Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: buba1 » 08-01-2017 23:00

Jedziemy dzis przez Achalcyche. Tutejsza twierdza jest tak wielgasna , ze widac ją chyba z kazdego miejsca w miescie..

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Kolo bazaru zatrzymuje nas policja. Tym razem trafiamy na wyjatkowych skurwieli. Przyczepiaja sie do nas, ze ustawilismy sie do skretu w lewo na niewlasciwym pasie. Znakow stojacych nie bylo. Na jezdni kiedys bylo cos namalowane ale chyba jeszcze za sajuza, teraz wszystko jest zatarte. Mowia, ze dostajemy mandat 10 lari. Nie jest to majatek ale probujemy sie dowiedziec dlaczego akurat my. Na naszych oczach identyczny manewr wykonuje kilka lokalnych aut, w tym marszrutka. Ich nie zatrzymuja. Nie wiem czy udaja, ze nie widzieli, czy miejscowym wolno. Mimo ze przed chwila mowili co innego wypisuja nam kwitek na 20 lari. Pewnie za proby dyskusji a nie klanianie sie w pas.. Taki mandat co wyglada jak paragon i jeszcze trzeba szukac banku zeby go zaplacic. Porozumienie z policjantami jes dosc trudne. Mlodszy twierdzi, ze mowi po angielsku ale przyswoil sobie jedynie liczebniki. Starszy mowi po rosyjsku, ale niewygodnych pytan udaje ze nie rozumie. Z jego wypowiedzi wynika glownie, ze nie lubi turystow i aut na obcych blachach i to byl glowny powod zatrzymania. A jak sie komus w Gruzji nie podobaja to niech wraca do siebie i tu sie nie pałęta.

Potem jedziemy do Abastumani. Czytalam gdzies o tym miasteczku, ze jest wpolopuszczonym dawnym kurortem, z cieplymi zrodlami, sosnowym pyłkiem i atmosfera zapomnienia. Jak tu nie zajrzec po takim opisie? ;)

Zabudowa jest tu ciekawa, nietypowa, nieco inna niz w innych wioskach i miasteczkach w okolicy. Wiekszosc budynkow jest drewniana, domy sa kilkupoziomowe, z balkonikami, werandami, podcieniami, wycinanymi w drewnie koronkami zdobien. Wszystko wyglada jak stare pensjonaty. Troche przypomina mi Nałęczow sprzed lat… Czesc jest opuszczona, w innych mieszkaja ludzie, czesc nadal sluzy pod wynajem dla turystow.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jest tez opuszczony i szczelnie ogrodzony palac

Obrazek

Oraz blokowisko, gdzie ludzie kratuja sie do drugiego pietra.. Jakas mania przesladowcza? Czy rzeczywiscie jest tu tak niebezpiecznie i kradna na potege?

Obrazek

Sosen faktycznie jest duzo, Abastumani lezy w waskiej dolinie wsrod przepastnych lasow.

Obrazek

Obrazek

Ale jakie zapomnienie? Takiego tlumu, wrzasku i tumultu to nie spotkalismy ani w Mestii ani w Batumi! Juz nie mowiac o cichej i spokojnej tegorocznej Wardzi, gdzie bez problemu mozna bylo i pol godziny posiedziec samotnie w cieplym zrodle. Tu chodnikami przewalaja sie tlumy, wyglada to wrecz jaka jakas pielgrzymka albo pochod pierwszomajowy. Na drogach tworza sie korki.. Kazdy skrawek zieleni, kazda łączka jest zajeta przez auto, stolik lub kocyk, obsiadniete przez zgraje ludzi. Cieple zrodla przypominaja basen miejski, przed kasami stoi dlugasna kolejka. W wodzie kolonia pingwinow. Nie wiem co spotkalo ta miejscowosc, co to za inwazja kuracjuszy? Dominuja chyba jakies kolonie, bo wiekszosc tlumu stanowia dzieci i mlodziez. Szybko opuszczamy to zwariowane miejsce.

