Dziś rano w programie TVP3 podano informację, że w polskich górach, mimo doskonałej w tym roku pogody do górskich wędrówek, ruch turystyczny w czerwcu i lipcu był bardzo niewielki, że od lat trwa tendencja spadkowa, a w tak popularnym paśmie jak Karkonosze obłożenie schronisk górskich było na poziomie poniżej 7%. Komentarz podsumowano stwierdzeniem, że przedsiębiorcy turystyczni ponieśli znów straty nie do odrobienia, nawet gdyby pogoda w sezonie zimowym zachęcała do wyjazdów w góry.
To się potwierdza. Tegoroczny XXXII Zlot Przodowników Turystyki Górskiej PTTK Ziemi Wielkopolskiej (zobacz => http://www.ksp.lanet.wroc.net/zlot06.htm ) odbył się - jak zwykle - po czeskiej stronie Góry Izerskich. Organizatorem Zlotu był Wielkopolski Klub Przodowników Turystyki Górskiej przy Wielkopolskiej Korporacji Oddziałów PTTK w Poznaniu. Na główną bazę imprezy wybrano schronisko Horská chata Smědava, położone w pobliżu źródlisk Smědy - dopływu Nysy Łużyckiej, w obniżeniu między dwoma najwyższymi szczytami czeskiej strony Gór Izerskich - Smrkem a Jizerą. Stąd rozpoczynały się trasy wycieczek zlotowych prowadzące między malowniczymi torfowiskami wysokimi, nad urwiskami skalnymi i przez zabezpieczone wejścia na vyhlidky (punkty widokowe).
Z uwagi na dużą frekwencję uczestnicy Zlotu zostali zakwaterowani w dwóch obiektach: W Chacie Smědawa i Bartlové boudzie we wsi Bílý Potok. W trakcie przydzielania kwater uczestnicy otrzymali materiał informacyjny o terenie Zlotu z obszernym opisem tras wycieczek zlotowych i informacjami krajoznawczymi o bliższej i dalszej okolicy, dzięki któremu mogli dokładnie zapoznać się z przyrodą, historią i zagospodarowaniem zwiedzanych terenów.
Odpowiedź na pytanie, dlaczego nasze imprezy odbywają się za granicą, jest bardzo prosta. Otóż zlot ten, jak i wiele poprzednich zlotów, odbył się po czeskiej stronie Sudetów z uwagi na obowiązujące u nas Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 6 maja 1997 r., które stanowi "§ 3. 1. Wycieczki piesze lub narciarskie na terenach górskich, leżących na obszarach parków narodowych i rezerwatów przyrody oraz leżących powyżej 1000 m n.p.m., mogą prowadzić tylko górscy przewodnicy turystyczni.".
Dzięki temu, że impreza została zorganizowana za granicą, wycieczki zlotowe mogły odbywać się bez obowiązkowej eskorty. Podobnie jest w przypadku wycieczek szkoleniowych i innych imprez. Oczywiście tracą na tym przedsiębiorcy turystyczni z polskiej strony gór, bo przecież uczestnicy by korzystali w Polsce z noclegów, z gastronomii i innych usług dając naszym przedsiębiorcom turystycznym zarobek. No ale skoro nasi urzędnicy są tacy "mądrzy" i idą na rękę pazernemu lobby przewodnickiemu, to my mamy "doskonałe przepisy", a Czesi mają turystów.
Nie da się w sposób przekonujący uzasadnić, dlaczego ustawodawca nie dopuszcza nawet w sezonie letnim możliwości wybrania przez zorganizowaną grupę ze swego grona doświadczonego turysty, który by im przewodził w górach na szlaku? W końcu to są ludzie dorośli, a nie grupa przedszkolaków, mają wolność wyboru bo są pełnoletni, wiedzą co robią, chcą iść właśnie z tą, a nie inną osobą, i nie życzą sobie żadnej płatnej eskorty. Co w takiej sytuacji ma, za przeproszeniem, do wpieprzania się w ich prywatne życie towarzyskie jakaś państwowa machina biurokratyczna? Upór ministerstwa, które nie chce uznać uprawnień publicznych m.in. społecznej kadry PTTK dowodzi tylko, jak fałszywe są twierdzenia naszych władz o chęci budowy spoleczeństwa obywatelskiego.
Przykładowo w Jarkowicach u podnóża Karkonoszy, czyli w regionie dość popularnym, z powodu braku obłożenia cieszącymi się kiedyś dużym popytem wycieczkami z młodzieżą trasami typowymi PTSM, w 2005 r. zamknięto ostatnie czynne na terenie powiatu kamiennogórskiego schronisko młodzieżowe. A było tam takich schronisk około dziesięciu. To jest oczywisty skutek działania rzeczonego rozporządzenia władz państwowych, hamującego rozwój turystyki w polskich górach.
