Tak z angielska mógłbym rozpocząć relację z weekendowego wyjazdu, podczas którego góry i historia były nierozłączną całością. Być może dlatego, że wyjazd był tylko trzyosobowy: kierowca (Marek) był archeologiem, nawigator historykiem (zgadnijcie kto
Ruszyliśmy z Wrocławia samochodem dopiero po godzinie 14, gdyż do 14 pracowałem. Przed 16 zajechaliśmy przed budynek muzeum bitwy nad Kaczawą we wsi Dunino, kilka kilometrów na południe od Legnicy.
“Man will von einer gewaltigen Schlacht sagen, darinnen viel Tausent von beiden Seiten geblieben sind” (Wieść jest o znamienitej bitwie, w której wiele tysięcy z obu stron poległo”).
Bitwa nad Kaczawą rozegrała się 26 sierpnia 1813 r. na Płaskowyżu Janowickim, w pobliżu miejsca, gdzie do rzeki Kaczawy wpada Nysa Szalona. Po jednej stronie stanęły oddziały rosyjskie i pruskie (Armia Śląska) pod dowództwem feldmarszałka Bluechera, po drugiej dowodzona przez marszałka Macdonalda (nie mylić z siecią lokali gastronomicznych
“Viel sind ins Wasser gesprungen und haben sich selbst ersäuft” (Wiele ich skoczyło w wodę i sami się potopili).
Ulewne deszcze sprawiły, że Kaczawa wezbrała do tego stopnia, że zerwała mosty, a wycofujący się Francuzi mieli do wyboru – rzucić się w jej wezbrane nurty albo iśc do niewoli. Wielu próbowało przebyć rzekę wpław. Części się to udało, ale dużą część porwał wezbrany nurt (jak groźna potrafi być Kaczawa, pokazała powódź w 1997 r.!) i zginęli. Na pomniku znajdującym się na nadrzecznym wale nieopodal wsi Dunino do 1945 znajdował się fragment wiersza Ernsta Moritza Arndta, który w wolnym tłumaczeniu na język polski brzmiał:
“A nad Kaczawą, nie szczędząc guzów,
nauczył Blücher pływać Francuzów.
Płyńcie, Francuzy, bez portek w dal,
niech was wieloryb połknie wśród fal!”
Niemcy lubili dbać o odpowiednie upamiętnienie swych zwycięstw, nic też dziwnego, że na polu bitwy zaczęli stawiać pomniki, a w Duninie powstał niewielki budynek rzeczonego muzeum. Pomniki miały formę jednolitych obelisków, na których znajdował się krzyż żelazny i napis, co się w danym miejscu podczas bitwy działo. Przy budynku muzeum (można je zwiedzać po uzgodnieniu z GOK w Krotoszycach lub w czasie biwaku napoleońskiego w sierpniu) znajdują się 3 takie obeliski (2 mocno zniszczone i zarośnięte mchem). Po 1989 r. część pomników odnowiono lub postawiono nowe, dodając tablice z polskim tłumaczeniem inskypcji. Pierwszy taki pomnik “w terenie” zobaczyliśmy we wsi Wąrmątowice, w pobliżu pałacu.
Kolejny podziwialiśmy po przejechaniu sporego kawałka pola bitwy przy polnej drodze prowadzącej na Płaskowyż Janowicki w pobliżu wsi Krajów.
To ta droga
Następny pomnik był przy samym Krajowie, niedaleko mostu na Nysie Szalonej.
W polskiej tablicy odbiło się zachodzące słońce i krajobraz
Jeszcze jeden pomnik do kolekcji – przy drodze z Winnicy do Janowic Dużych i Tyńczyka Legnickiego.
Z miejsca, gdzie francuscy kanonierzy grzali do Prusaków, oglądaliśmy zachód słońca.
Położenie geograficzne naszego kraju ma tą zaletę, że jeszcze pół godziny po zachodzie słońca jest w miarę jasno. Wykorzystaliśmy to, by pojechać do wsi Słup, z którą związanych jest wiele legend. Miejscowość położona jest na wzgórzu, a na jego kulminacji znajduje się kościół.
