Przewodnictwo turystyczne w Sudetach
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
apollo pisze:Myślę o tym człowieku ilekroć zażywam kąpieli
Zostawmy może te zimne prysznicowe kąpiele. Aby nie było wątpliwości podobnie jak z zainteresowaniem czeskich wycieczek pewnymi miejscami w Polsce, jest ze statystycznym turystą z Poznania czy Wielkopolski zwiedzającym sudeckie uzdrowiska. W Jeleniej Górze (Cieplicach Śląskich) nie zainteresuje ich zbytnio genealogia rodu Schaffgotschów i jakiś świdnicki kamieniarz Leonard Weber, który wyrzeżbił pomnik św. Jana Nepomucena stojący w pobliżu mostu na Kamiennej. Z pewnością by zainteresowało ich natomiat to, że cokół tego tego pomnika wraz z wierszowaną inskrypcją swego autorstwa ufundował w 1758 roku Rafał Gurowski, kasztelan poznański i starosta Wschowy. Niestety o osobie fundatora zupełnie nic nie wiedzą miejscowi przewodnicy sudeccy i w ogóle o tym nie mówią. Więcej o tym pomniku => http://www.ksp.lanet.wroc.net/gurowski.htm
Również bardziej niż renesensowe nagrobki na murze otaczającym kościół św. Jana Chrzciciela, przeniesione tam z Radomierza, mogą zainteresować ich podniszczone płyty nagrobne kuracjuszy z Wielkopolski, umieszczone na zewnątrz samego kościoła. Miejscowi przewodnicy nie wspomną też o tablicy epitafijnej Kazimierza Jaraczewskiego z Lipna koło Leszna, która przetrwała lata wojen, w tym czasy hitlerowskie ani o tym, że polskie władze w Jeleniej Górze dopuściły do jej dewastacji czy zaginięcia w latach 70-tych, że nikt dziś nie wie co się z nią stało.
Zaginione epitafium Kazimierza Jaraczewskiego
Miejscowi przewodnicy również nie pokażą turystom z Wielkopolski niszczejącego zespołu pałacowo parkowego Ciszycy koło Kowar, który w 1824 roku zakupił namiestnik Wielkiego Księstwa Poznańskiego, książę Antoni Henryk Radziwiłł wraz z romantycznym zameczkiem myśliwskim zbudowanym w formie pseudoruiny na pobliskim wzgórzu, zwanym obecnie Radziwiłłówką.
Nie powiedzą też o tym, że właśnie z inicjatywy ks. Antoniego Radziwiłła wydano w Poznaniu około roku 1826/27 pierwszy w historii turystyki polski przewodnik po górach, zatytułowany "Olbrzymie góry z widokami nayznakómitszemi, porządkiem po sobie idącemi ...." więcej => http://www.ksp.lanet.wroc.net/przew.htm
Nie powiedzą w Lądku Zdroju nic bliższego o fundatorze kolumny maryjnej - poznańskim przemysłowcu Antonim Krzyżanowskim i okolicznościach tej fundacji. Nie pokażą na tamtejszym cmentarzu grobu Aleksandra Ostrowicza, który był autorem polskiego przewodnika zatytułowanego "Lanek w hrabstwie klockiem w Szląsku", wydanego w 1881 roku w Poznaniu. Nie pokażą umieszczonej tam z inicjatywy członków Klubu Sudeckiego tablicy pamiątkowej. Więcej => http://www.ksp.lanet.wroc.net/ostrow.htm
Umieszczona na Nowym Cmentarzu w Lądku przy grobie Aleksandra
i Klary Ostrowiczów, polska tablica ufundowana przez Marszałka Wielkopolski
Nie powiedzą też o skandalu z tablicą pamięci Ostrowicza wywołanym przez jednego z miejscowych przewodników. Wiecej => http://www.ksp.lanet.wroc.net/kto.htm
W Kłodzku przy tablicy pamięci Wielkopolan uczestnicy wycieczki niewiele dowiedzą się od miejscowych przewodników jacy to sławni Wielkopolanie i za co konkretnie byli tam więzieni. Więcej => http://www.ksp.lanet.wroc.net/wielkop.htm
Miejscowi przewodnicy nie powiedzą też o pochodzącym z Wielkopolski, a dziś juz zapomnianym Stanisławie Taczaku, który napisał pierwszy powojenny przewodnik po Karpaczu i okolicach, a który nawiasem mówiąc oprowadzał moich rodziców po Karkonoszach już wiosną 1946 roku... Więcej => http://www.ksp.lanet.wroc.net/gazda.htm
Również w czeskim uzdrowisku Jeseník, w alei z pomnikami Wincentego Priessnitza nie powiedzą, że pierwszy pomnik jemu poświęcony postawiono w Poznaniu, a ufundował go zasłużony Wielkopolanin Edward hr Raczyński, który przyjeżdżał na tam ze swoim synem na kuracje, a jego syn był jednym z pierwszych skutecznie wyleczonych pacjentów.
