Wałbrzych,
W trasę miałem iść z Leuthen'em, ale z powodu jego małego wypadku w sobotę w Karkonoszach udałem się sam na szlak.
Trasę zacząłem na dworcu PKP Wałbrzych Główny o godz. 8.30. Zacząłem iść w stronę Zamkowej Góry, na którą podejście było strome, pozbawione śniegu, ale pokryte dużą ilością orzechów bukowych, na które trzeba było uważać, bo można się było poślizgnąć na nich. Na szczycie ukazała mi się brama zamku Nowy Dwór
Po chwili spędzonej na oglądanie pozostałości zamku i ograniczonych przez drzewa widoków z niego ruszyłem dalej w stronę Przełęczy Koziej, gdzie spotkałem pierwszy tego dnia śnieg.
Dalszy etap trasy aż do Rozdroża Ptasiego upłynął mi na zachwycaniu się śniegiem
Następnie był przyjemny spacer przez Rybnicki Grzbiet, z którego zejście było zabójczo strome, ale na szczęście(?) pozbawione śniegu. Samo zejście zajęło mi dużo czasu, a chwilę potem musiałem znowu nabierać wysokości podchodząc w stronę Rogowca, tu jednak już był śnieg. Na samym Rogowcu śniegu już było gdzieś do połowy butów i chmury zaczęły zasłaniać widoki, ale jak się później okazało, chmury zatrzymały się w kilku miejscach już do końca dnia
Od zejścia z Rogowca trasa nabrała charakteru typowo zimowego, więcej śniegu, ośnieżone drzewa. Sama przyjemność
Gdy wyszedłem na polanę przed Andrzejówką, zobaczyłem, że Waligóra chowa się cała w chmurach, ale widoki na bliższą okolicę w zupełności wystarczyły
Następnie wejście do Andrzejówki na obiad, gdzie zostałem przywitany przez jednego z tam przebywających słowami: „Jest rosół, jest niedziela”
Po wyjściu udaję się w stronę Waligóry, gdzie przy wejściu szlaku w las stała 3 osobowa grupa młodzieży zastanawiająca się czy tam iść. Minąłem ich i ruszyłem w górę. jednak szybko zostałem zmuszony do postoju w celu schowania aparatu do plecaka – dla jego bezpieczeństwa. Jak się później okazało, to była dobra decyzja, gdyż kilkukrotnie zostałem zmuszony do zdobywania wysokości na kolanach, bo było trochę za ślisko i stromo do normalnego wchodzenia. Jednak samo wejście było całkiem niedługie i po zrobieniu kilku zdjęć na szczycie, oraz rozmowie ze spotkaną tam grupą zacząłem schodzić. Wspomnianą wcześniej trójkę minąłem gdzieś w 3/4 wysokości góry, widać było, że podejście sprawia im dużo więcej trudności niż mnie wcześniej.
Po zejściu zastanawiałem się gdzie iść, więc początkowo poszedłem trochę żółtym szlakiem w stronę Sokołowska, żeby po pewnym czasie przejść na przełaj lasem na szlak czerwony (stromo było) i wrócić pod Andrzejówkę. Tam wszedłem na szlak zielony i udałem się do Wałbrzycha. po drodze spotkałem grupę z Andrzejówki i jedna z osób przywitała mnie mówiąc: „O, Pan od rosołu”
Podsumowując, była to ciekawa wycieczka jak na rozpoczęcie sezonu zimowego
Więcej zdjęć: https://picasaweb.google.com/1003226833 ... e11122011#