Słup słynie także z ossarium. Pod tą nieco może zagadkową dla niektórych nazwą kryje się wolno stojący budynek, w którym składano kości ze starego cmentarza, gdy na jego miejsca zakładano nowy.
Z tyłu ossarium znajdował się przy ziemi dosyć spory otwór zastawiony lichą kratką. Za kratką widać było ludzie kości. Bez trudu można je było stamtąd wyciągnąć! Co więcej, jedna z nich leżała na trawie. Mam nadzieję, że zrozumiecie, czemu nie robiłem zdjęć ilustrujących te słowa...
“Allenthalben auf dem Felde liegt es voller Leichnam” (Wszędy po polu pełno leży trupów)
Tuż koło ossarium, przy cmentarnym murze, znajduje się anonimowa mogiła z dużym drewnianym prawosławnym krzyżem. Moim skromnym zdaniem jest to grób rosyjskich żołnierzy, ofiar bitwy nad Kaczawą.
Między Bielowicami a Jaworem zaliczyliśmy jeszcze jedno “trafienie”.
Ostatni pomnik upamiętniający bitwę, który zobaczyliśmy – nieopodal nieistniejącej stacji kolejowej koło nieistniejącej wsi Brachów (w miejscu, gdzie się znajdowała, od lat 70. XX wieku znajduje się Zbiornik Słup. Po wsi pozostała nawet nazwa rejonu ww. - Brachowski Brzeg).
W tzw. międzyczasie zapadła noc, a była ona – by przytoczyć tu słynne pierwsze zdanie “Zapisków oficera Armii Czerwonej” Sergiusza Piaseckiego – czarna jak sumienie faszysty
Przed godziną 18 zakwaterowaliśmy się w ośrodku “Magda” w Grobli. W pałacu była impreza, więc przydzielono nam trzyosobowy pokój w tzw. Bronówce. Minuty mijały powoli. Siedzieliśmy w pokoju. Niby nie było późno, a jednak rozmowy jakoś się nie kleiły. Rzuciłem hasło, by jechać do sklepu w Kwietnikach. Wkrótce siedzieliśmy w samochodzie, a ja już planowałem, by jechać do Bolkowa obejrzeć podświetlony zamek. Po zakupach obraliśmy kurs na Bolków. Szybko zaparkowaliśmy pod zamkiem. Nie dość, że nie był podświetlony, to nawet pierwsza brama – z reguły otwarta – była teraz zamknięta na trzy spusty, a tabliczka informowała o rozpoczęciu we wrześniu b.r. remontu z nieokreślonym terminem jego zakończenia (druga straszyła złym psem tych, którzy mimo to postanowiliby spróbować odwiedzin
No jak to – odejść z kwitkiem? Nie ma mowy! Uruchamiamy plan B – marsz ścieżką dookoła zamkowych murów. Oczywiście domyślacie się, że nie mieliśmy latarki, a nikt z nas nigdy nie szedł tą ścieżką. Zanurzyliśmy się w cień zamkowych murów...
Księżyc oświetlał początkowo ścieżkę, zresztą była ona wpierw dośc szeroka. Gdy jednak zaczęły się skręty, a ścieżka zaczęła się wznosić i opadać, stawać pochyła lub niknąć w mroku bądź pod zeschłymi liścmi, wtedy było naprawdę klimatycznie
Błazen na dworze Bolka II świdnickiego, Jakub Thau, opiekował się synkiem księcia. Podczas zabawy rzucił w stronę malca kamieniem. Pech chciał, że kamień śmiertelnie ugodził dziecko w głowę. Jakub, mimo nieumyślności swojego czynu, został publicznie ścięty. Tradycja mówi o dwóch miejscach, gdzie miało do tego dojść. Pierwszym jest Świdnica, drugim – zamek w Bolkowie. W Świdnicy na placu św. Małgorzaty stoi po dziś dzień skromny, kamienny krzyż z odtrąconymi ramionami i nieco zatartą datą 1347 oraz inicjałami „JT”. My jednak na potrzeby tej opowieści przyjmijmy, że całe wydarzenie rozegrało się wewnątrz murów bolkowskiego zamku.
