I znowu te Bałkany na wakacje!...

Jeżeli wybrałeś się gdzieś poza Sudety i nie wstydzisz się tego, daj znać!
Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 4261
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: I znowu te Bałkany na wakacje!...

Postautor: Pudelek » 02-02-2024 21:45

Pierwsza z wiosek zwie się Banatska Subotica (Банатска Суботица, Krassószombat). Sprawia wrażenie wyludnionej, wszyscy się pochowali.
Obrazek
Obrazek

Mimo, że mieszkają tu prawie wyłącznie Serbowie, to na ścianie wiszą klepsydry z samymi węgierskimi imionami i nazwiskami. Co ciekawe, opis jest już po serbsku. Czyżby w tej wiosce umierali jedynie Węgrzy?
Obrazek

Na budynku blisko skrzyżowania umieszczono tablicę poświęconą ofiarom II wojny światowej i wieniec w charakterystycznych barwach.
Obrazek

Ruszam na wschód, do sąsiedniej osady. Na wjeździe zagwozdka, wygląda na to, że miejscowi zakleili dolną nazwę serbską w alfabecie łacińskim (Dobričevo - Добричево) i sami przykleili nazwę węgierską (Udvarszállás). Dwie wioski tuż obok siebie, a tak różne, bo w tej dla odmiany są prawie sami Węgrzy (a nawet kilku Czechów).
Obrazek

Dobričevo jest praktycznie miejscowością graniczną - Rumunia zaczyna się dwa kilometry za ostatnimi zabudowaniami. Aż tak daleko nie jadę, fotografuję kościół lub kaplicę katolicką oraz jeden nieczynny sklep, po czym wracam do Suboticy.
Obrazek
Obrazek

Tym razem spotykam tam ludzi, a konkretnie trzech nastolatków, którzy na widok aparatu skrycie pokazują mi... muskuły ;). Zamiast nich uwieczniam cerkiew z 1866 roku. Wygląda na lekko zaniedbaną.
Obrazek

Na obrzeżach Banatskiej Suboticy stoją rozrzucone i opuszczone budynki jakiegoś większego gospodarstwa, a obok nich cmentarz.
Obrazek
Obrazek

Część grobów stoi w odgrodzonym sektorze z betonową "podłogą". Ciekawe, czy w grobowcach chowano najbardziej zasłużonych członków osady? Sporo tam gwiazd zamiast krzyży, ale znalazłem też pomnikowe zdjęcie chłopa w austro-węgierskim mundurze!
Obrazek
Obrazek

Za cmentarzem, a przed skrzyżowaniem z główną drogą, działa jakieś spore przedsiębiorstwo, do którego ciągle wjeżdżają i wyjeżdżają ciężarówki z rejestracjami z Tetova w Macedonii. Dziwne.

Wjeżdżam na szosę numer 11, więc trochę zwiększa się ruch. Przeskakuję nad przejazdem kolejowym z rozpadającą się budką dróżnika.
Obrazek

Przede mną Jasenovo (Јасеново, Jaszenova). I po raz kolejny głowię się, o co chodziło osobom smarującym po tablicy wjazdowej, bo trzecią nazwę przekształcono tak, że układa się w "Jasenovac". W Jasenovcu był największy obóz koncentracyjny prowadzony przez Chorwatów dla Serbów podczas II wojny światowej, więc brzmi to jak groźba. Ale przecież tu znowu mieszkają głównie Serbowie, o co zatem chodzi, ktoś przyjechał aż z Chorwacji żeby to stworzyć??
A inna bajka jest taka, że główkuję po jakiemu jest owa Jaszenova? Brzmi z węgierska, ale dla Węgrów wioska nazywa się Karasjeszenő. Może to cygański, bo Romowie są tu drugą nacją?
Obrazek

Jasenovo to znacznie większa miejscowość niż poprzednie. Posiada małą stację benzynową, dwie świątynie (prawosławną i katolicką), klub piłkarski i park, w którym przepłaszam jakiegoś dziadka: zerwał się z ławki jak tylko wyciągnąłem aparat.
Obrazek
Obrazek

