Obecne edycja odbyła się pierwszy raz poza granicami Polski, mianowicie zawitaliśmy na Słowację, a konkretnie w Niżne Tatry. Dla mnie super, bo bywałem tam dość rzadko. Pierwszy raz w 2008r, drugi raz w 2018r. I to było by na tyle
Za punkt zbiórki obraliśmy Bielsko-Białą, ja dojeżdżam furmanką z Gdańska przed wieczorem i instaluję się w Domu Wycieczkowym PTTK, chwilkę po północy na salony wtacza się Menel. Po nocy w białej pościeli jedziemy na Słowację. Furmankę na kilka dni porzucam w Ruzomberku. Z założenia nie braliśmy pod uwagę startu imprezy z Hiadelskiego Sedla. Chcemy dostać się do Liptovskiej Osady i dalej stopem/z buta do Liptovskiej Luznej, gdzie startuje szlak żółty, który wyprowadza na główną grań. Przybiegamy zatem do dworzec “PKS”, patrzymy...a tam odjazd autobusu do...Liptovskiej Luzni za 3min!
Szlak pokonujemy dość sprawnie. Z okolicznych łąk ładne widoki Wielką Fatrę.
Na grań dostajemy się zaraz przy Sedlo pod Skalkou. Ruszamy na wschód!
Za nami Kosarisko [1695mnpm] i Velka Chochula [1753mnpm].
A przed nami Latiborska hola [1643mnpm]
Za nami trawers Velkiej holi [1640mnpm], przed nami ostatnie metry przed szczytem Latiborskiej...
Na podejściu wzrok przykuwa stromy szczyt na północ od grani, to samotny olbrzym – Salatin [1630mnpm], na lewo od niego majaczy Mała Fatra – Stoh i Velky Rozsutec
Na Latiborskiej holi.
Za szczytu widać to co przed nami – Zamotska hola [1612mnpm], dalej Durkova [1720mnpm], potem Chabenec [1955mnpm], ale to już kolejnego dnia. Po prawej masyw Skalki [1980mnpm] na południe od grani głównej.
I widoczek na dolinki, w centrum Salatyn, na prawo masyw Wielkiego Chocza, na lewo w mgiełce Mała Fatra.
Na horyzoncie dostrzec też można wierzchołki Tatr Zachodnich.
[img]https://lh3.googleusercontent.com/pw/AP1GczMxyrHbqPz2z5CcMsR-Wp27VLEF0DBHvBm6AqaiQJMg2Y-9rMJAGzL_YMXDpzHnxkn-hqbZWKYt4_NUrTo8MyzO-Sc5LX0sXOwnY1VbyBRdQpf_e6x76bTN8bZDF-eswdJfLu6IgGgqY874PASJYn9B=w999-h656-s-no?authuser=0[img]
W tym momencie nie bardzo nam się już śpieszy, bo dziś nocleg wypadł na Utulni Durkova pod Chabencem. Mamy więc czas, cieszymy się tym co dookoła…
Z noclegiem problemów nie będzie, dostajemy bez kłopotu miejsca w sali zbiorowej na poddaszu.
Dobytku utulni pilnują sympatyczne psiny…
Coś tam pitrasimy, powoli do utulni schodzą się też inni turyści, poza nami sami Słowacy.
Zerkam jeszcze wieczorem w stronę Skalki [1980mnpm] i czas lulu. Noc, mimo, że w licznym gronie, to bez ekscesów.
Rano wszystko jest w niskim chmurach, coś tam nawet pada. Jemy śniadaniem i z bardzo dobrym czasem, jest coś koło 6:45, ruszamy na szlak. Na początek czeka nas podejście od utulni do szlaku graniowego. Na Małym Chabencu na razie tak sobie…
Na szczęście, po godzinie czy dwóch chmury się podnoszą. Widać już nawet dna pięknych, dzikich i długich dolin.
