo chcieliśmy zwiedzić wszystko wokoło samego Świdowca, co warto zwiedzić.
Wyjazd zaczął się od wtopy - na trakcję kolejową upadło drzewo powalone przez lokalne tornado i pociąg miał 290min opóźnienia. To niestety spowodowało dzień opóźnienia u nas i mus przeczekania we Lwowie do dnia kolejnego, ponieważ pociąg, który nas interesował kursuje raz/dobę.
Pogodzeni z losem popołudnie spędziliśmy łazikując po zaułkach Lwowa.
Na początek kilka atrakcji lokalnych.
Automat do robienia oranżady
Obowiązkowy zakup biletów w tramwaju! (40gr)
Który to bilet należy skasować w tymże kasowniku
Następnego dnia, już planowo, ruszamy pociągiem na Huculszczyznę!
Słynne samowary! Kawa? Herbata? Nie ma problemu, a u Prowadnika kilka gatunków piwa!
Oczywiście jak podróż, to planckartnym!
W ciągu pierwszych kilku dni bazę wypadową mamy w Jasini. Zwiedzamy samo miasteczko i okolicę.
Na początek linowe mosty nad Czarną Tisą.
Piękna cerkiew Strukowska z 1824r
I inne atrakcje dla fotografa, tworzące klimat tamtych regionów.
Tu wskazówki jak należy się prawidłowo żegnać aby Diablisko nas nie dopadło (uwaga! to prawosławie, więc ciut inaczej niż u nas)
Czas na jakieś góry! Na początek wybraliśmy się Dol. Świdowca w kierunku Polany Dragobrat.
Na górze mieliśmy przednie widoczki. Tu akurat legendarne Gorgany, a dokładnie Doboszanka (1754mnpm).
Stoh (1707mnpm)
Zbyt dużo emocji! Trzeba uzupełnić płyny i kalorie.
W drodze powrotnej do Jasini trawersowalismy szczyt Dragobrat, było trochę chaszczowania, ale opłaciło się, ponieważ mieliśmy jak na dłoni najwyższe ukraińskie pasmo - Czarnohorę
Gdzieś tam w oddali majaczyły już pasma rumuńskie.
My natomiast ciągle zachwycaliśmy się widokiem na Czarnohorę.
Piertros (2020mnpm)
"Święta Góra" - Howerla, najwyższy szczyt Ukrainy (2061mnpm)
Dzień miał się ku końcowi...
Kolejnego dnia mieliśmy w planach zwiedzić Jaremcze - "Perłę Karpat". Miasto z wieloma pensjonatami, kramami i dużą ilością turystów.
Piękna cerkiew pw. św. Jana Miłościwego z XVIIIw
Pomoczyliśmy nogi w jednej z legendarnych rzek Huculszczyzny - Prucie
Zajrzeliśmy na słynny huculski targ, gdzie otacza nas mniejsza, bądź większa cepelia
Można wybierać, przebierać.
Cerkiew Michajliwska z XVIIw
Cerkiew pw. św. Proroka Ilii z XXw
Kolejny dzień, to wędrówka na pasmo graniczące ze Świdowcem - Połoninę Czarną (Bratkowską). Zaczęliśmy w wioseczce Czarna Tisa.
Naszym celem był szczyt Czarna Klewa (Steryszora - 1723mnpm)
Ze szczytu rozlega się piękna panorama na Gorgany w kierunku płn-wsch (Popadia, Sywula), płn (Doboszanka, Syniak, Chomiak), płd (Świdowiec), wsch (Czarnohora)
Szczyt ma jeszcze inną atrakcję, biegła tędy nasza stara granica państwowa( z Czechosłowacją), słupki graniczne w górach można bez trudu odnaleźć np: na Połoninie Czarnej, Gorganach, Czarnohorze.
Ten był z 1921r
Doboszanka z Gorganach
I całkiem przyjemne widoczki w drodze powrotnej na Czarnohorę
W drodze powrotnej do Jasini udało nam się na stopa złapać...ambulans
Po tym rekonesansie ruszylismy w góry z całym naszym dobytkiem. Tam nieodzowni ludzie gór...
...i góry po horyzont
Zabiwakowaliśmy pod Małą Bliźnicą.
Rano pierwsze widoczki na połoniny.
Potem była już tylko wędrówka "morzem połonin".
Bliźnica (1883mnpm)
Następnie była całonocna burza. Huczało, błyskało i lało się z nieba całą noc. Rano bez zmian (z wyj. błyskawic). Postanowliśmy przeczekać i spędzilismy dobę w namiotach. Kolejnego dnia rano to samo.
Decyzja? Odwrót.
Co prawda w trakcie schodzenia pogoda wyraźnie się poprawiała, ale i tak decyzji nie zmieniliśmy.
Z gór udalismy na kilka dni do Lwowa, aby tam pozwiedzać miasto i pobyczyć sie w tamtejszych knajpkach, ale to już inna historia, o której niebawem...