Charakterystyczne zabudowania gospodarcze.
Obrazek

W wiosce są co najmniej dwa sklepy i nawet jeden fastfood, brak jednak normalnej knajpy, więc towarzystwo urzęduje na ławkach. Co jakiś czas zmieniają lokalizację, zostawiając w poprzedniej syf, co wywołuje interwencję pani ze sklepu: podniesionym głosem wymusza na tambylcach posłuszeństwo i ci karnie sprzątają swoje śmieci.
Obrazek

Kawałek za Jasenovem zatrzymuję się na chwilę, aby dokładnie obejrzeć budkę przy przejeździe kolejowym. Mimo swych niewielkich rozmiarów posiadała piec z kominem, aby dróżnik nie marznął w chłodne miesiące.
Obrazek
Obrazek

Pomyśleć, że kiedyś tą trasą jechał sam cesarz Franciszek Józef: w 1869 roku wsiadł do pociągu w Wiedniu, a w Bazijaš przeszedł na statek, którym Dunajem, przez Morze Czarne i Śródziemne dotarł do Egiptu na otwarcie Kanału Sueskiego. Teraz pojawiają się jakieś plany reaktywacji, ale chyba Serbów na nią nie stać. Szkoda, że ten najstarszy historycznie odcinek kolei tak niszczeje, nikt nie myśli, aby jakoś o niego zadbać choćby pod względem turystycznym.

Na powrót docieram do Crvenej Crkvi, gdzie zaglądam na skromną stacyjkę kolejową. Ruina dokładnie taka, jak pozostałe.
Obrazek
Obrazek

W panującym zaduchu strasznie chce mi się pić, najlepiej coś zimnego. Najpierw myślę, że pojadę już na kemping, ale po minięciu Crvenej Crkvi spotykam pośrodku niczego samotnego psa. Biegnie drogą z wywieszonym jęzorem i uznaję go za znak, że należy się wrócić!
Obrazek

W Crvenej Crkvi działa sklep, służący również jako centrum życia towarzyskiego. Zatrzymują się przy nim traktorzyści, rowerzyści, motocykliści, a nawet niemieccy turyści.
Obrazek

Kupuję chłodne piwo i rozsiadam się wygodnie na ławce. Trochę się odróżniam od pozostałych facetów brakiem klapek, tutaj każdy je nosi i używa do rozmaitych czynności. Jeden z chłopów nieustannie poprawia sobie świeży bandaż na nodze, krew dopiero niedawno zaschła. Panowie dyskutują o wielu sprawach, co jakiś czas rzucając ku mnie badawcze spojrzenie. W końcu sprzedawca nie wytrzymuje i pyta się skąd jestem.
- Z Polski? - dziwi się. - Aż tu rowerem przyjechałeś??
- Niee - śmieję się. - Rowerem tylko z Belej Ckrvi.
- Aaa, z kempingu.
Obrazek

Zostało mi już tylko kilka kilometrów do końca wycieczki. Postanawiam nieco skrócić trasę i przejechać przez teren wielkiego gospodarstwa z polami kukurydzy i winoroślami. Brama jest otwarta, więc wygląda zachęcająco, tylko z drugiej strony muszę się przeciskać przez dziurę w płocie ;).
Obrazek

Wycieczka zajęła mi prawie cały dzień. Jestem bardzo usatysfakcjonowany jej rezultatem, bo zawarło się w niej wiele elementów: i poznanie nowych okolic, i zobaczenie kilku zabytków, i - co najważniejsze - wywiad etnograficzny, dzięki któremu można było dowiedzieć się trochę o życiu miejscowych mieszkańców.
"Szanowny Prezydencie. Błogosławione łono, które Ciebie nosiło i piersi, które ssałeś."

https://picasaweb.google.com/110344506389073663651

http://hanyswpodrozach.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Pudelek
bardzo stary wyga
Posty: 4261
Rejestracja: 12-11-2007 17:06
Lokalizacja: Oberschlesien, Kreis Nikolei / Oppeln

Re: I znowu te Bałkany na wakacje!...

Postautor: Pudelek » 01-03-2024 21:37

Wielokrotnie wspominałem już, że Wojwodina to mój ulubiony region Serbii. Wielokulturowa społeczność, ciekawa historia i habsburska architektura jest tym, co mnie w niej szczególnie przyciąga. Jeszcze nie Bałkany, ale już nie tak do końca Europa ;).

