Aby przejść zaplanowaną trasę i aby miejsce startu było jednocześnie metą, trzeba skorzystać z tego środka lokomocji. Pociąg z Žulovej do Horni Lipovej z przesiadką w Lipova-lazne pokonuje 250 metrów przewyższenia.
Horni Lipova to stacja położona na wysokości 610 m.n.p.m, jedna z wielu przy trasie Śląskiego Semmeringu.
Celem wędrówki jest powrót do Žulovej przez szczyty i doliny Gór Rychlebskich. W planie jest pewny tylko cel, więc ostateczna decyzja, od czego zacząć, zapada dopiero w kilka minut po dojechaniu do miejsca pracy komiksowego zawiadowcy Aloisa Nebela.
Pierwszym najbardziej interesującym punktem na trasie ma być Leśny bar. Dość szczególne miejsce, przynajmniej jak na warunki Europy Środkowej. Pewnie nie jest to rzecz znana wszystkim, więc kilka słów na temat. Leśny bar znajduje się ok. 2,5 km od stacji Horni Lipova. Prowadzi do niego utwardzona droga, którą przebieg również trasa rowerowa.
Leśny bar, jest tym, na co wskazuje jego nazwa, jednak coś go wyróżnia spośród innych - to samoobsługa. Dokładniej, brak obsługi. Całe przedsięwzięcie opiera się na zaufaniu do ludzi i wierze w ich uczciwość. Główną część baru stanowi drewniana konstrukcja, w której znajdują się miejsca do konsumpcji, towary przeznaczone do zakupu, piec i np. butle z gazem do ugotowania wody lub podgrzania wina.
Wybór jest duży, od słodyczy, przez kiełbasy, napoje energetyczne po napoje alkoholowe, włącznie z tymi mocnymi.
Płaci się, wrzucając pieniądze do metalowej puszki. Pod nią znajduje się druga, z monetami, na wypadek, gdyby ktoś płacił większym nominałem i by mógł odebrać resztę pieniędzy.
Na moście w bezpośrednim sąsiedztwie baru, taka zachęta do bezpiecznej jazdy po górskich ścieżkach.
Z tego miejsca można było dalej pójść trasą rowerową, ale znacznie ciekawsza wydawała się stroma droga przez las, oznaczona na mapie, jako „traktorovy smyk” a potem jako zwykła scieżka. Ten odcinek prawie zrekompensował pozostałą część trasy, która z grzbietu Gór Rychlebskich miała prowadzić już tylko w dół. Było to 1,5 km odległości i 350 metrów przewyższenia. Zejście z najwyższego szczytu Gór Rychlebskich, Smrku ( 1125 m n.p.m.) i przejście krótkiego odcinka granicznego zielonym szlakiem, to próba utrzymania równowagi przy silnie wiejącym wietrze. Zielony szlak będzie towarzyszył aż do wodospadów Srebrnego Potoku ( Nýznerovské vodopády ). Pół kilometra od granicy szlak prowadzi przez kilkaset metrów potokiem ( choć w tym przypadku to pewnie jakiś „okresowy” dopływ Stříbrného Potoka. ). Na pozostałym odcinku, ta rzeka cały czas towarzyszy znakom zielonego szlaku, a z każdym krokiem dolina robi się coraz głębsza. Kolejne dwa kilometry i następne miejsce, warte wzmianki. Na rozdrożu Sokolí skály, pod skalistym szczytem o tej samej nazwie ( 838 m n.p.m.) znajduje się duży schron turystyczny. Miejsca w których nie ma ścian, zabezpieczone są przed chłodem i wiatrem ciężkimi kurtynami. W środku są ławy, stoły, piec i zapasy drewna. Druga połowa schronu jest zabudowana w całości i zamknięta. Można ją wynająć, płacąc 200 koron za dobę.
Idąc dalej, uwagę przykuwa szczyt (Stříbrný vrch 907 m n.p.m. ) w połowie porośnięty lasem iglastym, a w połowie wydaje się zupełnie odkryty, nie licząc przerzedzonych buków. Nie prowadzi na niego żaden szlak, ale widać wyraźną, techniczną drogę. Skoro do końca trasy ma być i tak cały czas w dół, to warto jeszcze trochę się zmęczyć… Stromy stok, to prawie 200 metrów pod górę na odcinku ok. pół kilometra. Warto było, bo roztaczają się widoki na masyw Smrka. Widać też Rudawiec i Kowadło.
Po zejściu w dolinę i dalszych kilkuset metrach znów pojawia się pomysł na kolejne podejście, tym razem po zachodniej stronie. Podejście jak na Waligórę od strony Andrzejówki, a widoki ograniczone i można zobaczyć tylko szczyt Boží hora ( 525 m n.p.m. ) nad Žulovą. Z doliny jeszcze mniej widać, ale naprawdę trasa wzdłuż potoku jest przyjemna nawet bez szczególnych widoków. Idąc dalej, pojawiają się wreszcie Nýznerovské vodopády.
Trochę dalej, przed wsią Nýznerov jest miejsce, gdzie podczas ostatniej wojny mieścił się obóz jeniecki, najpierw dla Anglików a potem dla żołnierzy Armii Czerwonej. Do dzisiaj stoi drewniany budynek, który miejscowi nazywają „lagr”, a obok jest miejsce do zaparkowania i taka infrastruktura turystyczna.
Potem jeszcze kilka kilometrów asfaltu do stacji w Žulovej i koniec trasy.