To może i ja po dojściu do siebie napiszę parę słów
Pomimo że GŚA tzwany Annaberg nie jest w górach to z udziałem paru górołazów oraz przyjaciół eco z czasów studyjnych można zorganizować świetne spotkanie i poczuć się prawie jak w górach...
Piątkowe popołudnie
Około 18 popołudniu zjawiają się Waldi z Grześkiem. Po przywitaniu się i wypiciu kawki zabieramy się do eco podjeżdżając najpierw na punkt widokowy na Annie (bardzo fajnie było górki widać i koksy zresztą też

) i na zakupki do olbrzymiego Tesco zdzieszowickiego.
Przed 8 wpadamy do Andrzeja - fakt nie od razu go poznaliśmy (ta koszula i spodnie zrobiła na nas wrażenie

) - i tu zaczynamy wieczorną biesiadę we współudziale znajomych z Sanoka.
Wieczór bardzo sympatyczny - począwszy od Wigilii

lekko zakropionej paroma różnokolorowymi napojami - poprzez wyjście do baru Warka (tutaj niestety się rozstaliśmy przed 12 trzeba było wrócić do domku żonkę przytulić).
Jedno co zapamiętam to słowa eco - może macie ochotę na winko ?? Nie zdążyliśmy odpowiedzieć kiedy pojawiła się malutka buteleczka włoskiego winka w wydani 5L

Całe szczęście ze trzeźwo myśląc "kolektywnie" uznaliśmy ze szkoda jej otwierać bo ten wieczór mógł się skończyć troszkę inaczej ...
sobota
Budzę się około godziny 8 - hmmm troszkę w głowie szumi, ale nie jest źle. Robię zakupy i o godzinie 10 z minutami melduję się na zdzieszowickim dworcu, gdzie cała nasza ekipa już czeka na pociąg.
Po 30 minutach meldujemy się w Jasionej gdzie następuje start naszej wędrówki oraz miła niespodzianka w osobie Krzyśka czekającego na nas na stacji
Ze stacji ruszamy do sławnego "centrum" unasieniania

pod którym pod drzewkiem uzupelniamy płyny
Nie ominęła nas rozmowa z miejscowym między innymi na tematy związane z nowoczesną technologią oraz "dzikich psów".
Z Jasionej poprzez Żyrową i postój pod miejscowym sklepikiem wyruszamy do Lesiska robiąc poruszenie pośród organizatorów zawodów biegowo-rowerowych w Żyrowej...
Z Lesiska obejrzawszy miejsce naszego noclegu ruszamy na Annę gdzie po zwiedzeniu amfiteatru lądujemy w knajpie Alba gdzie się posilamy a następnie lądujemy w Pod Jeleniem gdzie dociera do nas Buba z Toperzem podrzuceni na miejsce przez moją kochaną żonkę
Tutaj rozmowy i integracja którą niestety trzeba było kończyć aby dotrzeć na miejsce przed zmrokiem. Żegnamy się z Elą i ruszamy do ruin folwarku gdzie docieramy prawie o zachodzie słońca.
Tutaj szybkie rozpalenie ognicha i zaczynamy balangę

oj było super, były śpiewy była pulpa a pogoda była swietna ze nawet nie rozbiliśmy namiotów spędzając noc pod gwiazdami
niedziela
Budzę się przed 7 stwierdzając że wszystkie rzeczy są wilgotne. Po stwierdzeniu że w nocy jakieś zwierzęta wypiły nam całe zapasy wody i nasz wyjazdowy "niuchacz" niestety nic nie znalazł do picia

(no tego nie zapomnę - chuch i SZUKAJ!

) wyruszamy w 4 na nieodległego Orlena po zaopatrzenie
No tam zrobiliśmy niezłe wrażenie na podróżnych ale co tam zapach 4 nieumytych gości po spędzonej nocy przy ognisku i wydzielających specyficzny chuch może pozostawić jakiś uraz

na długi czas.
Wracamy do ruin gdzie czeka na nas już gotowa poranna pulpa (no tutaj Grzegorz poszalał ze składnikami

)
Około 10 zbieramy się na Annę Pod Jelenia gdzie po krótkiej nasiadówie idziemy do Zdzieszowic... Tutaj niestety po zjedzeniu obiadku żegnamy połowę ekipy wyruszającej w kierunku Wrocka i poczekawszy z reszta na dojazd kluczy rozstajemy się z ostatnimi uczestnikami naszego spotkania...
DZIĘKUJE WSZYSTKIM ZA PRZYBYCIE I TAK MIŁE SPĘDZENIE CZASU. PAMIĘTAJCIE CO ZŁEGO TO NIE MY

I MAM NADZIEJĘ ŻE WKRÓTCE WSZYSCY SIE SPOTKAMY W JESZCZE SZERSZYM GRONIE ...
Zdjęcia standardowo tutaj -
http://picasaweb.google.com/olo23333/Go ... epnia2010#