Pomniki i okopy... Kaczawski weekend 5-6 XI 2011

Planujesz wypad? Byłeś gdzieś i masz ochotę podzielić się wrażeniami z innymi - zrób to koniecznie! Zdjęcia mile widziane!
Leuthen
bardzo stary wyga
Posty: 2491
Rejestracja: 04-07-2011 09:14
Lokalizacja: Wrocław

Pomniki i okopy... Kaczawski weekend 5-6 XI 2011

Postautor: Leuthen » 07-11-2011 16:44

History is everywhere around us, but we do not know about it...
Tak z angielska mógłbym rozpocząć relację z weekendowego wyjazdu, podczas którego góry i historia były nierozłączną całością. Być może dlatego, że wyjazd był tylko trzyosobowy: kierowca (Marek) był archeologiem, nawigator historykiem (zgadnijcie kto :D) i tylko “zwykły uczestnik” reprezentował nauki ścisłe (Kasia).

Ruszyliśmy z Wrocławia samochodem dopiero po godzinie 14, gdyż do 14 pracowałem. Przed 16 zajechaliśmy przed budynek muzeum bitwy nad Kaczawą we wsi Dunino, kilka kilometrów na południe od Legnicy.
Obrazek

Obrazek


“Man will von einer gewaltigen Schlacht sagen, darinnen viel Tausent von beiden Seiten geblieben sind” (Wieść jest o znamienitej bitwie, w której wiele tysięcy z obu stron poległo”).
Bitwa nad Kaczawą rozegrała się 26 sierpnia 1813 r. na Płaskowyżu Janowickim, w pobliżu miejsca, gdzie do rzeki Kaczawy wpada Nysa Szalona. Po jednej stronie stanęły oddziały rosyjskie i pruskie (Armia Śląska) pod dowództwem feldmarszałka Bluechera, po drugiej dowodzona przez marszałka Macdonalda (nie mylić z siecią lokali gastronomicznych :P) francuska Armia Bobru. Wojowano w strugach ulewnego deszczu, który sprawił, że praktycznie bezużyteczna okazała się piechota (zamókł używany w karabinach proch, więc piechurzy nie mieli czym strzelać!), za to decydującą rolę odegrała kawaleria – a tej mieli więcej Sprzymierzeni. Trzeba przyznać, że Francuzi walczyli dzielnie, a na “dzień dobry” francuski II Korpus Kawalerii rozniósł 3 bataliony pruskiej Landwehry. W końcu jednak “Napoleony” zostały zmuszone do odwrotu.

“Viel sind ins Wasser gesprungen und haben sich selbst ersäuft” (Wiele ich skoczyło w wodę i sami się potopili).
Ulewne deszcze sprawiły, że Kaczawa wezbrała do tego stopnia, że zerwała mosty, a wycofujący się Francuzi mieli do wyboru – rzucić się w jej wezbrane nurty albo iśc do niewoli. Wielu próbowało przebyć rzekę wpław. Części się to udało, ale dużą część porwał wezbrany nurt (jak groźna potrafi być Kaczawa, pokazała powódź w 1997 r.!) i zginęli. Na pomniku znajdującym się na nadrzecznym wale nieopodal wsi Dunino do 1945 znajdował się fragment wiersza Ernsta Moritza Arndta, który w wolnym tłumaczeniu na język polski brzmiał:
“A nad Kaczawą, nie szczędząc guzów,
nauczył Blücher pływać Francuzów.
Płyńcie, Francuzy, bez portek w dal,
niech was wieloryb połknie wśród fal!”

Niemcy lubili dbać o odpowiednie upamiętnienie swych zwycięstw, nic też dziwnego, że na polu bitwy zaczęli stawiać pomniki, a w Duninie powstał niewielki budynek rzeczonego muzeum. Pomniki miały formę jednolitych obelisków, na których znajdował się krzyż żelazny i napis, co się w danym miejscu podczas bitwy działo. Przy budynku muzeum (można je zwiedzać po uzgodnieniu z GOK w Krotoszycach lub w czasie biwaku napoleońskiego w sierpniu) znajdują się 3 takie obeliski (2 mocno zniszczone i zarośnięte mchem). Po 1989 r. część pomników odnowiono lub postawiono nowe, dodając tablice z polskim tłumaczeniem inskypcji. Pierwszy taki pomnik “w terenie” zobaczyliśmy we wsi Wąrmątowice, w pobliżu pałacu.

