Świat staje na głowie - czyli buba jedzie nad polskie morze ;)
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
Re: Świat staje na głowie - czyli buba jedzie nad polskie morze ;)
Z tą ruiną Don Kichot na pewno by sobie poradził.

Re: Świat staje na głowie - czyli buba jedzie nad polskie morze ;)
W Kartuzach po raz kolejny sprawdza się metoda, że warto zabłądzić. Zły skręt na rondzie i wyrzuca nas wśród jakiś przykolejowych magazynów. I tak trafiamy na pordzewiałe parowozy.






Wnętrza lokomowywy.



Tabliczka, jeszcze w miarę czytelna...

Ale napis to już nie bardzo…

Kawałek dalej stoją wagony, które również sprawiają wrażenie bardzo wiekowych.



Jeden z nich miał okna otwierane na parciany pasek. A inny drewniane schodki!

Piecyk wagonowy! Szkoda, że takich nie było w naszych wagonach mieszkalnych na Helu!

Wnętrza wagonów są mocno wysprejowane - w malunki o raczej znikomej wartości artystycznej.




A tu się chyba hajcowało!


Widoki z ciemnych czeluści wagonu na jasny świat, pełen kłębowisk torów.

Czasem podłoga traci swoją ciągłość, a innym razem można przysiąść na ławeczce z aromatycznego podkładu.




Lakier na wielu wagonach nabrał ciekawe desenie pęknięć i zlazłych kolorów.


Zdobienia i oprzyrządowania kół…

Koła inne wszelakie, zębate i pokrętłowe...


Solidny hak!

Krajobraz z kranikiem

Coś chyba cennego tu wozili, że takie pokratowane okna!

Czy to był jakiś skansen kolejowy? Czy po prostu wagony sobie stały, stały, aż popadły w zapomnienie? A czas mijał i podbijał ich “zabytkowość”?
A to dawna lokomotywownia? Teraz szczelnie zamknięta. Chyba pełni rolę jakiś magazynów. W dali wystaje hotel - całkowicie niepasujący do klimatów tego miejsca…

Karuzela dla lokomotyw
Teraz jeszcze połączona z basenem! Tak to jest... Kabak wszędzie widzi place zabaw i wesołe miasteczka. Tu niestety, w odróżnieniu od helskiego dalmierza, nie udaje się rozkręcić konstrukcji! Ba! Nawet drgnąć! 





Po drugiej stronie torów jest też dawna nastawnia.

Zostało w niej całkiem sporo wyposażenia, ale zasypanego śmieciami i zasranego przez bezdomnych w takim stopniu, że prawie wracało mi śniadanie, mimo że od czasu jego spożycia minęło już dobrych kilka godzin. Biorąc pod uwagę zapach - to bym się nie zdziwiła jakby pod tymi śmieciami leżały jakieś zwłoki! A może to tylko kurczak z Biedronki za 2.99 się zepsuł? Jedna takowa kurczakopodobna łapka wystawała spomiędzy puszek...


Gdy wchodzę na parter, słyszę, że na piętrze ktoś jest. Przystaję i zaczynam nasłuchiwać. Niosą się głosy dosyć emocjonalnej rozmowy. Jeden żulik tutaj pomieszkuje, a drugi przyszedł go odwiedzić. Tym samym mam okazję poznać skróconą i przyspieszoną historię miasteczka. Wiem już kto z kim i za ile, kto przestał pić, a kto zaczął, komu lepiej nie wchodzić w drogę jeśli się jest przywiązanym do swoich zębów i jakie najlepiej robić interesy, aby dorobić się szybko, sprawnie i bezboleśnie. Zadziwiający jest jeden z rozmówców - wykazuje sie niesamowita pamięcią przy charakteryzowaniu kolejnych osób, pomija chyba tylko pesel i numer buta…
Stylowy wieszak na kapoty tu mają! Pewnie niejeden miłośnik kolei dużo by dał, aby mieć taki w domu!

Na tym zdjęciu nawet jeden z lokatorów został ustrzelony - jego gęba schowała się za pojemnikiem. Pozostali dwaj się zdematerializowali. Wyraźnie było słychać rozmowę 3 osób. Może jest drugie wyjście? Albo wyleźli na dach zaczerpnąć świeżego powietrza?

cdn


Wnętrza lokomowywy.

Tabliczka, jeszcze w miarę czytelna...

Ale napis to już nie bardzo…
Kawałek dalej stoją wagony, które również sprawiają wrażenie bardzo wiekowych.

Jeden z nich miał okna otwierane na parciany pasek. A inny drewniane schodki!
Piecyk wagonowy! Szkoda, że takich nie było w naszych wagonach mieszkalnych na Helu!
Wnętrza wagonów są mocno wysprejowane - w malunki o raczej znikomej wartości artystycznej.
A tu się chyba hajcowało!
Widoki z ciemnych czeluści wagonu na jasny świat, pełen kłębowisk torów.
Czasem podłoga traci swoją ciągłość, a innym razem można przysiąść na ławeczce z aromatycznego podkładu.


Lakier na wielu wagonach nabrał ciekawe desenie pęknięć i zlazłych kolorów.
Zdobienia i oprzyrządowania kół…
Koła inne wszelakie, zębate i pokrętłowe...
Solidny hak!
Krajobraz z kranikiem
Coś chyba cennego tu wozili, że takie pokratowane okna!
Czy to był jakiś skansen kolejowy? Czy po prostu wagony sobie stały, stały, aż popadły w zapomnienie? A czas mijał i podbijał ich “zabytkowość”?
A to dawna lokomotywownia? Teraz szczelnie zamknięta. Chyba pełni rolę jakiś magazynów. W dali wystaje hotel - całkowicie niepasujący do klimatów tego miejsca…
Karuzela dla lokomotyw


Po drugiej stronie torów jest też dawna nastawnia.
Zostało w niej całkiem sporo wyposażenia, ale zasypanego śmieciami i zasranego przez bezdomnych w takim stopniu, że prawie wracało mi śniadanie, mimo że od czasu jego spożycia minęło już dobrych kilka godzin. Biorąc pod uwagę zapach - to bym się nie zdziwiła jakby pod tymi śmieciami leżały jakieś zwłoki! A może to tylko kurczak z Biedronki za 2.99 się zepsuł? Jedna takowa kurczakopodobna łapka wystawała spomiędzy puszek...
Gdy wchodzę na parter, słyszę, że na piętrze ktoś jest. Przystaję i zaczynam nasłuchiwać. Niosą się głosy dosyć emocjonalnej rozmowy. Jeden żulik tutaj pomieszkuje, a drugi przyszedł go odwiedzić. Tym samym mam okazję poznać skróconą i przyspieszoną historię miasteczka. Wiem już kto z kim i za ile, kto przestał pić, a kto zaczął, komu lepiej nie wchodzić w drogę jeśli się jest przywiązanym do swoich zębów i jakie najlepiej robić interesy, aby dorobić się szybko, sprawnie i bezboleśnie. Zadziwiający jest jeden z rozmówców - wykazuje sie niesamowita pamięcią przy charakteryzowaniu kolejnych osób, pomija chyba tylko pesel i numer buta…
Stylowy wieszak na kapoty tu mają! Pewnie niejeden miłośnik kolei dużo by dał, aby mieć taki w domu!
Na tym zdjęciu nawet jeden z lokatorów został ustrzelony - jego gęba schowała się za pojemnikiem. Pozostali dwaj się zdematerializowali. Wyraźnie było słychać rozmowę 3 osób. Może jest drugie wyjście? Albo wyleźli na dach zaczerpnąć świeżego powietrza?
cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "
na wiecznych wagarach od zycia...
na wiecznych wagarach od zycia...
Re: Świat staje na głowie - czyli buba jedzie nad polskie morze ;)
Ostatni nadmorski plan tego wyjazdu zakłada powłóczenie się po Mierzei Wiślanej. Aby tam dotrzeć mamy nie lada wyzwanie! 
1. Trzeba ominąć Trójmiasto (nie lubimy dużych miast)
2. Trzeba ominąć, ewentualnie przeciąć, wszystkie autostrady i “eski” (nie lubimy autostrad)
3. Trzeba w miarę możliwości ominąć wszystkie 1 i 2 cyfrowe drogi (bo głównych dróg również nie lubimy)
4. Musimy znaleźć jak najwięcej promów!
Wywiązujemy się z zadania zwycięsko, klimatycznie telepiąc się wioskami, alejami “drzew w skrajni”, gdzie czasem kończy się asfalt, a czasami nie ma mostu (i promu również
W takich chwilach toperz zawsze się cieszy, że nie mamy terenówki. Bo mając takową, w głowach dwóch siedzących obok istot mogłyby się pojawić “niezdrowe pomysły” 
Przez Przekop Wisły przeprawiamy się promem.