To Abastumani to chyba najlepszy przyklad, ze nie ma swiata obiektywnego, ze nie da sie opisac jakiegos miejsca jednoznacznie i oddajac jego ciagly klimat. Wszystko zalezy kiedy tam trafimy, jaka jest pora roku i dnia, pogoda, jak tam dotrzemy, kogo spotkamy. Bo to samo miejsce wczoraj i dzis moze lezec w odleglych galaktykach...

W miasteczku sa tez mozaiki mysliwskie, gdzie rozne egzotyczne zwierzeta spierniczaja przed kolesiem z łukiem

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mijamy tez skrzyzowanie z droga podporzadkowana- ze to cos jest drogą sugeruje znak. Chyba nie kazda terenowka bylaby w stanie ją pokonac, ze wzgledu na row i nachylenie. I wytlumacz to potem takim Gruzinom, ze w Polsce w wielu miejscach jest nowiutki asfalt albo rowny szuter i nie wolno tam jezdzic...

Obrazek

Obrazek

Na samym wyjezdzie z Abastumani stoi niewielki budynek. Z ogolnego ksztaltu i zatknietych na drzwiach krzyzy- przypomina kosciol. Teraz czesciowo pelni chyba funkcje stajni- pasie sie przy nim kon wciagajac sianko zgromadzone na oknie. Wchodze do srodka. Wnetrze sugeruje jakis przemyslowy charakter, jakies okapy, jakies kadzie - moze bimbrownia?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jedziemy w strone Adigeni. Niebo spowijaja czarne chmury. W dali widac ze leje, a deszczowe smugi dziwnie podswietla slonce. Zrywa sie potworny wiatr, ktory kawalek chmury zmienia jakby w lej, w jakas taka pełgajaca krzywą zaslonke. Prawie mnie zdmuchuje z pagorka na ktory wlazlam aby obejrzec to niecodzienne zjawisko. Do skodusi wracam pod wiatr. Mam wrazenie, ze drobie nogami w miejscu. A sciana wiatru nie chce mnie puscic, jakby miala przed soba szybe. Skodusią tez miota na boki jak jedziemy.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Wjezdzamy do Adigeni. Miasteczko jest zupelnie puste. Nie ma kogo spytac o droge, o nocleg, wszystkich wymiotlo, domy tez jakos wygladaja jak wymarle. A moze to przez kontrast z tlocznym Abastumani mamy teraz takie wrazenie? Cisza az dzwoni w uszach... Napotykamy miejsce wygladajace na centrum- duzy budynek z kolumnami, droga rozszerzajaca sie jakby w plac, pomnik z glowa zolnierza i nascienna mozaika chwalaca klimaty pasterskie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zagladam tez do sklepu, ktory okazuje sie apteka. Na stanie sa trzy babki, ale dogadac sie nie da. Jedna z nich jednak wpada na rewelacyjny pomysl - wyjmuje telefon i dzwoni do swojej mamy. Z jej pomoca udaje sie dowiedziec, ze prawdziwe centrum miejscowosci jest kilometr dalej, tam gdzie zatrzymuja sie marszrutki i jest sklep. I jest tam rowniez hotelik, w ktorym sie kwaterujemy. W strone przeleczy chcemy wyruszyc rano, nie wiedzac ile czasu nam zajmie jej pokonanie i czy wogole sie to uda. O przejazd przez nia pytamy wszystkich juz od Achalcyche- taksowkarzy, innych kierowcow, w sklepach. Ogolnie wszyscy mowia, ze sie nam uda, acz wplatanie slow “powinno”, “raczej” czy “powolutku, powolutku” sugeruje, ze niekoniecznie bedzie to bardzo proste. Jedno jest pewne- ta droga do Batumi ma wiele zalet- po pierwsze jej jeszcze nie znamy, po drugie jest krotsza no i nie jest obrzydliwą, wsciekla, zatloczona drogą przez Zestaponi, na wspomnienie ktorej robi mi sie slabo. Staniemy na glowie aby przejechac tedy! Na wszelki wypadek pytam tez o droge do Kutaisi przez przelecz Zekari. Co do niej tez wszyscy sa zgodni- tam nie przejedziemy.

