Trasa: Kowary - Kowary Górne - Okraj - Kowarski Grzbiet - Przełęcz Sowia - Czarna Kopa - Śnieżka - Kopa - Biały Jar - Strzecha Akademicka - dawny tor saneczkowy - Karpacz
Trasę tą chciałem przebyć już rok temu, ale ze względu na remont odcinka z Przełęczy Okraj na Czoło musiałem ją odłożyć na inny termin.
Zacząłem w Kowarach. Najpierw zaduma na dawnej stacji kolejowej i raczej brak nadziei na lepsze jutro dla niej (aczkolwiek... http://naszesudety.pl/pociagiem-znow-do-karpacza.html).
Potem poszedłem w kierunku centrum. Przeszedłem przez najbardziej reprezentatywną ulicę - 1 Maja. Po minięciu ratusza charakter miejscowości stał się bardziej wiejski. W końcu droga doprowadziła mnie do Kaplicy Św. Anny, a następnie do dawnego wiaduktu kolejowego.
Następnie zaczęła się długa droga przez Kowary Górne aż do Sztolni Kowarskich. Nie miałem zamiaru ich zwiedzać, tylko skierowałem się na czarny szlak. Zaczęło się ostre podejście, które trwało niecałą godzinę (dobry czas miałem
Podejście zakończyło się na Przełęczy Okraj. Odbywał się tam akurat wyścig kolarski. Pogoda była wtedy niezła, bo akurat znad przełęczy zeszły chmury, ale na wyższych partiach wciąż było ich dużo.
Ruszyłem na Czoło. Odremontowany szlak był bardzo wygodny i dosyć ładny.
Po półgodzinnej wspinaczce dotarłem na spowite w chmurach Czoło, a potem ruszyłem wzdłuż Grzbietu Kowarskiego. Tutaj mała dygresja. Wiem, że dla niektórych remonty ścieżek w Karkonoszach uznawanych jest niemal za zbrodnię. A to dlatego, bo wtedy będzie chodziło po nich więcej turystów i w końcu zadepczą te góry. Mogę zrozumieć oburzenie, jak buduje się spacerowniki, takie jak na Chojnik, czy Szrenicę, ale naprawdę wolę odremontowane ścieżki niż przechadzanie się przez taką drogę, jaką zastałem na Kowarskim Grzbiecie, gdzie każdy krok groził zwichnięciem kostki.
Poza nierówną nawierzchnią Grzbiet Kowarski w chmurach robił niesamowite wrażenie.
Na całe szczęście zaczęło się rozjaśniać i gdy dotarłem do Skalnego Stołu mogłem cieszyć się widokami.
Zaczęło też przybywać ludzi. Po nacieszeniu wzroku Cerną horą i Czarnym Grzbietem ruszyłem w stronę Sowiej Przełęczy, a potem w kierunku Jelenki.
Po dotarciu do Jelenki chmury znowu zaczęły wygrywać ze słońcem. Tym razem zachmurzyło się naprawdę mocno. Tak więc całe strome podejście na Czarny Grzbiet odbyło się przy bardzo ograniczonej widoczności. Z oczywistych względów widoków nie było żadnych, ale tamto miejsce w chmurach ma swój wyjątkowy klimat.
Widok na Karpacz
Rozchmurzyło się dopiero, gdy zbliżyłem się do Śnieżki. Oczywiście na szczycie Królowej Sudetów było mnóstwo ludzi.
Ulotniłem się dość szybko. Zszedłem do Przełęczy pod Śnieżką.
Po krótkim odpoczynku ruszyłem w kierunku Kopy. Ominąłem kolejkę do wyciągu krzesełkowego i skierowałem się w stronę Białego Jaru.
Łomniczka:
Po chwili zadumy nad ofiarami lawiny sprzed niemal 50 lat kontynuowałem podróż do Strzechy Akademickiej.
Wtedy znowu zaczęło się chmurzyć. Spadło nawet kilka kropli. Skoro byłem już tak blisko, nie omieszkałem odwiedzić Małego Stawu.
Potem wróciłem i udałem się do Karpacza nieco monotonną drogą prowadzącą przez dawny tor saneczkowy.
W Karpaczu popodziwiałem jeszcze skocznię narciarską, która obecnie służy jako wieża widokowa, wieża do skoków na bungee i tyrolka. Pierwotnej funkcji od pewnego czasu już niestety nie pełni...
Wyprawę skończyłem na przystanku "Biały Jar".
Czy trasa warta polecenia? Karkonosze ze swoją unikalną przyrodą są zawsze warte polecenia. Tego dnia przekonałem się, że nawet przy dużym zachmurzeniu warto odwiedzić te góry.