Jeśli bowiem cała rzecz miałaby miejsce w Świdnicy, skąd by się wziął na murach zamku w Bolkowie duch w rogatej czapce błazna?! Jak wieść niesie, w księżycowe noce można go zobaczyć, gdy powraca na miejsce niezawinionej zbrodni. Kilkadziesiąt lat temu w pewną ciepłą letnią noc natknął się nań pewien student. Obchodząc zamkowe mury w świetle księżyca skonstatował nagle, że zrobiło się bardzo zimno i ciemno. Spojrzał w niebo, lecz księżyc świecił jasno. Nagle spostrzegł, że od zamkowej baszty oderwał się jakiś cień przypominający sylwetkę człowieka w rogatej czapce. Cień przesuwał się wzdłuż murów. Student patrzył na to zjawisko zafascynowany, sądząc że jest świadkiem jakiegoś rzadkiego zjawiska optycznego. Nagle zerwał się wiatr i z zamkowych murów posypały się kamienie. Jeden z nich boleśnie ugodził studenta w ramię. Dopiero wtedy ogarnął go jakiś dziwny lęk. Nie obracając się za siebie szybko zbiegł z zamkowego wzgórza...
O tym, co się zdarzyło między godziną 20 a 21 podczas spaceru wokół murów zamku, długo by opowiadać. Ducha Jakuba Thau nie spotkaliśmy, za to Kasi napędził stracha pies! Zamku nie da się obejść dookoła – dość blisko bramy, po ¾ okrążenia, znajduje się czyjś ogródek i ścieżkę blokuje siatka z drutem kolczastym z dodatkiem psa bezpośrednio za siatką! Zaczęło się więc szukanie drogi zejściowej na dół wśród opłotków i zabudowań Bolkowa. Wiedziony instynktem wybrałem właściwą drogą i wkrótce siedzieliśmy już w samochodzie mknąć z powrotem do grobli. „Teraz będzie o czym opowiadać wspominając sobotni wieczór” - powiedziałem do znajomych
Niedzielna część wyprawy zaczęła się ok. 9.30. Minęliśmy Pogwizdów, Jastrowiec, Lipę, Nową Wieś Małą, Nową Wieś Wielką i Muchów. Marek zaparkował samochód, po czym udaliśmy się w stronę nieodległej Czartowskiej Skały (463 m).
Wiało tam jak diabli (może ze względu na nazwę?
ewakuowaliśmy się do samochodu. Kolejnym przystankiem na naszej trasie był Kondratów, konkretnie dom mojego znajomego. Okazało się, że nie ma go w domu, więc ruszyliśmy dalej.
Trupień (poniżej widok na górę z Czartowskiej Skały)
to góra wyjątkowa z kilku względów. Niby niewysoka (tylko 481 mn.p.m.), ale intryguje nazwą, wielkim kamieniołomem (łatwo rozpoznać z daleka co to za góra)
, faktem, że przed II wojną światową znajdowała się w niej Lodowa Jaskinia (cały rok utrzymywał się tam lód!) oraz oczywiście... historią
Po zejściu z góry zjedliśmy drugie (ja) lub pierwsze (reszta
[z tego kamieniołomu piaskowiec trafił w XVI w. na wieżę wrocławskiego kościoła św. Elżbiety przy Rynku!]
Oczywiście nie mogło zabraknąć okopów z drugiej wojny światowej!
Jesień na Kruczych Skałach
Skoro jesteśmy samochodem na Pogórzu Kaczawskim, żal nie wejść na jego najwyższy szczyt – Ostrzycę Proboszczowicką (501 m n.p.m.)! Zanim jednak zaparkowaliśmy pod Ostrzycą, zatrzymaliśmy się po drodze w Pielgrzymce. Stoi tam piękny pomnik poległych w I wojnie światowej mieszkańców.
