Pierwszą górską atrakcją był przejazd przez Kapellę, w drodze do Jeleniej Góry. Zarówno podjazd jak i zjazd pokrywała śliska skorupa lodu, przykryta dodatkowo kilkucentymetrową warstwą śniegu. Dziwne, bo generalnie cała trasa była świetnie odśnieżona i posolona/wypiaskowana. Dobra droga skończyła się tuż przed samym podjazdem a zaczęła ponownie zaraz po zjechaniu do Dziwiszowa.
Już na Kapelli wiedzieliśmy, że czego jak czego, ale ładnych widoków dzisiaj raczej nie będzie. Widoczność była marna, nie było widać ani Karkonoszy, ani Sokolików ani nawet samego Dziwiszowa.
Polana Jakuszycka przywitała nas siedmiostopniowym mrozem i... nowiuśkim szynobusem, który pojawił się znikąd, przejechał wolno i dostojnie dosłownie metr przed zaparkowanym samochodem i pomknął w kierunku Szklarskiej. SZOK!
Zarówno dla mnie jak i dla Magdy był to pierwszy w tym sezonie ŚNIEG!!! Las wyglądał fantastycznie, drzewa przykryte były białym kożuszkiem, śnieg był sypki jak mąka a niskie chmury dodawały wszystkiemu jakiejś tajemniczości.
Pogoda jednak zmieniała się w oczach. Wiał bardzo delikatny wiatr, który powoli rozpraszał chmury. W przecinkach widzieliśmy już skocznie na Certovej Horze. Okazało się że na szlaku jest już kilku narciarzy na biegówkach. Po niecałej godzinie marszu doszliśmy do schroniska Orle.
W środku paliło się już w kominku, choć było jeszcze diabelnie zimno. Po kubeczku herbaty z wiśniówką w dobrych humorach powędrowaliśmy dalej. Już za Orlem widać było, że będziemy przecierać szlak, bo narciarze nie zapuszczali się w tym kierunku. Nie wiem jak wy, ale ja strrrrasznie lubię chodzić po świeżym śniegu
Po 1,5 godzinie spaceru brzegiem Izery dotarliśmy na skraj Izerskiej Hali. To miejsce jest niezwykłe. Za każdym razem gdy wchodzę na Halę i widzę tą wielką, pustą przestrzeń a daleko, daleko Chatkę, dym z komina itp. czuje się jakbym wracał z dalekiej drogi do domu.
W środku też dopiero rozpalano w kominku (byliśmy pierwszymi gośćmi) i tez było zimo, ale bigos, kawa i naleśnik dały radę
Po prawie godzinnej przerwie ruszyliśmy z powrotem. Kiedy tylko wyszliśmy ze schroniska pogoda była już zdecydowanie lepsza. Niebo nad Halą było błękitne, chmur zdecydowanie mniej
Wracaliśmy niebieskim szlakiem, przez Rozdroże pod Cichą równią, dalej zielonym do Polany Jakuszyckiej. Wędrówka po Konnej Ścieżce była nawet zabawna, bo często grzęźliśmy, gdy kończyły się niemal niewidoczne pod śniegiem drewniane kładki.
Niebo tymczasem zrobiło się już całkiem czyste. Widoki były po prostu boskie. Zobaczcie sami:
Podsumowując:
Całość trwała około 7 godzin, w tym:
Polana Jakuszycka – Orle: 55 minut,
Orle – Chatka – 1,5 godziny,
Chatka – Rozdroże pod Cichą Równią – 2 godziny,
Rozdroże – Polana Jakuszycka – 40 minut (reszta to popasy w schroniskach).
Tempo: spacerowe, z licznymi przerwami na fotki itp.
Szlak jest łatwy nawet dla tych, którzy mają... kondycję inaczej.
Więcej zdjęć na: http://www.picasaweb.com/rheinwald
Pozdrawiam