Nie pokażą wielu innych miejsc związanych z pobytem tam sławnych Wielkopolan. Więcej => http://www.ksp.lanet.wroc.net/wielkopolanie.htm
To wszystko co ustalili członkowie Sekcji Przewodników Sudeckich w Poznaniu (obecnie Klubu Sudeckiego) i ich poprzednicy, cały ich dorobek został storpedowany przez dolnośląskie środowisko, które w 1989 roku doprowadziło do likwidacji dopiero co zawiązanej Sekcji Przewodników Sudeckich, a które ma monopol na przewodnictwo i prowadzenie wycieczek po terenie Sudetów oraz powoływanie komisji egzaminujących przyszłych przewodników. Więcej =>
http://www.ksp.lanet.wroc.net/pismo.htm
Moje uwagi nie są wyssane z palca, bo coś w tym widać jest. Bardzo wymowny jest fakt, że przez ponad 50 lat od przejęcia śląskiej strony Sudetów przez nowych gospodarzy, jedyne słuszne Studenckie Koło Przewodników Sudeckich powstało tylko we Wrocławiu, nie ma innych Kół Przewodników Sudeckich w tak bliskich Sudetom ośrodkach akademickich jak Poznań, Opole, Zielona Góra czy Gorzów Wielkopolski, kiedy jednocześnie Studenckie Koła Przewodników Beskidzkich istnieją w wielu odległych od Beskidów większych miastach Polski. I to jest przykre, bo brakuje korzystnej rywalizacji i współpracy, która by z pewnością przyczyniała się do wymiany doświadczeń, dzielenia się odkryciami faktów i miejsc wcześniej nieznanych, a tym samym do podnoszenia poziomu wiedzy o terenie Sudetów.

- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
Na innym forum górskim też podjąłem ten temat => http://forum.turystyka-gorska.pl/viewtopic.php?t=3628
Jeden z dyskutantów w kontekście oprowadzania po Wielkopolsce czeskiej wycieczki zarzucił mi:
Odpowiedziałem mu co następuje (jest to ważne!): A jak już, to czy nie należało powiedzieć, że podobnie "bandyckie" jak najazd Brzetysława było zajęcie Zaolzia przez Polaków w tym samym czasie kiedy hitlerowskie wojska zajmowały Czechy? - Z jednej strony Niemcy z drugiej strony Polska, że to był taki sam rozbiór Czech jak Polski we wrześniu 1939 roku, kiedy z jednej strony weszli Niemcy, z drugiej Sowieci?