Tam gdzie rzeka uchodzi do morza wirują w powietrzu ogromne stada ptactwa!

Na nabrzeżu wypatrzyliśmy takowy bunkierek!

A w rzece pływa chyba foka! Albo coś bardzo do foki podobnego. Niestety ile razy wyceluje się w nią aparatem - to skubana nurkuje!
Jedziemy pod prąd sznurów aut wracających z weekendu. W kierunku Gdańska stoi wręcz korek samochodów, rowerów, kamperów, przyczep. Tłum nerwowy, mijający busia na grubość lakieru, kompulsywnie wyprzedzając się jak w jakiejś grze komputerowej. Niefajnie się tak jedzie… Acz tu już jest tylko jedna droga i nie bardzo się da naszą metodą objeżdżać miedzami. Ale tłumaczymy sobie, że to dobrze, że tak dużo ich jedzie. Im więcej tym lepiej. Im więcej zwariowanych aut spotkamy tu i teraz - tym mniej ich pozostanie na mierzei… I tym bardziej mierzeja będzie się nadawać do użytku przez kolejne dni!
Wieczorem idziemy połazić po Kątach Rybackich. Korek wypełniający lokalną drogę trąbieniem, jechaniem na zderzaku i nerwowymi manewrami - zniknął. Rozpłynął się w powietrzu.. . Pewnie gdzieś stoi u bram wielkich miast na autostradowych bramkach. I tam teraz lecą przekleństwa miłośników pośpiechu i grzania na oślep…
Po Kątach, wraz z nikłym światłem latarni, snuje się klimat “posezonia”. Słowo to zasłyszane w bazach nad jeziorem Koronowskim bardzo przypadło mi do gustu. Bo ja owego klimatu posezonia właśnie wszędzie szukam. Gdy wiatr targa papierami z przepełnionych koszy, piwo w knajpie się skończyło i trzeba skoczyć do monopolowego sobie przynieść, a ryba jest tylko ta świeża, którą właśnie przywieźli. Bo tą przygotowaną wcześniej wyżarli z talerzami. Tak… Polska śródtygodniowa to całkiem inny świat!
Wiele knajpek wygląda całkiem zachęcająco!

Mały port, pełen kołyszących się na falkach kutrów..






Płytowa droga, na którą zleciały się chyba wszystkie komary i meszki z całego Pomorza. Tak się wręcz zastanawialiśmy, że nigdzie ich nie ma. To już wiemy, gdzie sobie zapodały zlot!

Szukamy opuszczonej barki/łodzi. Łódka jest, ale za płotem..

Odżywamy się oczywiście samymi rybami
Tu pochłaniamy smażone okazy...

A tutaj wędzone!

W okolicach udało nam się wypatrzeć dziwne "oznakowania". Na latarniach, płotach, murkach - są klejone znaczki z takową postacią. Duch? Hatifnat? Czy to rodzaj szlaku? Czy raczej czyjegoś "podpisu", zaznaczenia swojej obecności - w stylu "byłem tu - Siwy"?


cdn
1. Trzeba ominąć Trójmiasto (nie lubimy dużych miast)
2. Trzeba ominąć, ewentualnie przeciąć, wszystkie autostrady i “eski” (nie lubimy autostrad)
3. Trzeba w miarę możliwości ominąć wszystkie 1 i 2 cyfrowe drogi (bo głównych dróg również nie lubimy)
4. Musimy znaleźć jak najwięcej promów!
Wywiązujemy się z zadania zwycięsko, klimatycznie telepiąc się wioskami, alejami “drzew w skrajni”, gdzie czasem kończy się asfalt, a czasami nie ma mostu (i promu również
Przez Przekop Wisły przeprawiamy się promem.

Tam gdzie rzeka uchodzi do morza wirują w powietrzu ogromne stada ptactwa!
Na nabrzeżu wypatrzyliśmy takowy bunkierek!
A w rzece pływa chyba foka! Albo coś bardzo do foki podobnego. Niestety ile razy wyceluje się w nią aparatem - to skubana nurkuje!
Jedziemy pod prąd sznurów aut wracających z weekendu. W kierunku Gdańska stoi wręcz korek samochodów, rowerów, kamperów, przyczep. Tłum nerwowy, mijający busia na grubość lakieru, kompulsywnie wyprzedzając się jak w jakiejś grze komputerowej. Niefajnie się tak jedzie… Acz tu już jest tylko jedna droga i nie bardzo się da naszą metodą objeżdżać miedzami. Ale tłumaczymy sobie, że to dobrze, że tak dużo ich jedzie. Im więcej tym lepiej. Im więcej zwariowanych aut spotkamy tu i teraz - tym mniej ich pozostanie na mierzei… I tym bardziej mierzeja będzie się nadawać do użytku przez kolejne dni!
Wieczorem idziemy połazić po Kątach Rybackich. Korek wypełniający lokalną drogę trąbieniem, jechaniem na zderzaku i nerwowymi manewrami - zniknął. Rozpłynął się w powietrzu.. . Pewnie gdzieś stoi u bram wielkich miast na autostradowych bramkach. I tam teraz lecą przekleństwa miłośników pośpiechu i grzania na oślep…
Po Kątach, wraz z nikłym światłem latarni, snuje się klimat “posezonia”. Słowo to zasłyszane w bazach nad jeziorem Koronowskim bardzo przypadło mi do gustu. Bo ja owego klimatu posezonia właśnie wszędzie szukam. Gdy wiatr targa papierami z przepełnionych koszy, piwo w knajpie się skończyło i trzeba skoczyć do monopolowego sobie przynieść, a ryba jest tylko ta świeża, którą właśnie przywieźli. Bo tą przygotowaną wcześniej wyżarli z talerzami. Tak… Polska śródtygodniowa to całkiem inny świat!
Wiele knajpek wygląda całkiem zachęcająco!
Mały port, pełen kołyszących się na falkach kutrów..

Płytowa droga, na którą zleciały się chyba wszystkie komary i meszki z całego Pomorza. Tak się wręcz zastanawialiśmy, że nigdzie ich nie ma. To już wiemy, gdzie sobie zapodały zlot!
Szukamy opuszczonej barki/łodzi. Łódka jest, ale za płotem..
Odżywamy się oczywiście samymi rybami
A tutaj wędzone!

W okolicach udało nam się wypatrzeć dziwne "oznakowania". Na latarniach, płotach, murkach - są klejone znaczki z takową postacią. Duch? Hatifnat? Czy to rodzaj szlaku? Czy raczej czyjegoś "podpisu", zaznaczenia swojej obecności - w stylu "byłem tu - Siwy"?

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "
na wiecznych wagarach od zycia...
na wiecznych wagarach od zycia...
Re: Świat staje na głowie - czyli buba jedzie nad polskie morze ;)
Osiedlamy się w Kątach Rybackich w bazie “Zacisze”. Baza siedzi w lesie i jak można się domyśleć zatrzymał się w niej czas.