Podobnie jak kilka lat wcześniej tym razem wpłynęliśmy do niej promem z miejscowości Ram (Рам), o czym zresztą pisałem. Dunaj w najwęższym miejscu jest tu szeroki na osiemset metrów, ale przeprawa to ponad dwa kilometry otoczone wielką wodą. Po rzece wolno sunie niemiecki wycieczkowiec spotkany wcześniej w Żelaznych Wrotach, a my wpływamy do kanału Dunaj - Cisa - Dunaj (Kanal Dunav - Tisa - Dunav), gdzie prom przycumuje w Starej Palance (Стара Паланка). Rok temu podczas wycieczki rowerowej piłem tu w knajpce piwo i molestowałem kota, którego kelner oferował mi na wynos ;).
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Bazą noclegową tradycyjnie będzie Bela Crkva (Бела Црква), gdzie znajduje się jeden z moich ulubionych kempingów: tani, swojski, tuż nad dawnym żwirowiskiem, który teraz służy jako miejsce kąpielowe z plażą.
Obrazek
Obrazek

W ubiegłym roku zarezerwowałem wcześniej na bookingu przyczepę za równe 20 euro. Tym razem nie było takiej możliwości, więc napisałem bezpośrednio do kempingu i tak się zakręciłem, że ostatecznie... zaklepałem dwie przyczepy ;). Na szczęście nie było problemów, aby wcisnąć tę drugą komuś innemu. Tegoroczny koszt przyczepy to dwa tysiące dinarów za noc (niecałe osiemdziesiąt złotych).
Obrazek

Przyczepa się przydała. W dniu przyjazdu panowała piękna, słoneczna pogoda, ale już w kolejnym - gdy pedałowałem do Češkego Sela - przyszedł nowy front, który przyniósł duże zachmurzenie. Natomiast trzeciego dnia po prostu zaczęło lać i to mocno, zrobiło się chłodno. Ciepła i sucha przyczepa była wówczas bardzo pożądana.
Obrazek

Co robić przy takiej pogodzie? Jak przestawało padać szybko biegłem do wody. Dłuższe chwile wykorzystywałem na czytanie lektury na dworze albo na spacer po najbliższej okolicy.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

W skład kempingowej menażerii wchodziła rodzina łabędzi, mocno agresywna. Kilka razy mnie pogoniły z wody, musiałem stoczyć niejedną potyczkę, którą rzadko wygrywałem. Natomiast wstając któregoś poranka myślałem, że mam przewidzenia: obok bliskiego drzewa leżały dwa dorodne... króliki. Ktoś je wypuścił, aby sobie pokicały po trawie :D.
Obrazek
Obrazek

Na kempingu prawie nie ma cudzoziemców, co zresztą jest tutejszym standardem. Raz tylko spotkaliśmy polską grupę terenówek, lecz to raczej wyjątek, niż reguła. Tym razem do obcych można połowicznie włączyć jedną mieszaną rodzinę, matka była Serbką, ojciec jakimś zachodnioeuropejczykiem i dzieciaki wołały do siebie po angielsku. Ale do prawdziwych obcych, prócz nas, można było zaliczyć tylko czeskiego tatę z synem. To byli Czesi z Czech, a nie miejscowi ;). Facet opowiadał mi, że bardzo lubią tu przyjeżdżać, ale tym razem zajęło im to kilkanaście godzin i to... z południowych Węgier!
- Granica węgiersko - rumuńska zatkana. Potem Serbowie nas trzymali trzy godziny na przejściu obok Belej Ckrvi.
- Ale dlaczego? - dziwiłem się. - Przecież to boczna droga.
- Nie wiem - wzrusza ramionami. - Tylko nas się przyczepili. Może dlatego, że żartowałem iż cukier, który mi się wysypał, to na pewno narkotyki.
Może :D.
Chłop mieszka w Ostrawie, choć nie dopytałem po której stronie rzeki.
- Rok temu byliśmy pierwszy raz nad polskim morzem, jedzie się super, sześć godzin - mówi.
- To dlaczego nie w tym roku?
- Jednak za drogo i za tłoczno, a Serbia to Serbia.
Prawda. Mnie też nie stać na urlopy w Polsce.
Obrazek

