Naprawdę bardzo intensywny przedłużony weekend.
Koncepcja wyjazdu w Opawskie, by zainaugurować tegoroczne spanie na dziko rodzi się już wprawdzie dawno, ale w międzyczasie kilkukrotnie umiera. A to przez nawroty zimy, a to przez Remka chorobę i bycie pogryzionym, a to przez brak czasu. Ostatecznie pada na...
24 marca 2011
Wtedy to pojawia się u mnie wieczorem Remek. Po powrocie z treningu idę na dworzec, gdzie w poczekalni pełnej naprawdę potwornie śmierdzących ludzi, czekam na pociąg. Przyjeżdża, idziemy do mnie zahaczając jeszcze po drodze o Tesco. Tam zakup prowiantu na dzień następny i piwo do PESa. W domu gramy do trzeciej, później robimy kanapki, debatując nad wyborem czasu wyjazdu. Decydujemy, że zdecyduje samopoczucie po obudzeniu i intuicja. Remek nastawia pięć budzików na piątą, co jest istotną częścią tej opowieści.
25 marca 2011
Gdy budzę się o 5:30, pytam czy wstajemy. Nie pomnę już dokładnej odpowiedzi, acz jest odmowna. Remek jest totalnie nieprzytomny i nie umie wyłączyć budzików, które odzywają się z niemiłosierną regularnością, przeplatane drzemkami. W końcu nie wytrzymuję i krzyczę coś w stylu "wyłącz wreszcie to gówno!". Śpimy do 7:30.
Po przebudzeniu jeszcze ostatnie przepakowania i wyruszamy na dworzec. Podróż ta została już opisana lepiej przez Tomasza Różyckiego w poemacie "Dwanaście stacji", więc tylko polecam. Stacja siódma: Autobus. Z naszych zindywidualizowanych przeżyć dodam tylko stojących dziesięć minut na drodze robotników i przewalającego się z nogi na nogę psa.
Wytelepani i znużeni śmiertelnie docieramy do Głuchołaz o godzinie jedenastej i po szybkich zakupach, m.in. ragou i pasztetu pate dla psa, idziemy sami też coś na żołądek wrzucić. A więc pierogi i rozpoczynamy napieranie. Już kilka minut po wyjściu, musimy się porozbierać, bo jest nadspodziewanie ciepło.
seb: zawsze jak się przebieram, to musi akurat coś jechać!
rem: może dlatego, że zawsze się przebierasz na środku drogi...?
Początkowo trasa wiedzie przez podgłuchołaskie pagórki, gdzie droga krzyżowa i ginący na dwadzieścia minut pies. Remek nie zna litości i bierze Kofu na smycz, by go tak prowadzić aż na samą Kopę. Ścinamy trasę przecinką i wychodzimy na drodze Głuchołazy - Jarnołtówek, ale zamiast nią iść, decydujemy się zahaczyć o Zlate Hory i wejść na Kopę od strony czeskiej. Świetna droga przez pola i łąki. W Zlatych jeszcze piwko w knajpie. Mają Czesi fantazję do wytyczania szlaków, bo zielony jest prosty jak drut i tnie zbocze na wprost. Krótki, ale to ściana płaczu. I chyba faktycznie przekonam się do lżejszych butów, bo Remek odstawia mnie strasznie. Poza tym zaczyna mi się tworzyć odcisk. Po drodze kaplica św. Rocha a dalej już szczyt. Na górze wszystko zamknięte, więc schodzimy do schroniska, zjadamy posiłek, biorę prysznic ("pogłoski o ciepłej wodzie okazały się mocno przesadzone" - seb) i odpoczywamy chwilę przy kominku. Po wyjściu zapada zmrok a pies tego dnia przejawia skłonności wybitnie myśliwskie, więc po drugiej z kolei wycieczce w las - bierzemy go znowu na smycz. Idziemy wzdłuż granicy aż ta staje się potwornie zarośnięta i ginie gdzieś pośród lasu. Schodzimy za kompasem na drogę prowadzącą do Pokrzywnej. Nagle tuż obok w chaszczach słychać wielki hałas, który powoduje, że chowamy się za drzewo. Trzeba przyznać, że jesteśmy zesrani. Postanawiamy wybiec zza drzewa i w długą. Po kilkuset metrach uznajemy, że niebezpieczeństwo minęło. W ogóle, las jest pełen dziwnych odgłosów, skrzeczących zwierząt, trzaskających gałązek. Wyszedłszy na asfaltową drogę zabieramy się za szukanie wiaty. Wszystkie oznaczone na mapie okazują się ledwie ławkami, ale na szczęści w Wieszczynie trafiamy na betonowy przystanek autobusowy, tworzymy posłanie i rozwalamy się na kolację i spać. W nocy nawet nie jest specjalnie zimno.