No i proszę - to kolejny dowód, że płytówka zawsze prowadzi w ciekawe miejsca!

Przy krawężniku mieszkają takowe żuki - całe stado! Długo można obserwować jak ryją w ziemi, drążą tunele, chroboczą łapkami, ciągną różne skarby!


Są tu domki typu Brda. Identyczne jak te, w których nocowałam mając 10 lat w Brennej. Ten sam układ pomieszczeń, ten sam zapach i ciepły kolor ścian!

Jakbym się nagle przeniosła o te prawie 30 lat wstecz… Pierwsze wrażenie z podróży w czasie nie jest pozytywne. Staje mi jak żywy przed oczami ten potworny wkurw, który mnie wtedy opanował. Do Brdy w Brennej pojechaliśmy ze znajomymi rodziców. Plan zakładał, że płacimy po połowie i każda rodzina ma swój pokoik u góry. A jak dzieciom będzie za ciasno lub niewygodnie z rodzicami na górze - to dzieciarnia może spać na dole w salonie. Chyba tydzień się cieszyłam na ten pokoik na poddaszu, na łażenie po drabinie do kibla, na skośny dach… I jak przyjechaliśmy - to się okazało, że znajomi rodziców, wbrew umowie, zajęli oba pokoje na górze.. W jednym oni, w drugim ich córeczki. A ja z rodzicami mam spać na dole! A oni wszyscy oczywiście cały czas siedzą na dole “bo to wspólny salon”. No żesz ich k… mać! Nie taka była umowa! Albo wywiązują się z umowy, albo oddają ¾ kasy albo wracamy do domu! (lub wynajmujemy innych domek). No jak można kogoś tak wykolegować! Nie odpuściłabym tego za skarby świata! Ale miałam wtedy 10 lat.. i to nie ja decydowałam o takich sprawach… Wyjazd poza tym był udany, był chyba kulig i pojeździłam na sankach z górki.. Ale ta zadra w sercu, zaklęta w zapach starej Brdy, gdzieś tam została. I dzisiejszy powiew aromatu bejcowanej boazerii wyciągnął ją gdzieś z odmętów zapomnienia. Ale dziś będę spała na górze!! Tak jak sobie wymarzyłam 28 lat temu! I nikt i nic mi nie stanie na przeszkodzie! A jakby ktoś próbował - to urwę łeb! A oni pewnie dzisiaj mają czkawke! (a może i sraczkę
) Ot co!!!


Czy tylko ja tak kocham omszały eternit??


Gniazdko na skrzynce za domkiem.

Rybne śniadanie


Gotowi do wyruszenia w trasę!

A nieopodal taki miły busio wygląda z zarośli!

cdn
No i proszę - to kolejny dowód, że płytówka zawsze prowadzi w ciekawe miejsca!
Przy krawężniku mieszkają takowe żuki - całe stado! Długo można obserwować jak ryją w ziemi, drążą tunele, chroboczą łapkami, ciągną różne skarby!


Są tu domki typu Brda. Identyczne jak te, w których nocowałam mając 10 lat w Brennej. Ten sam układ pomieszczeń, ten sam zapach i ciepły kolor ścian!
Jakbym się nagle przeniosła o te prawie 30 lat wstecz… Pierwsze wrażenie z podróży w czasie nie jest pozytywne. Staje mi jak żywy przed oczami ten potworny wkurw, który mnie wtedy opanował. Do Brdy w Brennej pojechaliśmy ze znajomymi rodziców. Plan zakładał, że płacimy po połowie i każda rodzina ma swój pokoik u góry. A jak dzieciom będzie za ciasno lub niewygodnie z rodzicami na górze - to dzieciarnia może spać na dole w salonie. Chyba tydzień się cieszyłam na ten pokoik na poddaszu, na łażenie po drabinie do kibla, na skośny dach… I jak przyjechaliśmy - to się okazało, że znajomi rodziców, wbrew umowie, zajęli oba pokoje na górze.. W jednym oni, w drugim ich córeczki. A ja z rodzicami mam spać na dole! A oni wszyscy oczywiście cały czas siedzą na dole “bo to wspólny salon”. No żesz ich k… mać! Nie taka była umowa! Albo wywiązują się z umowy, albo oddają ¾ kasy albo wracamy do domu! (lub wynajmujemy innych domek). No jak można kogoś tak wykolegować! Nie odpuściłabym tego za skarby świata! Ale miałam wtedy 10 lat.. i to nie ja decydowałam o takich sprawach… Wyjazd poza tym był udany, był chyba kulig i pojeździłam na sankach z górki.. Ale ta zadra w sercu, zaklęta w zapach starej Brdy, gdzieś tam została. I dzisiejszy powiew aromatu bejcowanej boazerii wyciągnął ją gdzieś z odmętów zapomnienia. Ale dziś będę spała na górze!! Tak jak sobie wymarzyłam 28 lat temu! I nikt i nic mi nie stanie na przeszkodzie! A jakby ktoś próbował - to urwę łeb! A oni pewnie dzisiaj mają czkawke! (a może i sraczkę
Czy tylko ja tak kocham omszały eternit??
Gniazdko na skrzynce za domkiem.
Rybne śniadanie