Na Kotliskach [1937mnpm] odsłania się nam Chebenec [1955mnpm]
Chmury przewalają się przez Polanę [1890mnpm] i Bor [1888mnpm]
Z Polany mamy pyszny widok na oba Chabence, Kotliska i “grań” z północnymi zerwami między Chabencem a Kotliskami.
Boczne ramię odchodzące od grani głównej ku północy - Bor [1888mnpm] i Sina [1560mnpm]
Za Polaną robimy sobie kilka minut odpoczynku, siedząc na trawie podziwiamy Kotliska i odchodząca na południe boczną grań z kulminacją na Skalce [1980mnpm]
Kotliska [1937mnpm], na prawo, w głębi, Chabence…
Fajnie się siedzie, ale...od patrzenia drogi nie ubędzie
Ruszamy dalej, najbliższy cel do Derese. Po drodze zygzaki szlaku żółtego z Doliny Demianovskiej.
No i wypogodziło się..!
Przed Dereszami pojawia się wygodny chodnik tatrzański….
Ze szczytu widać już pobliski Chopok i rozbudowaną infrastrukturę narciarską tej okolicy…
Derese [2004mnpm]
W Kamiennej Chacie pod Chopokiem pozwalamy sobie na drobny posiłek, uzupełniamy płyny, na koniec wchodzimy na lekko na szczyt. Pogoda zaczyna się ponownie psuć.
Niezrażeni ruszamy dalej, przed nami najwyższe partie całego pasma…
Król w całej okazałości – Dumbier [2043mnpm]
Na szczycie dopada nas niestety deszcz, nie jest jakiś specjalnie intensywny, ale...wszystko idzie tu z Chopoka, Ci co poszli w jego kierunku teraz nie mają lekko.
My robimy sobie pamiątkową fotkę, to na razie rekord wysokości Spotkań na Szczycie
Ostatni raz zerkamy na oświetlone jeszcze doliny i przy coraz mocniej padającym deszczu zbiegamy do plecaków [zostawiliśmy szafy na rozstaju szlaków]
Nasz najbliższy cel, to Chata Gen Stefanika. Na szczęście w tzw międzyczasie deszcz zelżał, a następnie ustał. W zasadzie na sucho ładujemy się do jadalni…po czym zaczyna się prawdziwa ulewa.
Nie ma wyjścia, musimy przeczekać. Zamawiamy gulaszową i napitki…
Po około 30min deszcz ustaje. Nam zostało jeszcze około 2-2,5h do Przeł Certovica, gdzie planujemy nocleg. Ruszamy!
Rzut oka na dolinki po deszczu…
Zejście okazuje się...trudne psychicznie, głównie z uwagi na fakt wrażenia, że Certovica jest blisko, a tu...ponad 2h łazęgi przed nami, bynajmniej nie tylko z góry. Zdobywamy Kralicką [1807mnpm], następnie Pańską Holę [1635mnpm], za którą następują liczne male podejścia I zejścia doprowadzające do wnerwu…
Ostatnią poważną górą przed zejściem na przełęcz był Lajstroch [1602mnp]. Potem już tylko w dół…
Na przełęczy okazuje się, że działa tylko jedna noclegownia, mianowicie domek Horskiej Służby. W związku z tym płacimy jak za zboże, ale z drugiej strony myjemy się “do czysta”
Noc minęła dobrze, spaliśmy z dwójką Słowaków, których potem przez 2 dni mijaliśmy w różnych miejscach na szlaku. Wychodzimy na szlak chwilę po 7-mej. Po 30min marszu na szlaku pojawia się….utulnia Terezka. Nie ma jej na mapach, bo powstała chyba rok wcześniej. Hm...gdybyśmy wiedzieli...Menel nie może odżałować, a ja nie żałuję noclegu w luksusie
Tutaj zaś noc spędził Słowak, który nocował pod namiotem w Utulni pod Durkovą, tego też będziemy spotykać na szlaku do końca trasy. Bardzo fajny gość i dobry piechur.
