Wcześniejszy zimowy wypad na tą straszną, niebezpieczną, zdradliwą i podstępną Babią to była jedynie rozgrzewka. Ot, taki większy Śnieżnik.
Tym razem po nienajlepszych przeżyciach w czerwonym busie szarpnąłem się na IC do Krakowa. Cena co prawda zaporowa i to nawet w ichniej specjalnej ofercie ale komfort robi swoje i kosztować też musi. Po królewsku więc zajeżdzamy do Krakowa gdzie przesiadka na "Szwagra" do Zakopanego. Rozkład pokazuje czas przejazdu ledwo ponad 2h, w rzeczywistości były prawie 3. Od Białego Dunajca do samego Zakopca jeden korek. Dość dziwne wywarła na mnie wrażenie zakopianka, początkowo dwupasmowa autostrada, potem jednopasmówka a w rzeczonym Dunajcu zwęża się do jednokierunkowego mostu będącego przyczyną ciągłego zatoru.
W samym Zakopcu przesiadka na busa, praktycznie jeden za drugim do Kuźnic. Ciekawy sposób płatności przy wyjściu. Wysiadka przed szlakiem na Noisal i... szukamy szlaku bo oznaczeń od drogi żadnych. Na jakimś drzewie gdzie podeszliśmy kawałek dopiero pojawiło się coś wyblakłego w kolorze zielonym. Jak na Tatry trochę słabo, ale może przywykłem do sudeckich standardów
Osiągnąwszy szczyt złazimy w kierunku przełęczy mijając kolejnych strudzonych swym przedobiednim spacerem turystów. Rozjeżdzające się nogi, pytania: daleko jeszcze? Blisko, ale w dół wcale nie będzie lepiej
Ale wracając do tematu, z przełęczy kierujemy się niebieskim szlakiem na Skupniów Upłaz przez Boczań do Murowańca. Podejście trochę monotonne czasami urozmaicone zjeżdzającymi na dupie po lodzie turystami. Przed halą Gąsienicową otwierają się widoki, ponoć najlepsze w Tatrach z tego miejsca. Ja w każdym razie jestem kontent
Wgramolamy się na górę a tam, co pewnie nikogo nie zaskoczy - tłumy. Jakiś pan co zapomniał butów od garnituru zmienić zjeżdza ślizgiem, jakaś pani kucająca bynajmniej nie za potrzebą itp itd. Co młodsi poruszają się ze szczytu w stronę przełęczy w jeden sposób - na dupie. Tak to tam wygląda. No ale w końcu do kolejki raków się przecież nie zabiera.
Obejrzawszy panoramę ze szczytu i zielony szlak przez Myślenickie Turnie postanawiamy schodzić tak samo tyle, że w końcówce żółtym przez Dolinę Jaworzynki. A właściwie to zbiegać, gdzyż w Kuźnicach pojawiamy się za 1,5h. Mapa przez Murowaniec pokazuje 3:14 - skąd oni to wzięli? Samo wejście na Kasprowy dodatkowo przez przez Nosal zajęło nam 4h. Maraton się jednak opłacił, gdyż w efekcie zdążamy na wcześniejszego "Szwagra" do Krakowa, a w planie, posiłkując się rozkładem mieliśmy jechać późniejszym. W efekcie z tego ledwo zdążamy na przesiadkę. Zamiast rzeczonych 2h było 2.45. Tak to wygląda w praktyce gdyby ktoś się wybierał z przesiadką. Sama komunikacja zasługuje jednak na pochwałę, autobusy Kraków - Zakopane praktycznie co 20min, w Zakopcu bus jeden z drugim. Nie to co Świeradów
Z Krakowa mieliśmy do wyboru pociąg, który majestatycznie opuszcza stację gdy akurat wjeżdzamy i Neobusa, na który wcześniej przezornie zakupiłem bilet. Akurat 15 po pociągu czyli tyle, by zdążyć. W porównaniu z czerwonym kołchozem wypada o niebo lepiej, jednak po takiej wyrypie dobrze byłoby wyciągnąć nogi a za bardzo nie ma jak... Może na krótszy dystans byłoby całkiem znośnie, ale jazda 3:40 gdy miejsca tyle, że dotykasz kolanami fotela z przodu też zbyt komfortowa nie jest. A mój wzrost 178cm który do przesadnie imponujących nie należy sugerować może zwyczajną ciasnotę w tym wypadku. Do tej pory jedynym liderem więc jest dla mnie PKS Tour Jelenia z ich Bovami
PS Zdjęcia dodam później jak żona przebierze, bo okno pogodowe było takie że cykało się praktycznie cały czas.