Gotowi do wyruszenia w trasę!
A nieopodal taki miły busio wygląda z zarośli!
cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "
na wiecznych wagarach od zycia...
na wiecznych wagarach od zycia...
Re: Świat staje na głowie - czyli buba jedzie nad polskie morze ;)
Przeprawa promem do Mikoszewa prowadzi przez sztuczny przekop a nie rzekę. Idąc wzdłuż przekopu w stronę morza zahaczylibyście jeszcze kilka bunkierków i innych obiektów wojskowych. Na końcu jest betonowy falochron wychodzący w morze a plaża to "zagłębie" bursztynowe. Zawsze jest tam pełno ludzi na kolanach, szukających tego skarbu. Tu kilka zdjęć podrzucam: http://www.polskiekrajobrazy.pl/Artur74 ... Mikoszewo/
Przed Kątami leży Stegna, klimatyczna miejscowość z zachowanymi jeszcze chatami rybackimi http://www.polskiekrajobrazy.pl/Artur74 ... 54:Stegna/ . Krynica Morska ma fajne, pagórkowate położenie
http://www.polskiekrajobrazy.pl/Artur74 ... ca_Morska/. Na samym końcu mierzei oczywiście Piaski z biegającymi dzikami po ulicach , no ale to pewnie w Twojej relacji jeszcze zobaczymy http://www.polskiekrajobrazy.pl/Artur74 ... 03:Piaski/
Przed Kątami leży Stegna, klimatyczna miejscowość z zachowanymi jeszcze chatami rybackimi http://www.polskiekrajobrazy.pl/Artur74 ... 54:Stegna/ . Krynica Morska ma fajne, pagórkowate położenie
http://www.polskiekrajobrazy.pl/Artur74 ... ca_Morska/. Na samym końcu mierzei oczywiście Piaski z biegającymi dzikami po ulicach , no ale to pewnie w Twojej relacji jeszcze zobaczymy http://www.polskiekrajobrazy.pl/Artur74 ... 03:Piaski/
Polub swoją pracę, nawet gdyby była mało znacząca i odpoczywaj przy niej.
Chcesz dożyć emerytury lub renty, z pracy przychodź wypoczęty!
Chcesz dożyć emerytury lub renty, z pracy przychodź wypoczęty!
Re: Świat staje na głowie - czyli buba jedzie nad polskie morze ;)
Artur74 pisze:Przeprawa promem do Mikoszewa prowadzi przez sztuczny przekop a nie rzekę. Idąc wzdłuż przekopu w stronę morza zahaczylibyście jeszcze kilka bunkierków i innych obiektów wojskowych. Na końcu jest betonowy falochron wychodzący w morze a plaża to "zagłębie" bursztynowe. Zawsze jest tam pełno ludzi na kolanach, szukających tego skarbu. Tu kilka zdjęć podrzucam: http://www.polskiekrajobrazy.pl/Artur74 ... Mikoszewo/
Przed Kątami leży Stegna, klimatyczna miejscowość z zachowanymi jeszcze chatami rybackimi http://www.polskiekrajobrazy.pl/Artur74 ... 54:Stegna/ . Krynica Morska ma fajne, pagórkowate położenie
http://www.polskiekrajobrazy.pl/Artur74 ... ca_Morska/. Na samym końcu mierzei oczywiście Piaski z biegającymi dzikami po ulicach , no ale to pewnie w Twojej relacji jeszcze zobaczymy http://www.polskiekrajobrazy.pl/Artur74 ... 03:Piaski/
O bunkrach przy tym przekopie rzeki dowiedzielismy sie juz po powrocie.. Bedzie wiec trzeba kiedys tam wrocic!
A w Piaskach tez nie bylismy i dzikow tez nie napotkalismy niestety... Dziki to calymi stadami spotykam jedynie na osiedlu w Bytomiu np. idac na parking przed blokiem albo wyrzucic smieci
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "
na wiecznych wagarach od zycia...
na wiecznych wagarach od zycia...
Re: Świat staje na głowie - czyli buba jedzie nad polskie morze ;)
Zwykle na telefon przychodzą różne idiotyczne alerty. Najczęściej, że będzie straszny wiatr, a potem zazwyczaj go nie ma. Albo żeby znaleźć bezpieczne schronienie (a najlepiej nie wychodzić z domu) bo będzie padał deszcz, będzie upał albo mróz. W tym roku też celowali w tych o tematyce wirusowej, jakby nie wystarczało łajna, które się sączy z telewizji czy internetu.
Acz dziś, po raz pierwszy, przyszło coś ciekawego i sensownego!
“Alert RCB. Uwaga! 14.09 i 15.09 od 8:00 do 15:00 neutralizacja niewybuchów min morskich. Nie zbliżaj się do plaż na odcinku Gdańsk - Brzezno - Mikoszewo”.
I faktycznie - nawet w rejonie naszych Kątów Rybackich było słychać wybuchy gdzieś z oddali! Więc tym razem nie ściemniali! Skądinąd ciekawe ile ludzi (nie mających wcześniej takich planów) specjalnie pobiegło na plaże, mając nadzieję na ciekawe kadry fotograficzne lub po prostu niecodzienne wrażenia
Dziś idziemy plażą w stronę gdzie przekopują mierzeję. Tyle trąbili wszędzie o tej akcji (albo z zachwytem albo z rozpaczą, zależnie od opcji partyjnej), że mam ochotę zobaczyć ten piach i muł przesiąknięty polityką
Najbardziej ciekawi mnie jak to wygląda u styku z wodą. Już z daleka widać jakieś dźwigi czy inne pogłębiarki.

Z bliska prace nie wyglądają na zbyt dynamiczne, ale może jest inaczej, a ja się po prostu nie znam na takowych przedsięwzięciach?

Stoi sporo koparek, ale nie wszystkie się ruszają.



Jeździ też jeden traktor po nasypie, a wywrotka sypie kamienie. Robotnicy siedzą rządkiem i rozkoszują się widokiem na morze. Wygląda to jak klasyczna budowa np. remont niewielkiego mostu w Oławie, który trwał prawie 2 lata
A na tym cypelku z pordzewiałej blachy falistej chętnie bym sobie posiedziała! Ale niestety nie udaje się tam przebrać niezauważonym

Najbardziej przypada mi do gustu taka machina pływająco - jeżdżąca, która zasuwa tam i z powrotem, kolebiąc się na boki. Wygląda jakby mi pozowała do zdjęć.



Budujemy też nasz własny przekop mierzei! Nasz będzie ładniejszy!


Wybrzeże jest w tym rejonie dość nudne. Idzie się kilometrami i niewiele się zmienia. Dlatego każdy znaleziony palik, deska albo konar - urasta do rangi atrakcji, godnej sfotografowania...




Czasem monotonie przerwie meduza...

a innym razem obrosły muszelkami pień...

Większe muszelki mogą służyć do malowania...

Można czas spędzać klasycznie np. wleźć do zimnej wody...


albo zgodnie z naszą wieloletnią plażową tradycją - użyć na fikołkach!

Czasem przychodzą do głowy bardziej wyszukane zabawy

Niekiedy krajobraz urozmaica udrapowany wiatrem piach...



A innym razem wystajacy zza lasu radar... Niestety nie opuszczony, więc do oglądania jedynie z daleka

W zachodzących promieniac słonca morze przybiera jakieś takie mleczne barwy...





A kolejnego dnia kolory są zupełnie inne! Mleczne jest i niebo, nie tylko woda

cdn
Acz dziś, po raz pierwszy, przyszło coś ciekawego i sensownego!
“Alert RCB. Uwaga! 14.09 i 15.09 od 8:00 do 15:00 neutralizacja niewybuchów min morskich. Nie zbliżaj się do plaż na odcinku Gdańsk - Brzezno - Mikoszewo”.
I faktycznie - nawet w rejonie naszych Kątów Rybackich było słychać wybuchy gdzieś z oddali! Więc tym razem nie ściemniali! Skądinąd ciekawe ile ludzi (nie mających wcześniej takich planów) specjalnie pobiegło na plaże, mając nadzieję na ciekawe kadry fotograficzne lub po prostu niecodzienne wrażenia
Dziś idziemy plażą w stronę gdzie przekopują mierzeję. Tyle trąbili wszędzie o tej akcji (albo z zachwytem albo z rozpaczą, zależnie od opcji partyjnej), że mam ochotę zobaczyć ten piach i muł przesiąknięty polityką
Z bliska prace nie wyglądają na zbyt dynamiczne, ale może jest inaczej, a ja się po prostu nie znam na takowych przedsięwzięciach?
Stoi sporo koparek, ale nie wszystkie się ruszają.
Jeździ też jeden traktor po nasypie, a wywrotka sypie kamienie. Robotnicy siedzą rządkiem i rozkoszują się widokiem na morze. Wygląda to jak klasyczna budowa np. remont niewielkiego mostu w Oławie, który trwał prawie 2 lata
A na tym cypelku z pordzewiałej blachy falistej chętnie bym sobie posiedziała! Ale niestety nie udaje się tam przebrać niezauważonym
Najbardziej przypada mi do gustu taka machina pływająco - jeżdżąca, która zasuwa tam i z powrotem, kolebiąc się na boki. Wygląda jakby mi pozowała do zdjęć.
Budujemy też nasz własny przekop mierzei! Nasz będzie ładniejszy!

Wybrzeże jest w tym rejonie dość nudne. Idzie się kilometrami i niewiele się zmienia. Dlatego każdy znaleziony palik, deska albo konar - urasta do rangi atrakcji, godnej sfotografowania...

Czasem monotonie przerwie meduza...
a innym razem obrosły muszelkami pień...
Większe muszelki mogą służyć do malowania...

Można czas spędzać klasycznie np. wleźć do zimnej wody...
albo zgodnie z naszą wieloletnią plażową tradycją - użyć na fikołkach!

Czasem przychodzą do głowy bardziej wyszukane zabawy
Niekiedy krajobraz urozmaica udrapowany wiatrem piach...
A innym razem wystajacy zza lasu radar... Niestety nie opuszczony, więc do oglądania jedynie z daleka
W zachodzących promieniac słonca morze przybiera jakieś takie mleczne barwy...