Około godzinki “z hakiem” marszu od Terezki ulokowała się legendarna Utulnia Ramża. Leży w środku lasu, około 200m od budynku wydajne źródełko. Jesteśmy tu koło 9:00, właśnie do wyjścia zbierają się lokatorzy ostatniej nocy: 2 Polaków i 3 Słowaków. Ich też będziemy regularnie mijać na szlaku.
W środku czystko, schludnie, super miejsce na nocleg z klimatem…
Dziś na szlaku od rana dużo deszczowych chmur wokół, ciągle słychać grzmoty i wiadomo, że gdzieś w okolicy leje.
Jest też parno, las jest gęsty, dużo trawersów, mało terenów odkrytych, taki trochę wokół klimat Birmy i Wietnamu…
Korzystamy z każdej chwili przejaśnień…
Ogólnie mamy mega fart, bo wszędzie wokół leje, burze, tylko nie nad nami
Mijamy Homolkę [1660mnp], Oravcovą [1544mnpm], wreszcie Kolesarovą [1508mnpm] i schodzimy do niskiej Przełęczy Priehyba [1190mnpm]. Ogólnie ten odcinek od Terezki do Priehyby jest trudny psychicznie, w gąszczu lasu, trawersami, cześciowo po byłych wiatrołomach. Na Priehybie kiedyś biwakowałem i pamiętam, że niedalko jest źródelko. Idziemy uzuepłnić PETy, na miejscu są już Polacy z Ramży, po kilkunastu minutach dochodzi trójka Słowaków, po czym...lunęło na całego. Tym razem burza jest tuż nad nami, a my...pod wiatką z kubkiem herbaty w ręku
Podczas przeczekiwania zlewy pod wiatką rodacy oznajmiają nam, że zamierzają ominąć upierdliwe i długie podejście na Velką Vapenica [1691mnpm] nieznakowanym trawersem, następnie niebieskim szlakiem dojść bezpośrednio do Przeł Priehybka [1468mnpm]. Łypiemy na mapę i cóż, jesteśmy w końcu na… urlopie
Takie rozwiązanie ma kilka plusów, jednym z nich jest chata, na którą się natykamy po drodze, warto wiedzieć o takiej miejscówce w pobliżu.
Kolejnym plusem jest możliwość podziwiania świata tuż po burzy…
Gdy dochodzimy na grań rozpogadza się na dobre..! Na horyzoncie ostatnia wschodnie partie Tatr Niżnych i na nasza ostatnia, jutrzejsza tura: Bartkowa [1790mnpm], Orlova [1840mnpm] i maszt na Kralovej Holi.
Widać też nasz dzisiejszy nocleg – Utulnia Andrejcowa, a w zasadzie ten żarowiasty namiot, bo ostatecznie to w nim spędzimy noc
Można też podziwiać to co wokół, tutaj widok na południe – Veporskie Vrhy, a także masyw Polana
No nic, od patrzenia drogi nie ubędzie...
Utulnia zacna, wokół już niemałe towarzystwo, w zasadzie sami Słowacy, poza nami i poznanymi kilka godzin wcześniej w Ramzy rodakami. Ci ostatni już siedzą przy ognisku. Rozwalimy bety w namiocie I wkrótce do nich dołączymy. W utulni komplet, więc chatarowa przydziela nam nocleg w namiocie. Cieszymy się, bo sala jest pełna i głośna, a my będziemy mieć mieć święty spokój w nocy.
Swoją drogą, sporo się tu zmieniło od czasu gdy byłem tu pierwszy i ostatni raz w 2008r. Wówczas było tu jak w Ramzy, darmowa chata bez chatara. Pamiętam, ze wówczas byliśmy to we trójke sami. Teraz nie bylo dla nas miejsca…
Wieczór spędzamy z Polakami przy ognisku, kręcą się też Słowacy poznani na szlaku. Rozmowy Polaków o górach...fajny czas, klimat możliwy tylko przy górskiej watrze.
