do zobaczenia w piątek na starcie
Przejście dookoła Kotliny Jeleniogórskiej
rafhak pisze:Wlk, mam nadzieje, ze córeczka zbytnio nie przeszkadzała w niedziele?
Oczywiście, gratuluje przejścia
Dzięki, nie córeczka nie przeszkadzała
Potem śniadanko i poszedłem na PKP odjazd 6:29
Swoją drogą to świat jest naprawdę mały, skoro udało nam się przypadkiem trafić pod ten sam dach
A tak w ogóle to na Przejściu odbył się właściwie mały zlot forum, bo oprócz nas byli tam jeszcze Wirek, Skiboy, Tomuch, Ag2r i Kali_77, Być może ktoś jeszcze.
A jak nam poszło... fantastycznie, absolutnie nie spodziewałem się, że mogę aż tyle wycisnąć z mojego kościstego ciała.
Pierwszy na metę dotarł ktoś z Warszawy w kosmicznym czasie 25h 20m,
ale drugi był Skiboy - 26:52 wielkie brawa,
mnie udało się w towarzystwie dwójki uczestników spoza forum (Sabina i Piotrek) dotrzeć na trzecim miejscu w czasie 28:25,
za plecami cały czas czułem oddech Wirka.
Wirek nie wiem jakim cudem udało mi się Cię wyprzedzić. jednak i tak jesteś moim guru i tak już pozostanie, dzięki za zarażenie mnie na tym forum pasją biegania i pokonywania ultra dystansów.
W dobrym czasie ukończył chyba Kali_77, a gdzieś pod koniec limitu Tomuch, nie wiem tylko jak wypadł Ag2r.
Gratuluję wszystkim co zmierzyli się z dystansem i pewnie do zobaczenia za rok na trasie
Ajj, gratulacje Wymiatacze twardołydni!! 
"podróżowanie - nawlekanie koralików geografii na nitkę życia" A. Stasiuk
www.picasaweb.google.pl/nataliataja2
www.picasaweb.google.pl/NataliaTaja
www.picasaweb.google.pl/tifataja
www.trekearth.com/members/nanax86
www.picasaweb.google.pl/nataliataja2
www.picasaweb.google.pl/NataliaTaja
www.picasaweb.google.pl/tifataja
www.trekearth.com/members/nanax86
Ja tradycyjnie, odpadłem od was przed Wołkiem - uciąłem sobie 5-minutową drzemkę krótko przed punktem kontrolnym. Potem zaraz za punktem poprawiłem jeszcze raz. Za dnia trochę Was podgoniłem, bo jak wynikało z komentarzy na punktach kontrolnych, miałem stratę około 15 - 20 minut. Za Okolem spotkałem Michała, który specjalnie dla mnie przyniósł termos z KAWĄ. Jeszcze raz Ci za to dziękuję! Niestety, klęską zakończyło się przejście Komorzycy, bo tam dołożyłem jedną godzinę. A potem znowu tradycyjnie: drzemki na Bobrowych Skałach, Zakręcie Śmierci, Wysokim Kamieniu, Rozdrożu pod Cichą Równią. Dobrze, że przy Biathlonie wiało, to nie chciało mi się spać. I w rezultacie 31:20.
Ja niestety nie ukończyłem po raz drugi ... zejście ze Śnieżki nagle straszny ból w kolanie i nawet siłą woli nie udało się iść ...
choć ok 30 km jeszcze jakoś przeczłapałem , najgorsze były zejścia gdy na kolana szły największe obciążenia . Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem za rok kolejna próba i tym razem musi się udać w końcu do trzech razy sztuka
Ta impreza ma cos w sobie , że co roku człowiek chce tam wracać , mimo wcześniejszych niepowodzeń czy kontuzji -zmierzyć się ze sobą i poznać niesamowitych ludzi ...
a więc do zobaczenia za rok
Ta impreza ma cos w sobie , że co roku człowiek chce tam wracać , mimo wcześniejszych niepowodzeń czy kontuzji -zmierzyć się ze sobą i poznać niesamowitych ludzi ...