Na jednym z prowadzonych przeze mnie obozów wędrownych spotkaliśmy się Tadeuszem Stecem - dziś liczącym już ponad 70 lat przedostatnim prezesem reaktywowanego w 1991 roku Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Sportowego "Beskid Śląski" w Republice Czeskiej - kontynuatora przedwojennego PTT "Beskid Śląski"
Z rozmowy z prezesem dowiedzieliśmy się o mało znanych zakulisowych zagrywkach polskich polityków z Warszawy wobec Zaolzia w okresie międzywojennym i po II wojnie światowej. Podarował nam książkę pt.: "Góry w plecaku. 80 lat Polskiego Towarzystwa Turystyczno - Sportowego Beskid Śląski", gdzie przeczytaliśmy jak to odgórnym zarządzeniem polskich władz rozwiązano na Zaolziu - oprócz czeskich - również polskie organizacje, w tym PTT "Beskid Śląski", którego współzałozycielem był Cyryl Ratajski. "Beskid Śląski zlikwidowany. Propagandą turystyki na Zaolziu zajęło się Polskie Towarzystwo Tatrzańskie" - głosił wypisany wielkimi literami nagłówek pierwszej strony "Dziennika Polskiego" z 6 marca 1939 r. Cały, nie mały zresztą majątek stowarzyszenia "Beskid Śl.", decyzją władz został wtedy przejęty przez Polskie Towarzystwo Tatrzańskie. Co dziwne, działającego na Zaolziu niemieckiego Beskidenverein polskie władze jakoś nie ruszyły.
Z lektury tej książki wynika, że ówczesny prezes "BS" wystąpił z obszernym memoriałem do władz polskich, w którym zaapelował o zmianę decyzji wskazując na odrębne formy działania organizacji turystycznej Zaolzian, które sprawdziły się nie byle jakim dorobkiem. Jednak władze polskie nie chciały dostrzec ani odrębności regionu, ani specyfiki działania "Beskidu Śląskiego" i nie wyraziły zgody na dalsze działanie, a ta decyzja spowodowała wyłączenie się najlepszych jego aktywistów z dalszej działalności.
Powędrowaliśmy też śladami prezydenta Poznania w okresie międzywojennym - Cyryla Ratajskiego na Ropiczkę, której wierzchołek ten założyciel jednej z pierwszych polskich turystycznych organizacji górskich - Polskiego Towarzystwa Turystycznego "Beskid" w Raciborzu i Cieszynie w 1910 r., zakupił na teren pod budowę schroniska.
Dar Cyryla Ratajskiego. Szczyt góry Ropiczki,
na którym stanęło schronisko
Schronisko projektu Stanisława Filasiewicza, zbudowane w zakopiańskim stylu, uroczyście otwarto już po przeniesieniu się Ratajskiego do Poznania, a udział w tej podniosłej uroczystości w dniu 6 lipca 1913 r. wzięło przeszło 2 tysiące osób. Spłonęło w niewyjaśnionych okolicznościach nocą z 3 na 4 kwietnia 1918 r. podczas złowrogich czasów końca I wojny światowej, jakie później nadeszły. W późniejszych latach Czesi wybudowali na tym miejscu już inne, większe schronisko. Cyryl Ratajski był zapalonym turystą. Wg relacji jego syna, Ziemowita, zdobył chyba wszystkie szczyty Tatr i kilkakrotnie przebywał na Śnieżce.
Ratajski dążył do zacieśnienia stosunków polsko-czeskich, i to od dawna. Należał bowiem wraz z żoną Stanisławą do grona współzałożycieli Towarzystwa Polsko-Czechosłowackiego w Poznaniu w 1925 roku. Za działalność na rzecz zbliżenia tych dwóch narodów nadano mu członkostwo honorowe Towarzystwa, a w roku 1929 otrzymał od rządu czeskiego komandorię Orderu Białego Lwa. W jednym z jego przemówień czytamy: "Tworzy się potężna – jak potężną jest zawiść i nienawiść – koalicja państw rzekomo pokrzywdzonych traktatem wersalskim, sojusz ten zawiera się – jeśli już nie jest zawarty – w moc złowrogą, zagrażającą pokojowi europejskiemu. Nawała ta na widnokręgu już jest widoczna, rośnie z siłą nadciągającej burzy i wyładuje się niechybnie nad narodami czeskim i polskim. Biada Czechom i Polakom, jeśli nie dojrzą grozy bezpośrednio nad nimi wiszącej; biada im, jeśli poprzez najlepsze chęci pokojowe nie dostrzegą dość wcześnie zarzewia pożaru (...)" (z przemówienia na akademii w dniu 28.X.1932).
