W sobotę o 3:00 wyszedłem z domu i pomaszerowałem torem kolejowym Wrocław - Sobótka. Do Kobierzyc idzie się wygodnie, bo prawie cały czas wzdłuż toru biegnie droga asfaltowa (na Bielanach), bądź gruntowa (od przejazdu przez DK 8 do Kobierzyc).
W Kobierzycach byłem o 4:30, pokonawszy 12,2 km. Dalej było gorzej, bo trzeba było maszerować pomiędzy szynami. Na szczęście praktycznie nie ma miejsc, gdzie podkłady wystawałyby z podłoża i szło się albo jak po alpejskiej łące, albo po gołoborzu. Od czasu do czasu zahaczałem o drzewka, wagonami pielęgnowane na kształt bonsai. Po drodze, zaraz za Kobierzycami miałem spotkanie z borsukiem. Zauważyłem w świetle latarki jakiś szary cień przed sobą i zogniskowałem światło, myśląc że to kot. Jakieś 1,5 m przede mną stał borsuk. Był równie jak ja zaskoczony. Chrząknął, parsknął i ruszył na mnie. Przebiegł mi po butach, ocierając się o nogawki i zniknął w ciemnościach.
O 7:05, po 30. kilometrach byłem w Sobótce. Ruszyłem czerwonym szlakiem na Ślężę. Koło baby z rybą musiałem założyć raczki, bo buty uciekały mi do tyłu. O 8:00, po 34,6 km byłem na szczycie. Było słonecznie, ale panoramę ograniczała mgła. Zbiegłem do Przełęczy Tąpadła żółtym (o 8:25 po 37,7 km) i dalej pobiegłem do Jędrzejowic (9:15 po 43,2 km).
Zaczął się mało ciekawy fragment, bo truchtałem w porywach wiatru, asfaltem przez Kiełczyn, Tuszyn, Mościsko do Lutomi Górnej, dokąd dotarłem o 11:30 po 57,7 km. Po drodze miałem okazję zobaczyć 5 krzyży pokutnych - chociaż tyle dobrego.
Dalej kontynuowałem marsz czerwonym szlakiem, dość mocno pod górę i na wielu odcinkach nieprzetartym. Było ciężko. Przełęcz Walimską osiągnąłem o 14:25 po 70,5 km. Niebieski na Wielką Sowę był wydeptany jak chodnik w wielkim mieście i o 15:10 po 73,8 km osiągnąłem cel wycieczki. Po 20 minutach celebrowania sukcesu poszedłem żółtym do Pieszyc przez Starą Jodłę i Kamionki. Na przystanku w Pieszycach zakończyłem wycieczkę o 17:05, po 81,9 km.
Autobus linii "16" odjeżdża w soboty o 17:18 (bilet 5 zł u kierowcy). Z dworca PKP w Dzierżoniowie, o 17:40 odjeżdża PKS do Wrocławia. Moim zdaniem, wycieczka dla miłośników biegów górskich, jak i długodystansowych turystów bardzo sympatyczna. Muszę jeszcze tylko jakoś zmodyfikować ten asfaltowy odcinek. Następnym razem pobiegnę asfaltem z Kiełczyna do Książnicy, a potem polnymi drogami do Grodziszcza i Lutomi Małej
zdjęcia: https://plus.google.com/113029232926928 ... M3TUdnhrc7
Wycieczka prawie kolejowa Wrocław - Wielka Sowa
Re: Wycieczka prawie kolejowa Wrocław - Wielka Sowa
wirek pisze:W sobotę o 3:00 wyszedłem z domu
Wirku. Ja wiem, że większość z forumowiczów, łącznie ze mną, kwalifikuje się do głębokiej psychoterapii, ale Ciebie do tej pory wyłączałem z tego grona
Moja definicja raju: Smažený sýr s hranolkami a tatarskou omáčkou popijany Radegastem.
