Piątek o 8 rano melduję się z koleżanką w Szklarskiej Porębie. Wszędzie biało i ciągle sypie biały puszek. Plan był taki żeby dojść do Chatki Górzystów i tam przenocować. A iść mieliśmy przez Wysoki Kamień, nieczynną kopalnię kwarcu Stanisław, dalej Szklarską drogą do Rozdroża pod Cichą Równią i dalej niebieskim szlakiem do Chatki.
Wejście na Wysoki Kamień…
Śniegu średnio tak po kolana, ale często było go znacznie więcej, szlak przecieraliśmy my a w niektórych miejscach śniegu było nawiane tak że rzucałem kijki przed siebie i pokonywałem „przeszkodę” na czworakach. Moja koleżanka Łucja miała dopiero przerąbane bo jest niską osóbką i pokonywanie niektórych „przeszkód” sprawiało dużo problemów. Schronisko na Wysokim Kamieniu zamknięte więc idziemy dalej.
Szlak oczywiście był nieprzetarty i śniegu było tutaj znacznie więcej, szło się dość ciężko a o naszym tempie wolałbym nie pisać… szliśmy prawie 3 godziny odcinek z Wysokiego Kamienia do kopani Stanisław.
Dochodząc do Rozdroża Pod Cicha Równią śniegu było znacznie mniej, przestał nawet śnieg padać. Przysiadamy w szałasie by chwilę odpocząć. Dość dużo osób zapierdzielało już na nartach biegowych.
Idąc dalej nawet się rozpogodziło i dane nam było oglądać całkiem przyjemny zachód słońca. Co nie będę ukrywał poprawiło moje morale, bo miałem serdecznie dość tego śniegu
Dochodząc do skrzyżowania szlaku niebieskiego z czerwony widzieliśmy już Chatkę Górzystów, niebo było pełne gwiazd.
Naszą uwagę przyciągnęło niesamowite zjawisko jakie mogliśmy podziwiać na niebie. Opisać tego nie umie, zdjęć też żadnych nie mam, ale naprawdę było to coś niesamowitego.
W Chatce byliśmy praktycznie sami, początkowo mieliśmy spać na glebie ale skusiliśmy się na pokój o zacnej nazwie Kopulatka
Wieczór spędzamy przy rozmowach z Leonem oraz na zabawie z dziećmi właścicielki.
Jutro mamy zamiar teleportować się w Góry Sowie i dołączyć do grupy znajomych z AKT będących na rajdzie mikołajkowym.
10 grudnia
Dzień rozpoczynamy po 4 nad ranem, pakujemy się i ok. 5.30 jesteśmy na szlaku. Nie wieje, szlak przetarty więc idzie się znacznie lepiej niż wczoraj.
Schodząc już do centrum Świeradowa Maciej przypomina sobie o jabłuszku jakie niesie przyczepione do plecaka. Droga oblodzona dość stroma, można spróbować zjechać. I jak powiedział tak zrobił - było zabawnie
Nasz plan był taki dostać się w okolice Nowej Rudy autostopem. Zahaczyć musieliśmy też o Kamienną Górę gdzie moja towarzyszka podróży musiała coś odebrać.
I tak stopem:
- ze Świeradowa do Szklarskiej Poręby
- ze Szklarskiej Poręby do Piechowic
- z Piechowic do Jeleniej Góry
- Jeleniej Góry do Kaczorowa
Dalej udaję się złapać autokar do Kamiennej Góry, busa do Wałbrzycha i znowu autokar do Ludwikowic Kłodzkich.
Dochodzimy do Sokolca, i dalej zielonym szlakiem wchodzimy pod schronisko Sowa, naszych znajomych jeszcze nie było więc wychodzimy im naprzeciw. Chcemy ich wystraszyć ale grupa była zbyt rozciągnięta i z naszego planu nici. Wracamy do schroniska i resztę wieczoru spędzamy wspólnie. Odwiedził nas nawet św. Mikołaj
Koło 1 w nocy tchnęło mnie by wejść na Wielką Sowę, razem z 2 znajomych wchodzimy na górę, jest cholernie ślisko. Czołówki nie były nam potrzebne, księżyc oświetlał nam cały czas drogę.
11 Grudnia
Rano wszyscy wchodzimy jeszcze raz na Wielką Sowę, pogoda była rewelacyjna. Dalej żółtym szlakiem schodzimy w stronę Starej Jodły i zielonym do Rościszowa, gdzie śniegu nie było już w ogóle.
Przywitanie zimy w tym roku było dla mnie wyczerpujące, Izery dały po dupie i to nieźle.
W Górach Sowich śniegu było niewiele i wędrowało się lekko i przyjemnie. Zdjęć mało, bo jakoś nie bardzo mi się chciało je robić