a więc do zobaczenia za rok
okej, ostatnio nie miałem zupełnie czasu, żeby tu zajrzeć... teraz nadrobię zaległości
specjalnie przed startem nie myślałem o tym, jak daleko zajdę... co będzie to będzie, pożyjemy zobaczymy (chociaż pewne założenia poczyniłem: 1. dojść dalej jak przed rokiem, 2. dojść na Różankę, 3. przejść tyle, ile się da lub ukończyć Przejście
)
po starcie fajnie mi się szło, po 59 minutach byłem na Hali Szrenickiej, po kolejnej godzince na Śnieżnych Kotłach, dalej nie sprawdzałem, bo i trochę czekałem, a trochę mi się nie chciało
pogoda wspaniała, morze gwiazd, rykowisko(-a) jeleni, piękny widok na rozświetlone miasto, fatastycznie wyglądający rozświetlony spodek na Śnieżce (tak jakby szczyt stanął w płomieniach i naprowadzał przejściowiczów na właściwe ścieżki), gościnne Odrodzenie i Dom Śląski (a tam tradycyjnie tradycyjny żurek
)
później było już tylko gorzej, straciłem trochę czasu, żeby poczekać na chłopaków na Śnieżce, okazało się, że nie wstępowali do schroniska, spotkaliśmy się na zejściu, no i później dramat zejścia ze Śnieżki... droga do Okraju była przerażająca dla moich kolan... kroczek po kroczku zlazłem, ale było ciężko...
krótki odpoczynek na Okraju i wyruszyłem dalej... po drodze niewiele ludzi, ale przyjemniej jak w Karkonoszach, bo tam jedna wielka masa, a tutaj już luźniej... spokojnie dolazłem na Wołek (no może z lekką zadyszką na Skalniku)
w Janowicach chyba tylko raz do roku sklepy mają taki utarg jak w dniu Przejścia
przed podejściem na Różankę rozmawiałem z chłopakiem, który opowiedział mi o swoim znajomym, który szedł z problemami gastrycznymi i musiał go zostawić w Janowicach (jak ja przed rokiem
) - Seb_135, to Ty?
na Różance pyszny makaronik, odpoczynek i dalej w drogę z myślą, że skończę sobie na Okolu (bo już dwa punkty założeń wstępnych wykonane)
ruszyłem ze znajomym i dwójką chłopaków (Piotrkiem i Waldkiem), co okazało się zbawienne dla mojego końcowego rezultatu... ciągnęli mnie różnymi okrzykami i innymi motywacjami aż do Wojcieszyc... po drodze miałem około 50 kryzysów, ze 100 razy mówiłem sobie, że to już koniec, 200 razy pytałem się samego siebie po jaką cholerę ja idę dalej, 1000 razy stękałem i gryzłem wargi z bólu... ale dzięki Wam chłopy!
po drodze były: pierwsze odparzenia nóg na asfalcie za Kapellą, myśl o noclegu za Okolem, nocne podejście na Szybowcówkę i największy fizyczny kryzys, nocleg na desce w garażu bez drzwi na Szybowcówce, wschód słońca za Goduszynem i wiele innych, o których nie będę pisał, bo pewnie nawet tu nikt nie dojdzie z czytaniem
za Wojcieszycami uznałem, że pójdę sobie jeszcze spacerkiem na Zakręt Śmierci, tam podbiję kolejny punkt kontrolny i udam się na punkt transportowy... jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że tam nie ma punktu kontrolnego... no nic, przecież nie przelezłem na marne tych km od Wojcieszyna, decyzja: idę dalej! szybko nadganiam, myślałem, że się nie wyrobię... zwolniłem dopiero za Wysokim Kamieniem, kiedy Górnicy mnie uspokoili i powiedzieli, że do mety dojdę z palcem w... nosie, bez specjalnego pośpiechu... od tej pory, ostatnie 7h szedłem z prędkością żółwia błotnego
każde zejście było dla mnie katorgą, ale to co się działo pod Przedziałem, to była po prostu masakra... miałem poprzegryzane wargi od zagryzania zębów z bólu, ale wszystko to pestka, kiedy dochodzi się do mety, a tam czekają na ciebie brawa... poczułem się jakbym wygrał... chociaż właściwie każdy z tych 250 osób, które stanęły na starcie wygrał! przypomniały mi się słowa goprowca z Perły Zachodu: "chłopaki, to nie sztuka przejść Przejście w 30 godzin, sztuką jest wytrzymać tu 48"... nie wiem czy podzielam jego zdanie, ale gratuluję wszystkim forumowiczom, którzy wystartowali, a ciut więcej tym, którzy ukończyli
dzięki też ag2r za ostatnie 15 minut marszu
ogólny czas 47h
specjalnie przed startem nie myślałem o tym, jak daleko zajdę... co będzie to będzie, pożyjemy zobaczymy (chociaż pewne założenia poczyniłem: 1. dojść dalej jak przed rokiem, 2. dojść na Różankę, 3. przejść tyle, ile się da lub ukończyć Przejście
po starcie fajnie mi się szło, po 59 minutach byłem na Hali Szrenickiej, po kolejnej godzince na Śnieżnych Kotłach, dalej nie sprawdzałem, bo i trochę czekałem, a trochę mi się nie chciało
później było już tylko gorzej, straciłem trochę czasu, żeby poczekać na chłopaków na Śnieżce, okazało się, że nie wstępowali do schroniska, spotkaliśmy się na zejściu, no i później dramat zejścia ze Śnieżki... droga do Okraju była przerażająca dla moich kolan... kroczek po kroczku zlazłem, ale było ciężko...