Re: Wycieczka prawie kolejowa Wrocław - Wielka Sowa
Michał pisze:wirek pisze:W sobotę o 3:00 wyszedłem z domu
Wirku. Ja wiem, że większość z forumowiczów, łącznie ze mną, kwalifikuje się do głębokiej psychoterapii, ale Ciebie do tej pory wyłączałem z tego grona![]()
![]()
- ecowarrior
- stary wyga
- Posty: 1008
- Rejestracja: 28-10-2007 13:38
- Lokalizacja: Zdzieszowice
-
Dolnoślązak
- bardzo stary wyga
- Posty: 2209
- Rejestracja: 13-06-2008 12:39
- Lokalizacja: Wrocław
Re: Wycieczka prawie kolejowa Wrocław - Wielka Sowa
Michał pisze:wirek pisze:W sobotę o 3:00 wyszedłem z domu
Wirku. Ja wiem, że większość z forumowiczów, łącznie ze mną, kwalifikuje się do głębokiej psychoterapii, ale Ciebie do tej pory wyłączałem z tego grona![]()
![]()
Ja bym bardziej za te kilometry go wsadził
Zawsze miło wiedzieć, że są inni wariaci na świecie, którzy z Wrocławia na Wielką Sowę udają się pieszo
Ostatnio byłem na podobnej przechadzce w grudniu zeszłego roku, acz trasa była nieco inna (szczegóły tutaj http://npm.pl/forum/viewtopic.php?t=5393&start=0 ).
Sądząc z Twego tempa, był to marszobieg, a może nawet bieg właściwy

Sądząc z Twego tempa, był to marszobieg, a może nawet bieg właściwy
-
Dolnoślązak
- bardzo stary wyga
- Posty: 2209
- Rejestracja: 13-06-2008 12:39
- Lokalizacja: Wrocław
Leuthen szedł z Wrocławia zdaje się niebieskim. Dla mnie to za daleko na zachód, bo mieszkam na Partynicach. I w efekcie poszedłem skrótem i już po 30 km byłem w Sobótce
Potem była sama radość do Jędrzejowic. Miałem nadzieję, że asfaltowe 15 km pokonam biegiem w 1:30 h, a wyszło 2:15
bo niestety, właściwego biegu akurat nie było. Na wiosnę próbuję przez Grodziszcze.
Jakieś 1,5 m przede mną stał borsuk. Był równie jak ja zaskoczony. Chrząknął, parsknął i ruszył na mnie. Przebiegł mi po butach, ocierając się o nogawki i zniknął w ciemnościach.
Niezłe są te czworonogi.
Kiedyś w okolicy Mysłowa jeden skubaniec wyskoczył mi spod kół i zaczął uciekać zaoranym polem, wyglądał jak bezwładny trzęsący się worek z łapami.
pomaszerowałem torem kolejowym Wrocław - Sobótka
Widziałeś może ostatnim czasem pociągi na tej linii?
Prawie cały zeszły tydzień spędziłem w okolicy Mirosławic czekałem na sygnał lokomotywy ale się nie doczekałem.
Widzieć, to faktycznie od paru tygodni nie widziałem, ale mam wrażenie, że co jakiś czas słyszę. Rano nie mam szans zobaczyć tego pociągu, bo o 7:00 to już jestem w pracy, a on pewnie gdzieś się dopiero przebija przez Grota-Roweckiego/Zwycięską. Po południu wraca gdzieś między 13:00 a nawet i 17:00. Jak ostatnio leżał śnieg (Kiedy to było? Tydzień temu?), to po południu na przejeździe przez Ołtaszyńską widziałem, że tory są oczyszczone.
Z borsukiem to miałem pierwszy raz do czynienia z bliska. Dotychczas widziałem je ze trzy razy i zawsze uciekały, będąc w bezpiecznej odległości. Nawet z dzikami, na szczęście, nie zdarzyło mi się, żeby mnie któryś próbował taranować samobójczym atakiem.
Z borsukiem to miałem pierwszy raz do czynienia z bliska. Dotychczas widziałem je ze trzy razy i zawsze uciekały, będąc w bezpiecznej odległości. Nawet z dzikami, na szczęście, nie zdarzyło mi się, żeby mnie któryś próbował taranować samobójczym atakiem.
-
Dolnoślązak
- bardzo stary wyga
- Posty: 2209
- Rejestracja: 13-06-2008 12:39
- Lokalizacja: Wrocław
wirek pisze:Nawet z dzikami, na szczęście, nie zdarzyło mi się, żeby mnie któryś próbował taranować samobójczym atakiem.