Obrazek

Obrazek

Obrazek



Kolejny podziwialiśmy po przejechaniu sporego kawałka pola bitwy przy polnej drodze prowadzącej na Płaskowyż Janowicki w pobliżu wsi Krajów.

Obrazek

Obrazek

To ta droga
Obrazek

Obrazek



Następny pomnik był przy samym Krajowie, niedaleko mostu na Nysie Szalonej.

Obrazek

W polskiej tablicy odbiło się zachodzące słońce i krajobraz
Obrazek


Jeszcze jeden pomnik do kolekcji – przy drodze z Winnicy do Janowic Dużych i Tyńczyka Legnickiego.

Obrazek

Obrazek



Z miejsca, gdzie francuscy kanonierzy grzali do Prusaków, oglądaliśmy zachód słońca.

Obrazek


Położenie geograficzne naszego kraju ma tą zaletę, że jeszcze pół godziny po zachodzie słońca jest w miarę jasno. Wykorzystaliśmy to, by pojechać do wsi Słup, z którą związanych jest wiele legend. Miejscowość położona jest na wzgórzu, a na jego kulminacji znajduje się kościół.

Obrazek

Słup słynie także z ossarium. Pod tą nieco może zagadkową dla niektórych nazwą kryje się wolno stojący budynek, w którym składano kości ze starego cmentarza, gdy na jego miejsca zakładano nowy.

Obrazek

Obrazek


Z tyłu ossarium znajdował się przy ziemi dosyć spory otwór zastawiony lichą kratką. Za kratką widać było ludzie kości. Bez trudu można je było stamtąd wyciągnąć! Co więcej, jedna z nich leżała na trawie. Mam nadzieję, że zrozumiecie, czemu nie robiłem zdjęć ilustrujących te słowa...

“Allenthalben auf dem Felde liegt es voller Leichnam” (Wszędy po polu pełno leży trupów)
Tuż koło ossarium, przy cmentarnym murze, znajduje się anonimowa mogiła z dużym drewnianym prawosławnym krzyżem. Moim skromnym zdaniem jest to grób rosyjskich żołnierzy, ofiar bitwy nad Kaczawą.

Obrazek


Między Bielowicami a Jaworem zaliczyliśmy jeszcze jedno “trafienie”.

Obrazek

Obrazek


Ostatni pomnik upamiętniający bitwę, który zobaczyliśmy – nieopodal nieistniejącej stacji kolejowej koło nieistniejącej wsi Brachów (w miejscu, gdzie się znajdowała, od lat 70. XX wieku znajduje się Zbiornik Słup. Po wsi pozostała nawet nazwa rejonu ww. - Brachowski Brzeg).

Obrazek

Obrazek


W tzw. międzyczasie zapadła noc, a była ona – by przytoczyć tu słynne pierwsze zdanie “Zapisków oficera Armii Czerwonej” Sergiusza Piaseckiego – czarna jak sumienie faszysty ;) Tak naprawdę aż tak ciemno nie było – księżyc świecił dość jasno. Teraz jechaliśmy już prosto “na kwaterę”.

Przed godziną 18 zakwaterowaliśmy się w ośrodku “Magda” w Grobli. W pałacu była impreza, więc przydzielono nam trzyosobowy pokój w tzw. Bronówce. Minuty mijały powoli. Siedzieliśmy w pokoju. Niby nie było późno, a jednak rozmowy jakoś się nie kleiły. Rzuciłem hasło, by jechać do sklepu w Kwietnikach. Wkrótce siedzieliśmy w samochodzie, a ja już planowałem, by jechać do Bolkowa obejrzeć podświetlony zamek. Po zakupach obraliśmy kurs na Bolków. Szybko zaparkowaliśmy pod zamkiem. Nie dość, że nie był podświetlony, to nawet pierwsza brama – z reguły otwarta – była teraz zamknięta na trzy spusty, a tabliczka informowała o rozpoczęciu we wrześniu b.r. remontu z nieokreślonym terminem jego zakończenia (druga straszyła złym psem tych, którzy mimo to postanowiliby spróbować odwiedzin ;-) ).
No jak to – odejść z kwitkiem? Nie ma mowy! Uruchamiamy plan B – marsz ścieżką dookoła zamkowych murów. Oczywiście domyślacie się, że nie mieliśmy latarki, a nikt z nas nigdy nie szedł tą ścieżką. Zanurzyliśmy się w cień zamkowych murów...