krótki odpoczynek na Okraju i wyruszyłem dalej... po drodze niewiele ludzi, ale przyjemniej jak w Karkonoszach, bo tam jedna wielka masa, a tutaj już luźniej... spokojnie dolazłem na Wołek (no może z lekką zadyszką na Skalniku)
w Janowicach chyba tylko raz do roku sklepy mają taki utarg jak w dniu Przejścia
na Różance pyszny makaronik, odpoczynek i dalej w drogę z myślą, że skończę sobie na Okolu (bo już dwa punkty założeń wstępnych wykonane)
ruszyłem ze znajomym i dwójką chłopaków (Piotrkiem i Waldkiem), co okazało się zbawienne dla mojego końcowego rezultatu... ciągnęli mnie różnymi okrzykami i innymi motywacjami aż do Wojcieszyc... po drodze miałem około 50 kryzysów, ze 100 razy mówiłem sobie, że to już koniec, 200 razy pytałem się samego siebie po jaką cholerę ja idę dalej, 1000 razy stękałem i gryzłem wargi z bólu... ale dzięki Wam chłopy!
po drodze były: pierwsze odparzenia nóg na asfalcie za Kapellą, myśl o noclegu za Okolem, nocne podejście na Szybowcówkę i największy fizyczny kryzys, nocleg na desce w garażu bez drzwi na Szybowcówce, wschód słońca za Goduszynem i wiele innych, o których nie będę pisał, bo pewnie nawet tu nikt nie dojdzie z czytaniem
za Wojcieszycami uznałem, że pójdę sobie jeszcze spacerkiem na Zakręt Śmierci, tam podbiję kolejny punkt kontrolny i udam się na punkt transportowy... jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że tam nie ma punktu kontrolnego... no nic, przecież nie przelezłem na marne tych km od Wojcieszyna, decyzja: idę dalej! szybko nadganiam, myślałem, że się nie wyrobię... zwolniłem dopiero za Wysokim Kamieniem, kiedy Górnicy mnie uspokoili i powiedzieli, że do mety dojdę z palcem w... nosie, bez specjalnego pośpiechu... od tej pory, ostatnie 7h szedłem z prędkością żółwia błotnego
każde zejście było dla mnie katorgą, ale to co się działo pod Przedziałem, to była po prostu masakra... miałem poprzegryzane wargi od zagryzania zębów z bólu, ale wszystko to pestka, kiedy dochodzi się do mety, a tam czekają na ciebie brawa... poczułem się jakbym wygrał... chociaż właściwie każdy z tych 250 osób, które stanęły na starcie wygrał! przypomniały mi się słowa goprowca z Perły Zachodu: "chłopaki, to nie sztuka przejść Przejście w 30 godzin, sztuką jest wytrzymać tu 48"... nie wiem czy podzielam jego zdanie, ale gratuluję wszystkim forumowiczom, którzy wystartowali, a ciut więcej tym, którzy ukończyli
ogólny czas 47h
Oko wszystko widzi
W góry, w góry miły bracie!
Tam przygoda czeka na Cię!
http://www.picasaweb.google.pl/tomuch.be
W góry, w góry miły bracie!
Tam przygoda czeka na Cię!
http://www.picasaweb.google.pl/tomuch.be
pare zdjęć z Przejścia http://picasaweb.google.pl/tomuch.be/VI ... skiej2009#
Oko wszystko widzi
W góry, w góry miły bracie!
Tam przygoda czeka na Cię!
http://www.picasaweb.google.pl/tomuch.be
W góry, w góry miły bracie!
Tam przygoda czeka na Cię!
http://www.picasaweb.google.pl/tomuch.be
http://www.sudety.ig.pl/webcm/przejscie ... niogrskiej
wirek, za szybko uciekłeś do domu... na zdjęcie się nie załapałeś
wirek, za szybko uciekłeś do domu... na zdjęcie się nie załapałeś
Oko wszystko widzi
W góry, w góry miły bracie!
Tam przygoda czeka na Cię!
http://www.picasaweb.google.pl/tomuch.be
W góry, w góry miły bracie!
Tam przygoda czeka na Cię!
http://www.picasaweb.google.pl/tomuch.be