Wieczory wykorzystujemy, aby pokręcić się po mieście. W dniu, w którym odwiedzałem serbskich Czechów, wypożyczyłem drugi rower i we dwójkę pojechaliśmy do centrum, które oddalone jest o kilka kilometrów.
Pisząc kiedyś o historii Belej Crkvi wspominałem, że współczesne miasto założyli w XVIII wieku koloniści niemieccy jako Weisskirchen. Aż do II wojny światowej byli najliczniejszą grupą narodowością - w mieście, bo wsie były serbskie, rumuńskie lub węgierskie. Dziś spisy powszechne odnotowują jedynie kilkudziesięcioosobową grupkę Niemców, lecz ślady ich obecności można znaleźć na największym cmentarzu. Oficjalnie jest to nekropolia bezwyznaniowa, w praktyce określa się ją jako cmentarz katolicki i rzeczywiście takie sprawia wrażenie.
Obrazek

Na różowo - pastelowej bramie wisi kartka, że sikanie pod murem zagrożone jest mandatem. I słusznie, choć zastanawiam się co ma zrobić człowiek, kiedy poczuję tę nagłą, nieodpartą potrzebę? Przecież żadnej toalety tu nie ma.

Cmentarz jest naprawdę duży i dość chaotyczny, ale to prawdziwa podróż w czasie. Z przodu jest mieszanka narodowościowa, nowe groby serbskie mieszają się z węgierskimi, czeskimi i niemieckimi, przy czym te ostatnie są znacznie starsze.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Pomnik poświęcony "rycerskim obrońcom miasta" z sierpnia 1848 roku. Nie umiałem znaleźć dokładnego przebiegu wydarzeń z tamtego okresu, kiedy trwało powstanie węgierskie. Najprawdopodobniej jednak miasto było atakowane przez oddziały serbskie, występujące jako sojusznicy Habsburgów (co za paradoks, biorąc pod uwagę późniejszą historię wzajemnych stosunków austriacko - serbskich!). Obrońcy, znacznie mniej liczni, odparli atak. Węgrzy piszą, że to oni przeciwstawili się Serbom, ale napis na pomniku i nazwiska świadczą, że jednak odpowiadają za to miejscowi Niemcy.
Obrazek

Nagrobek katolickich księży. Jak widać, temu z ubiegłego wieku udało się uniknąć wywózek.
Obrazek

Im dalej od bramy, tym groby są bardziej rozrzucone i coraz mniej współczesnych. Wreszcie przekraczam niewidzialną granicę pomiędzy dwoma światami: zaczynają się całe sektory sprzed wielu dekad, zapomniane i porośnięte roślinnością.
Obrazek

Kilka rzędów najbardziej okazałych pochówków oraz pożerana przez zieleń kaplica.
Obrazek
Obrazek

Na cmentarzu wojennym zielsko sięga do pasa. Pod krzyżem wypisane są nazwiska poległych mieszkańców, ale oni pewnie spoczywają tam, gdzie zginęli, czyli m.in. w Galicji.
Obrazek

Rzędy bezimiennych krzyży. Ponieważ w Banacie nie toczyły się w czasie Wielkiej Wojny żadne walki, to zakładam, iż mogą to być żołnierze zmarli w okolicznych szpitalach. Wyjątek stanowią trzy węgierskie nagrobki z nazwiskami i datą śmierci. Pytanie, czy to groby symboliczne czy rzeczywiste, a Węgrzy z jakiś powodów nie chcieli się znaleźć na liście niemieckich poległych?
Obrazek
Obrazek

Znaleźliśmy też niewielki kirkut. Ponoć odnowiony, ale jak dla mnie prezentuje się on tak samo jak reszta cmentarza.
Obrazek

Po zwiedzeniu nekropolii kręcimy się jeszcze po okolicy. Duży, opuszczony budynek wygląda jak dawne koszary.
Obrazek

W weekendy część głównej ulicy miasta jest zastawiana barierkami i służy jako deptak. Niezły pomysł.
Obrazek