Bardzo trafnie ten problem skwitował w 2004 roku na konferencji we Wrocławiu Jacek Musiał, wiceprezes Karkonoskiej Organizacji Turystycznej "Śnieżka".
"Ja mam nadzieję, że ta strategia dotrze do tych, którzy rządzą naszym państwem, ponieważ również z uprzejmości DOT-u około roku temu brałem udział w takim sympozjum na temat prawa i wpływu prawa zarówno na polską turystykę jak i na turystykę czeską. Niestety, refleksja była bardzo smutna. My mamy doskonałe strategie, mamy doskonałe prawo. Czesi mają turystów i jest to powiedziałbym, rzecz zasadnicza.
Jeżeli ci, którzy decydują o sprawach w państwie, ci, którzy ustalają przepisy, nie zrozumieją, że turystyka jest gałęzią niezwykle ważną i niezwykle potrzebną, dalej będziemy pisali wspaniałe opracowania, bo tych opracowań jest ogromnie dużo, te opracowania są nam bardzo potrzebne, ja naprawdę bardzo dziękuję..."
UWAGA! Program ten będzie prawdopodobnie powtarzany.
O upadającej turystyce wędrówkowej w polskich górach na TVP3
Lech napisał:
"Nie da się w sposób przekonujący uzasadnić, dlaczego ustawodawca nie dopuszcza nawet w sezonie letnim możliwości wybrania przez zorganizowaną grupę ze swego grona doświadczonego turysty, który by im przewodził w górach na szlaku? W końcu to są ludzie dorośli, a nie grupa przedszkolaków, mają wolność wyboru bo są pełnoletni, wiedzą co robią, chcą iść właśnie z tą, a nie inną osobą, i nie życzą sobie żadnej płatnej eskorty. Co w takiej sytuacji ma, za przeproszeniem, do wpieprzania się w ich prywatne życie towarzyskie jakaś państwowa machina biurokratyczna?"
Przyznam,że trochę nie rozumiem,a nawet odnoszę wrażenie szukania dziury w całym. Ja jestem dorosły, mam wielu dorosłych znajomych. Od lat organizuję wyjazdy w góry dla tychże znajomych. Grupy liczą od 4 do 12 osób. Ja ustalam trasy, noclegi itd...na szlakach opowiadam, pokazuję itp...I refleksje mam jedną. Nigdy do tej pory nie miałem najmniejszych problemów z państwową biurokracją. Lechu w czym tak naprawdę tkwi problem, nie rozumiem. W tym,że nie mozna jeżdzić w góry większą ekipą?W tym,że wyjazdy "oficjalnie" organizowane - cokolwiek to znaczy - rządzą się innymi prawami?
Pozdrawiam,
Satan
"Nie da się w sposób przekonujący uzasadnić, dlaczego ustawodawca nie dopuszcza nawet w sezonie letnim możliwości wybrania przez zorganizowaną grupę ze swego grona doświadczonego turysty, który by im przewodził w górach na szlaku? W końcu to są ludzie dorośli, a nie grupa przedszkolaków, mają wolność wyboru bo są pełnoletni, wiedzą co robią, chcą iść właśnie z tą, a nie inną osobą, i nie życzą sobie żadnej płatnej eskorty. Co w takiej sytuacji ma, za przeproszeniem, do wpieprzania się w ich prywatne życie towarzyskie jakaś państwowa machina biurokratyczna?"
Przyznam,że trochę nie rozumiem,a nawet odnoszę wrażenie szukania dziury w całym. Ja jestem dorosły, mam wielu dorosłych znajomych. Od lat organizuję wyjazdy w góry dla tychże znajomych. Grupy liczą od 4 do 12 osób. Ja ustalam trasy, noclegi itd...na szlakach opowiadam, pokazuję itp...I refleksje mam jedną. Nigdy do tej pory nie miałem najmniejszych problemów z państwową biurokracją. Lechu w czym tak naprawdę tkwi problem, nie rozumiem. W tym,że nie mozna jeżdzić w góry większą ekipą?W tym,że wyjazdy "oficjalnie" organizowane - cokolwiek to znaczy - rządzą się innymi prawami?