A kolejnego dnia kolory są zupełnie inne! Mleczne jest i niebo, nie tylko woda

cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "
na wiecznych wagarach od zycia...
na wiecznych wagarach od zycia...
Re: Świat staje na głowie - czyli buba jedzie nad polskie morze ;)
Idziemy połazić przy zatoczkach i skarpach od strony zalewu. Tafla wody jest nieruchoma, nieco zielonkawa i pachnie z lekka nadpsutą rybą. Rozłożone gęsto sieci świadczą jednak, że żywej ryby również tutaj nie brakuje.

W oddali majączą zabudowania Fromborka, przywołując wspomnienia sprzed równo 5 lat, gdy imprezowaliśmy na tamtejszym kempingu z uczestnikami zlotu motocyklistów. Powietrze jest stojące i chyba po raz pierwszy na tym wyjeździe - upalne. Slońce jest jednak przyćmione, za dziwną mgłą, a w powietrzu unosi się duchota. Bardzo szybko jesteśmy cali obklejeni piaskiem. Jak to się dzieje skoro nie ma wiatru? Tak jakby tym piaskiem było przesiane całe powietrze. Może więc od tego jest ono takie gęste, lepkie i zamglone?
Piaszczyste klifo - zatoczki są malownicze. Ta część wybrzeża jest dużo ciekawsza niż nudny morski brzeg po drugiej stronie mierzei. Dzikie róże bujnie porastają skarpy. Korzenie sosen sterczą w powietrzu, bo piach, w którym tkwiły, wybrał wolność i się osunął, ruszając na spotkanie z zalewem.





Za nogi łapią nas pęki jeżyn, wynagradzając podrapania słodkim jeszcze owocem.

Rosochate bele drzew zdobią niewielkie rybacze plażki porosłe nieraz gęstym sitowiem.




Zieloności nie zachęcają do kąpieli, ale bardzo urozmaicają krajobraz przy gapieniu się w wode!


Lato wyraźnie ma się ku końcowi... Nie można odmówić wybrzeżom barw wybitnie już jesiennych... Czas płynie nieubłagalnie...




Zjazdy na kuprach z klifów na długo pozostaną w naszej pamięci!

Czasem trafi się drzewo w iście helskim stylu!

Gdzieś tu, na widokowej skarpie, wieszamy hamak i cieszymy się magią chwili...


Wybraliśmy na hamak chyba najbardziej apetyczne drzewo w okolicy. Bo akurat centralnie nad nami pracowicie odżywia się dzięcioł. Wali dziobem aż drzazgi lecą. Oprócz skóry oklejonej piaskiem, i nawbijanych wszędzie kolców jeżyn - dołączamy do zestawu czupryny pełne rozdrobnionej kory - powoli acz konsekwentnie stajemy się fragmentem otaczajacego lasu.



Gdybyśmy w tym momencie zakończyli wycieczkę po nadzalewowych urwiskach - wrażenie pozostałoby by jedynie ciche, pachnące i przesiane atmosferą sielanki. Niestety... Zachciało się nam jeszcze jednej zatoczki...
Miejsce to zwane jest na mapach Zatoką Dzikiej Róży. Znajomy mi o niej opowiadał, że to jest wyjątkowo piękne i zaciszne miejsce. To znaczy było... Zatoczka została właśnie rozorana przez ciężki sprzęt... Co oni tam robią? Drugi alternatywny przekop mierzei, jakby się pierwszy nie udał? Kopalnie bursztynu? Fabrykę błota? Łowienie ryb metodą odkrywkową? Jedno jest pewne - zatoczka z opowieśc przestała istnieć... Koparka ryje, szlam wrzuca na wywrotkę, a ona grzęznąc w bagnie jedzie wysypać "urobek" w grząską toń, która niegdyś była wodą...





Tak... Jakby w takiej zatoczce turysta rozbił namiot, albo co gorsza rozpalił ognisko - wszyscy by się łapali za d... z oburzenia. A jakby wjechał autem? Aj! Oj! Kryminał! Niszczenie bezcennych wydm! Brak odpowiedzialności za planetę, przyszłe pokolenia i fioletowe robaki zagrożone wyginięciem. Ale jakoś dziwnie ochrona "bezcenności krajobrazu" zwykle natychmiast się kończy jak się pojawia "inwestycja". I w miejscu, gdzie jeszcze pół roku temu biwak byłby zbrodnią - wjeżdżają buldożery - i już jest ok. Wszyscy piewcy nieskażonej natury nabierają wody w usta. Ot... kwintesencja polskich klimatów...
cdn
W oddali majączą zabudowania Fromborka, przywołując wspomnienia sprzed równo 5 lat, gdy imprezowaliśmy na tamtejszym kempingu z uczestnikami zlotu motocyklistów. Powietrze jest stojące i chyba po raz pierwszy na tym wyjeździe - upalne. Slońce jest jednak przyćmione, za dziwną mgłą, a w powietrzu unosi się duchota. Bardzo szybko jesteśmy cali obklejeni piaskiem. Jak to się dzieje skoro nie ma wiatru? Tak jakby tym piaskiem było przesiane całe powietrze. Może więc od tego jest ono takie gęste, lepkie i zamglone?
Piaszczyste klifo - zatoczki są malownicze. Ta część wybrzeża jest dużo ciekawsza niż nudny morski brzeg po drugiej stronie mierzei. Dzikie róże bujnie porastają skarpy. Korzenie sosen sterczą w powietrzu, bo piach, w którym tkwiły, wybrał wolność i się osunął, ruszając na spotkanie z zalewem.
Za nogi łapią nas pęki jeżyn, wynagradzając podrapania słodkim jeszcze owocem.
Rosochate bele drzew zdobią niewielkie rybacze plażki porosłe nieraz gęstym sitowiem.
Zieloności nie zachęcają do kąpieli, ale bardzo urozmaicają krajobraz przy gapieniu się w wode!
Lato wyraźnie ma się ku końcowi... Nie można odmówić wybrzeżom barw wybitnie już jesiennych... Czas płynie nieubłagalnie...
Zjazdy na kuprach z klifów na długo pozostaną w naszej pamięci!
Czasem trafi się drzewo w iście helskim stylu!
Gdzieś tu, na widokowej skarpie, wieszamy hamak i cieszymy się magią chwili...

Wybraliśmy na hamak chyba najbardziej apetyczne drzewo w okolicy. Bo akurat centralnie nad nami pracowicie odżywia się dzięcioł. Wali dziobem aż drzazgi lecą. Oprócz skóry oklejonej piaskiem, i nawbijanych wszędzie kolców jeżyn - dołączamy do zestawu czupryny pełne rozdrobnionej kory - powoli acz konsekwentnie stajemy się fragmentem otaczajacego lasu.
Gdybyśmy w tym momencie zakończyli wycieczkę po nadzalewowych urwiskach - wrażenie pozostałoby by jedynie ciche, pachnące i przesiane atmosferą sielanki. Niestety... Zachciało się nam jeszcze jednej zatoczki...
Miejsce to zwane jest na mapach Zatoką Dzikiej Róży. Znajomy mi o niej opowiadał, że to jest wyjątkowo piękne i zaciszne miejsce. To znaczy było... Zatoczka została właśnie rozorana przez ciężki sprzęt... Co oni tam robią? Drugi alternatywny przekop mierzei, jakby się pierwszy nie udał? Kopalnie bursztynu? Fabrykę błota? Łowienie ryb metodą odkrywkową? Jedno jest pewne - zatoczka z opowieśc przestała istnieć... Koparka ryje, szlam wrzuca na wywrotkę, a ona grzęznąc w bagnie jedzie wysypać "urobek" w grząską toń, która niegdyś była wodą...
Tak... Jakby w takiej zatoczce turysta rozbił namiot, albo co gorsza rozpalił ognisko - wszyscy by się łapali za d... z oburzenia. A jakby wjechał autem? Aj! Oj! Kryminał! Niszczenie bezcennych wydm! Brak odpowiedzialności za planetę, przyszłe pokolenia i fioletowe robaki zagrożone wyginięciem. Ale jakoś dziwnie ochrona "bezcenności krajobrazu" zwykle natychmiast się kończy jak się pojawia "inwestycja". I w miejscu, gdzie jeszcze pół roku temu biwak byłby zbrodnią - wjeżdżają buldożery - i już jest ok. Wszyscy piewcy nieskażonej natury nabierają wody w usta. Ot... kwintesencja polskich klimatów...
cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "
na wiecznych wagarach od zycia...
na wiecznych wagarach od zycia...
Re: Świat staje na głowie - czyli buba jedzie nad polskie morze ;)
Zawsze w końcu przychodzi ta chwila - czas powrotów. Moment, kiedy jeszcze dobrych kilka dni będziemy w drodze, ale czuć już ten nieubłagalny koniec włóczęgi. Dziś odbijamy od morza i zaczynamy sunąć na południe. Za promem Świbno - Mikoszewo skręcamy w lewo w niewielką drogę. Znaczone na mapie jakieś kanały, śluzy i rozlewiska sugerują, że będzie tam co robić, a przynajmniej na czym oko zawiesić.
I faktycznie od razu zaczyna być fajnie! Jak na zamówienie pojawia się barka!