Księżyc oświetlał początkowo ścieżkę, zresztą była ona wpierw dośc szeroka. Gdy jednak zaczęły się skręty, a ścieżka zaczęła się wznosić i opadać, stawać pochyła lub niknąć w mroku bądź pod zeschłymi liścmi, wtedy było naprawdę klimatycznie :-) W jednym miejscu trzeba się było regularnie przytulić do skały, by obejść małe urwisko (co to jest te 30 metrów w dół? :P). Mówię wam – ciemne zamkowe mury rysujące się na tle świecącego księżyca to niezapomniany widok! Smaczku wędrówce dodawała też znana mi opowieść o duchu błazna z Bolkowa. Znacie tą legendę? Jak nie, to posłuchajcie!

Błazen na dworze Bolka II świdnickiego, Jakub Thau, opiekował się synkiem księcia. Podczas zabawy rzucił w stronę malca kamieniem. Pech chciał, że kamień śmiertelnie ugodził dziecko w głowę. Jakub, mimo nieumyślności swojego czynu, został publicznie ścięty. Tradycja mówi o dwóch miejscach, gdzie miało do tego dojść. Pierwszym jest Świdnica, drugim – zamek w Bolkowie. W Świdnicy na placu św. Małgorzaty stoi po dziś dzień skromny, kamienny krzyż z odtrąconymi ramionami i nieco zatartą datą 1347 oraz inicjałami „JT”. My jednak na potrzeby tej opowieści przyjmijmy, że całe wydarzenie rozegrało się wewnątrz murów bolkowskiego zamku.
Jeśli bowiem cała rzecz miałaby miejsce w Świdnicy, skąd by się wziął na murach zamku w Bolkowie duch w rogatej czapce błazna?! Jak wieść niesie, w księżycowe noce można go zobaczyć, gdy powraca na miejsce niezawinionej zbrodni. Kilkadziesiąt lat temu w pewną ciepłą letnią noc natknął się nań pewien student. Obchodząc zamkowe mury w świetle księżyca skonstatował nagle, że zrobiło się bardzo zimno i ciemno. Spojrzał w niebo, lecz księżyc świecił jasno. Nagle spostrzegł, że od zamkowej baszty oderwał się jakiś cień przypominający sylwetkę człowieka w rogatej czapce. Cień przesuwał się wzdłuż murów. Student patrzył na to zjawisko zafascynowany, sądząc że jest świadkiem jakiegoś rzadkiego zjawiska optycznego. Nagle zerwał się wiatr i z zamkowych murów posypały się kamienie. Jeden z nich boleśnie ugodził studenta w ramię. Dopiero wtedy ogarnął go jakiś dziwny lęk. Nie obracając się za siebie szybko zbiegł z zamkowego wzgórza...

O tym, co się zdarzyło między godziną 20 a 21 podczas spaceru wokół murów zamku, długo by opowiadać. Ducha Jakuba Thau nie spotkaliśmy, za to Kasi napędził stracha pies! Zamku nie da się obejść dookoła – dość blisko bramy, po ¾ okrążenia, znajduje się czyjś ogródek i ścieżkę blokuje siatka z drutem kolczastym z dodatkiem psa bezpośrednio za siatką! Zaczęło się więc szukanie drogi zejściowej na dół wśród opłotków i zabudowań Bolkowa. Wiedziony instynktem wybrałem właściwą drogą i wkrótce siedzieliśmy już w samochodzie mknąć z powrotem do grobli. „Teraz będzie o czym opowiadać wspominając sobotni wieczór” - powiedziałem do znajomych :D


Niedzielna część wyprawy zaczęła się ok. 9.30. Minęliśmy Pogwizdów, Jastrowiec, Lipę, Nową Wieś Małą, Nową Wieś Wielką i Muchów. Marek zaparkował samochód, po czym udaliśmy się w stronę nieodległej Czartowskiej Skały (463 m).

Obrazek

Obrazek


Wiało tam jak diabli (może ze względu na nazwę? :P), więc nie zabawiliśmy tam długo i po wykonaniu serii zdjęć (dwa poniżej)

Obrazek

Obrazek

ewakuowaliśmy się do samochodu. Kolejnym przystankiem na naszej trasie był Kondratów, konkretnie dom mojego znajomego. Okazało się, że nie ma go w domu, więc ruszyliśmy dalej.