Pozdrawiam,
Satan
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
Satan pisze:Przyznam,że trochę nie rozumiem,a nawet odnoszę wrażenie szukania dziury w całym. Ja jestem dorosły, mam wielu dorosłych znajomych. Od lat organizuję wyjazdy w góry dla tychże znajomych. Grupy liczą od 4 do 12 osób. Ja ustalam trasy, noclegi itd...na szlakach opowiadam, pokazuję itp...I refleksje mam jedną. Nigdy do tej pory nie miałem najmniejszych problemów z państwową biurokracją. Lechu w czym tak naprawdę tkwi problem, nie rozumiem. W tym,że nie mozna jeżdzić w góry większą ekipą?W tym,że wyjazdy "oficjalnie" organizowane - cokolwiek to znaczy - rządzą się innymi prawami?
Dokładnie tak właśnie jest. Działając np. w PTTK i organizując wędrówkę w ramach jakiegoś PTTK-oskiego czy innego klubu turystycznego, jesteś oficjalnie organizatorem imprezy. Musisz wynająć sobie zawodowego przewodnika z uprawnieniami na dane pasmo górskie. Wybierając się w góry indywidualnie te restrykcje Ciebie już nie dotyczą. Ale np. bilety wstępu do PN tak samo musisz wykupić i płacić po raz drugi za to, za co już zapłaciłeś fiskusowi, bowiem PN są finansowwane z kieszeni podatników.
Ja akurat przedstawiłem przykład z własnego środowiska, gdzie organizatorów turystyki nasze chore prawo wprost wypycha z polskich gór do Czech. I te przepisy mają decydujące znaczenie, bo choćby wycieczki szkoleniowe dla kandydatów na przodowników turystyki górskiej odbywają się w czeskich górach. W przeciwnym przypadku organizator szkolenia, jakim jest nasza regionalna Komisja Egzaminacyjna Przodowników Turystyki Górskiej PTTK, by musiała chodzić po polskiej stronie w eskorcie wynajętego przewodnika. Podobnych przykładów mogę przytoczyć więcej.
Na razie to średnio biegły w gąszczu przepisów w wielu przypadkach wie jak te kretyństkie ograniczenia obejść i może "zabić śmiechem" naszych ustawodawców. Nawet organizatorzy imprez komercyjnych, jeśli chcą oferować konkurencyjne ceny, wybierają Czechy i czeskie góry, bo nie muszą tam ponosić kosztów miejscowego przewodnika. Doświadczeni piloci wycieczek po prostu dają sobie doskonale radę sami. Jak się poprawi ustawy, to może i u nas to zadziała.
Ciekawym zjawiskiem jest także to, że miejscowi przewodnicy sudeccy wykorzystują pewne możliwości i często oferują i klepią na okrągło wycieczki w bliższe i dalsze tereny przygraniczne do czeskich miejscowości, bo na nasze trasy jakoś nie mają specjalnie popytu. Chyba są za mało atrakcyjni. Dla nich widzę jedno lekarstwo: po prostu być dobrymi przewodnikami, bo tacy nie mogą się opędzić od wycieczek i zwalczanie rzekomych potencjalnych konkutentów za pomocą restrykcyjnych rozporządzeń i regulaminów ich nie interesuje.
Po prostu prawa ekonomi są nieubłagalne. Zanim ktoś wymyślił te bzdurne ograniczenia dla turystów w polskich górach, to powinien najpierw pomyśleć całościowo o wątpliwych korzyściach, skutkach i stratach oraz to wszystko przewidzieć i rozważyć czy naprawdę warto robić tyle zamieszania w interesie wąskiej grupy lokalnych lobbystów...

A ja się z tym nie zgadzam - w Polsce pasmami zatłoczonymi, z racji wszędobylstwa niedzielnych turystów są Karkonosze, G.Stołowe, Tatry, Pieniny i Bieszczdy, bo jechac w te góry to takie modne. Znakomita większość z tych ludzi stanowią osoby, które nie mają pojęcia na turystyce górskiej - wędrują w adidasach z parasolką pod pachą i bladego pojęcia nie mają na co aktualnie patrzą, ale są w znanych górach! Inna sprawa, to fakt, że sporo schronisk (niestety) inwestuje w grupy zorganizowane....kolonie, zielone szkoły itp. Człowiek ma wtedy wrażenie,że w górach jest pełno ludzi, a w dodatku w schronisku nijak nie można wówczas zakosztować górskiej atmosfery - tylko gwar, ruch i hałas.W pozostałych pasamach rzadko spotkac można ludzi z przypadku, tam jadą ludzie, którzy wiedzą po co jedzie sie góry.
Pozdrawiam,
Satan
Pozdrawiam,
Satan
Wróć do „Turystyka - pieszo i ogólnie”