Ciekawe co to są te powyginane rury rdzawego koloru, z pogrubieniem na środku?

Za cholere nie mam pojęcia do czego to służy, ale jedno wiem - pasowałoby, żeby na dachu busia też takie były! Toperz nieco wywraca oczami słysząc moje wywody - jednocześnie twierdząc, że wiele razy słyszał, że z babami są często problemy, bo nie kierują się w życiu praktycznością tylko estetyką i emocjami
Dodaje też, że rozmówcy mogli jednak nie doceniać wagi problemu i nie w pełni go rozumieć
“Nie buba, nie montujemy na dachu zardzewiałych rur, zwłaszcza jak nie wiemy do czego służą” 
A tu np. widać okienko z firanką, sugerujące, że za nim mieści się pokoik mieszkalny! Strasznie bym chciała móc kiedyś się wybrać na rejs taką barką i w takim miejscu pomieszkać! Chyba nawet bardziej marzę o tym niż o rurach na dachu busia!

Zbliżamy się do śluzy Przegalina. Jest akurat w remoncie, co niestety trochę utrudnia zwiedzanie. Wszędzie kręci się kupa robotników. Acz są też plusy, można zobaczyć śluzę z wypompowaną wodą.



Ciekawi mnie ta budka (w lewym górnym rogu zdjęcia) Dla ochroniarza śluzy? Bo przypomina mi nieco budki strażnków, którzy np. na Ukrainie pilnują mostów kolejowych czy tuneli. Na Odrze mamy kupe śluz, acz takich budek przy nich brak..

Tutaj panowie pracują nad tym, aby świeża zieleń odpowiednio mocno waliła po oczach!



W jednej z zatoczek stoją fajne stare barki. Niestety dostanie się do nich do prostych (i suchych ) nie należy


Potem zaczęliśmy się kierować na Cedry Wielkie, ale droga okazała się mniej główna niż przypuszczaliśmy


W Steblewie zamierzamy zobaczyć ruiny kościoła.

Ze zdjęć na necie wyglądał zupełnie jak te, które 3 lata temu zwiedzaliśmy masowo w Obwodzie Kaliningradzkim : https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... odzie.html .. Niestety spóźniliśmy się… Kościół zdążyli wyremontować - mury wyglądają jakby je wyszlifować papierem ściernym do gładkości... Więcej mchu i trawy porasta busia niż te stare ściany!



Wokół klimaty są iście parkowe… No i oczywiście nie można wejść do środka bo jest solidna krata.. Acz i przez kratę widać, że wchodzić nie ma po co… Ech… nic tu po nas…

Wokół kilka ciekawych nagrobków, acz na zmanierowanych mieszkańcach Dolnego Śląska już mało co robi wrażenie


Na biwak zawijamy nad Wisłę niedaleko Kwidzyna, w rejon ruin mostu kolejowego w Opaleniu. Z mostu zostało dosyć niewiele i to w formie jedynie do pooglądania z daleka, ale zawsze miło jak coś sterczy z wody i urozmaica krajobraz.







Rzeka obfituje tu w wysepki.

I mielizny pełne ptactwa. Jak to drze dzioby! Coś cudnego taki wieczorny koncert!

Brzeg jest mocno zarosły, a suche trawy i kolor liści coraz bardziej przypominają o nieubłagalnym końcu lata…






Nie do końca ogarniam na czym polega ta zabawa, ale jest urocza!

To jest niepojęte, ale kabak lepiej dmucha w ognisko niż ja! Chyba rzeczywiście nie mam płuc! (co wykazała kiedyś na studiach robiona mi spirometria
)

Można patrzeć bez końca… Grzeje, pachnie i jakoś tak uspokaja…


“Ogniska już dogasa blask…” To ostatnie ognisko tego wyjazdu...


W nocy przychodzi huraganowy wiatr, który przynosi diametralną zmianę pogody. Temperatura leci w dół o chyba 20 stopni. Przy ognisku siedzieliśmy w krótkim rękawku, a teraz przychodzi z najgłębszej skrzyni wyciągnąć zimową czapkę… Ech… To pewnie, żeby nie było aż tak żal wracać do domu.
Co chwilę polewa rzęsistym deszczem albo akurat błyska słońce. I wieje, wieje jak szlag! To razem do kupy powoduje sporą malowniczość chmur.



Jedziemy jeszcze pooglądać inne potencjalne miejsca biwakowe nad Wisłą, które mieliśmy obczajone z map. Stare betonowe place, trylinka - jest dobrze! Wszystkie by się nadały, ale przymostowe było chyba najlepsze!






To wygląda jak drewniany kościółek. Ale potem szukałam i to ponoć niegdysiejszy posterunek graniczny w Korzeniewie, na dawnej granicy polsko - niemieckiej.


cdn
I faktycznie od razu zaczyna być fajnie! Jak na zamówienie pojawia się barka!
Ciekawe co to są te powyginane rury rdzawego koloru, z pogrubieniem na środku?
Za cholere nie mam pojęcia do czego to służy, ale jedno wiem - pasowałoby, żeby na dachu busia też takie były! Toperz nieco wywraca oczami słysząc moje wywody - jednocześnie twierdząc, że wiele razy słyszał, że z babami są często problemy, bo nie kierują się w życiu praktycznością tylko estetyką i emocjami
A tu np. widać okienko z firanką, sugerujące, że za nim mieści się pokoik mieszkalny! Strasznie bym chciała móc kiedyś się wybrać na rejs taką barką i w takim miejscu pomieszkać! Chyba nawet bardziej marzę o tym niż o rurach na dachu busia!
Zbliżamy się do śluzy Przegalina. Jest akurat w remoncie, co niestety trochę utrudnia zwiedzanie. Wszędzie kręci się kupa robotników. Acz są też plusy, można zobaczyć śluzę z wypompowaną wodą.
Ciekawi mnie ta budka (w lewym górnym rogu zdjęcia) Dla ochroniarza śluzy? Bo przypomina mi nieco budki strażnków, którzy np. na Ukrainie pilnują mostów kolejowych czy tuneli. Na Odrze mamy kupe śluz, acz takich budek przy nich brak..
Tutaj panowie pracują nad tym, aby świeża zieleń odpowiednio mocno waliła po oczach!
W jednej z zatoczek stoją fajne stare barki. Niestety dostanie się do nich do prostych (i suchych ) nie należy
Potem zaczęliśmy się kierować na Cedry Wielkie, ale droga okazała się mniej główna niż przypuszczaliśmy
W Steblewie zamierzamy zobaczyć ruiny kościoła.
Ze zdjęć na necie wyglądał zupełnie jak te, które 3 lata temu zwiedzaliśmy masowo w Obwodzie Kaliningradzkim : https://jabolowaballada.blogspot.com/20 ... odzie.html .. Niestety spóźniliśmy się… Kościół zdążyli wyremontować - mury wyglądają jakby je wyszlifować papierem ściernym do gładkości... Więcej mchu i trawy porasta busia niż te stare ściany!
Wokół klimaty są iście parkowe… No i oczywiście nie można wejść do środka bo jest solidna krata.. Acz i przez kratę widać, że wchodzić nie ma po co… Ech… nic tu po nas…
Wokół kilka ciekawych nagrobków, acz na zmanierowanych mieszkańcach Dolnego Śląska już mało co robi wrażenie
Na biwak zawijamy nad Wisłę niedaleko Kwidzyna, w rejon ruin mostu kolejowego w Opaleniu. Z mostu zostało dosyć niewiele i to w formie jedynie do pooglądania z daleka, ale zawsze miło jak coś sterczy z wody i urozmaica krajobraz.
Rzeka obfituje tu w wysepki.
I mielizny pełne ptactwa. Jak to drze dzioby! Coś cudnego taki wieczorny koncert!
Brzeg jest mocno zarosły, a suche trawy i kolor liści coraz bardziej przypominają o nieubłagalnym końcu lata…