26 czerwca 1934 roku Ratajski został ponownie wybrany prezydentem Poznania, po tym jak Minister Spraw Wewnętrznych nie zatwierdził na to stanowisko Władysława Mieczkowskiego. Niestety także Cyryl Ratajski nie uzyskał poparcia ministra, który wprowadził do Poznania prezydenta komisarycznego, Tadeusza Ruge.
W chwili wybuchu II wojny światowej Tadeusz Ruge zwiał i Ratajski został mianowany prezydentem Miasta Poznania (5 września 1939 roku), a 7 września przejął obowiązki wojewody poznańskiego. Cyryl Ratajski oficjalnie urzędował do 14 września i w upokarzającej sytuacji był zmuszony przyjmować Arthura Greisera, który poinformował go, że jego urząd przejmie Gerhard Scheffer, jako nadburmistrz Miasta Poznania. Potem Ratajski był więziony w charakterze zakładnika i na początku 1940 roku wysiedlony w Kieleckie.
Gdyby wcześniej nasi - jak zawsze "mądrzy" politycy z Warszawy - zamiast odsunąć Ratajskiego od urzędu prezydenta Poznania posłuchali jego rad i porozumieli sie z Czechami, mogły inaczej potoczyć się losy Polski. Niemcy połamali by sobie zęby na czeskich umocnieniach w Sudetach, które przez głupią politykę naszych rządzących zajęli bez jednego wystrzału, a zdobyta tam broń posłużyła im do późniejszego ataku na Polskę.
Jeden z dyskutantów w kontekście oprowadzania po Wielkopolsce czeskiej wycieczki zarzucił mi:
Dlaczego nie napisałeś, że tenże Brzetysław "zabrał" podczas tej bandyckiej napaści też niejakiego św. Wojciecha, Czecha z pochodzenia ? W całości lub ponoć bez głowy.
Odpowiedziałem mu co następuje (jest to ważne!): A jak już, to czy nie należało powiedzieć, że podobnie "bandyckie" jak najazd Brzetysława było zajęcie Zaolzia przez Polaków w tym samym czasie kiedy hitlerowskie wojska zajmowały Czechy? - Z jednej strony Niemcy z drugiej strony Polska, że to był taki sam rozbiór Czech jak Polski we wrześniu 1939 roku, kiedy z jednej strony weszli Niemcy, z drugiej Sowieci?
Na jednym z prowadzonych przeze mnie obozów wędrownych spotkaliśmy się Tadeuszem Stecem - dziś liczącym już ponad 70 lat przedostatnim prezesem reaktywowanego w 1991 roku Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Sportowego "Beskid Śląski" w Republice Czeskiej - kontynuatora przedwojennego PTT "Beskid Śląski"
Z rozmowy z prezesem dowiedzieliśmy się o mało znanych zakulisowych zagrywkach polskich polityków z Warszawy wobec Zaolzia w okresie międzywojennym i po II wojnie światowej. Podarował nam książkę pt.: "Góry w plecaku. 80 lat Polskiego Towarzystwa Turystyczno - Sportowego Beskid Śląski", gdzie przeczytaliśmy jak to odgórnym zarządzeniem polskich władz rozwiązano na Zaolziu - oprócz czeskich - również polskie organizacje, w tym PTT "Beskid Śląski", którego współzałozycielem był Cyryl Ratajski. "Beskid Śląski zlikwidowany. Propagandą turystyki na Zaolziu zajęło się Polskie Towarzystwo Tatrzańskie" - głosił wypisany wielkimi literami nagłówek pierwszej strony "Dziennika Polskiego" z 6 marca 1939 r. Cały, nie mały zresztą majątek stowarzyszenia "Beskid Śl.", decyzją władz został wtedy przejęty przez Polskie Towarzystwo Tatrzańskie. Co dziwne, działającego na Zaolziu niemieckiego Beskidenverein polskie władze jakoś nie ruszyły.
Z lektury tej książki wynika, że ówczesny prezes "BS" wystąpił z obszernym memoriałem do władz polskich, w którym zaapelował o zmianę decyzji wskazując na odrębne formy działania organizacji turystycznej Zaolzian, które sprawdziły się nie byle jakim dorobkiem. Jednak władze polskie nie chciały dostrzec ani odrębności regionu, ani specyfiki działania "Beskidu Śląskiego" i nie wyraziły zgody na dalsze działanie, a ta decyzja spowodowała wyłączenie się najlepszych jego aktywistów z dalszej działalności.
