Ciekawostka - znajduje się tu restauracja "Na Polanie" gdzie za 25 zł otrzymuje się coś, co nazywa się "Kuchnie Świata", kilka różnych dań - ok 10 jak dobrze zliczyłem, do tego lampka wina. Coś dla naprawde głodnych, bo ja z kumplem ledwo dałem radę (jedno danie na dwie osoby)
Z Polany szlak kieruje nas do drogi asfaltowej w kierunku Zieleńca, ja zrobiłem sobie mały skrót przez Ośrodek Szkolenia Piechoty Górskiej "JODŁA", a konkretniej przez stok, na którym szkoli się wojsko jazdy na nartach. Kiedyś bym się nie odważył biegać z aparatem po ich terenie, teraz to już inne czasy
Dalej szlak idzie cały czas droga asfaltową do Zieleńca, coś czego najbardziej nie lubię, bo uważam że każdą trasę można wyznaczyć chociażby jakąś leśną ścieżką. Jedyne co przemawia na plus tej drogi asfaltowej to coraz lepsze widoki w miarę pokonywania kilometrów i wysokości.
Widok na obniżenie dusznickie :
Opuszczony dom, położony w bardzo malowniczej scenerii, do połowy okien zasypany jeszcze śniegiem... :
Po pewnym czasie odbijam na szlak zielony który kieruje mnie już bezpośrednio na Orlicę. Pogoda świetna, droga przyjemna, im wyżej tym więcej śniegu. Z samej Orlicy nie za wiele widać, ale wystarczy zejść dosłownie 20 metrów na czeską stronę, aby podziwiać czeską krainę
Tego dnia miałem szczęście, bo przejrzystosć była na tyle duża, że widać było nawet Śnieżkę.
Z Orlicy obieram kierunek Masarykova Chata, to jakieś 5 km czeskimi trasami biegowymi, po raz kolejny przekonuję się o diametralnie różnym sposobie życia nas i naszych południowych sąsiadów. Po drodze spotykam grupy dzieciaków (chyba szkolne), małżeństwa z dziećmi, starsze osoby, które mogły by być moimi dziadkami - wszyscy na biegówkach. W Polsce to jednak rzadki widok.
Kolejna rzecz, która bardzo mi się podoba na czeskich szlakach, to oznakowanie kilometrowe a nie czasowe, które często u nas wydaje się zupełnie z kosmosu!
Trasa narciarska przebiega wzdłuż polsko-czeskiej granicy, po polskiej stronie znajdują się górne stacje wyciągów, w tym też słynna zieleniecka "Kanapa", której budowa dała początek aferze hazardowej
Jeszcze kilkaset metrów i jestem pod schroniskiem Masarykova Chata, tu czas na chwile odpoczynku i drugie sniadanie.
Widok z Masarykovej na Śnieżnik :
Czeskie trasy biegowe skierowały mnie ku kolejnemu szczytowi gór orlickich - Velkej Destne, bo już kilka lat mnie tam nie było. Tu jeszcze więcej narciarzy, jedyna grupa młodzierzy jaką udaje mi się spotkać po drodze bez nart okazuje się grupą z Polski, jednak na moje CZEŚĆ odpowiadają tylko zdziwionym spojrzeniem. Dziewczyny mają pretensje do przewodnika grupy typu "to po to tyle wchodziliśmy żeby teraz schodzić??"
Podejście pod Velką Destnę :
Sam szczyt mnie mocno rozczarował, jeszcze jakiś czas temu stała tu kilkumetrowa drewniana wieża widokowa, z której przy dobrych wiatrach widać było dzięsiątki kilometrów w każdą stronę, Teraz po wierzy nie ma prawie śladu i ze szczytu porosniętego dość wysoką roslinnością nie widać w sumie nic...
Postanawiam zejść do miasta Destne v Orlickych horach, początkowo zielonym, później niebieskim szlakiem - nie lubię wracać tą samą trasą którą przyszedłem, inną zawsze jest szansa zobaczyć coś nowego, ciekawego, nawet jak idzie wioskami i tak nie lubianymi przeze mnie asfaltami. Jednak uswiadamiam sobie jak dzień jest jeszcze krótki i jak długa mnie czeka trasa powrotna do Dusznik. Po raz kolejny wybieram trasy narciarskie i kieruje się znów na Orlicę, tym razem wdrapuję się od strony czeskiej. Słońce coraz niżej, temperatura spada więc wyciągam piersiówkę z rumem - jak dobrze że ją spakowałem
Gdy dochodze do Orlicy słońce już zupełnie zachodzi, resztę trasy będe już musiał pokonać w ciemnościach, jednak widok na jaki trafiłem na szczycie był wart tego wszystkiego...
Z Orlicy wracam już tą samą drogą jaką przyszedłem rano, nie ma czasu na kombinacje. Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie na Duszniki po zmierzchu i praktycznie zbiegam na dół...