Nie do końca ogarniam na czym polega ta zabawa, ale jest urocza!
To jest niepojęte, ale kabak lepiej dmucha w ognisko niż ja! Chyba rzeczywiście nie mam płuc! (co wykazała kiedyś na studiach robiona mi spirometria

Można patrzeć bez końca… Grzeje, pachnie i jakoś tak uspokaja…


“Ogniska już dogasa blask…” To ostatnie ognisko tego wyjazdu...


W nocy przychodzi huraganowy wiatr, który przynosi diametralną zmianę pogody. Temperatura leci w dół o chyba 20 stopni. Przy ognisku siedzieliśmy w krótkim rękawku, a teraz przychodzi z najgłębszej skrzyni wyciągnąć zimową czapkę… Ech… To pewnie, żeby nie było aż tak żal wracać do domu.
Co chwilę polewa rzęsistym deszczem albo akurat błyska słońce. I wieje, wieje jak szlag! To razem do kupy powoduje sporą malowniczość chmur.



Jedziemy jeszcze pooglądać inne potencjalne miejsca biwakowe nad Wisłą, które mieliśmy obczajone z map. Stare betonowe place, trylinka - jest dobrze! Wszystkie by się nadały, ale przymostowe było chyba najlepsze!
To wygląda jak drewniany kościółek. Ale potem szukałam i to ponoć niegdysiejszy posterunek graniczny w Korzeniewie, na dawnej granicy polsko - niemieckiej.
cdn
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "
na wiecznych wagarach od zycia...
na wiecznych wagarach od zycia...
Re: Świat staje na głowie - czyli buba jedzie nad polskie morze ;)
Wiele alei na swoich drogach spotkaliśmy. I takie piękne gęste i zdrowe, i takie podeschłe zjedzone przez jemioły, i takie, które właśnie wyrżneli w pień... Ale jedna ta wyjątkowo zapadła nam w pamięć...
Przez wieś Łowinek w woj. kujawskopomorskim jedzie się aleją dębową. Tworzy ona wręcz tunel, pień przy pniu, dach z szumiących liści.




Można sobie wspomnieć czasy naszego dzieciństwa, gdy Polska była zielonym krajem i praktycznie każda wieś tak wyglądała - patrząc z daleka była kępą wysokich drzew wśród pól...
Znaków drogowych i tabliczek tu również nie brakuje. A to że aleja jest “prawem chroniona”...

A to kolejne ostrzeżenia dla kierowców, aby łaskawie raczyli zdjąć na chwilę nogę z gazu, a nie potem opowiadali, że drzewa się na nich rzuciły…


Każde drzewo jest obite symbolem “pomnika przyrody”. Widzieliśmy różne pomnikowe aleje - ale tak dokładnie ostemplowanych chyba jeszcze nie...

Wystarczy jednak wyjechać z wioski w pola… i tu krajobraz zmienia się nie do poznania! Aleja nadal jest, ale drzew ogłowionych i martwych! Czasem sterczy gdzieś jakaś cudem zielona gałązka, ale raczej wygląda to na ostatnie tchnienie, bez szans powodzenia na przyszłość.





Wszystkie pościnane drzewa mają oczywiście tabliczki pomników przyrody!



Co to u licha jest? Czy to jest pomnik obecnego bezprawia w Polsce?
Bo trochę tak wygląda...
Część kikutów jest owinięta w worki foliowe… Widać ktoś stał na wysokiej drabinie i motał te worki. Bo kiego czorta?

Dlaczego (jeśli już musieli) to nie wycieli tych drzew całkiem? Czemu zostawili te sterczące trupy? Bo dla miłośników grzania setką po wiejskich drogach niezależnie od warunków - bezpieczeństwo nadal nie wzrosło… W suchy pień również można przypierdzielić…
Nie wiem co tu się działo, nie udało się pogadać z nikim z miejscowych. Ich reakcje przy próbach poruszania tematu (natychmiastowa ucieczka albo potok bluzgów i pogróżki na widok aparatu) również sugerowały, że coś grubego się tu odwaliło. Wygląda na jakiś spór i solidne przepychanki. Szkoda tylko biednych drzew, bo szybko nie odrosną, nawet jakby im cudem pozwolili…
A potem to już tylko jazda w stronę domu, noclegi na leśnych parkingach, spotkania z lokalna fauną


I z tą wiezioną znad morza

Rano na leśny parking między miejscowościami Chodecz i Przedecz zawija jakieś auto. Mamy czas je trochę czasu obserwować, bo właśnie wstaliśmy i kręcimy się koło busia. Jemy śniadanie, pakujemy się. W przybyłym pojeździe siedzą dwie osoby - facet i babka. Facet wychodzi, zamyka drzwi i zaczyna wyciągać z bagażnika różne rzeczy, plecaczek, koszyk, przebiera gumiaki - widać grzybiarz. Zamyka auto i rusza w las. Babka z nim nie idzie, zostaje w samochodzie. I nie byłoby to nic dziwnego, gdyby nie to, że przez kolejną godzine czy półtorej kobita siedzi bez ruchu. Nawet nie zmieniła pozycji. Z tego co udalo mi się zapuścić żurawia - chyba nie spała i oczy miała otarte. Na początku nie zaprzątamy sobie głowy tą sprawą - ot ktoś na parking przyjechał. Zdarza się nie? Potem zaczynamy rozważać czy ludzie się tak boja kleszczy, że nawet nie pójdą na spacer? Tylko wolą w dusznej puszce siedzieć? Albo czemu nie została w domu jak nie podziela pasji swojego współtowarzysza? Jednak gdy czas płynie - to sprawa wydaje się coraz bardziej podejrzana. Ostatecznie po dwóch godzinach facet wraca. Chowa do bagażnika pusty koszyk - widać grzyby nie dopisały. Wsiada i odjeżdża... Babka siedzi jak siedziała... no może trochę ją zarzuciło na zakręcie... A może to była wypchana kukła? Albo manekin? Różne ludzie mają odpały... My wozimy Krecika, może ten pan miał inną "maskotkę"? Kabak kręci głową... "Mamo, to nie była lalka. To była prawdziwa pani. Ale ona chyba już nie żyła..." I po czasie mnie tknęło - czemu ja nie poszłam zapukać do tego auta? Zapytać o godzinę albo o ogień? Albo którędy na Przedecz? Jakoś człowiek w porannej krzątaninie tylko część uwagi poświęca na to, co dzieje się wokół, patrząc czy jajecznica się nie przypala, czy kabak nie ściąga na siebie wrzątku i czy wszystkie suszące się na drzewie śpiwory (zalane kopniętym nocnikiem) wyschły i zostały spakowane. Jakoś kompletnie nie przyszło mi do głowy zapodać jakąś akcję zaczepną... A szkoda, bo sytuacja była dość niecodzienna i tak - na zawsze pozostanie tajemnicą... A "grzybobranie z nieboszczykiem" pozostanie ostatnią przygodą tegorocznej wrześniowej włóczęgi...
Zawijamy jeszcze zobaczyć zamek koło Koła
Fajnie się prezentuje z przeciwległego brzegu Warty - z zielonych łąk pełnych krów! Tu przez chwilę czujemy się jak na Ukrainie, na którą w tym roku nie było nam dane pojechać… Spokojna rzeka, bliskość miasta ale pastwiska po horyzont i stare, zapomniane ruiny, które można zasiedlić...