26 marca 2011
Budzimy się około piątej i już nie chce nam się dalej leżeć. Zwijamy obozowisko, wypijamy herbatę na pobudzenie i targamy asfaltową drogą w stronę Prudnika. Zaczynają mnie solidnie męczyć odciski i marsz staje się nieprzyjemny. Na szczęście w miarę szybko docieramy na miejsce, gdzie jednak nie ma jeszcze żadnego otwartego baru, gdzie można by coś zjeść. Zadowalamy się więc śniadaniem na schodkach i docieramy do dworca. Tam godzina czekania na pociąg, półtorejgodzinna przesiadka w Nysie, gdzie wreszcie zjadamy śniadanie i szynobus do Opola.
zdjęcia:
https://picasaweb.google.com/s1e3b5/Gor ... e26032011#
Góry Opawskie 25-26. marca 2011
Góry Opawskie 25-26. marca 2011
"following our will and wind we may just go where no one's been"
- Pudelek
- bardzo stary wyga
- Posty: 4261
- Rejestracja: 12-11-2007 17:06
- Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln
no, z tym zielonym na Kopę trochę przesadziłeś - prosty w miarę jest, ale to podejście aż tak masakrycznie nie wygląda (zwłaszcza pod koniec jest zygzak). Chociaż po uzupełnieniu płynów w Zlatych Horach to faktycznie może ciążyć 
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
- Pudelek
- bardzo stary wyga
- Posty: 4261
- Rejestracja: 12-11-2007 17:06
- Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln
kto Ci każe chodzić w betonowych butach?
takie to tylko do kąpieli się używa 
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
https://picasaweb.google.com/110344506389073663651
http://hanyswpodrozach.blogspot.com/
Re: Góry Opawskie 25-26. marca 2011
seb_135 pisze: Nagle tuż obok w chaszczach słychać wielki hałas, który powoduje, że chowamy się za drzewo.
Może to było w oklicach Grobu Czarownicy?
seb_135 pisze:a co to takiego?
Kamyk na granicy. Pomiędzy Srebrną Kopą a Zamkową Górą.
Więcej tutaj: http://www.naszesudety.pl/?p=artykulyShow&iArtykul=2925
-
Andrzej z Gór Opawskich
- łazik
- Posty: 68
- Rejestracja: 02-04-2011 20:55
- Lokalizacja: Prudnik
Trochę dziwna wyprawa, nocleg na przystanku autobusowym, marsz z Dębowca do Prudnika asfaltem, zamiast prostą leśną drogą... Ale kawał drogi przemaszerowaliście. Jeśli lubicie wyzwania to zapraszam na IX Prudnicki Maraton Pieszy, tylko 50 km w ciekawym, górskim terenie z Jesenika do Prudnika. marsz turystyczny, nie na wyścigi. 17 września. Tutaj znajdziecie informacje na temat imprezy: http://prudnickimaraton.wordpress.com/
seb_135 pisze:. Nagle tuż obok w chaszczach słychać wielki hałas, który powoduje, że chowamy się za drzewo. Trzeba przyznać, że jesteśmy zesrani. Postanawiamy wybiec zza drzewa i w długą. Po kilkuset metrach uznajemy, że niebezpieczeństwo minęło. W ogóle, las jest pełen dziwnych odgłosów, skrzeczących zwierząt, trzaskających gałązek.
kurcze! ale przygoda!! ciekawe co to bylo??
Andrzej z Gór Opawskich pisze:Trochę dziwna wyprawa, nocleg na przystanku autobusowym,
czemu zaraz dziwna? przystanek to bardzo dogodne miejsce noclegowe
ja najlepiej wspominam przystanek na podlasiu w mikłaszewie- z drewniana podloga, drzwiami, póleczkami i balkonem z ławkami na sniadanie
https://picasaweb.google.com/buba.dawno ... 4865436274
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "
na wiecznych wagarach od zycia...
na wiecznych wagarach od zycia...
-
Andrzej z Gór Opawskich
- łazik
- Posty: 68
- Rejestracja: 02-04-2011 20:55
- Lokalizacja: Prudnik
Rzeczywiście ten przystanek z Podlasia jest niesamowity. Pozazdrościć. Niestety ja mam pecha, moje przystanki zwykle śmierdzą uryną, są brudne i pobazgrane. Nic miłego. Smaczek takiej wyprawy to jednak obcowanie z naturą, a nie spanie na przystankach przy drodze. Oczywiście co innego, jeśli czeka się na pociąg, czy autobus, wtedy nie ma wyjścia, śpi się tam, gdzie można. Ale w tym wypadku to jednak świadomy wybór miejsca odpoczynku, zresztą na skraju lasu. Niedaleko stamtąd jest fajna, solidna ambonka, w sam raz na nocleg i żadne "wilcy" nie zjedzą. 
- Raubritter
- bardzo stary wyga
- Posty: 2087
- Rejestracja: 26-01-2008 22:49
- Lokalizacja: Poznań