Hotelik w Adigeni miesci sie nad sklepem. W sklepie pobiera sie klucze i uiszcza oplate. Do pokoi wchodzi sie od ogrodka po metalowych schodkach. Pokoiki przyjemne, cale wylozone drewnem. Glownie nocuja tu kierowcy marszrutek, acz dzis jestesmy tylko my. Budynek hoteliku wydaje sie malutki, zwlaszcza przez kontrast z ogromnym betonowym szkieletem stojacym obok

Obrazek

Obrazek

Ogrodek od placyku oddziela wysoki blaszany parkan. Mozna sobie tam posiedzic przy stoliku zrobionym z wielkiej szpuli. Niezmiennie zachwyca mnie praktycznosc lokalnych ludzi i umiejetnosc wykorzystywania przedmiotow bedacych pod reka. Ogrodek konczy sie nagle- skarpa opadajaca do rzeki. Za nia stoi caly ciag nadgryzionych zębem czasu budynkow. Kazdy sympatyk ruin i miejsc opuszczonych bedzie sie czul dobrze w tym miejscu :)

Obrazek

Za oknem kilka budynkow i pusty plac. Czasem zajezdza marszrutka. Wtedy na chwile staje rojno i gwarno. Nagle jak spod ziemi pojawiaja sie dziesiatki taksowkarzy, ktorzy przechwytuja wysiadajacych z marszrutki pasazerow. Potem wszystko znika, rozplywa sie w nicosci. Pozostaje babuszka uparcie zmiatajaca piach z lewej strony placu na prawa, pies rozwloczajacy kartony przed sklepem, czasem ktos chlusnie na asfalt jakas ciecza.

Obrazek

Troche nas martwi, ze dalej prawie nic nie jedzie. Droga jest cicha i pusta. Czasem przemknie jakis uaz lub wypelniona gruzem ciezarowka. Marszrutki tutaj zawracaja.

Obrazek

W hoteliku w Adigeni mowie “gamardzioba” a gospodarz odpowiada “salam”. Kilkakrotnie sie jeszcze z tym spotkamy. Czyli kolejne miejsce po Dzawachetii, gdzie wydawaloby sie standardowe pozdrowienie, moze byc nietaktem? ;)

No a w sklepiku uswiadomilam sobie, ze jednak jestem podatna na reklame i kolorowe opakowania. Zawsze myslalam, ze tak nie jest ale to jednak byla pomylka. Mam do wyboru kilka konserw. Ale nie moge sobie odmowic i kupuje tą ;)

Obrazek

Obrazek

Rybak i kolchoznica pod czerwona gwiazda. Planujemy ją zjesc na szpuli wsrod ruin. Wsrod ciaglego szumu potoku pod skarpą i sporadycznego ryku ciezarowek wrzucajacych nizsze biegi i mozolnie pnacych sie gdzies w strone "naszej" przeleczy...

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "

na wiecznych wagarach od zycia...

buba1
bardzo stary wyga
Posty: 4984
Rejestracja: 18-11-2008 10:01

Re: Czas nie goni nas czyli skodusia na Kaukaz

Postautor: buba1 » 12-01-2017 10:22

Za Adigeni jest jeszcze wioska Zarzma. Zajezdzamy pod cerkiewke.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Z wygladu bardzo przypomina tą w Sapara. Podobny ksztalt, podobne nascienne malowidla wewnatrz. Tylko, ze tej nie upstrzyli zakazami. Mozna robic zdjecia, w srodku rowniez. Krecacy sie mnisi usmiechaja sie do nas, zagaduja do kabaczka. Nie patrza na nas z oburzeniem jak tamci, ze smielismy wejsc do ich krolestwa i przeszkadzac. Jakos tu tak milo i spokojnie.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pierwszy raz widze obraz Piotra i Pawła, ktorzy trzymaja sie w objeciach

Obrazek

Jest tez Matka Boska z dziwnymi smugami na brodzie

Obrazek

Sciany swiatyni pokrywa wiele plaskorzezb i wycinanych w kamieniu jakby koronkowych ornamentow

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Sa tez rzezby stojace, cos jakby kon i dwie miniaturowe cerkiewki.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

I "uchachany lew”. Blizniaczo podobny do tego z Lwowka Slaskiego!