Powędrowaliśmy też śladami prezydenta Poznania w okresie międzywojennym - Cyryla Ratajskiego na Ropiczkę, której wierzchołek ten założyciel jednej z pierwszych polskich turystycznych organizacji górskich - Polskiego Towarzystwa Turystycznego "Beskid" w Raciborzu i Cieszynie w 1910 r., zakupił na teren pod budowę schroniska.
Dar Cyryla Ratajskiego. Szczyt góry Ropiczki,
na którym stanęło schronisko
Schronisko projektu Stanisława Filasiewicza, zbudowane w zakopiańskim stylu, uroczyście otwarto już po przeniesieniu się Ratajskiego do Poznania, a udział w tej podniosłej uroczystości w dniu 6 lipca 1913 r. wzięło przeszło 2 tysiące osób. Spłonęło w niewyjaśnionych okolicznościach nocą z 3 na 4 kwietnia 1918 r. podczas złowrogich czasów końca I wojny światowej, jakie później nadeszły. W późniejszych latach Czesi wybudowali na tym miejscu już inne, większe schronisko. Cyryl Ratajski był zapalonym turystą. Wg relacji jego syna, Ziemowita, zdobył chyba wszystkie szczyty Tatr i kilkakrotnie przebywał na Śnieżce.
Ratajski dążył do zacieśnienia stosunków polsko-czeskich, i to od dawna. Należał bowiem wraz z żoną Stanisławą do grona współzałożycieli Towarzystwa Polsko-Czechosłowackiego w Poznaniu w 1925 roku. Za działalność na rzecz zbliżenia tych dwóch narodów nadano mu członkostwo honorowe Towarzystwa, a w roku 1929 otrzymał od rządu czeskiego komandorię Orderu Białego Lwa. W jednym z jego przemówień czytamy: "Tworzy się potężna – jak potężną jest zawiść i nienawiść – koalicja państw rzekomo pokrzywdzonych traktatem wersalskim, sojusz ten zawiera się – jeśli już nie jest zawarty – w moc złowrogą, zagrażającą pokojowi europejskiemu. Nawała ta na widnokręgu już jest widoczna, rośnie z siłą nadciągającej burzy i wyładuje się niechybnie nad narodami czeskim i polskim. Biada Czechom i Polakom, jeśli nie dojrzą grozy bezpośrednio nad nimi wiszącej; biada im, jeśli poprzez najlepsze chęci pokojowe nie dostrzegą dość wcześnie zarzewia pożaru (...)" (z przemówienia na akademii w dniu 28.X.1932).
26 czerwca 1934 roku Ratajski został ponownie wybrany prezydentem Poznania, po tym jak Minister Spraw Wewnętrznych nie zatwierdził na to stanowisko Władysława Mieczkowskiego. Niestety także Cyryl Ratajski nie uzyskał poparcia ministra, który wprowadził do Poznania prezydenta komisarycznego, Tadeusza Ruge.
W chwili wybuchu II wojny światowej Tadeusz Ruge zwiał i Ratajski został mianowany prezydentem Miasta Poznania (5 września 1939 roku), a 7 września przejął obowiązki wojewody poznańskiego. Cyryl Ratajski oficjalnie urzędował do 14 września i w upokarzającej sytuacji był zmuszony przyjmować Arthura Greisera, który poinformował go, że jego urząd przejmie Gerhard Scheffer, jako nadburmistrz Miasta Poznania. Potem Ratajski był więziony w charakterze zakładnika i na początku 1940 roku wysiedlony w Kieleckie.
Gdyby wcześniej nasi - jak zawsze "mądrzy" politycy z Warszawy - zamiast odsunąć Ratajskiego od urzędu prezydenta Poznania posłuchali jego rad i porozumieli sie z Czechami, mogły inaczej potoczyć się losy Polski. Niemcy połamali by sobie zęby na czeskich umocnieniach w Sudetach, które przez głupią politykę naszych rządzących zajęli bez jednego wystrzału, a zdobyta tam broń posłużyła im do późniejszego ataku na Polskę.