Najlepszy jest patriotyczny napis na pomniku, autorstwa znanego Wam już Arndta (tego od Kaczawy i uczących się pływać Francuzów
W tłumaczeniu na polski brzmi om: „Jeden kraj, jeden naród, jedno serce, jedna armia. Chcemy być Niemcami”. Już kilkanaście lat po postawieniu tego pomnika w Niemczech zacznie obowiązywać nieco zmodyfikowane w stosunku do powyższego hasło: „Ein Volk, ein Rech, ein Führer!”...
Ciekawostką w Pielgrzymce jest też kwatera żołnierzy szwedzkich z wojny trzydziestoletniej (1618-1648).
Ostrzyca... Z racji niedzieli, łatwego dojazdu i dobrej pogody cieszyła się tego dnia sporą frekwencją. Zanim doszliśmy na szczyt, mogłem podziwiać... No właśnie, zgadnijcie co
Na szczycie okopów nie było – były za to piękne widoki
Wzgórza Sokołowskie (po prawej) i Wielisławka (nieco na lewo od środka zdjęcia)
Śnieżka
Ponieważ przed południem skontaktował się ze mną mój znajomy z Kondratowa, który był wówczas w Świdnicy, i zaprosił nas na herbatkę na 15.00, po dłuższej wizycie na Ostrzycy ruszyliśmy do samochodu. Oczywiście po drodze było mnóstwo ciekawych oko... nie, tym razem nie okopów tylko innych pamiątek przeszłości
Sokołowiec
pałac (a raczej to, co z niego zostało)
pomnik poległych w wojnie austriacko-pruskiej 1866 r. mieszkańców tej miejscowości (patrz uwaga w nawiasie opis wyżej).
Trafili oni do legnickiego 7 pułku grenadierów. Jednostka ta poniosła bardzo ciężkie straty w bitwie pod Czeską Skalicą (28 VI 1866), lecz dzięki poświęceniu grenadierów inne oddziały pruskie zdążyły nadejść na pole bitwy i pobić Austriaków. Niegdyś w armii pruskiej było normą, że do danej kompanii wcielano ludzi z jednej wioski. Dzięki temu walczyli oni efektywniej, bowiem nie byli oni sobie nieznani czy obojętni...
Świerzawa
Za tą bramą
znajduje się piękny romański kościół. Nie pokażę jego zdjęcia. Odwiedźcie Świerzawę i zobaczcie go sami
Rzeszówek
Pomnik upamiętniający poległych w wojnie austriacko-pruskiej i francusko-pruskiej (1870/71) mieszkańców miejscowości.
Jeden z nich walczył w 7 pułku grenadierów...
Tuż po 15 zajechaliśmy na podwórze domu mojego znajomego w Kondratowie. Oprowadził nas i opowiedział o remoncie, a następnie zasiedliśmy przy stole, by przy herbacie i ciasteczkach rozmawiać o tylu sprawach. Czego tam nie było! I najsłynniejsza osoba związana z Kondratowem: Hans-Ulrich Rudel (legendarny pilot niemieckich „Sztukasów”), kapitan Herbert Klose – ten od „Złota Wrocławia”, który mieszkał w Sędziszowej, pełne tajemnic góry Wielisławka i Rosocha, Szlak Cysterski, podziemny Wrocław i Eberhard Mock jeżdżący po nim motorem, Gregor Thum i jego książka „Obce miasto”, wspomnienia dwu ostatnich komendantów Festung Breslau... To tylko niewielki wybór poruszanych tematów
Kasia była cały dzień katowana okopami, informacjami o walkach i historii, a na pożegnanie miała godzinny wykład (gdy jechaliśmy autostradą) o monografiach niemieckich i radzieckich jednostek biorących udział w walkach na Dolnym Śląsku w 1945 r., wzbogaconych dokładnymi danymi który oddział, kiedy, w którą stronę i po co korzystał w 1945 r. z autostrady między Legnicą a Wrocławiem – to bowiem był główny temat rozmowy, jaką toczyłem z Markiem.
History is everywhere around us, but we do not know about it;)
PS Cytaty (zaznaczone tłustym drukiem) przy opisie pierwszego dnia pochodzą z niemiecko-polskich rozmówek z XVI wieku autorstwa niejakiego Volkmara w opracowaniu E. Kizika