Triglav i Jalovec [Alpy Julijskie]

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Migawka
podróżnik
Posty: 115
Rejestracja: 14-06-2009 11:03

Triglav i Jalovec [Alpy Julijskie]

Postautor: Migawka » 23-07-2010 15:46

Końcem czerwca wybrałam się na kilkunastodniową włóczęgę po Europie.
Jednym z gwoździ programu był Triglav, najwyższy szczyt Słowenii.

Na Trójgłowego startowałyśmy z przełęczy Luknja, a dokładniej rzecz ujmując z biwaku pod tą przełęczą (bivak pod Luknja). Miejsce to jest niemalże idealne- świetny punkt wypadowy zarówno w stronę Triglava jak i na Stenar, Razor i resztę grzbietu. Miejsca do spania jest sporo (poddasze + sporo miejsca na namioty), dostęp do wody (deszczówki) też jest, no i widoki są… przecudne.


Wieczorem, dzień przed atakiem na Triglava, długo zastanawiałyśmy się która drogę wybrać. W grę wchodziły: przez Prag i droga Bamberga. Jak się później okazało wybrałyśmy właściwie, rano wystartowałyśmy na przełęcz i tam ferrata Bamberga w stronę Triglava. Słowo ferrata jest trochę na wyrost, to raczej mocno eksponowana droga z bardzo dobrym, momentami przesadnym ubezpieczeniem. Właściwe tylko jeden moment może sprawić problem, metrowy, wąski komin zakończony efektowną przepaścią- zupełnie nie ubezpieczony. Koniec ferraty to grań z genialnym widokiem na Triglava i okoliczne szczyty. Tam zrobiłyśmy sobie dłuższy popas połączony z sesją zdjęciową. W takich miejscach nawet pasztet smakuje wyśmienicie ;) Chwile później musiałyśmy tez uzbroić się w raki, bo czekało na zaśnieżone jeszcze plateu przed Triglavem. Natka była w swoim żywiole i po śniegu śmigała niczym Pan Samochodzik, a ja miałam wrażenie, ze to białe paskudztwo nigdy się nie skończy- śnieżna pustynia z górską fatamorganą ;)



Dalsza część drogi troszkę zwiększyła mi poziom adrenaliny. Czekały nas dwa lub trzy strome żleby ze spora ilością śniegu. Potem były już tylko monotonne zakosy wprowadzające nas na wierzchołek i szał radości na szczycie!!! Na dachu Słowenii stanęłyśmy kilka minut przed 16. Przez chwile mogłyśmy się nawet cieszyć Triglavem na wyłączności. Widoki powalają: pięknie prezentuje się zwłaszcza Jalovec i Mangart. Po chwili na szczyt docierają Słoweńcy i jak gdyby nigdy nic wyciągają browarki. Nasze potęgowane przez cały dzień pragnienie sięga zenitu, ale obchodzimy się smaczkiem. Słoweńcy oczywiście byli w Polsce, Tatry widzieli i im się nie podobały bo ich Julijskie skały to takie białe, lśniące, a nasze jakieś ciemne. Na drogę dostałyśmy kamień, który rzekomo przypomina Triglava- nie wiem co to było za piwo ale ja takie chce :P


Jeszcze kilka ostatnich zdjęć z rakietą i czas schodzić na dół. I tu zaczyna się seria złych decyzji- cały szpej z kaskiem włącznie ląduje w plecaku, a my dziarsko ruszamy w dół. Droga po skale jest nawet przyjemna, zaczynają się co prawda pierwsze bóle kolan i ogólne oznaki zmęczenia ale trzeba napierać jeśli chcemy zdążyć dziś do bivaku. Ze skały schodzimy na płaty śnieżne tuż przed schroniskiem Triglavski Dom. I tu mści się szpej schowany do plecaka. Śnieżna breja rozjeżdża mi się pod stopami a ja zaczynam ześlizgiwać się po zboczu. Początkowo zjeżdżam na butach, po chwili uderzam mało szlachetną częścią ciała o glebę i pędzę już na całego. Próby hamowania na niewiele się zdają więc zaczynam się żegnać z ziemskim padołem. Mijam przerażoną Natkę i po kilkudziesięciometrowym ślizgu zatrzymuje się na skałach. Wszystko kończy się na stłuczonym tyłku, obitych kolanach i zdartych rękach. Moje przerażenie było przeogromne, a wdzięczność, że żyję jeszcze większa.

W schronisku robimy dłuższą przerwę, posilamy się dziwną zupą- rosół z naleśnikami pociętymi w paski a la makaron. Jest już dość późno, a nas czeka jeszcze zejście drogą przez Prag teoretycznie wycenioną na 4h. Słoweńcy mają zdecydowanie inne poczucie czasu na szlaku. Przez kilka dni pobytu w Alpach ani razu nie zbliżyłyśmy się nawet do czasu podanego na tabliczkach, a były drogi którymi niemal zbiegałyśmy.

Droga przez Prag to jedna z tych tras, której nigdy nie powtórzę. Jest koszmarna: długa, monotonna, absolutnie pozbawiona widoków, prowadzi w większości piargiem, momentami mocno obitą skałą. Z jednej strony gonił nas czas, słońce było coraz niżej, a z drugiej strony nie miałyśmy ani kropli wody. Pod koniec tej trasy w mojej głowie pojawiały się mocno niecenzuralne myśli na zmianę z błaganiem o jeszcze chwilę jasności. Do płynącego w dolinie potoku doszłyśmy chwile po zapadnięciu zupełnych ciemności. Kiedy wreszcie udało się ugasić pragnienie i uzupełnić kalorie zafundowałyśmy sobie drzemkę. Byłam tak zmęczona, że nie miało dla mnie znaczenia, to że leżę w środku zupełnej dziczy.. byłabym nawet wdzięczna gdyby przyszło Coś i mnie zjadło :) Ale nie przyszło i wciąż czekał na nas godzinny spacer pod przełęcz w towarzystwie skorpionów i innego rodzaju dziadostwa.

Do biwaku docieramy po około 16h marszu.
Po Słowenii przychodzi czas na Włochy, Austrię i Niemcy ale to już chyba w innych relacjach.

niestety chroniczny brak czasu uniemożliwia wywołanie wszystkich zdjęć wiec tylko kilka w ramach wstępu :P
Obrazek
Widok spod Triglava.
Obrazek
A tu już Trójgłowy w całej okazałości.
Obrazek
A taki był malutki, kiedy atakowaliśmy Jalovca.
Obrazek
Bivak pod Luknja- fantastyczne miejsce, niestety z powodu sporej ilości mysz musiałam spać na zewnątrz. Miałam racje żeby im nie ufać- po zejściu z Triglava okazało się że te potwory pożarły nam pół kilo kabanosów!!
Obrazek
Widok na Stenar Razor i okoliczne wierzchołki.
Ostatnio zmieniony 01-09-2010 17:47 przez Migawka, łącznie zmieniany 1 raz.