Lech pisze:Gdyby wcześniej nasi - jak zawsze "mądrzy" politycy z Warszawy - zamiast odsunąć Ratajskiego od urzędu prezydenta Poznania posłuchali jego rad i porozumieli sie z Czechami, mogły inaczej potoczyć się losy Polski. Niemcy połamali by sobie zęby na czeskich umocnieniach w Sudetach, które przez głupią politykę naszych rządzących zajęli bez jednego wystrzału, a zdobyta tam broń posłużyła im do późniejszego ataku na Polskę.
Najpierw takiego porozumienia musieliby chcieć Czesi, którzy oględnie mówiąc się do niego nie palili uznając Polskę za państwo sezonowe !!!
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
Czyżby najpierw dlatego, że są przed Polską wg kolejności alfabetycznej? A polskie władze to może tego chciały???gar pisze:Lech pisze:Gdyby wcześniej nasi - jak zawsze "mądrzy" politycy z Warszawy - zamiast odsunąć Ratajskiego od urzędu prezydenta Poznania posłuchali jego rad i porozumieli sie z Czechami, mogły inaczej potoczyć się losy Polski. Niemcy połamali by sobie zęby na czeskich umocnieniach w Sudetach, które przez głupią politykę naszych rządzących zajęli bez jednego wystrzału, a zdobyta tam broń posłużyła im do późniejszego ataku na Polskę.
Najpierw takiego porozumienia musieliby chcieć Czesi
Słyszałeś, że gdzieś dzwonili, tylko nie wiesz dokładnie gdzie. A to Niemcy, m.in. Hitler mówił zarówno o Czechosłowacji jak i o Polsce: "Sezonenstadt". Podobie mówili działający w Czechach przywódcy Sudetonemecké strany (Sudentendeutsche Partei) - faszystowskiej partii Niemców Sudeckich, za których to sprawą powstało Sudetenland (patrz wątek o Katechiźmie Niemców Sudeckich).gar pisze:którzy oględnie mówiąc się do niego nie palili uznając Polskę za państwo sezonowe !!!

Lech pisze:Czyżby najpierw dlatego, że są przed Polską wg kolejności alfabetycznej? A polskie władze to może tego chciały???
Kto napadł na Polskę w styczniu 1919 roku to wiemy, więc kto się miał odezwać jako pierwszy też wiemy
Żeby było zabawniej jeszcze za rządów Piłsudskiego została rzucona dyplomatyczna propozycja o ataku prewencyjnym na Niemcy. Francuzi nie byli zainteresowani, reakcją Czechów było milczenie
Lech pisze: Słyszałeś, że gdzieś dzwonili, tylko nie wiesz dokładnie gdzie
Dzwoni jak zwykle wszechwiedzącemu Lechowi
Lech pisze: A to Niemcy, m.in. Hitler mówił zarówno o Czechosłowacji jak i o Polsce: "Sezonenstadt". Podobie mówili działający w Czechach przywódcy Sudetonemecké strany (Sudentendeutsche Partei) - faszystowskiej partii Niemców Sudeckich, za których to sprawą powstało Sudetenland (patrz wątek o Katechiźmie Niemców Sudeckich)
Hasło państwo sezonowe zostało użyte przez Czechów w roku 1919, czyli wcześniej niż Hitler zdążył o tym pomyśleć. Zresztą kto się okazał być bardziej sezonowy to historia pokazała
Lech pisze:Miejscowi przewodnicy również nie pokażą turystom z Wielkopolski niszczejącego zespołu pałacowo parkowego Ciszycy koło Kowar, który w 1824 roku zakupił namiestnik Wielkiego Księstwa Poznańskiego, książę Antoni Henryk Radziwiłł wraz z romantycznym zameczkiem myśliwskim zbudowanym w formie pseudoruiny na pobliskim wzgórzu, zwanym obecnie Radziwiłłówką...