Trupień (poniżej widok na górę z Czartowskiej Skały)

Obrazek

to góra wyjątkowa z kilku względów. Niby niewysoka (tylko 481 mn.p.m.), ale intryguje nazwą, wielkim kamieniołomem (łatwo rozpoznać z daleka co to za góra)

Obrazek

, faktem, że przed II wojną światową znajdowała się w niej Lodowa Jaskinia (cały rok utrzymywał się tam lód!) oraz oczywiście... historią :-) W 1945 r. toczyły się o nią zacięte walki. Jeden z niemieckich żołnierzy z 10 Dywizji Grenadierów Pancernych zapracował podczas walk o Trupień na Krzyż Rycerski Krzyża Żelaznego, niezwykle prestiżowe odznaczenie (podczas wojny otrzymało je tylko 7318 żołnierzy niemieckich). Celem odwiedzin na Trupieniu było zlokalizowanie niemieckich okopów z czasów walk. Cel zrealizowano – znów dzięki mojej intuicji :D Okopy na Trupieniu ciągną się setkami metrów, a miejscami są głębokie jeszcze na ponad 1,3 m!

Obrazek

Obrazek



Po zejściu z góry zjedliśmy drugie (ja) lub pierwsze (reszta :P) śniadanie, a następnie pojechaliśmy do Złotoryi, by odbić tam na Jerzmanice Zdrój. Marek zaparkował koło stacji kolejowej, a następnie przepuściliśmy szturm na znajdujące się w pobliżu tegoż miejsca Krucze Skały.

Obrazek
[z tego kamieniołomu piaskowiec trafił w XVI w. na wieżę wrocławskiego kościoła św. Elżbiety przy Rynku!]

Obrazek

Obrazek

Oczywiście nie mogło zabraknąć okopów z drugiej wojny światowej! :D

Obrazek

Jesień na Kruczych Skałach

Obrazek

Obrazek



Skoro jesteśmy samochodem na Pogórzu Kaczawskim, żal nie wejść na jego najwyższy szczyt – Ostrzycę Proboszczowicką (501 m n.p.m.)! Zanim jednak zaparkowaliśmy pod Ostrzycą, zatrzymaliśmy się po drodze w Pielgrzymce. Stoi tam piękny pomnik poległych w I wojnie światowej mieszkańców.

Obrazek

Obrazek

Najlepszy jest patriotyczny napis na pomniku, autorstwa znanego Wam już Arndta (tego od Kaczawy i uczących się pływać Francuzów ;-) ).

Obrazek
W tłumaczeniu na polski brzmi om: „Jeden kraj, jeden naród, jedno serce, jedna armia. Chcemy być Niemcami”. Już kilkanaście lat po postawieniu tego pomnika w Niemczech zacznie obowiązywać nieco zmodyfikowane w stosunku do powyższego hasło: „Ein Volk, ein Rech, ein Führer!”...

Ciekawostką w Pielgrzymce jest też kwatera żołnierzy szwedzkich z wojny trzydziestoletniej (1618-1648).

Obrazek

Obrazek


Ostrzyca... Z racji niedzieli, łatwego dojazdu i dobrej pogody cieszyła się tego dnia sporą frekwencją. Zanim doszliśmy na szczyt, mogłem podziwiać... No właśnie, zgadnijcie co ;-) Oczywiście okopy z drugiej wojny światowej! :D:D:D

Obrazek

Obrazek


Na szczycie okopów nie było – były za to piękne widoki :-)

Obrazek

Wzgórza Sokołowskie (po prawej) i Wielisławka (nieco na lewo od środka zdjęcia)
Obrazek

Śnieżka
Obrazek



Ponieważ przed południem skontaktował się ze mną mój znajomy z Kondratowa, który był wówczas w Świdnicy, i zaprosił nas na herbatkę na 15.00, po dłuższej wizycie na Ostrzycy ruszyliśmy do samochodu. Oczywiście po drodze było mnóstwo ciekawych oko... nie, tym razem nie okopów tylko innych pamiątek przeszłości ;)

Sokołowiec

pałac (a raczej to, co z niego zostało)
Obrazek

pomnik poległych w wojnie austriacko-pruskiej 1866 r. mieszkańców tej miejscowości (patrz uwaga w nawiasie opis wyżej).

Obrazek

Trafili oni do legnickiego 7 pułku grenadierów. Jednostka ta poniosła bardzo ciężkie straty w bitwie pod Czeską Skalicą (28 VI 1866), lecz dzięki poświęceniu grenadierów inne oddziały pruskie zdążyły nadejść na pole bitwy i pobić Austriaków. Niegdyś w armii pruskiej było normą, że do danej kompanii wcielano ludzi z jednej wioski. Dzięki temu walczyli oni efektywniej, bowiem nie byli oni sobie nieznani czy obojętni...

