Śnieżka na dobry początek KGP

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Migawka
podróżnik
Posty: 115
Rejestracja: 14-06-2009 11:03

Śnieżka na dobry początek KGP

Postautor: Migawka » 23-06-2009 23:36

Jadę… nie jadę… jadę! Prognozy pogody nie były optymistyczne, ale przecież „nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiedni ubiór”!
W Karpaczu przywitali mnie panowie śmieciarze- jak się później okazało byli to jedni z niewielu ludzi, których spotkałam tego dnia. Pod Wangiem popatrzyli na mnie podejrzliwie i ostentacyjnie odjechali. Trasę zaczęłam od niebieskiego szlaku do polany, tam szybkie śniadanko w pierwszych promieniach słońca (o 5 rano widoczki były zacne!) i dalej z wizytą do Pielgrzymów i Koteczków. Na pielgrzymach mała sesja zdjęciowa i z powrotem przez Polanę do Małego Stawu. Konsternację wywołała tablica obwieszczająca zamkniecie niebieskiego szlaku- niby dlaczego? I jak miałam sobie odpuścić takie widoki? Za domkiem myśliwskim skończyło się poranne słońce i zaczęła mżawka przechodząca w deszcz. Mimo tego KMS budził zachwyt, żleby które zimą wydają się pionowe stały się jakby bardziej przystępne, wiosenna zieleń traw, ciemno niebieska tafla stawu i szarość skał- cudowna harmonia . Z racji wczesnej pory poszłam dalej, nie chowając się przed deszczem do Samotni, która dopiero budziła się do życia. W Strzesze przy ciepłej herbatce przeczekałam największy deszcz i dalej w trasę. Trochę pokręciłam się po okolicy marząc o nartach i ruszyłam na Śnieżkę. Na szlaku byłam zupełnie sama, zero ludzi, jedynie co jakiś czas mijała mnie ciężarówka remontująca zdaje się drogę na Kopę. Chwilami kiedy wiatr przewiał mgły rozpościerały się genialne widoki na czeską stronę. Pod Śnieżką porażała architektura Domu Śląskiego- wprost cud architektoniczny i jeszcze ta żółć. Znów dopadł mnie deszcz, ale „schronisko” było zamknięte wiec niewiele myśląc i jeszcze mnie mogąc pognałam na królową Sudetów. Tam spotkałam pierwszego Górołaza w tym dniu! Mgła była tak gęsta, że nie widziałam własnych butów. Trzeba było się stamtąd ewakuować, ale trzeci szczyt KGP zdobyty!!!
Po zejściu ze Śnieżki podeszłam do spalonej strażnicy, dalej w dole widoczny był Kocioł Małego i Wielkiego Stawu. Pogoda nie rozpieszczała- mżawka przechodząca w deszcz, mgła, wiatr. Obok ruin schroniska Księcia Henryka mała przerwa na coś energetycznego i dalej w drogę. Ze w względu na coraz gorsze warunki zwiększanie trasy nie miało sensu. Czerwonym szlakiem poszłam w stronę Małego Szyszaka, po drodze zahaczając o Słonecznik. Tam spotkałam stonki zastanawiające się nad jego podobieństwem do słońca lub słonecznika… ludzie mają fantazję :D Po 8-9 godzinach łażenia zmęczenie dawało się we znaki i marzyłam już tylko o tym, żeby znaleźć się w ciepłym, suchym schronisku. Schodzenie po kamieniach z Szyszaka na Przełęcz Karkonoską zaczynało się dłużyć, ale wreszcie pojawiły się schroniska i „moje” Odrodzenie. Jak miło było wejść do schronu w którym paliło się w kominku, pachniało kawą i naleśnikami.

Drugi dzień łażenia zaczął się od pomyłki dzięki której nadrobiłam trochę drogi. (zielony szlak który jest ale tak jakby go nie było;) W planach były Śnieżne Kotły i Szrenica, a po drodze Śląskie i Czeskie Kamienie i żurek w schronie pod Łabskim Szczytem. Pogoda była już mniej deszczowa, ale na niebie wciąż zalegało dużo chmur. Na szlakach pojawiło się dużo więcej stonki. Po zejściu do Czarnej Przełęczy zmieniłam szlak na niebieski (przyjemna trasa ale po kolana w błocie) i dalej do zielonego na Śnieżne Kotły. To była dobra decyzja, bo w rezerwacie pustki, jedynie jakiś trep darł ryjek z góry. Widoki przepiękne, nad śnieżnymi stawkami zrobiłam sobie dłuższą przerwę wylegując się na rozgrzanym kamieniu i wtedy mój dekielek od aparatu został zaatakowany przez kaczkę. ;/ Nie śpieszyło mi się w dalszą drogę- czekał mnie godzinny męka po kamieniach Łabskiego Szczytu. W schronisku natknęłam się na przedziwnych ludzi, którzy coś do mnie mówili o Bogu, ale wtedy zależało mi już tylko na ciepłym żurku. Trzeba było się zdecydować czy wracać na Wielkiego Szyszaka czy iść od razu na Szrenicę. Decyzje podjął za mnie achilles, który odmówił współpracy. Szrenica była zdecydowanie nie miłym akcentem- masę ludzi, głośno, tłoczno i ta koszmarna droga powrotna, która ostatecznie dobiła moje nogi. Przy wodospadzie spotkałam bardzo miłego starszego Pana, który zrobił mi szybki kurs Nordic Walking i przekonał do kijków. Dalej stali zaradni menele sprzedający kamienie w promocyjnej cenie 1 zł. Królowa Sudetów już jest… czas na sąsiednie Rudawy!

To moja pierwsza relacja więc proszę o wyrozumiałość.
Zdjęcia niestety bardzo nieudane, ale obiecuje, że się poprawię ;) :D

http://picasaweb.google.pl/reeversed/Ka ... eCzerwiec#

Awatar użytkownika
Spirit
podróżnik
Posty: 227
Rejestracja: 21-07-2008 00:13
Lokalizacja: Dolny Śląsk

Postautor: Spirit » 23-06-2009 23:52