Noc mija super, rano jesteśmy naprawdę wyspani. Zanim wyruszymy na szlak czeka na “walka” z miejscowym złodziejaszkiem
Cóż, miejsce już bez tego klimatu co kiedyś, ale i tak jest bardzo urokliwe.
Na horyzoncie od rana królują Tatry Wysokie, skrajnie na lewo Krywań [2495mnpm]
Ruszamy na ostatni etap, dziś trasa relatywnie krótka, bo czeka nas około 5h łażenia. Szybko dochodzimy do Żdiarskiego sedla, stąd podejście na najwyższe partie Pasma Kralovoholskiego. Pierwsze czeka na nas Bartkova [1790mnpm]. Po wyjściu z lasu znów łypiemy na Tatry, tym bardziej, że powoli kryją się w chmurkach…
Dalej na horyzoncie Tatry Zachodnie
Krywań, Solisko, Szatan, Rysy, Wysoka…
W rejonie Bartkovej mamy już niczym nieograniczony horyzont. Na tym etapie Tatry Wysokie są już w chmurach, ale w Zachodnich ciągle jest piękna lampa
Podziwiamy też najbliższe dolinki, bo dookoła jest naprawdę pięknie!
Kilka minut wcześniej mówiłem Menelowi, że w 2008r miałem tu super sesję ze świstakiem i że jest tu ich sporo…
No I masz! Po Orlovą pojawił się taki jeden i dal nam kilka minut…
Piękny zwierz!
Na Orlovej widać jak na doni całe Pasmo Kralovoholskie, a na horyzoncie najwyższe partie całych Tatr Niżnych – rejon Chopoka i Dumbiera – tam byliśmy dwa dni temu.
Dolinki zawsze urokliwe..!
Rejon Bartkovej, Orlovej i dalej Strednej Holi wywarł na mnie mega pozytywne wrażenie, może dlatego, że wspomnienia z 2008r były już mocno zatarte I wszystko odkrywałem na nowo, a może dlatego, że mój ulubiony klimat w górach to właśnie wysokogóraskie łąki i hale, a w tym wypadku chyba jedno I drugie…
Ostatnie spojrzenie w kierunku Tatr…
Ostatnie spojrzenie na Tatry Niżne i okolice…
Przed południem meldujemy się na Kralovej Holi [1946mnpm], najwyższym szczycie w tej części pasma I naszym ostatnim zarazem szczycie na tym wyjeździe. Robimy sobie popas, dojadamy resztki jedzenia, powoli podsumowujemy wyjazd I cóż, znów było super, pogoda piękna, w większości słoneczna, wszystkie większe zlewy nas omijały. Na brak widoków nie narzekaliśmy. Ludzie spotykani na szlaku bardzo pozytywni. W cztery dni przeszliśmy około 90km w terenie naprawdę wymagającym.
Na koniec czeka nas upierdliwe i długie zejście do Telgartu. Stąd mamy o 17:05 autobus do Popradu, ale że meldujemy się na przystanku koło 14:00, to zaczynamy łapać stopa I...nic
Tak jak zaczęliśmy wyjazd od farta w Ruzomberku, tak na tym zadupiu nikt nie chciał zabrać 2 facetów z plecakami…
Zmuszeni rzeczywistością, po 3h siedzenia w wiacie przystankowej, jedziemy w końcu autobusem do Popradu. Tu po 30min mamy pociąg do Ruzomberka. Robimy przepak i wracamy furmanką do kraju. Menela odstawiam pod dworcem PKP w B-Białej kolo 22:00, a sam ruszam autem do Gdańska. Po 1-ej w nocy muszę stanąć na drzemkę. Ostatecznie koło 4:00 melduję się “pod blokiem”
Cóż, kolejny wyjazd z cyklu Spotkania na Szczycie za nami. Kolejny bardzo udany. Tym razem z rekordem wysokości
Poprzednie razy, to: Góry Izerskie, Góry Kaczawskie, Beskid Śląski, Pieniny, Beskid Niski...Coś pominąłem?
Dziękuję Kolego i do następnego SnS