Ale mając takie tempo jakie prezentujesz pewnie uszedłbyś cało
PS A tak się akurat składa, że dzików to ostatnio (i nie tylko ostatnio) całkiem sporo w naszych okolicach: Krzyki, Partynice, Oporów.
wirek pisze:Na wiosnę próbuję przez Grodziszcze.
Nie czekałem do wiosny, tylko do niedzieli. Wyszedłem o 3:00 nad ranem. Noc była cieplejsza niż w ubiegłą sobotę, ale panowało lekkie zamglenie i z bezksiężycowego nieba świeciły tylko najmocniejsze gwiazdy. Szedłem torem kolejowym, tym razem bez żadnych zoologicznych sensacji. Z powodu zamglenia nie było spektakularnego wschodu słońca. Z Rogowa szedłem asfaltem a nie torem - kilometrowo i czasowo korzystniej, ale w towarzystwie samochodów. Na Ślężę wszedłem o 8:00. Śnieg leży w granicach rezerwatu i nadal warto mieć raczki. Do Kiełczyna trasa przebiegała jak poprzednio - 9:15 i 44 km. Dalej szedłem w stronę Książnicy. Chwilkę zatrzymałem się przy krzyżu pokutnym - w tle "widać" czekającą mnie trasę.
Po 4 km asfaltu, za Książnicą wszedłem na wygodną polną drogę, którą doszedłem, 0 10:20 po kolejnych 4 km, do Grodziszcza
Cały czas wśród przykościelnych drzew pracowały dzięcioły. Jeden obrabiał kościelną wieżę
W miejscowym sklepie zaopatrzyłem się w kolejną butelkę wody mineralnej i piwo, jako że mając już 51 km czułem zbliżający się szczyt. Polną drogą szedłem dalej w stronę Lutomi Małej. W pewnym momencie droga skończyła się w polu, ale na szczęście dało się iść wzdłuż zarośli, które na zdjęciu satelitarnym wyglądały jak jej przedłużenie. Gdy ruszy wegetacja, będzie problem z przejściem tamtędy. Po paruset metrach droga się znów pojawiła i doszedłem bez problemów do Lutomi Małej o 11:35 po 56,7 km. Jeszcze 3 km polnej drogi i byłem znów na asfalcie w Lutomi Górnej. Cały ten odcinek "polny" był nawigacyjnie banalny, o 1,5 km krótszy i dużo przyjemniejszy od sobotniego przejścia asfaltem przez Mościsko. Z Lutomi poszedłem tym razem drogą do Glinna. Szedłem latem w przeciwną stronę i miałem nadzieję, że trafię. Niestety z powodu ścinki drzew odrobinę się pomyliłem, ale nie była to znacząca strata
Do Przełęczy Walimskiej szedłem niespecjalnie wydeptanym niebieskim szlakiem, ale dotarłem niespecjalnie też zmęczony o 13:50 po 68,2 km. Dobre 0,5 godz wcześniej niż w sobotę. Podejście na Wielką Sowę nie zmieniło się w ciągu tego tygodnia. Na szczycie stanąłem o 14:30 po 71,3 km.
Pół godziny celebrowałem zdobycie szczytu i zbiegłem niebieskim a potem żółtym do Pieszyc. Wycieczkę zakończyłem o 16:05 po 77,8 km. I tym razem miałem szczęście komunikacyjne, bo w Pieszycach zdążyłem na styk, na lekko opóźniony autobus "15"
Podsumowując: wariant przez Grodziszcze - Glinno jest znacznie przyjemniejszy. Wymaga mniej wysiłku, jest też nieco krótszy (jakieś 2,5 km na Wielkiej Sowie). Tydzień temu czerwony szlak z Lutomi na przełęcz dał mi w kość. Odczułem to na Wielkiej Sowie i dlatego wolałem schodzić żółtym, mimo że był dłuższy to jednak mniej stromy. I tak pełznąc w dół czułem się raczej podle. Tym razem mogłem sobie pozwolić na trucht i 6,5 km pokonałem w godzinę, a nie 8 km w dwie.
Następna próba, gdy będzie można iść w krótkim rękawku.
-
Dolnoślązak
- bardzo stary wyga
- Posty: 2209
- Rejestracja: 13-06-2008 12:39
- Lokalizacja: Wrocław