Zarzma

Obrazek

Lwówek Slaski

Obrazek

W ogrodku maja basen o ksztalcie krzyza, w ktorym plywaja rybki i dwa zolwie.

Obrazek

Obrazek

W obrebie cerkiewnych murow stoi tez pasieka. Pszczolki maja calkiem niezly widok ze swoich domow

Obrazek

A my jedziemy tam. Tam na gore.

Obrazek

Za wsia konczy sie asfalt. Szutrowo- kamienista droga z resztkami asfaltu pnie sie pod gore.

Obrazek

Obrazek

Wokol wisza skaly a ze skal zwiesza sie las...

Obrazek

Mijamy szereg dogodnych miejsc biwakowych, polanki, przydrozne laski. Zawsze takie fajne miejsca musimy znajdowac rano. Jedzie sie w miare dobrze, acz troche nas martwi, ze nadal spotykamy tylko terenowki i ciezarowki. Jedna z manewrujacych ciezarowek zmusza nas do zatrzymania sie na podjezdzie. Jest potem problem z ruszeniem. Stromo i skodusia slizga sie na kamieniach. Jakos ruszamy.. Dalsza droge prawie caly czas piłujemy na jedynce. Gdy tylko jest jakies wypłaszczenie to stajemy na chwile aby silnik sie schlodzil. Dobrze, ze dzien dzis jest chlodny bo wentylatory i tak wyja jak oszalale. Zaczynaja sie pojawiac widoki. W oddali widac zielone poloniny, schodzace na nie gołoborza a na nich rozsiane wioski lub szalasy pasterskie. Pogoda pogarsza sie coraz bardziej. Praktycznie na wszystkich wyzszych gorach siedza geste chmury. W oddali grzmi.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

W jednym miejscu droga krzyzuje sie z rzeka, ktora dwoma malowniczymi wodospadami przelewa sie przez droge. Wysiadamy, macamy patykiem, woda bedzie gdzies do polowy skodusiowego koła. Grunt, ze dno nie jest grzaskie i jest w miare rowne. Zakrecamy szyby, maly rozpęd, ziuuuuu....pluuuuum! woda zalewa szyby i jestesmy po drugiej stronie! :)

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Droga ma zmienna nawierzchnie, chwilami widac ze kiedys w dawnych, zamierzchlych czasach, miala cos wspolnego z asfaltem! Na rowninach jechaloby sie po tym wspaniale, acz gdy dochodzi kwestia sporych przewyzszen- skodusie zaczynaja miec pewne problemy ;) Ale klimat jest! :) Na pohybel rownym asfaltom!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przed przelecza zaczyna sie spora wies, ktorej nie mam na mapie. Z poczatkiem wsi pojawia sie tez gesta mgla, pomieszana z dymem unoszacym sie z kominow. Prawie wszystkie domy we wsi sa zbudowane wedlug jednego szablonu- drewniane, pietrowe, z balkonikami. Przywodzą na mysl gorskie szalasy i bacowki pasterskie. Zimno sie robi jak cholera a my jak idioci w krotkich spodniach. Temperatura spadla chyba o 20 stopni.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na samej przeleczy jest slup , kilka knajpek czy sklepikow i stoliki biesiadne. Chyba sa tu ladne widoki jak cos widac. Za przelecza jezdzi kolejka linowa wagonikowa. Jest tez rozorana polana gdzie chyba buduja jakis hotel lub osrodek narciarski.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Na tym etapie prawie skaczemy z radosci! Udalo sie wjechac na przelecz! Nie bylo przeciez tak zle! Co ci ludzie gadali, dobra droga, hurrra i wogole. Jak to mowia- “nie chwal dnia przed zachodem slonca”.. ;) Jeszcze nie wiemy, ze najlepsze kawalki drogi wciaz sa przed nami...

cdn