Świerzawa
Za tą bramą

Obrazek

znajduje się piękny romański kościół. Nie pokażę jego zdjęcia. Odwiedźcie Świerzawę i zobaczcie go sami ;-)

Rzeszówek
Pomnik upamiętniający poległych w wojnie austriacko-pruskiej i francusko-pruskiej (1870/71) mieszkańców miejscowości.

Obrazek

Jeden z nich walczył w 7 pułku grenadierów...
Obrazek


Tuż po 15 zajechaliśmy na podwórze domu mojego znajomego w Kondratowie. Oprowadził nas i opowiedział o remoncie, a następnie zasiedliśmy przy stole, by przy herbacie i ciasteczkach rozmawiać o tylu sprawach. Czego tam nie było! I najsłynniejsza osoba związana z Kondratowem: Hans-Ulrich Rudel (legendarny pilot niemieckich „Sztukasów”), kapitan Herbert Klose – ten od „Złota Wrocławia”, który mieszkał w Sędziszowej, pełne tajemnic góry Wielisławka i Rosocha, Szlak Cysterski, podziemny Wrocław i Eberhard Mock jeżdżący po nim motorem, Gregor Thum i jego książka „Obce miasto”, wspomnienia dwu ostatnich komendantów Festung Breslau... To tylko niewielki wybór poruszanych tematów ;) Godzina płynęła za godziną, a człowiek miał wrażenie że czas zatrzymał się. Trzeba jednak było jednak w końcu podziękować gospodarzom za gościnę i ruszać w drogę powrotną do domu. Zanim wsiedliśmy do auta, dowiedzieliśmy się jeszcze, gdzie w okolicy były... no wiecie – okopy! Okopy to bardzo ważna sprawa na Pogórzu Kaczawskim :D:D:D

Kasia była cały dzień katowana okopami, informacjami o walkach i historii, a na pożegnanie miała godzinny wykład (gdy jechaliśmy autostradą) o monografiach niemieckich i radzieckich jednostek biorących udział w walkach na Dolnym Śląsku w 1945 r., wzbogaconych dokładnymi danymi który oddział, kiedy, w którą stronę i po co korzystał w 1945 r. z autostrady między Legnicą a Wrocławiem – to bowiem był główny temat rozmowy, jaką toczyłem z Markiem.


History is everywhere around us, but we do not know about it;)



PS Cytaty (zaznaczone tłustym drukiem) przy opisie pierwszego dnia pochodzą z niemiecko-polskich rozmówek z XVI wieku autorstwa niejakiego Volkmara w opracowaniu E. Kizika :-)
Ostatnio zmieniony 08-11-2011 09:30 przez Leuthen, łącznie zmieniany 2 razy.

cezaryol
bardzo stary wyga
Posty: 2343
Rejestracja: 23-03-2007 19:32
Lokalizacja: Opole

Re: Pomniki i okopy... Kaczawski weekend 5-6 XI 2011

Postautor: cezaryol » 07-11-2011 20:53

Niezwykle interesująca lekcja niekoniecznie bardzo znanej historii.

Leuthen pisze:Przed godziną 18 zakwaterowaliśmy się w ośrodku “Magda”

...hmm. Interesująca nazwa :wink:

kata
podróżnik
Posty: 128
Rejestracja: 18-06-2011 13:33
Lokalizacja: Wrocław

Postautor: kata » 07-11-2011 21:02

fantastyczna relacja!!!
Bywałam kiedyś częściej w tych rejonach, ale nie wiedziałam że kryją aż TYLE (!!!) skarbów!

dzięki za cenne wskazówki :)

tirpiz
łazik
Posty: 97
Rejestracja: 01-03-2010 21:49
Lokalizacja: Legnica

Postautor: tirpiz » 09-11-2011 19:19

Fajnie się czyta. Tyle już razy mijałem te obeliski na rowerze, ale jakoś nigdy nie ogarniałem całości tych wydarzeń...

A w Sokołowcu, przy ruinach pałacu byłem wówczas DOSŁOWNIE za płotem!
...nie ma szans bez ryzyka, życia bez napięć a drogi bez niebezpieczeństw...

Awatar użytkownika
baniak
wędrowiec
Posty: 487
Rejestracja: 05-09-2006 19:52
Lokalizacja: Śnieżnicka Kraina(Stronie Śląskie)

Postautor: baniak » 10-11-2011 10:17

Leuthen wprowadzasz na forum niecodzienną historyczną atmosfere :wink:

Dzięki :!:
Wolne przewodnictwo-Śnieżnicka Kraina


Wróć do „Relacje z wypraw”