Na tym samochodzie Jugosławia jeszcze trwa. W końcu Zastava.
Obrazek

Bela Crkva posiada pięć świątyń (rok temu myślałem, że cztery, bo jedną przegapiłem). Najpierw stanął kościół katolicki św. Anny; dzisiejsza bryła pochodzi z przełomu XVIII i XIX wieku. Potem wybudowano serbską cerkiew prawosławną, następnie cerkiew rumuńską. W okresie międzywojennym zaczął swoją działalność niemiecki zbór ewangelicki oraz rosyjska cerkiew prawosławna, gdyż Bela Crkva był jednym z największych skupisk białej emigracji. Przypadkowo zauważam, że kościół katolicki jest otwarty, więc nie wypada nie wejść do środka.
Obrazek

W przeszłości była to niewątpliwie świątynia niemiecka, o czym świadczą witraże i świetnie zachowane sztandary. Komuniści Niemców wypędzili, ale najwyraźniej nie zniszczyli pozostałego po nich wyposażenia.
Obrazek

Z pewnością do kościoła uczęszczali też inni miejscowi katolicy, głównie Węgrzy i Czesi. I dzisiaj to głównie potomkowie przybyszów znad Wełtawy opiekują się świątynią! W środku spotykam dwie starsze panie krzątające się z miotłami, które w ciekawej czeszczyźnie zapraszają na jutrzejszą mszę z okazji jakiegoś święta. A na stoliku leży "katechizm i modlitwy do kapsy" - prawie tak jak na Górnym Śląsku :D.
Obrazek

Po zwiedzaniu należy napełnić brzuchy. Bela Crkva nie szczyci się wielką ilością lokali, ale kilka z nich działa przy największej atrakcji turystycznej, czyli przy Glavnym jezerze. Zorganizowano tam plażę miejską a nawet "boisko" do piłki wodnej.
Obrazek

Oficjalna restauracja ma kiepskie opinie: co prawda żarcie jest jadalne, ale obsługa ma wszystko w dupie. Lepiej się przejść na pobliski deptak, gdzie jedzenie przyrządza się na wolnym powietrzu. Widząc cudzoziemców ludzie rzucili się po kogoś, kto zna angielski, choć akurat w ogóle nie było to potrzebne, ale ewidentnie im się podobało, że odwiedzili ich strancy. Zamówiliśmy zestaw różnych mięs.
Obrazek

Zastanawiam się jaką rakiję wybrać na trawienie. Wybór jest spory.
- Šljivovica jest najlepsza - rzucił przyjacielskim tonem potężnie zbudowany gospodarz. Też tak sądzę ;).Obrazek

Gdy zjawiliśmy się tam po raz drugi, powitano nas jak starych znajomych. Tym razem zaproponowano tradycyjne mięsiwo gotowane w charakterystycznych naczyniach.
Obrazek

Niedaleko jeziora oraz knajpy biegną tory. To ostatnie ślady zlikwidowanej w latach 60. ubiegłego wieku linii nad Dunaj w dzisiejszej Rumunii.
Obrazek

Skrzyżowanie pod kątem prostym! Bardzo dziwne, bo ten boczny tor musiał prowadzić do widocznego w tle budynku. Może warsztat?
Obrazek

Przejazd kolejowy mógł być używany po raz ostatni w 2016 roku, kiedy to zawieszono kursy pociągów z drugiej strony. Idę zobaczyć co słychać przy dworcu od strony torów, gdy nagle nie wiadomo skąd wyskakuje Cyganka i zaczyna się za mną drzeć. Odwracam się, patrzę jak na kretynkę, a ta dalej się wydziera. Nie wiem, może myślała, że odkryję jakieś tajne romskie obozowisko albo magazyn amunicji? Dawna budka dróżnika chyba została zaadaptowana na cygański dom. Wzruszyłem ramionami i poszedłem dalej. Teren kolejowy jest, podobnie jak cmentarz, stopniowo odzyskiwany przez naturę.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Ostatni wieczór w Wojwodinie. Jutro z rana ruszamy na północ, do kochanej Unii Europiejskiej.
Obrazek