Tak się składa Lechu, że uczą nas na kursie o czym mówić turystom z Poznania, a o czym Warszawiakowi, zwłaszcza jak jest coś, co mogłoby ich zainteresować.
Kończę właśnie kurs w Jeleniej Górze i w czerwcu mam egzamin na Przewodnika Sudeckiego.
Podczas szkoleń poznaliśmy historię m. in. Radziwiłówki i dowiedzieliśmy się co zainteresuje np. turystę z Wielkopolski.
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
Pati pisze:Lech pisze:Miejscowi przewodnicy również nie pokażą turystom z Wielkopolski niszczejącego zespołu pałacowo parkowego Ciszycy koło Kowar, który w 1824 roku zakupił namiestnik Wielkiego Księstwa Poznańskiego, książę Antoni Henryk Radziwiłł wraz z romantycznym zameczkiem myśliwskim zbudowanym w formie pseudoruiny na pobliskim wzgórzu, zwanym obecnie Radziwiłłówką...
Tak się składa Lechu, że uczą nas na kursie o czym mówić turystom z Poznania, a o czym Warszawiakowi, zwłaszcza jak jest coś, co mogłoby ich zainteresować.
Kończę właśnie kurs w Jeleniej Górze i w czerwcu mam egzamin na Przewodnika Sudeckiego.
Podczas szkoleń poznaliśmy historię m. in. Radziwiłówki i dowiedzieliśmy się co zainteresuje np. turystę z Wielkopolski.
Może coś się ruszyło, chociaż nie bardzo w to wierzę, bo rzeczywistość ukazuje się całkowicie odmienna. W zeszłym roku będąc z żoną w Cieplicach mieliśmy akurat okazję napotkać wycieczkę naszych krajan i przez chwilę posłuchać co im opowiadał miejscowy przewodnik sudecki. Rozwodził się na temat "Długiego Domu", a na stojący dosłownie naprzeciwko pomnik świętego Jana Nepomucena z cokołem ufundowanym przez kasztelana poznańskiego w ogóle nie zwrócił uwagi. Spotkany tam nasz znajomy o tym pomniku dowiedział się dopiero od nas. Pytałem zresztą o ten pomnik w sierpniu 2005 roku miejscowych przewodników, którzy schodzili ze Śnieżki po nabożeństwie w dniu Św. Wawrzyńca i okazało się, że wiedzą tylko tyle, ze cokół ufundował "niejaki" Gurowski i nic więcej. Czyli ich wiedza zatrzymała się na czasach Tadeusza Stecia i monografii "Karkonosze" z początku lat 60-tych ubiegłego stulecia, której Steć był współautorem.
Byliście może na wycieczce szkoleniowej i dotarliście do Lądka Zdroju, a prowadzący szkolenie pokazał Wam gdzie znajdował się Hotel de Pologne, założony przez Radziwiłłów albo figurę maryjną ufundowaną przez Antoniego Krzyżanowskiego? Czy na szkoleniu w Świdnicy wspomniano na przykład o tym, że w murach tamtejszej twierdzy był więziony za udział powstaniu listopadowym zasłużony poznański lekarz Karol Marcinkowski, który jest uważany za twórcę pracy organicznej Wielkopolan? Więcej o tym lekarzu => http://www.ksp.lanet.wroc.net/marcinkowski.htm

Słyszałam o rzeczach, które Pan wspomina, niestety z przyczyn odemnie niezależnych musiałam opuścić wycieczkę po Świdnicy, jak i wycieczkę, która zachaczyła o Lądek Zdrój, więc nie moge powiedzieć czy była tam mowa o wspomnianych miejscach i postaciach...
Ale wskazówki przydadzą mi się na pewno jak wybiorę się tam nadrobić zaległości i na pewno z tych informacji skorzystam...
http://saldek.mojeforum.net/jak-powstal ... -vt18.html
W tym poście korzysta Pan z twórczości pana Andrzeja Mateusiaka, a on jest kierownikiem naszego kursu...
Ale wskazówki przydadzą mi się na pewno jak wybiorę się tam nadrobić zaległości i na pewno z tych informacji skorzystam...
http://saldek.mojeforum.net/jak-powstal ... -vt18.html
W tym poście korzysta Pan z twórczości pana Andrzeja Mateusiaka, a on jest kierownikiem naszego kursu...
