W piątek wieczorem zapakowałem się do autobusu relacji Warszawa - Szczawnica. Po 8 godzinach podróży i czterech snu znalazłem się w Szczawnicy. Tu się okazało, że jechałem z 2/3 Myśli Rozczochranych, Wiatrem zapisanych
Śniadanko, kieruję Myśli na Bereśnik a sam jadę PKS do Szlachtowej skąd zaczynam wspinaczkę do schroniska pod Durbaszką. Jest mgliście. Chmury czasami ograniczają mocno widoczność.
W totalnie pustym schronisku wypijam kawę i ruszam w śniegu góra po kostki na grań.
Tu czasami mgliście, czasami mniej...
Na szlaku pusto... Jedynie o dziwo wzrok cieszą Tatry po prawej lewej stronie...
Bez problemów docieram w okolice kompleksu narciarskiego na Palenicy
skąd kieruję się do żółtego szlaku prowadzącego na Słowację.
Zjadam hranolki a syr w Chacie Pieniny. Niestety nie mają Kofoli, więc zadawalam się Topvarem i ruszam do Polski. W Szczawnicy spotykam Angiego, Peta i Sergiusza, z którymi po przybyciu Keraja ruszam częściowo autem na Bereśnik.
Na temat WOŚPu nie będę się wypowiadał - cóż miało być troszkę inaczej... Z pewnością warto wspomnieć o nocnym koncercie Myśli Rozczochranych Wiatrem Zapisanych...
... i śpiewanki w pokoju Angiego
taki1gość pisze:Tatry jak zawsze z Pienin majestatycznie wyglądają! Czekam na ciąg dalszy
No cóż... Usnąłem o czwartej rano. O 8 rano się obudziłem. Za oknami jak śpiewały w nocy dziewczyny "... a szlak płynieeee". Płynął dosłownie. W takich warunkach zdecydowałem się ewakuować z zespołem. Poranne widoki jednak wynagrodziły wszystko...
Na Szczawnicą było morze chmur...
Tatry też dawały czadu...
W końcu nadszedł czas wymarszu - gwiazdy wieczoru z Petem
Nawet Babia nie strzelała focha...
Aż żal było jechać, ale cóż mokry śnieg pokonałby nawet kalosze. Zaś trzecia zarwana noc skończyłaby się zgonem w pracy... Trzeba było wracać...
Angiemu dziękuję za towarzystwo i fajne wieczorne koncerty. Podobnie Petowi i Kerajowi, którego miło było wreszcie osobiście spotkać. Fantastycznym wykonawcom za wspaniałe koncerty.
I tradycyjnie O B R A Z K I