Z bliska czar jednak pryska i zaliczamy szybki powrót do Polski... Zamek prezentuje się już znacznie gorzej - jest w remoncie. Wszystko ogrodzone.. Wypełnia go wizg wiertarek i szlifierek. Czyli miejsce biwakowo - ogniskowe wewnątrz starych murów można wsadzić w kibel.. Spóźniliśmy się...


A to widziany z daleka chyba powyrobiskowy zbiornik koło wsi Janiszew? Nie było już czasu podejść bliżej. Może następnym razem?

KONIEC
Przez wieś Łowinek w woj. kujawskopomorskim jedzie się aleją dębową. Tworzy ona wręcz tunel, pień przy pniu, dach z szumiących liści.


Można sobie wspomnieć czasy naszego dzieciństwa, gdy Polska była zielonym krajem i praktycznie każda wieś tak wyglądała - patrząc z daleka była kępą wysokich drzew wśród pól...
Znaków drogowych i tabliczek tu również nie brakuje. A to że aleja jest “prawem chroniona”...
A to kolejne ostrzeżenia dla kierowców, aby łaskawie raczyli zdjąć na chwilę nogę z gazu, a nie potem opowiadali, że drzewa się na nich rzuciły…
Każde drzewo jest obite symbolem “pomnika przyrody”. Widzieliśmy różne pomnikowe aleje - ale tak dokładnie ostemplowanych chyba jeszcze nie...
Wystarczy jednak wyjechać z wioski w pola… i tu krajobraz zmienia się nie do poznania! Aleja nadal jest, ale drzew ogłowionych i martwych! Czasem sterczy gdzieś jakaś cudem zielona gałązka, ale raczej wygląda to na ostatnie tchnienie, bez szans powodzenia na przyszłość.


Wszystkie pościnane drzewa mają oczywiście tabliczki pomników przyrody!
Co to u licha jest? Czy to jest pomnik obecnego bezprawia w Polsce?
Część kikutów jest owinięta w worki foliowe… Widać ktoś stał na wysokiej drabinie i motał te worki. Bo kiego czorta?
Dlaczego (jeśli już musieli) to nie wycieli tych drzew całkiem? Czemu zostawili te sterczące trupy? Bo dla miłośników grzania setką po wiejskich drogach niezależnie od warunków - bezpieczeństwo nadal nie wzrosło… W suchy pień również można przypierdzielić…
Nie wiem co tu się działo, nie udało się pogadać z nikim z miejscowych. Ich reakcje przy próbach poruszania tematu (natychmiastowa ucieczka albo potok bluzgów i pogróżki na widok aparatu) również sugerowały, że coś grubego się tu odwaliło. Wygląda na jakiś spór i solidne przepychanki. Szkoda tylko biednych drzew, bo szybko nie odrosną, nawet jakby im cudem pozwolili…
A potem to już tylko jazda w stronę domu, noclegi na leśnych parkingach, spotkania z lokalna fauną


I z tą wiezioną znad morza

Rano na leśny parking między miejscowościami Chodecz i Przedecz zawija jakieś auto. Mamy czas je trochę czasu obserwować, bo właśnie wstaliśmy i kręcimy się koło busia. Jemy śniadanie, pakujemy się. W przybyłym pojeździe siedzą dwie osoby - facet i babka. Facet wychodzi, zamyka drzwi i zaczyna wyciągać z bagażnika różne rzeczy, plecaczek, koszyk, przebiera gumiaki - widać grzybiarz. Zamyka auto i rusza w las. Babka z nim nie idzie, zostaje w samochodzie. I nie byłoby to nic dziwnego, gdyby nie to, że przez kolejną godzine czy półtorej kobita siedzi bez ruchu. Nawet nie zmieniła pozycji. Z tego co udalo mi się zapuścić żurawia - chyba nie spała i oczy miała otarte. Na początku nie zaprzątamy sobie głowy tą sprawą - ot ktoś na parking przyjechał. Zdarza się nie? Potem zaczynamy rozważać czy ludzie się tak boja kleszczy, że nawet nie pójdą na spacer? Tylko wolą w dusznej puszce siedzieć? Albo czemu nie została w domu jak nie podziela pasji swojego współtowarzysza? Jednak gdy czas płynie - to sprawa wydaje się coraz bardziej podejrzana. Ostatecznie po dwóch godzinach facet wraca. Chowa do bagażnika pusty koszyk - widać grzyby nie dopisały. Wsiada i odjeżdża... Babka siedzi jak siedziała... no może trochę ją zarzuciło na zakręcie... A może to była wypchana kukła? Albo manekin? Różne ludzie mają odpały... My wozimy Krecika, może ten pan miał inną "maskotkę"? Kabak kręci głową... "Mamo, to nie była lalka. To była prawdziwa pani. Ale ona chyba już nie żyła..." I po czasie mnie tknęło - czemu ja nie poszłam zapukać do tego auta? Zapytać o godzinę albo o ogień? Albo którędy na Przedecz? Jakoś człowiek w porannej krzątaninie tylko część uwagi poświęca na to, co dzieje się wokół, patrząc czy jajecznica się nie przypala, czy kabak nie ściąga na siebie wrzątku i czy wszystkie suszące się na drzewie śpiwory (zalane kopniętym nocnikiem) wyschły i zostały spakowane. Jakoś kompletnie nie przyszło mi do głowy zapodać jakąś akcję zaczepną... A szkoda, bo sytuacja była dość niecodzienna i tak - na zawsze pozostanie tajemnicą... A "grzybobranie z nieboszczykiem" pozostanie ostatnią przygodą tegorocznej wrześniowej włóczęgi...
Zawijamy jeszcze zobaczyć zamek koło Koła
Z bliska czar jednak pryska i zaliczamy szybki powrót do Polski... Zamek prezentuje się już znacznie gorzej - jest w remoncie. Wszystko ogrodzone.. Wypełnia go wizg wiertarek i szlifierek. Czyli miejsce biwakowo - ogniskowe wewnątrz starych murów można wsadzić w kibel.. Spóźniliśmy się...
A to widziany z daleka chyba powyrobiskowy zbiornik koło wsi Janiszew? Nie było już czasu podejść bliżej. Może następnym razem?
KONIEC
"ujrzalam kiedys o swicie dwie drogi, wybralam ta mniej uczeszczana - cala reszta jest wynikiem tego, ze ja wybralam.. "
na wiecznych wagarach od zycia...
na wiecznych wagarach od zycia...
- Lech
- bardzo stary wyga
- Posty: 3615
- Rejestracja: 08-01-2005 18:39
- Lokalizacja: Poznań (spod Moraskiej Góry)
Re: Świat staje na głowie - czyli buba jedzie nad polskie morze ;)
buba1 pisze:
Co to u licha jest? Czy to jest pomnik obecnego bezprawia w Polsce?Bo trochę tak wygląda...
Część kikutów jest owinięta w worki foliowe… Widać ktoś stał na wysokiej drabinie i motał te worki. Bo kiego czorta?
To jest na pewno wierzba. Wierzby się tak przycina.