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
Po prostu powołuję się m.in. na źródło jakim jest kalendarium zawarte w jubileuszowym wydaniu pt. "50 lat przewodnictwa PTTK na Ziemi Jeleniogórskiej". Niestety brakuje danych, ktore by pozwoliły ukazać jak wyglądała pierwsza odznaka przewodnika sudeckiego i do końca nie jest wyjaśnione, która z obecnie używanych jest formalnie obowiązująca:Pati pisze:http://saldek.mojeforum.net/jak-powstala-sudecka-quotblacha-quot-przewodnicka-vt18.html
W tym poście korzysta Pan z twórczości pana Andrzeja Mateusiaka, a on jest kierownikiem naszego kursu...

ta po lewej czy ta po prawej? Nie wiadomo też, kto ten wzór zaprojektował, a kto go zmodyfikował przesłaniając centralny motyw odznaki gałązką kosodrzewiny.

- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
gar pisze:Szczerze mówiąc nie wiem który mądry wymyślił aby Sudety nie były podzielone na części tak jak mamy to w Beskidach. Obszary uprawnień się na siebie nakładają i to z dosyć dużą tolerancją (do kilkudziesięciu kilometrów), przez co nadane uprawnienia i tak mają dość szeroki zakres, a egzaminy zdaje się prościej i przygotować można się zdecydowanie lepiej.
Zawsze chciałem zrobic sobie uprawnienia przewodnickie na Góry Opawskie - może kiedyś zmienią tak ustawę że będzie to możliwe. Podejrzewam, że egzamin byłby do zdania bo teren uprawnień byłby stosunkowo niewielki, a ile razy możnaby sie wyrwać w góry pod pretekstem przygotowań do egzaminu.
Nikt tego nie wymyślił, a po prostu o Sudetach mądrze nie pomyślano.
Gdyby jednak autorzy i wydający już przez kilkadziesiąt lat kolejne tomy z mozołem opracowywanego ''Słownika Geografii Turystycznej Sudetów" nie zapomnieli, że są członkami stosownych komisji ZG PTTK, mającymi decydujący wpływ na ustalenie obszarów uprawnień sudeckich - to pewnie by skojarzyli sobie obszerność SGTS z ogromem terenu tych uprawnień.

Lech pisze:Na jednym z prowadzonych przeze mnie obozów wędrownych spotkaliśmy się Tadeuszem Stecem - dziś liczącym już ponad 70 lat przedostatnim prezesem reaktywowanego w 1991 roku Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Sportowego "Beskid Śląski" w Republice Czeskiej - kontynuatora przedwojennego PTT "Beskid Śląski"
Jakoś mi umknął ten szczegół. Jak mnie pamięć nie myli, Tadeusz Steć został zamordowany w dość niejasnych okolicznościach na początku lat 90-tych
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
wirek pisze:Lech pisze:Na jednym z prowadzonych przeze mnie obozów wędrownych spotkaliśmy się Tadeuszem Stecem - dziś liczącym już ponad 70 lat przedostatnim prezesem reaktywowanego w 1991 roku Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Sportowego "Beskid Śląski" w Republice Czeskiej - kontynuatora przedwojennego PTT "Beskid Śląski"
Jakoś mi umknął ten szczegół. Jak mnie pamięć nie myli, Tadeusz Steć został zamordowany w dość niejasnych okolicznościach na początku lat 90-tych
To było spotkanie z zupełnie inną osobą. Były prezes PTT-S "BŚ" nazywa się Tadeusz Stec, a nie Steć, a mieszka w Trzyńcu, w powiecie Frydek-Mistek w Republice Czeskiej, a nie w Jeleniej Górze-Cieplicach. O Tateuszu Steciu - zasłużonym przewodniku sudeckim, jest nieco szerszy tekst na stronie jeleniogórskiego Koła Przewodników Sudeckich => http://www.przewodnik-sudecki.pl/zasluzeni.php

Wróć do „Turystyka - pieszo i ogólnie”